30 sierpnia 2015

Wszystkiego doświadczaj, ale....


Całkowicie ddciąć się od zgiełku, iść spać o 22ej, porzucić technologię, wyrzucić pomadkę do ust w kolorze fuksji, przesiąść się na rower i omijać szerokim łukiem McDolands’a.
Wydawałoby się, że w każdym z tych punktów, prawdziwy minimalista przytaknie ruchem głowy. A ja jednak jestem za doświadczaniem. Przywilej poznawania nowych rzeczy, niewiedzy, popełniania błędów w celu dokonania dobrych wyborów, nie powinien należeć  jedynie do dzieci i nastolatków.
Jako ludzie zmęczeni nadmiarem (dźwięków, bodźców, pracy, barw, posiadania) szukamy wewnętrznego kąta, który nas ukoi, pozwoli wrócić do równowagi.
A jednak jestem za doświadczaniem. Wiecie, że dopiero 2 lata temu zjadłam pierwszego w moim życiu hamburgera?! Z 3 lata temu wypiłam po raz pierwszy Whiskey. Nie będę sięgać pamięcią do pierwszego piwa i papierosa, to nieistotne. Istotne jest natomiast, czego się dzięki temu wszystkiemu dowiedziałam.
Do dziś doświadczam rzeczy, bo wychodzę poza ramy mojego bezpiecznego, wybranego, pomalowanego na biało świata. Robię to zarówno dla siebie; żeby poszerzać swoje horyzonty, żeby pozwolić światu na zadziwianie mnie, jak i dla innych; żeby móc powiedzieć „Wiem, co czujesz. Też to przeżyłam”, „Wiem, o czym mówisz. Sama próbowałam”.

„Wszystkiego doświadczajcie, ale tego co dobre się trzymajcie” (1 Tes.5,21) Znalazłam już to, czego potrzebuje moja dusza i to moja baza, moja trampolina, od której się odbijam, by zobaczyć i doświadczyć czegoś innego. Żeby móc wybrać  to, co dla mnie dobre, budować cały czas  swojego wewnętrznego człowieka. A wybieram cały czas, nie zatrzymuję się.
Wypróbowałam ostatnio cienie do powiek w kolorach reggae i od razu przypadły mi do gustu. Z Whiskey spotkałam się po raz pierwszy i ostatni. Hamburger – tak, ale tylko ten na Starym Rynku i niezbyt często, bo jednak wolę coś mniej zapychającego.
Przechodziłam przez wszystkie pomysły na kolory ścian, by najlepiej poczuć się jednak w białych. Mieszkałam przy najbardziej ruchliwej ulicy w mieście i na dużym blokowisku, żeby stwierdzić, że to jednak nie dla mnie. Nasyciłam się centrami handlowymi, ale widzę i plusy: mogę połowę miasta przejść pod dachem centrum handlowego w moim mieście, nie narażając się na zmoknięcie czy zmarznięcie zimą.
Nie trzymam się sztywno reguł, ale i nie oszukuję samej siebie: doświadczam, żeby móc wybierać; mniej to, czego chcę, bardziej to, czego potrzebuję.
Jak to jest u Was? Wychodzicie czasem poza BIAŁĄ linię? : - ) Jeśli tak, to….po co?

Iwona
Motyw Kobiety






4 komentarze:

  1. Od czasu do czasu skuszę się na pyszną pizzę, bo ją ja i moi znajomi lubimy - choć na co dzień białą mąkę (i każdą z glutenem w sumie) omijam szerokim łukiem, bo nie służy mojemu zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szał na gluten jest przereklamowany - mamy tylko ~1% populacji z celiakią, reszta to marketing.

    Sam staram się "wychodzić poza białą linią" dosyć często - w końcu życie to doświadczanie i sprawdzanie nowych rzeczy.
    - Nie lubię tego.
    - A próbowałeś?
    - Nie, ale nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. lubię doświadczać nowych rzeczy /nieznanych lub "nowych" w sensie: znanych, ale nietypowych w stosunku do codziennej rutyny/, bo jest to twórcze i potrafi tą rutynę zmodyfikować... trafia do mnie logika typu: "skąd można wiedzieć, że się nie lubi, skoro się nie próbowało?", mimo to są wyjątki od tego i na pewne doświadczenia po prostu nie mam ochoty, a tanie podpuchy w stylu: "spróbuj, co się boisz?" na mnie nie działają, bo akurat jestem wyjątkowo mało lękowy... po prostu niechęć do pewnych doświadczeń podpowiada mi wiedza plus intuicja /czyli suma podobnych doświadczeń/...
    poza tym jest pewna /a nawet spora/ różnica pomiędzy sporadycznością danego doświadczenia, a regularnością, na przykład taki kawałek pizzy... skoro smakowicie wygląda i smakuje, to zgodnie ze starym przysłowiem "raz się puścić i kasztelance nie zaszkodzi"...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie najbardziej śmieszny jest ten szał i moda na coś, pojawił się nowy smartfon - hurra wszyscy biegną do sklepu, i wszyscy mają takie same telefony, ubrania, gadżety. To nic nie znaczy, tym bardziej nie sprawia że czujemy się lepsi, przynajmniej ja to tak odczuwam. " mniej to, czego chcę, bardziej to, czego potrzebuję" - bardzo cenne słowa.

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...