Przejdź do głównej zawartości

Człowiek w świecie z betonu


Wyjątkowo lubię filmy, których akcja osadzona jest na południu Stanów Zjednoczonych, w XIX wieku. Jeszcze zobaczymy Indian broniących swojej wielkiej, naturalnej przestrzeni, jak i osadników; niektórzy żyją w zgodzie z sąsiadami, naturą i porami roku, inni już zwietrzyli interes i zaczęli budować. I to budowanie każdemu, za wyjątkiem Indian, się spodobało. Bo ułatwiało codzienne życie.

Z czasem, niegdyś zielone i dzikie, tereny należące do każdego zabetonowano i wyznaczono właściciela, który z kolei postawił płot. Miasteczka zamieniły się w miasta, domy w bloki, z wydzielonym metrażem na każdego mieszkańca, pola i werandy na większe lub mniejsze balkony.
Tak nas zastała rzeczywistość. Co jakiś czas rusza akcja typu „Wyloguj się do życia” , „Kultura to natura” i tym podobne – od nowa uczy się nas podstawowych praw natury, pokazuje, że drzewo daje tlen i że jest ważne. I że my też czasem potrzebujemy wyjść na zewnątrz, żeby lepiej funkcjonować.
A my…. czasem się buntujemy, oszukujemy trochę, bo nie potrafimy sobie wyobrazić, jak w tak rozwiniętym technologicznie świecie MY musielibyśmy potrzebować obcowania z naturą.

A jednak

Ludzie z blokowisk wychodzą tłumnie na balkon, by zobaczyć tęczę.
Potrafią pół dnia komentować fakt, że w końcuuuu wyszło słońce!
Wolą śpiew ptaków od jazgotu samochodów, a gdy kupują dom to już >poza miastem< i z możliwie jak najładniejszym widokiem z okna.
Lubią szum fal nad morzem, piasek na plaży, błękit nieba.
Chętnie fotografują piękne krajobrazy i zachwycają się >swojskim< jedzeniem.
Rzadko przechodzą obojętnie obok kwitnącego bzu czy wschodzącego tulipana.
Jadą kilka godzin samochodem, by zobaczyć zachód słońca w wybranym miejscu.
Chłoną górskie powietrze i nadmorską bryzę.
Wybierają wakacje gdzie >cisza i spokój<.
Lubią patrzeć na księżyc i gwiazdy.
Dlaczego? Po co nam to?

Tak, Drogi Człowieku – zostałeś stworzony do tego wszystkiego, do czerpania nie tylko korzyści, ale i wdzięcznej radości. Zachwycasz się tęczą i wschodem słońca? Słusznie! To zostało stworzone, by cię zachwycać, zaopatrywać tak, byś przetrwał, kształtować wrażliwość, pragnienie piękna i dobra.Wreszcie, byś zadał pytanie: Kto to wszystko stworzył?!

Naszym przeznaczeniem nie jest >mrówkowiec<, w którym każdy ma swoje dwa metry kwadratowe i paprotkę na parapecie, tylko przestrzeń pod niebem, gdzie każdy z nas czuje się godnym spadkobiercą tego, z czego sam się czasem odziera. Co pozwolił sobie wydrzeć cywilizacji >w zamian za< …….. 
Właściwie, to ... czy jest większa wartość niż nasze życie w obfitości, zdrowiu, pokoju i szczęściu?




Komentarze

  1. [...]"czy jest większa wartość niż nasze życie w obfitości, zdrowiu, pokoju i szczęściu?"[...]
    Większa może i nie (z resztą każdy znas ma swój własny sytem wartości), ale jeszcze jedna na pewno - wygoda...
    I zależnie od tego jakie miejsce w naszej osobistej hierarchii wartości ona zajmuje, tak bardzo jesteśmy skłonni zrezygnować z życia "w obfitości, zdrowiu, pokoju i szczęściu".
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy by tylko siedział pod gołym niebem i czuł się godnym spadkobiercom, tylko robić nie ma komu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno nie wyklucza drugiego. "Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem..." :)

      Usuń
    2. no cóż wpis jakoś mi się skojarzył z piosenką "Zachwycenie" Grotowiskiego i śp. Zwierzchowskiej https://www.youtube.com/watch?v=7VDs9EZbyok#t=1m13s
      nie to żebym się sam nie zachwycał, ale przez pewien czas zajmowałem się przekształcaniem natury tak, aby była była bardziej zachwycająca.. bo taka całkiem naturalna to nie tylko pszczółki motylki ale też trochę mniej sympatycznych roślinek i zwierzątek.. które jakoś większość osób (zupełnie nie wiem dlaczego) nie zachwyca

      Usuń
  3. Też czasami zastanawiam się nad tym dlaczego robimy wszystko na odwrót i serio nie mam na to żadnego wyjaśnienia. Podobno statystycznie pracujemy aż 55 godzin tygodniowo, nie wliczając dojazdów, pracy przynoszonej do domu itp. Zwykle po to żeby np. wyjechać na egzotyczne wakacje. 95% naszego czasu spędzamy w pomieszczeniach, godzinami ślęczymy przy komputerze, tylko po to żeby gdzieś pojechać czy kupić to czy tamto. A czy nie lepiej i szczęśliwiej byłoby wyjść codziennie na spacer? I to nie po betonowym chodniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i lepiej...
      Tylko czego wówczas mieli by zazdrościć sąsiedzii koledzy z pracy?
      Roman

      Usuń
    2. To nie jest takie proste i oczywiste. Życie w naturze, ba! nawet na wsi! to nie jest sielanka, jak się miastowym wydaje. Bo oprócz tych zachodów słońca są też rzeczy przykre.

      Kiedyś czytałem wywiad z człowiekiem prowadzącym schronisko. Powiedział, że ma kłopot ze znalezieniem pracowników, bo każdemu sie wydaje, ze w gorach to tylko gitara i śpiewy przy kominku co wieczór.

      Ludzie mieszkają w miastach i w betonie, bo w koncowym rozrachunku jest im wygodniej, latwiej i bezpieczniej.

      Ja tez kocham przyrode, ale po dłuższym pobycie w gorach lub na kempingu zaczyna mi doskwierac brak wlasnej toalety, wanny, kuchni i wygodnego lozka. A im jestem syarszy, tym szybciej. ;-)

      Usuń
    3. P.S. Jestem tym miastowym w betonie i uważam pracę i zycie na wsi z bardzo ciezkie (nie mowie o korpoludkach mieszkajacych pod lasem).

      Usuń
  4. #Ojciec...
    Wiele lat mieszkałem na takim poł-rolniczym siedlisku na skraju małego miasteczka, od niedawna jestem "pełnokrwistym" rolnikiem.
    Jakkolwiek bardzo chwalę sobie takie życie (wszak sam je wybrałem), to doskonale wiem (a z czasem tę wiedzę jeszcze udoskonalę zapewne) iż to nie sielanka, że takie zycie nie jest dla każdego (jak i praca w korporacji).
    I nie wiem czy to co wybrałem to był dobry wybór choć w to wierzę...
    Myślę, że w każdym z nas jest tęsknota za "życiem w lesie"...
    Tylko jednym tego zycia wystarczy dwa tygodnie w roku, innym potrzeba non-stop.
    I tak jest dobrze, i tak byc powinno...
    Śmieszy mnie ew. hipokryzja w mysleniu o życiu "tam"...
    I to zarówno "miastowych" jak i "wsiowych"...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytasz mi w myślach! Dokładnie tak to odczuwam. W moim przypadku góry (z racji bliskości mojego miejsca zamieszkania) to jest mój żywioł i wieczna tęsknota. Ale z różnych powodów (dobra praca blisko domu, edukacja dzieci, starsi rodzice) jestem uwikłany w życie miejskie i - rozważając różne za i przeciw - ciągle wybieram obecne życie. Może kiedyś się odważę to zmienić, ale na razie te dwa tygodnie muszą mi wystarczyć, choć nie wystarczają.

      Usuń
  5. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Tu nie chodzi o to, by całe życie przeżyć w komforcie. (odnośnie trudności na wsi) ale... Choroby cywilizacyjne nie pochodzą z lasu.

    Sadzę, że obcowanie z naturą jest nam potrzebne, choćby dlatego, by obserwować dzieła nie stworzone przez człowieka. Tylko te większe od nas; które żyją swoim życiem i nie muszą być zależne od nas w żaden sposób- my od nich jesteśmy. Osobiście lubię poruszać się zarówno w radosci jak i pokorze. I lubię wiedzieć, że jestem zależna od Boga, nie człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nieprecyzyjnie się wypowiedziałem na początku. Wpis mi się podoba, jestem za życiem bliżej natury, tęsknię za tym i coraz bardziej staję się ... hmm, jak by to ująć... anty-cywilizacyjnym radykałem. Staram się jednak dostrzec drugą stronę medalu i pokazać, że nasze (tzn. zwolenników prostoty) przekonanie może nie do końca jest jedyną słuszną drogą.

      Usuń
  6. Spójrzcie, na jaki tekst natknęłam się wczoraj :-D

    "Na wsi jest tylko rozkosz prawdziwa,
    Tam lud niewinny, szczery, rzetelny,
    Tam radość mieszka i czułość żywa,
    Do wsi zrodzony każdy śmiertelny! "(S.Trembecki)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trend - chyba nawet światowy - do "cywilizowania", brania natury za łeb czy urbanizacji i industrializacji wyjdzie ludzkości prędzej czy później bokiem. Mimo bardzo intensywnego "rozwoju" człowieka przez ostatnie właściwie dziesiątki lat, wciąż jakieś pierwotne instynkty ciągną nas, jak wilki, do lasu. Miasto daje pozorne bezpieczeństwo i stabilizację. Jednak cena jaką płacić za to trzeba jest coraz wyższa. Coraz więcej ludzi z coraz większym trudem ledwie nadąża. Najbogatsi dają nogę bliżej natury do luksusowych rezydencji - kosztownych i energochłonnych - niekoniecznie dobrych dla środowisk, w których powstają. Reszta opłaca tę pozorną wygodę coraz dłuższym dniem pracy i niższym standardem życia. Dobre życie w mieście udaje się niestety tylko nielicznym, kosztem pozostałych....
    W dłuższej perspektywie i tak wygra natura.... nie takie cywilizacje już upadały.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale błogie zdjęcie :) Od wtorku tez tak będę wypoczywać! A co do filmów... Ja raczej czytam książki, a na filmy juz potem brak czasu...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…