Przejdź do głównej zawartości

Oszczędzanie jedzenia.

Dziś zaproponuję Wam audycję mp3 poświęconą oszczędzaniu jedzenia. Tematyka żywności dotyczy każdego z nas, więc myślę, że spodoba się Wam to nagranie.

Plik mp3 jest dostępny do pobrania bezpośrednio z mojego serwera, bez reklam i innych wyskakujących niespodzianek - po prostu wystarczy kliknąć:

http://oszczedzanie.info.pl/?wpdmact=process&did=MTUuaG90bGluaw==

Remigiusz, autor bloga "Oszczędzanie" 


Komentarze

  1. Mam niezawodny patent na kanapki, których nie zjadłem w pracy. Kładę taką kanapkę zawiniętą w potłuszczony papier na stole przy kolacji i pytam się dzieci: kto chce żołnierską kanapkę? Wiecie, taka żołnierska kanapka jest tylko dla twardzieli i wybrańców, i jak dotąd zawsze znalazła chętnych... Polecam tę metodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, Ty nie zjadłeś, nie masz ochoty na chleb to wciskasz dzieciom, rewelacyjny pomysł. Zrobię tak samo, nie zjem w pracy, a wieczorem ja świeże bułeczki a dzieci kanapki żołnierskie.

      Usuń
    2. Baaa... jak byłem mały też najbardziej mi smakowały kanapki, kórych ojciec nie zjadł w pracy :)
      I jaka duma :)
      Jadłem to samo co tata, bo w końcu: "tata chłop i ja chłop" więc dlaczego jeść cos innego :)
      Roman

      Usuń
    3. Zgadzam się z dezaprobatą anonimowego/anonimowej z 9:13 z 7 lipca. Żadna kobieta i matka nie wymyśliłaby takiego patentu. :/
      Mocno pan stracił w moich oczach, panie Konradzie. Minimalizm minimalizmem, ale to akurat szczyt cwaniactwa. I jeszcze ta radość ze zmanipulowania dzieci, wmówiwszy im, że to zaiste powód do dumy i satysfakcji zjadać posiłek gorszej jakości, bo Pan Tatuś nie raczył zjeść tego w pracy. Niesmak i tyle.

      Usuń
    4. Dwaj anonimowi autorzy: źle zrozumieliście Konrada! Ależ to żadna manipulacja czy cwaniactwo! „Żołnierska kanapka”, która czasem pojawia się w czasie kolacji na stole obok Konradowego talerza, gdy nie udało mu się zjeść wszystkich w zbyt wypełnionym pracą dniu w sądzie, to element naszej domowej zabawy. Konrad na pewno nie wciska dzieciakom starych kanapek, dlatego że nie chciało mu się samemu ich jeść! Zazwyczaj zjada je sam, ale czasem młodsze dzieciaki też CHCĄ zjeść kawałek tego samego, co Tata (podobnie jak Roman w dzieciństwie – pewnie odczuwają dumę i solidarność z Tatą).
      Moim zdaniem ma to też wartość wychowawczą (choć przede wszystkim jest zabawą, jak napisałam wyżej) – dzieci często chciałyby wybrać tylko najdelikatniejsze, bielutkie pieczywo, a gdy mają do zjedzenia chleb czerstwawy lub razowiec, krzywią się i grymaszą. Wybierając kawałek żołnierskiej kanapki lub wczorajszy chleb - stawiają opór łakomstwu, wzmacniają się psychicznie, mężnieją.

      Jeśli spojrzycie na tą naszą małą tradycję bez wspomnianych uprzedzeń, na pewno zobaczycie tu same korzyści! Magda (żona Konrada).

      Usuń
  2. Nagranie super, zjadło mi poprzedni komentarz a szkoda. W każdym razie chcę jedynie jeszcze sprostować że nie zawsze za wysoką ceną idzie jakość o tym też trzeba pamiętać. Jeśli chodzi o zawartość mięsa w produktach to kuriozum jest że najwięcej procentowo występuje go w konserwach dla psów. W tych dla ludzi są w porównaniu wręcz śladowe ilości. Ot choćby pasztet i to jednej z bardziej znanych i lubianych firm na pierwszym miejscu w składzie ma WODĘ !!!! Pasztet .... przypomnę że na pierwszym miejscu znajduje się składnik którego jest najwięcej , potem ten którego jest trochę mniej itd. niestety nie pamiętam już na którym miejscu znajdowało się mięso , jakiekolwiek już pal diabli czy z odzysku czy nie :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie z niewykorzystanych, ledwo żyjących warzyw robi kartoflankę. Generalnie można tam wrzucić wszystko co ma się pod ręka i dodatkowo ziemniaki. Sycące i proste, ostatnia szansa dla warzyw które mogą się zaraz popsuć. Z owoców można zrobić dżem lub kompot.
    Jak wiadomo etykietki o przydatności do spożycia itp. nie zawszą są true. Nie pierwszej świeżości szynkę czy parówki można wykorzystać do zrobienia jajecznicy. W sumie w sklepie często biorę rzeczy, którym dziś lub jutro kończy się termin.
    Kiedy zostanie mi dużo kaszy lub ryżu i nikt nie może już na to patrzeć, robię wtedy wegetariańskie kotlety z tego. Staram się nie kupować kaszy itp. w woreczkach, tylko luzem, wtedy gotuję tyle ile potrzebuję.
    Ziemniaki, które zostały z poprzedniego obiadu, używam do zrobienia placka. Smaży się ziemniaki, wrzuca na to co chce (np. mięso, ser warzywa) na to jajka i ewentualnie ser. To wystarcza mi za cały obiad.
    Co jakiś czas nie robię zakupów i wyjadam wszystko do końca z lodówki. To pozwala mi zrobić miejsce na nowe zakupy i nie sugerowanie się tym co mam. No i łatwiej umyć lodówkę.
    Jak chodzę do sklepu to biorę zwykły koszyk i go tacham, wtedy nie kupię zbyt dużo. Gdy wiem, że mam mało do kupienia, nie biorę niczego i biorę wszystko w ręce, to pozwala mi uniknąć dodatkowych zakupów. Dodatkowo w ten sposób zabezpieczam się przez noszeniem ciężkich toreb ( nie mam samochodu).
    W sumie u mnie jedzenie się nie marnuje... Uroki studenckiego życia.
    Pozdrawiam
    PerfectCat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za konstruktywny komentarz i serię nowych sposobów :-)

      powiem Ci że dokładnie z tego samego powodu unikam brania wózka, a raczej wybieram koszyk

      Usuń
    2. Z tym koszykiem mam tak samo , jak tylko pomyślę że jeszcze to muszę nie tylko donieść do kasy ale i do domu to od razu mniej chętnie go zapełniam. Kiedy brałam wózki to ładowałam nie czując ile i miałam czasem spory problem z tym by donieść zakupy do celu. Ziemniaki na rugi dzień trę na małych oczkach i z nich formuję placki są rewelacyjne nawet z ketchupem a już z jakimś sosem to w ogóle pyszny obiad.

      Usuń
    3. ja w ogóle zamiast koszyka biorę często karton po warzywach, czasem mniejszy, czasem większy... ale i tak jest to motywatorem by myśleć przy zakupach jedzeniowych :-)

      Usuń
  4. Wyniesione z domu nawyki oraz "wychowanie" co do jedzenie procentuje do dziś - tzn. nie wyrzucamy prawie jedzenia (prawnie oznacza raz na miesiąc jakiś mały zapomniany kawałek wędliny bądź popsuty dżem po otwarciu ;-). Nie małą rolę odgrywali dziadkowie wpajając szacunek do jedzenia a głównie do chleba.
    Sposobów na niemarnowanie mamy sporo, min:
    - czerstwy chleb po zamoczeniu w wodzie odsmażamy na patelni (smak dzieciństwa - koniecznie z cukrem), często celowo zostawiamy na takie danie,
    - ugotowane ziemniaki rozcieramy z serem biały do tego szczypiorek i smażymy jako kotlety - z sosem jogurtowo czosnkowym pycha,
    - ugotowane mięso z rosołu - robimy pastę (krojone drobno, cebula, przyprawy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe ostatnie dwa sposoby, muszę wypróbować

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Uwolnij swoje stopy

Przed nami okres wakacyjnych wyjazdów, weekendów na działce, wycieczek. Dlatego gorąco zachęcam Was do jak najczęstszego chodzenia boso.

Warto dać odpocząć stopom, poczuć nie tylko naturalny kontakt z ziemią, ale także otworzyć się na nowe doznania. Stopy to "szósty zmysł": można poczuć różne faktury i twardość nawierzchni, temperaturę, wilgotność. Chodząc boso prostuje się nasza sylwetka, odpoczywa całe ciało. Zwalniamy tempo, bo nie da się spieszyć na bosaka. Stajemy się bardziej skoncentrowani i uważni. I trochę, przyznajmy, przełamujemy codzienną, obutą rutynę...

Chwile, w których chodzimy boso, pamiętamy szczególnie intensywnie. To taka "pamięć stóp".

Zalet chodzenia boso jest naprawdę sporo, bez zaglądania w rejony akupresury. To darmowy masaż, relaks, peeling, hartowanie całego organizmu w jednym.

Warto także odnotować, że chodzić boso można także po śniegu.



Na stronach angielskojęzycznych natknąłem się nawet na stowarzyszenie chodzących boso (tutaj). Oto i…