Przejdź do głównej zawartości

Zachować umiar w Święta

Święta Bożego Narodzenia, Wigilia i Sylwester to szczególnie wyczekiwany okres przez większość z nas i chcemy, aby w naszych domach ten okres był czasem obfitości.  Czy jednak czasem ta obfitość nie jest zbyt wielka? W dzisiejszym wpisie chciałbym zachęcić was do umiarkowania, zarówno jeśli chodzi o ilość spożywanych potraw, jak i umiarkowania w spożyciu alkoholu, który jest nieodłącznym atrybutem rodzinnych spotkań w Polsce.

Moje dzieciństwo, które zadziwiająco dobrze pamiętam, spędziłem w czasach PRL-u i dobrze pamiętam szarość i niedobory życia codziennego. W tym okresie szarej beznadziei wszyscy starali się, by wigilijny stół był bogaty. Na okres Świąt oszczędzało się wszelkie rarytasy i luksusy, starano się, aby wigilijny stół wręcz uginał się od bogactwa potraw. To było zrozumiałe w tamtym okresie. Odreagowanie trudnej rzeczywistości permanentnego niedoboru, objedzenie się wprost pysznościami, aż brzuch był pełen jak bania. 

Czy jednak jedzenie do przesytu jest najważniejsze w obecnych czasach, kiedy dóbr konsumpcyjnych mamy dostatek (a przynajmniej większość z nas)? Kiedyś ogromnym dylematem i wyzwaniem było zdobycie paczki kawy, czekolady dla dzieci czy butelki wina na Sylwestra dla dorosłych. Dziś dylematem jest co najwyżej wybranie najnowszego modelu smartfona i tabletu, byle o kilka % taniej niż kupił kolega i najlepiej z większą pamięcią niż ma kuzyn...


Zauważam, że ogólnie w Polsce w czasie Świat jemy za dużo, objadamy się, wcinamy tony słodyczy i ciast, których nie zjedlibyśmy normalnie, pijemy zdecydowanie za dużo alkoholu, ilości zdecydowanie wykraczające poza tradycyjną lampkę wina w Święta lub szampana w Sylwestra i po tym krótkim okresie konsumpcyjnego szaleństwa w ten czy inny sposób odchorowujemy, czujemy się źle... po co i w imię czego?


Moim skromnym zdaniem w czasie Świąt i Sylwestra najważniejsze jest bycie razem, bycie z rodziną, odetchnięcie, odpoczynek i rozmowy. Czy potrzebne są do tego tony ciast i hektolitry alkoholu? Czy w Wigilię muszę zjeść ilość jedzenia odpowiadającą np. dwóm pokaźnym obiadom? Czy alkohol lejący się strumieniami na pewno potrzebny jest do zacieśnienia więzów rodzinnych (a może bez tego nie da się razem wytrzymać)? To są pytania, które każdy powinien zadać sam sobie.

Ja, jak co roku, od jakiegoś czasu obiecałem sobie znacznie ograniczyć ilość spożywanych ciast, słodyczy i jedzenia. Na pewno nie będę obżerał się za bardzo mięsem, skłaniając się raczej ku rybnej diecie, obfitującej w dużo warzyw.  W czasie Sylwestra, już któryś rok z rzędu, nie planuję wznosić toastu szampanem, czy innym winem szampanoodobnym - w ten wieczór wypiję umiarkowaną ilość procentowo lekkiego piwa, tak aby następnego dnia obudzić się pełen energii i z lekką głową.

A co Wy o tym myślicie?


Remigiusz, autor bloga oszczedzanie.info.pl








Komentarze

  1. Popieram i od kilku lat ograniczyłam zarówno ilość potraw jak i ilość zjadanych porcji. Alkoholu nie ograniczyłam, bo u mnie w domu nigdy alkoholu dużo nie bywało. Co sie tyczy okresu przed i świątecznego to nie gotuję obiadów. Wychodzę bowiem z założenia, że sałatek , mięs itp jest i tak sporo i tradycyjny obiad to już by była przesada...

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to podejście. Z roku na rok coraz częściej Boże Narodzenie zastępowane jest przez święto handlowe, związane jedynie z kupowaniem i konsumowaniem. Brakuje mi wspólnego śpiewania kolęd, chodzenia na popołudniowe nabożeństwa czy jutrznię (w kościele ewangelickim), bo "nie ma na to czasu" (za to na siedzenie i "żarcie", jest). Szkoda, że polskie kolędy coraz częściej zastępowane są anglosaskimi piosenkami, a lokalny Aniołek czy Gwiazdor zastępowany z Mikołajem rodem z Coca-Coli (z oryginałem niemającym nic wspólnego). I nie mam pomysłu, jak uzmysłowić to rodzinie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zaraz zastępowane. Kolędy są przeznaczone na Wigilię i do słuchania w inne dni świąteczne ale w podniosłej atmosferze, a piosenki do słuchania tak jak każde inne piosenki tylko, że w okolicy Świąt. Jedno drugiego nie wyklucza. Z tym Mikołajem też różnie bywa, W moim regionie ani Aniołek ani Gwiazdor prezentów nie roznosił.
      A wspólne śpiewanie kolęd, bardzo piękna tradycja, ale znam parę osób, które za nic w świecie nie zaśpiewają publicznie ( nawet w chórku) ani "Sto lat" ani "Cicha noc" i nie widzę powodu aby ich do tego zmuszać. A na wspólnych spotkaniach, bywa ze jakaś ciotka lub wujek fałszuje tak okropnie, tak strasznie zawodzi, że naprawdę nie sposób jest tego wytrzymać. Wybaczcie tak już niektórzy mają. Jedni nie znoszą skrzypienia kredy o tablicę a ja zawodzących śpiewaków. ( a już najgorszy rodzaj śpiewów to tak zwana piosenka biesiadna na weselach, jeden wieki horror). Dlatego nie martwi mnie odchodzenie akurat od tej śpiewającej tradycji świątecznej.

      Marta

      Usuń
  3. Od wielu lat okres swiąteczny stał się dla mnie czasem spokoju, pokoju i ogólnie mówiąc spędzam ten czas w duchowym, miłym, relaksującym nastroju.
    Stało się to od momentu, gdy przestałam nasladować swiat, a zaczęłam słuchać siebie. Nigdy nie podobały mi się takie formy religijno-swiątecznych obyczajów. Brak w tym wszystkim zaangażowania w to co jest istotne.
    Tak więc, gdy dorosłam, i nauczyłam się mieć swoje zdanie i decydować sama za siebie, isć własną drogą zgodnie z moim przekonaniem ,
    nie wiem co to jest:
    - gorączka swiątecznych zakupów, zawsze cos mam w lodówce do jedzenia;
    - tracenie czasu na przygotowywanie ogromu jedzenia, jakby ludzie byli niedożywieni, normalnie jem;
    - wycinanie drzew i bawienie się w dekoracje, ... mam przed domem 2 swierki, pięknie wyglądają przyozdobione naturalnym sniegiem,
    zawsze dają mi dobrą energię i rozweselają oko i duszę, gdy patrzę nawet przez zasnieżone okno jak drzewka dają schronienie dla ptaszków, jakie są szczęsliwe. Jak zimowe słońce w dzień, a księżyc nocą maluje na nich niespotykane barwy. Wiem, że drzewo żyje i będzie zawsze dzielić się swoim pięknem i zdrową energią.
    To tak w wielkim skrócie.

    Na koniec dodam, że akceptuję u innych osób wszelkie rodzaje tradycji, jesli ktos tak lubi, lub zupełnie inaczej, nie ważne jaki kraj, jaka kultura, jaka religia, wiara, czy ateistyczne poglądy. Praktyki związane z tym okresem jesli komus sprawiają radosć i przyjemnosć - jest zrozumiałe.... Nie oceniam....
    Każdy ma swoją scieżkę życia,
    każdy ma prawo wyboru.
    Przynajmniej tak powonno być.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś w tym jest. Co roku postanawiamy gotować i jeść mniej, ale różnie z tym bywa, bo presja "tradycji" jest ogromna. Zdarzyło się jednak parę razy, że zjedliśmy bardzo mało, dzięki czemu czuliśmy się lekko, mieliśmy wyśmienite humory i ochotę na wszystko oprócz siedzenia przy stole. I te święta wspominamy miło. Inne niestety nie...
    Od kiczowatej przedświątecznej atmosfery dużych sklepów odcinamy się dosyć skutecznie poprzez zaprzestanie zakupów... w dużych sklepach. Telewizji nie mamy, więc reklamy i wspomnienia celebrytów odpadają. Aktualnie walczymy ze słodyczami i prezentami, które wciskane są przy każdej okazji dzieciom przez całą rodzinę. "Coś słodkiego" i "taki mały drobiazg" to zmora naszych czasów.
    Z jednej strony współczuję młodym ludziom, których życie kręci się wokół kolegów z pracy i z siłowni, albo którzy lecą w święta na Wyspy Kanaryjskie lub jadą w Alpy. Ale z drugiej strony kurczowe trzymanie się wypaczonej tradycji wcale nie jest lepsze...

    OdpowiedzUsuń
  5. ..., bo tak naprawde nie samym chlebem czlowiek zyje....
    Wszystkiego, co potrzebne na dzisiaj i jutro...
    Serdecznosci Swiateczne
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  6. Krysiu piękny komentarz podpisuję
    się pod nim .....
    pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

O byciu ojcem i nie tylko. Wakacyjne "Charaktery"

Jako wakacyjną lekturę polecam Waszej uwadze nowy numer "Charakterów", a zwłaszcza ich dodatek "Style życia", który ukazuje się co dwa miesiące. Tym razem porusza temat bycia ojcem.

Stan relacji z dziećmi z męskiej perspektywy jest rzeczą dynamiczną, zmienną w czasie, domagającą się naszej czujności i stałej uwagi. Ojcostwa, bardziej niż naturalnego macierzyństwa, trzeba nam, mężczyznom, uczyć się i świadomie je rozwijać. Mówi się o jego kryzysie w erze wywyższenia pracy zawodowej i kariery, które podejmujemy i rozwijamy z jednej strony dla utrzymania rodziny, często jednak kosztem niej i relacji z dziećmi. Choć większość deklaruje, że rodzina jest najważniejsza, w rzeczywistości często ustępuje ona pracy, która stanowi rodzaj alibi dla naszych męskich ambicji.

"Czy to wszystko, co mam, co do tej pory osiągnąłem i co zamierzam osiągnąć, ma jakiś sens? Czy rzeczywiście o to mi chodzi? Czy rzeczywiście muszę spędzać 18-20 godzin w pracy? Czy budowanie zaplecza f…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…