Przejdź do głównej zawartości

Najlepsza inwestycja i jej potencjalne koszty

Jak donosiła ostatnio prasa, eksperci Centrum im. Adama Smitha policzyli szacunkowe koszty wychowania dzieci. I tak na utrzymanie i wychowanie dziecka do 20 roku życia trzeba wysupłać 176 tys. zł. Posiadanie dwojga dzieci to koszt 317 tys. zł, trojga - 422 tys. zł, czworga - 528 tys. zł. Dodatkowo wykształcenie dzieci w wieku 20-25 lat (jak rozumiem przy założeniu płatnych studiów i oporu latorośli przed podjęciem jakiegokolwiek zatrudnienia) to kolejne 55 tys. zł na każde dziecko. 

Pewnie dla rządzących warto robić takie raporty, potencjalnych rodziców przestrzegam jednak przed wpadaniem w panikę. Po pierwsze z pewnością koszty utrzymania dzieci kształtują się bardzo różnie w zależności od poziomu zamożności danej rodziny i mogą znacznie odbiegać (zwłaszcza w przypadku wyboru życia w dobrowolnej prostocie) od podanych wyliczeń. Poza tym należy mieć świadomość magii wielkich liczb. Jeżeli na chleb wydamy przez 25 lat około 24-27 tys. zł nie znaczy to, że powinniśmy wykluczyć go z diety. Opierając się na podanych wyliczeniach, po krótkim dzieleniu otrzymujemy dzienne wydatki na jedno dziecko - 24 zł, a na dwójkę dzieci - 43 zł. Nie jest tak źle.
 
Moim zdaniem wpływ potencjalnych kosztów wychowania dzieci na decyzję o ich posiadaniu jest w rzeczywistości niewielki. Weźmy pod uwagę okres PRL-u, kiedy mimo ciężkiej sytuacji finansowej dominowały rodziny wielodzietne. Brak dzieci to nie efekt kalkulacji kosztów, lecz wpływ hedonistycznego podejścia do życia, lansowanego przez media, marketing i reklamę. Ograniczające swobodę rodzicielstwo odkładane jest na ostatnią chwilę.

Często słyszy się, że na dzieci musi nas stać. Ciekawe, że tego rodzaju cierpliwości nie spotykamy w przypadku nabywania dóbr materialnych (jeśli już porównywać je z dziećmi). W społeczeństwie konsumpcyjnym obowiązującą mantrą jest „mieć to natychmiast”. Nie czekamy, aż będzie nas stać, tylko kupujemy, zaciągając kredyty, których łączne koszty z odsetkami znacznie przewyższają koszty utrzymania dzieci. (Swoją drogą ciekawe, czy możliwe byłoby zaciągnięcie kredytu na dzieci). Za takim oczekiwaniem na sytuację, gdy będzie nas stać na posiadanie dzieci, kryje się często wybór wygodnego stylu życia. Z tego względu wątpię, czy ewentualne ulgi i dofinansowanie dla rodzin wpłyną na wzrost dzietności i zatrzymają ujemny przyrost naturalny.

Dlatego kto jest niezdecydowany, kto liczy z kalkulatorem, czy już nadszedł czas, zapewniam: będzie was stać na jedno, dwoje, troje i czworo dzieci. Może nie kupicie tego i owego (kina domowego, nowego samochodu, domu), nie pojedziecie na drogie wczasy... Zawsze będzie nas stać na dzieci, jeśli mamy wizję życia w rodzinie. A na jesieni życia, biorąc pod uwagę kondycję państwa, może się okazać, że podjęta decyzja, pomimo określonych kosztów, była najlepszą "inwestycją" w waszą i ich -dzieci- przyszłość.
Raport Centrum im. Adama Smitha na temat kosztów wychowania dzieci w Polsce 2012 dostępny jest tutaj

Komentarze

  1. Przestaję czytac ten blog, bo za chwilę uwierzę w moje "cudowne" rozdwojenie ;)))
    A tak na serio...
    Jako ojciec trojga dzieci potwierdzam w całej rozciągłości, opierając sie na własnym doświadczeniu, słowa autora.
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  2. 733 złociszy miesięcznie to nie jest takie znowu nic.
    Gdyby zamiast ładować w potomstwo, pieniądze te odkładać na lokatę 5%, to po 20 latach zamiast wydać te 176 000 będziemy mieli je na koncie razem ze 125 000 odsetek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedys tak kalkulowałem, a potem doszedłem do wniosku, że dzieci (zwłaszcza w rozsądnie wiekszej ilości) to zdecydowanie pewniejsza inwestycja w moją przyszłość.
      Roman

      Usuń
    2. tak, bo każdy kto rezygnuje z posiadania dzieci odkłada sobie miesięczną równowartosc utrzymania nieistniejącego potomstwa ;)

      ja osobiście nie czuję akurat potrzeby posiadania dzieci, ale jak poczuję, to chętnie adoptuję.

      Usuń
    3. Wbrew pozorom celem mojego komentarza wcale nie było stwierdzenie, że zamiast płodzić dzieci lepiej karmić skarbonę. Wartość dzieci jest trudna (jeśli nie niemożliwa) do oszacowania, więc każdy sam musi się zastanowić co mu się bardziej opłaca.

      Nie czytałem raportu (trzeba logować się do Google), ale IMO te wyliczenia są jakieś koślawe. Nie znam wielu par mogących odkładać 730 złotych miesięcznie, a jednocześnie w Polsce przyrost naturalny oscyluje w okolicach 0% co daje dwoje dzieci na każdą parę*, czyli 1320 złotych miesięcznie.

      * Jeśli źle rozumuję, proszę mnie oświecić

      Usuń
    4. Proszę wysłać maila na mój adres (dobrowolnaprostota@gmail.com) to wyślę w załączniku raport. Ale zgadzam się, że te wyliczenia są zawyżone - raport opiera się zresztą na danych GUS.

      Usuń
    5. W globalnych statystykach dzietności Polska zajmuje 13 miejsce od końca, z zaledwie 1,3 dziecka na kobietę. Zajmujemy 209 miejsce wśród 222 krajów świata. Obecnie w Polsce mamy ujemny przyrost naturalny.

      Usuń
    6. Przeczytałem raport i niestety brakuje w nim szczegółowych informacji o sposobie wyliczenia kosztu wychowania dzieci.

      Za to zgodzę się z tezą, że obecna polityka prorodzinna daje efekt odwrotny od zamierzonego.

      W ogóle uważam, że powinno się zlikwidować wszelkie ulgi podatkowe, zasiłki, składki na ZUS i NFZ, itp., a w zamian radykalnie obniżyć podatki (zarówno dochodowy jak i VAT). Tak, aby ludzie mogli sami dysponować swoimi pieniędzmi. Bo już samo to, że państwo dla mojego dobra zabiera mi moje pieniądze, żeby oddać je gdy będę stary generuje koszty i z każdej mojej stówki dostanę połowę, a reszta idzie na urzędników, którzy mi ją zabierają i potem oddają.
      Państwo niech utrzymuje z podatków drogi, policję i wojsko, ewentualnie straż pożarną, a o resztę każdy sam już sobie zadba.

      Milton Friedman mówił kiedyś, że są 4 rodzaje wydawania pieniędzy:
      - własne pieniądze na swoje potrzeby
      - własne pieniądze na cudze potrzeby
      - cudze pieniądze na swoje potrzeby
      - cudze pieniądze na cudze potrzeby
      Żeby się zanadto nie rozpisywać zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu, w którym Friedman tłumaczy jaki jest efekt tych czterech sposobów wydawania - http://www.youtube.com/watch?v=5RDMdc5r5z8

      Usuń
  3. Na innym blogu też była poruszana kwestia tych wyliczeń (http://www.dzieciowo.pl/2012/06/ile-tak-naprawde-kosztuje-wychowanie-dzieci.html), na dzieci można wydać i krocie i nie. Wszystko zależy li i jedynie od naszej postawy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

O byciu ojcem i nie tylko. Wakacyjne "Charaktery"

Jako wakacyjną lekturę polecam Waszej uwadze nowy numer "Charakterów", a zwłaszcza ich dodatek "Style życia", który ukazuje się co dwa miesiące. Tym razem porusza temat bycia ojcem.

Stan relacji z dziećmi z męskiej perspektywy jest rzeczą dynamiczną, zmienną w czasie, domagającą się naszej czujności i stałej uwagi. Ojcostwa, bardziej niż naturalnego macierzyństwa, trzeba nam, mężczyznom, uczyć się i świadomie je rozwijać. Mówi się o jego kryzysie w erze wywyższenia pracy zawodowej i kariery, które podejmujemy i rozwijamy z jednej strony dla utrzymania rodziny, często jednak kosztem niej i relacji z dziećmi. Choć większość deklaruje, że rodzina jest najważniejsza, w rzeczywistości często ustępuje ona pracy, która stanowi rodzaj alibi dla naszych męskich ambicji.

"Czy to wszystko, co mam, co do tej pory osiągnąłem i co zamierzam osiągnąć, ma jakiś sens? Czy rzeczywiście o to mi chodzi? Czy rzeczywiście muszę spędzać 18-20 godzin w pracy? Czy budowanie zaplecza f…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…