Mój rok bez zakupów

Dokładnie w Czarny Piątek przyszedł  mi do głowy pomysł, aby nie robić zakupów począwszy od nowego roku. Krok dosyć karkołomny, czy to przez nasze przyzwyczajenie do gratyfikacji za pomocą nabywania rzeczy materialnych, czy też wobec zwykłej konieczności zaopatrywania się w przedmioty codziennego użytku, ale bynajmniej przez niektórych już przetestowany, przykładowo na stronach:
My 'buy nothing year': How one woman saved £22,000
Niezwykłe wyzwanie - rok bez zakupów.

Na blogach minimalistycznych o wyzwaniu roku bez zakupów przeczytacie na blogu Mieć mniej, czy po angielsku One Empty Shelf,
Idea roku bez wydawania posłużyła za kanwę książki Marty Sapały "Mniej".
Pisałem też kiedyś o niej w poście Compact-owe życie, czyli rok bez zakupów.

Tego rodzaju eksperymenty zakładają, rzecz jasna, różnego rodzaju ograniczenia i wyjątki, bowiem na samowystarczalność i życie bez pieniędzy obecnie stać chyba tylko dzikusów gdzieś na peryferiach cywilizacji.

Na ile zatem uda mi się żyć bez wydawania pieniędzy i na czym rzecz ma polegać?

Klucz do sukcesu tkwi, moim zdaniem, w motywacji, którą mógłbym  streścić w haśle:

Co takiego potrzebujesz dzisiaj, bez czego z powodzeniem obyłeś się wczoraj?

No właśnie. Jak to się dzieje, że wczoraj nic mi nie brakowało, a dzisiaj kiełkuje poczucie braku, pojawiają się nowe, materialne pragnienia, odczuwam dyskomfort i niewygodę, a zadowolenie, ba, szczęście, przyniesie mi dopiero kilka "niezbędnych" wydatków? Czy komfort da się budować wyłącznie na sprawach niematerialnych, ograniczając te materialne do znikomego minimum? Czy w grę wchodzi psychiczne uzależnienie, przyzwyczajenie do nieustannej zmiany, a może powiększające się wrażenie pustki bądź odstawania od innych? Jak to jest, że radości dnia szukamy w możliwości kupienia kawy w papierowym kubku, przekąsce na mieście, nabycia, ot tak, nowej książki, kosmetyku czy części garderoby? 
Może nie potrafimy przeciwstawić się inflacji stylu życia, która nakazuje nieustannie podwyższać poziom posiadania, a kierunek naszych codziennych działań wyznaczać musi stale kwestia zaopatrywania się? Zakręcenie kurka z zakupami nieoczekiwanie ujawnia, na ile jesteśmy przywiązani do konsumpcji, jak bardzo wypełnia ona nasze pragnienia, myśli, te bliskie i dalekie plany na przyszłość. Jak pisał Alexander von Schonburg w "Pięknym życiu bez pieniędzy" każde wyznanie, że czegoś potrzebujemy, przypomina kapitulację. W walce z wulgarnością kultury masowej skazani jesteśmy wyłącznie na małe sukcesy. Niech jeden z nich polega na tym, że nauczymy się funkcjonować bez czegoś, co jeszcze niedawno wydawało nam się absolutnie niezbędne.

Najgorsze, a może najlepsze, jest to, że wcale nie jestem wolny od tych wszystkich pytań. I ja również mierzę się z podobnymi dylematami, łatwo przychodzi mi wydawać pieniądze, a jeszcze łatwiej pragnąć nowych przedmiotów i zaprzątać nimi swoją wyobraźnię.

Zdecydowałem się zatem podjąć wyzwanie, aby przekonać się, jak będzie wyglądać to moje życie bez pieniędzy. Czy potrafię nie tylko nie kupować rzeczy nowych, ale nie kupować w ogóle? Czy po kilku dniach wpadnę w czarną rozpacz, czy też, przeciwnie, odsłonią się przede mną nowe horyzonty i pomysły na wypełnienie obszaru pustki? Czym ja wypełnię, by czerpać stamtąd nowe radości i energię?

Jakich rzeczy nie kupuję:

Nie kupuję gadżetów i rzeczy podnoszących status materialny, np. nowy telefon, zegarek, itp.
Nie kupuję rzeczy typu książki, płyty z muzyką, czasopisma i gazety czy kosmetyki (wyjątek dotyczy zestawu z postu Kosmetyki minimalisty).
Nie jem na mieście, nie kupuję drobnych przekąsek ani napojów. Jedzenie przygotowuję w domu.
Nie kupuję ubrań i butów - decyzję poprzedził przegląd i paradoksalnie redukcja garderoby (o czym może jeszcze napiszę).
Nie korzystam z usług - telefon zasiliłem kwotą 50  zł, która ma mi starczyć na cały rok (o tym, jak to zrobię, przeczytacie tutaj); w przypadku włosów zdam się na domowników uzbrojonych w maszynkę, a wizyty u stomatologa ograniczę do tych nieodpłatnych w ramach NFZ (optymistycznie zakładam, że zdrowie mi dopisze).
Co do realizowania pasji, to przed nowym rokiem opłaciłem pakiet startowy w Maratonie Warszawskim we wrześniu - mam zatem długofalowy cel do zrealizowania i to powinno zaspokoić moje ambicje sportowe, poza bieganiem po lesie w najbliższej okolicy i całkowicie za darmo :)

Uwagi:
Ponieważ eksperyment dotyczy jedynie mojej osoby, a nie całej siedmioosobowej rodziny, siłą rzeczy napotka na określone ograniczenia. Zatem będę wydawał pieniądze na potrzeby innych domowników, wspólne jedzenie w domu, wspólne wyjazdy i wydatki związane ze wspólnym spędzaniem czasu. 
Co do poruszania się komunikacją publiczną, nie ponoszę na nią wydatków, gdyż koszty dojazdu zwraca mi pracodawca. Co samo w sobie ułatwia udział w eksperymencie.

Dla dodania sobie odwagi zakończę cytatem z Alexandra:
Bogaty bez pieniędzy będzie tylko ten, kto krytycznie przyjrzy się swoim potrzebom i odpowie na pytanie, czy przypadkiem bez nich nie będzie szczęśliwy.

Tego bogactwa bez pieniędzy i szczęścia bez potrzeb życzę sobie i wszystkim Czytelnikom w rozpoczynającym się roku!






7 komentarzy:

  1. Hm, może moje pytanie jest i wyrwane z kontekstu, ale... "szczęście bez potrzeb"? Człowiek i zdrowa jego konstrukcja - bez potrzeb? Toż wyzwanie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie człowieka bez potrzeb, tu zgoda, jednak tak wiele zależy od nas: w jaki sposób postrzegamy same potrzeby i czy ich zaspokojenie lub niezaspokojenie determinować będzie nasze zadowolenie z życia. Wydaje mi się, że obecnie zbytnio uzależniamy nasze szczęście od potrzeb materialnych, z których wiele to jedynie wykreowane przez rynek zachcianki...

      Usuń
  2. Telefon za 50 zł za rok jest możliwy o ile nie masz
    1) rodziców, którzy chca być z tobą w częstym kontakcie
    2) dzieci, które wyfrunęły z gniazda, z którymu ty chcesz być w częstym kontakcie
    3) przyjaciół, którzy wyprowadzili się na „drugi koniec Polski”, z którymi możesz być prawie wyłącznie w kontakcie telefonicznym.

    A czy naprawdę nie spotkałeś żadnej książki, którą chciałbyś tak bardzo przeczytać (a nie byłoby żadnej innej możliwości jej zdobycia jak kupno), żebyś ją zakupił? A może czytasz tylko pożyczone lub nie czytasz wcale (toby sprawę wyjaśniło)

    Piszesz „Jak to jest, że radości dnia szukamy w możliwości kupienia kawy w papierowym kubku, przekąsce na mieście, nabycia, ot tak, nowej książki, kosmetyku czy części garderoby? „ Nie porównywałabym kupna książki z kupnem kosmetyku do pacykowania lub nowej kiecki.
    „Czy komfort da się budować wyłącznie na sprawach niematerialnych, ograniczając te materialne do znikomego minimum?”
    Dobra duchowe są niestey też trochę materialne, chyba że ktoś czyta tylko w swoich myślach (bo jeśli chce je zapisać musi kupić papier a przeczytać cudze to jednak czasem musi materialną książkę wziąć do ręki, a jeśli pożyczy od kogoś to pieniądze wyda twój znajomy lub biblioteka- czyli jednak dobra materialne), słucha tylko siebie i swoich najbliższych lub współpracowników (bo za sprzęt grający trzeba kupić a prąd potrzebny do odtwarznia opłacić)
    „Jak to się dzieje, że wczoraj nic mi nie brakowało, a dzisiaj kiełkuje poczucie braku”
    A to jest załuga upływającego czasu i tego, że się zmieniamy. Wczoraj niemowlakowi do szczęscia była potrzebna wyłączni butla z mlekiem i sucha pielucha a już za jakiś czas chciałby coś do zabawy a jak się nauczy czytać to coś do czytania. Dziś do spaceru wystarczą ci zdrowe nogi a za parę lat laska lub wózek. Dla malucha całym szczęściem jest być z mamą i tatą a za parę lat będzie chciał iść na randkę i będzie mu brakowało paru groszy na bilet autobusowy lub kwiatki dla dziewczyny.
    A czasami zwyczajnie potrzebujemy odmiany i nie ma w tym nic złego. Można mieć 2 bluzki na zmianę i chodzić aż do całkowitego zdarcia, przez całe życie patrzeć na ten sam obrazek na ścianie i mieć każdy dzień taki sam i codziennie przebywać w tym samym miejscu (bo wyjazdy jednak choć trochę kosztują) ale chyba nie o to w życiu chodzi?
    Marta


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za tak długi komentarz. Wbrew pozorom zgadzam się z wieloma punktami. Staram się elastycznie podchodzić do potrzeb, także tych materialnych i ich wcale nie neguję. Poczucie braku jest dla nas stanem naturalnym i chyba motorem zmian i ciągłych poszukiwań. Chociaż niekiedy jest tworem wywołanym np. przez reklamy. Chciałem także podkreślić, że piszę w kontekście rocznego eksperymentu, w którym przykręcam śrubę wydatkom materialnym, aby samemu zweryfikować, jak odnajdę się w tym poczuciu braku, jaki się pojawi. To moja osobista droga, myślę, że ciekawa i rozwijająca. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ciekawa jestem wyników (zwłaszcza tej części z telefonem).
      A przy okazji zbędnych wydatków, trochę denerwują mnie ludzie, którzy narzekają na reklamy albo różne sztuczki w spupermarketach, obwiniając je o nadmierne zakupy. Ale przecież nikt im nie przystawił pistoletu do skroni, sami włożyli zakupy do koszyka. Teksty typu "pieczywo jest specjalnie na końcu sklepu, żeby po drodze coś jeszcze kupić, towary najdroższe są na wysokości oczu itp" to dziecinada. A my dorośli nie jesteśmy już małymi dziećmi i możemy zrobić użytek z rozumu.
      Życzę powodzenia w eksperymencie.

      Marta

      Usuń
  3. Kibicuję i sama się zastanowię nad takim wyzwaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zachęcam i ew. trzymam kciuki!

      Usuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Etykiety

#diy #christmas #minimalizm aktywa i pasywa Bauman bezpieczeństwo blog bogactwo Boże Narodzenie brak telewizora cele centra handlowe codzienne decyzje Cykl co nam może pomóc Cykl dobre życie czas dobrowolna prostota Dominique Loreau drobne przyjemności dzieci dziesięcina edukacja Edukacja domowa Edukacja Finansowa Crown efekt Diderota efekt jojo efektywność energia elektryczna energia życiowa fachowcy finanse finanse osobiste gadżety gasingus pins gift voucher golenie gospodarstwo domowe gromadzenie przedmiotów gry losowe handel higiena I Komunia integralność finansowa jakość jałmużna kapitalizm kieszonkowe kłamstwo kolekcjonowanie komfort Komputer/internet konsekwencja konsumpcja konsumpcjonizm koń trojańskie koszty kredyty krwiodawstwo kryzys krzywa zadowolenia książki kuchnia lenistwo Leo Babauta Lotto media minimalizm mniej=więcej mocne strony motywy oszczędzania nadmiar rzeczy napoje nawyki niezależność finansowa ojcostwo oprogramowanie oszczędność oszędzanie pamiątki perfekcjonizm pieniądze pieniądze=życie planowanie plastik plus gsm początek podstawowe potrzeby poręczenie kredytu post potrzeby materialne poznawanie pożyczki prace w domu pranie prawo skupienia prezenty priorytety problem produkty produktywnośc przedmioty przepisy rachunki recenzje recesja reguła 90% reklama reklamy relacje z innymi rewolucja przemysłowa Richard Koch rodzice rodzina rower równowaga sąsiedzi skrupuły slow life solidarność sposoby na oszczędności spread stan posiadania styl życia szkoła śmieci Święta świętowanie TATA technika telefon telefon na kartę tempo życia Thoreau Tom Hodgkinson tu i teraz uczucia umiejętności uroczystości Voluntary Simplicity wakacje wartość netto wiara Wielkanoc Wielki Post wychowanie wydatki wykonanie wyspy szczęścia i sukcesu wyścig szczurów Your Money or Your Life zaangażowanie zabawki zabezpieczenia zadłużenie zakupy zaplanowana nieprzydatność zarabianie przez dzieci zasada Pareto zdrowe jedzenie zmywarka zobowiązania zużycie wody życie żywność