Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2013

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Jak wyskoczyć z pudełka, czyli co nam daje prawdziwe szczęście

Jest taka scena w filmie Hurt Locker (W pułapce wojny), kiedy główny bohater, saper podejmujący w czasie wojny w Iraku decyzje, od których codziennie zależy jego życie, po powrocie do domu staje przed uginającymi się od towarów sklepowymi półkami, nie mogąc wybrać płatków śniadaniowych.

Jest bezradny wobec narzucającego się bezsensu trwonienia życia na tego rodzaju „wybory”. W ostatniej scenie wraca do Iraku. Czy to tylko kwestia adrenaliny czy też pragnienia, aby nasze wybory nie były atrapą, lecz miały swój gatunkowy ciężar? Żeby od naszych decyzji rzeczywiście zależało nasze życie?

W obecnej kulturze, wbrew pozorom indywidualnej wolności, tak naprawdę możemy obserwować zamazywanie wszelkiego indywidualizmu. Mamy wybór „profilu użytkownika”, ale opcje możliwych „dróg wolności” są wytyczone i odgórnie narzucone, dając nam złudzenie „wyboru”. Tak naprawdę pozostajemy we wnętrzu pudełka. W reklamie wybór określonego produktu (którym jest także „styl życia”) ma stanowić wyraz naszej in…

Ile potrzeba nam na życie

Po narzekaniu na brak czasu na drugim miejscu narzekamy na brak pieniędzy. A może na odwrót? Znamy paradoks czasu. W odbiorze tej obiektywnej rzeczywistości (24 godziny na dobę) jesteśmy często skrajnie subiektywni. W gruncie rzeczy stwierdzenie „ciągle nie mam czasu” jest zwodzeniem samego siebie lub dobrą wymówką. Zwykle mamy czas na to, na co chcemy go znaleźć. Reszta to kwestia dobrej organizacji, w tym także umiejętność mówienia „nie” różnym aktywnościom.

A w odniesieniu do pieniędzy? Pieniądze (w tym także angielskie money) to rzeczownik niepoliczalny. Może dlatego ciągle nam ich brakuje (: Mniej lub bardziej wszyscy borykamy się z BRAKIEM pieniędzy, choć jakże często chodzi nie tyle o brak rzeczywisty, lecz nasze WYOBRAŻENIE braku. To wyobrażenie kształtuje się w zderzeniu z powszechną konsumpcją. Nigdy nie będziemy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, aby mieć wszystko to, co w reklamie przedstawia nam się jako pociągające, wartościowe, dobre dla nas i naszej rodziny.

Droga …

Lepiej mieć więcej

Brak telewizora i sporadyczność w oglądaniu telewizji powoduje, że niektóre rzeczy docierają do nas wolniej, ale i tak jesteśmy bombardowani reklamami. Czekając kiedyś na światłach na budynku zobaczyłem baner jednego z operatorów telekomunikacyjnych, który miał takie hasło "Lepiej mieć więcej".

Nie było napisane czego  - czy smsów, minut, telefonów etc. Niby oczywiste, ale z drugiej strony czy my musimy mieć więcej? - szczególnie jeśli to nie są pierwszej potrzeby przedmioty.
Wmawia nam się, że to więcej to lepiej, fajniej, nowocześniej. Co w zamian? Co będzie jak będę miał już to więcej? Co potem dostanę?

Błędne koło. Lepiej być sobą.

p.s. filozoficzne przemyślenia przed snem ;-)

Obowiązki domowe

W każdej rodzinie, zwłaszcza wielodzietnej, wcześniej czy później pojawia się temat uporania się z furą domowych obowiązków. Uporania się, czyli rozsądnego podziału tychże pomiędzy rodziców a dzieci, w sposób adekwatny do wieku (tych ostatnich) i sił (zwłaszcza tych pierwszych, zwykle przeciążonych). Znam taką historię, w której poproszono nastolatka w wieku szkolnym o zaparzenie herbaty. Po długiej chwili dziecię to wróciło z pytaniem jak się gotuje wodę. Nasza dwunastoletnia Tereska nie tak dawno została na popołudnie w domu sama, bez obiadu. Gdy wróciliśmy okazało się, że poszła do sklepu, kupiła pierś z kurczaka, usmażyła sobie kotlety i ugotowała ziemniaki. Umie wyprasować tacie koszule do pracy, umyć mamie podłogę w kuchni, upiec ciasto czy uszyć portfelik. Starsi Czytelnicy pamiętają zapewne kultowe książki Braun Anne i Nell Edith Trzeba umieć sobie radzić i Nastolatki gotują Sabiny Witkowskiej. Mam wrażenie, że dzisiejsze dzieci przyzwyczajone są do podawania wszystkiego „na t…

Czy rzeczywiście nie ma alternatywy dla konsumpcji

Czy zastosowanie zasad życia w dobrowolnej prostocie na skalę masową doprowadziłoby do upadku obecny model gospodarki? To zarzut, który co jakiś czas pojawia się po stronie krytyków prostoty i minimalizmu. Zerwanie z obowiązującym dogmatem, że więcej oznacza lepiej i samoograniczenie w zakresie konsumpcji dóbr i usług ma doprowadzić (a wg niektórych już doprowadziło!) do spadku przychodów, mniejszego PKB i kryzysu określonych gałęzi gospodarki, a może i gospodarki w ogóle. Oszczędne życie po stronie jednych prowadzić będzie do plajty i bezrobocia innych. W imię patriotyzmu, a może i miłości bliźniego, należy zatem kupować na potęgę, nie ważne co i właściwie za czyje pieniądze. Robiąc kanapkę w domu podkopujesz sens prowadzenia małej gastronomii. Dla tej ostatniej lepiej, byś jadł na mieście. Spędzając czas z rodziną w niedzielę i omijając szerokim łukiem centra handlowe spowodujesz masowe zwolnienia zatrudnionych w nich pracowników, którzy nie będą w stanie się utrzymać. W gruncie rz…

Dlaczego nie potrzeba tak wielu rzeczy jak się Tobie wydaje

Zebrałem pięć powodów, dla których postanowiłem zmniejszyć swój stan posiadania.
Oto i one: 

1. Rzeczy, które posiadasz sprawiają, że ciągle zajmujesz się... swoimi rzeczami.
Im więcej rzeczy posiadasz, tym więcej czasu na nie marnujesz.
Co robisz zazwyczaj w swoim domu?
Niech zgadnę. Bierzesz swojego laptopa i przeglądasz np.: Facebooka. Włączasz TV i skaczesz po kanałach. Typowe.
A co rzeczami, które spokojnie leżą na półkach i nic nie robią? Jakaś stara ślubna porcelana, jakieś kryształy, nieczytane książki? Chyba bierzesz się czasami za porządki? I tak niepotrzebnie poświęcasz czas na sprzątanie, pucowanie i dopieszczanie rzeczy, których w ogóle mógłbyś nie posiadać.
Czy nie lepiej poświęcić ten czas na spacery ze swoimi rodzinami, na wycieczki, na przeżywanie przygód?

2. Rzeczy, które kupujesz sprawiają, że tworzysz mur, który zasłania Tobie to, co dla Ciebie ważne.
Każda nowa rzecz, którą nabywamy sprawia, że przesłania ona nam to, co powinno być ważne. Jak zostało wspomniane w p…

Haiku - jak opisać życie w 17 sylabach

Haiku to kwintesencja minimalizmu. Wiersz, który składa się z 17 sylab podzielonych na 3 wersy (po 5, 7 i 5 sylab). Operujący paradoksem, subtelny i refleksyjny. Prostota, brak ozdobników, przestrzeń niedopowiedzeń pozostawiona czytelnikowi. Poczucie wolności, lekkości i smaku. Urzekła mnie ta formalna dyscyplina i zwięzłość w wyrażeniu myśli w dobie pisania wszystkiego o wszystkim zgodnie z powiedzeniem, że papier jest cierpliwy.

Staliśmy się niesłychanie pragmatyczni, praktyczni i... niekonsekwentni. Czytamy opasłe instrukcje obsługi urządzeń AGD, gazetki reklamowe upchnięte w skrzynce pocztowej tudzież wciśnięte nam do ręki ulotki. Na półkach uginają się kolorowe czasopisma i gazety, choć -cytując Thoreau- co się tyczy gazety, to jestem przekonany, że również w nich nigdy nie wyczytałem żadnych godnych zapamiętania nowin. Przeglądamy setki zdań w internecie, o których zapominamy, przeładowani informacjami, po kilku kliknięciach.

Jesteśmy przemęczeni ilością słów, może stąd taka …

Najpierw rzeczy najważniejsze

To kolejny (i ostatni) wpis poświęcony „7 nawykom szczęśliwej rodziny” Stephena R. Coveya. Pozostałe nawyki są równie ważne, ale myślę, że warto po prostu sięgnąć do książki (:
Goethe powiedział, że spraw, które najbardziej się liczą, nie wolno pozostawiać na łasce spraw mniej ważnych. Nie uda nam się stworzyć szczęśliwej rodziny, jeżeli nie jest ona dla nas priorytetem. Choć większość uważa, że rodzina jest najważniejsza, w rzeczywistości często ustępuje ona pracy.

Praca zawodowa v. rodzina
Covey podkreśla, że praca zawodowa jest sprawą przejściową, natomiast nasza rola w rodzinie nigdy się nie kończy. Podporządkowanie życia tymczasowej roli oznacza, że daliśmy się skusić pozornemu blaskowi kultury, która gloryfikuje aktywność zawodową. Jest wiele rodzajów kłamstw, jakie wmawiają sobie rodzice, aby wybierać pracę zawodową kosztem rodziny. Pierwsze miejsce zajmuje potrzeba dodatkowych pieniędzy. Oczywiście nie mówię o tych polskich rodzinach, w których oboje rodzice muszą pracować, a…

Postawa typu TGiF

Przeczytałem ostatnio o coraz popularniejszej postawie TGiF (skrót Thank God It’s Friday, w tłumaczeniu: Dzięki Bogu już piątek) w odniesieniu do pracowników.

Samo hasło nie jest nowe, ale postawa, którą reprezentują ludzie, staje się coraz bardziej popularna, aby pokazać swój stosunek do pracy i... życia. Czekamy na piątek już od poniedziałku, cała praca podporządkowana jest tylko temu, aby w końcu nastał piątek po południu.
Co za tym się kryje? Nie chce mi się, nie mam motywacji, a może tylko tak mówię, bo wszyscy dookoła myślą o weekendzie jako czasie imprez.

Skoro nie wymagam od siebie, a tylko czekam na piątek, to czy poza pracą też tak jest? Trudno (tak mi się wydaje) jest oddzielić tak stanowczo postawę w pracy i w "domu".
Czy nasze życie to tylko dziękowanie za piątek? A gdzie pasja, wewnętrzna motywacja, podążanie do celu, droga którą obraliśmy?

Ps. Zbieżność wpisu z dniem tygodnia przypadkowa :-)

Postanawiam nie postanawiać

Nie będę czegoś robił lub -przeciwnie- zrobię coś nowego. Przestanę pić kawę, wyplenię lenistwo, objadanie się słodyczami, przestanę warczeć na dzieci, tracić czas, spieszyć się. Zacznę biegać, zdrowo się odżywiać, więcej czytać, nie będę zawalać terminów, poprawię pamięć, będę chodzić na siłownię, osiągnę jakieś sprawności (np. szybkiego czytania), nauczę się nowego języka, przeczytam Ulissesa. Każdy może stworzyć własną listę "dobrych postanowień" (wersja nr 1256).

Najpierw zapytajmy, skąd bierze się w nas tyle niezadowolenia z nas samych? Kiedy z przyjaciela samego siebie stałeś się własnym surowym cenzorem albo belfrem wpisującym uwagę do dzienniczka (Jasiu znowu wypił poranną kawę)? Jak to się stało, że w miejsce radości życia wkradły się perfekcjonizm, pedantyczność, ambicje zawodowe lub inne? Dla równowagi warto zrobić proste ćwiczenie: co we mnie mi się podoba, czego nie chcę zmienić, jakie są moje mocne strony? Spróbujcie, nie będzie łatwo.

Po drugie kto nadaje kier…

Pamiętajmy o ogrodach....

Jeden z powodów mniejszej aktywności na blogu podczas wakacji oraz we wrześniu (oprócz rozruchu szkolno-przedszkolnego) to nasze przebywanie, mieszkanie i spędzanie czasu na działce. Mamy taką możliwość i była też ona jednym z argumentów, kiedy decydowaliśmy się na przeprowadzkę.

Sprecyzuję słowo "działka" (rozumiane przez nas) - miejsce poza miastem, z ogrodem, ogródkiem warzywnym, placem zabaw, miejscem na namiot, domkiem.

Zalet można by wymieniać od groma, ale te, które są mi najbliższe, to:
1. Możliwość pracy fizycznej - dla mnie zobaczyć namacalny efekt pracy po całym dniu np. przekopanego ogródka bądź posadzonych truskawek za nic nie równa się pracy przy biurku i przygotowaniu raportu :-). To zmęczenie fizyczne jest odpoczynkiem psychicznym i pozwala na spojrzenie z dystansem na codzienność. Etos pracy.
2. Własne owoce, warzywa, zioła - efekt pracy z pkt.1. Bardzo dużo radości, kiedy można jeść prosto z krzaka owoce, które samemu się sadziło, doglądało.
3. Czas w…

Finanse - razem czy osobno?

Nawiązując do ostatnich postów o tematyce finansowej (Finansowa nirwana) i małżeńskiej (Lista ulubionych zajęć we dwoje) chciałbym poruszyć pobliski temat, który -pozostawiony sam sobie- z czasem może przypominać Titanica zbliżającego się do góry lodowej. Chodzi mianowicie o pieniądze. Czy traktujemy je jako wspólne terytorium, czy też przebiega przez nie ogrodzenie z tabliczką "teren prywatny"?

Z domu rodzinnego pamiętam jak rodzice razem omawiali, gdzieś w okolicach wypłaty, jak związać koniec z końcem w nadchodzącym miesiącu. W tamtych czasach odbywało się to prosto: bez kont, przelewów, pieniądze leżały na kuchennym stole i trzeba było je rozsądnie, fizycznie podzielić.

Obecnie, chyba częściej w przypadku młodych małżeństw, spotyka się niekiedy model "finansowej niezależności" małżonków. Być może jest on podyktowany przekonaniem, że łączenie sfery uczuć z kwestią tak przyziemną jak pieniędze będzie niepotrzebnie przyczyną konfliktów. A może tym, aby obronić s…