Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2014

Sekret pierwszy - zaangażowanie

Rozwinięcie wpisu nt. książki "7 sekretów efektywnych ojców", sekret pierwszy - zaangażowanie.

Przyznawaj się do swoich dzieci.
Jesteśmy ojcami i im szybciej sobie uświadomimy nasz ojcostwo i powołanie, jakie z niego wynika, tym łatwiej będzie nam się zaangażować. Tak, aby dzieci wiedziały, że TATA jest, można na niego liczyć, pomoże, pokaże, nauczy.
Kiedy się "przyznajemy" do swoich dzieci mówiąc im "jesteście moimi" - dajemy im punkt odniesienia, budujemy strefę poczucia bezpieczeństwa.
To przyznanie będzie polegało na świadomym byciu dostępnym tak, aby miejsca ojca nie zajęło to, co we współczesnym świecie nas otacza:
telewizor w roli ojcaszkoła jako ojciecpaństwo jako ojciecOjcowskie zaangażowanie
Praktyczne działanie, nie ma miejsca na bierność, obojętność. Ken pisze o efektywnych ojcach, którzy m.in.:
realizują ojcowskie zobowiązanie w sposób bardziej dynamiczny, wręcz wojowniczyna bieżąco monitorują swoje oddanie i zaangażowanieprofesjonalizują swoje ojco…

Marnowanie żywności.

Żyjemy w epoce obfitości, tak myślę. Zewsząd słychać o problemach  gospodarczych, o kryzysie, o spadku poziomu życia jednak ja przynajmniej w mojej okolicy nie widzę jakiejś ekstremalnej biedy... szczególnie dzisiaj w sobotę, w okolicach supermarketu widzę wózki uginające się dosłownie od jedzenia... jakby ludzie kupowali zapasy na cały miesiąc...
Moje dzieciństwo PRL
Powiem Wam że pamiętam bardzo dobrze z dzieciństwa okres PRLu i prawdziwego, beznadziejnego kryzysu, szarość, brak perspektyw, kolejki i polowanie na najbardziej podstawowe produkty codziennego użytku. Pamiętam także rarytasy takie jak gumy Donald, paluszki słone, chrupki ziemniaczane, smażoną soje czy inny słonecznik kupione za pieniądze otrzymane od Dziadków, czy zarobione samodzielnie na zbieraniu makulatury i butelek.
W czasach tzw. komuny nie było czegoś takiego jak marnowanie żywności. Marnowanie żywności było zjawisko takie jak Yeti czy inna Wielka Stopa... owszem słyszało się, owszem Babcia przestrzegała, ale ja …

Dom ze słomy

Ostatnio zostaliśmy zaproszeni do wspólnej inwestycji budowlanej. Chodziło o zbudowanie domu ze… słomy.
Okazuje się, że nie jest to wcale beznadziejny pomysł z bajki o trzech świnkach (mam nadzieję, że pamiętacie). Nie zagłębiałem się bliżej w szczegóły tej technologii, ale ma ona sporo zalet: jest tania i nie wymaga dużego nakładu pracy. Właściwie taki słomiany domek można sobie postawić samemu. I, wbrew pozorom, nie jest wcale tak nietrwały i łatwopalny (co pierwsze przychodzi do głowy).

Myślę, że tego rodzaju pomysły napotykają głównie barierę w naszych kulturowych stereotypach o solidnym, murowanym domu. Najlepiej takim, który pomieści kilka pokoleń i starczy na pokolenia. Ale -jak się tak zastanowić- życie jest dosyć krótkie, człowiekowi wystarczyłyby ściany i dach nad głową, które wytrzymałyby góra 50-60 lat (choć domy ze słomy są znacznie trwalsze). Obecna mobilność młodego pokolenia i zmieniające się szybko okoliczności życia wskazują, że nasze dzieci będą raczej nomadami. C…