Życie bez telewizora? Warto!

To była jedna z najważniejszych decyzji, które zmieniły nasze życie osobiste i rodzinne. Około 10 lat temu postanowiliśmy pozbyć się szklanego ekranu. 
Wówczas, jak pamiętacie, telewizory były nie tak duże (nasz był wyjątkowo mały, miał chyba 15"), ale grube. Nie dawały się tak łatwo powiesić na ścianie i potrzebowały specjalnej szafki. Pod  nią  oczywiście  magnetowid, kable, kasety VHS...
Telewizor rządził przestrzenią w salonie, decydował o rozkładzie mebli. Nie oglądaliśmy go namiętnie, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo styl życia z TV determinuje nasz czas wolny: przerzucanie, wówczas nielicznych, kanałów w celu znalezienia czegoś sensownego, próba przekonania swoich gustów, że to, co oglądasz, nie jest takie wcale złe, reklamy, reklamy i jeszcze raz reklamy. 

Niestety, to, z czym się spotykamy u rodziny i znajomych, wskazuje, że sprawy z TV mają się coraz gorzej. Nawet w niewielkich pomieszczeniach królują, płaskie co prawda, ale szerokokątne "portale" do świata iluzji i rozrywki. Reklamy, jakie zdołaliśmy obejrzeć, wskazują na postępujący proces skretynienia. Nasze dzieci i my sami zamieniamy się wówczas w słup soli. To chyba efekt odstawienia, podobnie jak po rzuceniu palenia, gdy dym z papierosa szczególnie drażni. W takich toksycznych pomieszczeniach trudno normalnie rozmawiać i odpoczywać... 

Nasza decyzja życia bez TV pozwoliła nam swobodnie organizować przestrzeń, pozbyliśmy się nie tylko odbiornika, ale i szafki, odtwarzacza, kabli i innych sprzętów. Ciekawe, że więcej przestrzeni zrobiło się także między nami i w naszych głowach. Nie ma myślenia, co dzisiaj w TV, wertowania programu, walki o pilota :)

Ci, którzy nie mają telewizora, tylko nam przytakną. Ci, którzy go posiadają, być może wzruszą ramionami. Zwłaszcza, gdy jest się przykutym do abonamentu z kablówki. Wiem, że telewizja posiada zagorzałych zwolenników. Tych nie przekonam do jej porzucenia. Bo ciekawe filmy, publicystyka, programy historyczne czy przyrodnicze. Nie mówiąc o rozrywce dla dużych  i małych...życie gwiazd bynajmniej nie z drogi mlecznej. 



Podsumowując, żyjąc bez telewizora:
- mamy cichszy, spokojniejszy dom
- więcej czytamy, co istotne w przypadku dzieci
- więcej ze sobą rozmawiamy, co istotne w przypadku dzieci :)
- skupiamy się na swoich ulubionych zajęciach, rozwijamy pasje
- mamy więcej czasu wolnego 
- mamy więcej pieniędzy

Inni wskazywali także na:
poprawę komunikacji między małżonkami (więcej uważnego słuchania = mniej kłótni)
- poprawę jakości posiłków, czas na posiłki jest spokojniejszy 
- poprawę jakości rozmów, które wcześniej często kręciły się wokół programów telewizyjnych 
więcej rozmawiamy o przyszłości, planujemy
- łatwiej skupić się na pracy i zadaniach
- jesteśmy bardziej interesującymi ludźmi
- poprawia się nasze życie towarzyskie, więcej spotykamy się ze znajomymi
- jesteśmy bardziej aktywni fizycznie, chodzimy na spacery...

Może jednak dasz się przekonać? Pomyśl jak wyglądałoby Twoje życie bez telewizora? Ile czasu byś zyskał?
  • Warto na próbę, powiedzmy na miesiąc/dwa miesiące, schować telewizor do szafy (jeśli się zmieści). My właśnie tak zrobiliśmy na początku. Potem sprzedaliśmy go w komisie. 
  • Na początku jest trochę trudno, trzeba zmienić telewizyjne nawyki, poszukać innych źródeł rozrywki. Tu akurat, w dobie szybkiego internetu, nie ma większych problemów z zamiennikami. 
  • Jest jeszcze abonament za kablówkę - tu trzeba przejrzeć umowę i niestety pewnie wrzucić w koszty konieczność płacenia przez jakiś czas w okresie wypowiedzenia lub do końca obowiązywania umowy.
  • W przypadku płacenia za abonament RTV - pamiętaj, aby wyrejestrować odbiornik telewizyjny (na poczcie), wtedy zostaje, zdecydowanie niższy, abonament za radio.  

Według ostatnich danych statystyczny Polak w 2017 r. spędził dziennie 4 godziny 21 minut i 45 sekund! Podobno plasujemy się tuż za Stanami Zjednoczonymi. Nawet jeśli nie jesteś statystycznym Polakiem, a przecież nie jesteś!, to przykre i daje do myślenia, nieprawdaż? 

Życie bez telewizora? Warto!



11 komentarzy:

  1. Bez telewizora ? Zdecydowanie warto! Jest jednak jedno ale, większość przenosi się sprzed telewizora przed komputer lub telefon i marnuje czas na Facebooku.... Poprosiłabym o wpis jak przejść na facebookowy detoks.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chyba będzie trzeba, bo faktycznie można trafić, a właściwie już trafiliśmy, z deszczu pod rynnę :)

      Usuń
    2. Nie wchodzić na fb, pewnego dnia tak postanowiłam i już. W telefonie odinstalowałam aplikację, wyłączyłam powiadomienia wszelkie. Zaglądam raz w tygodniu teraz. Telewizora też nie mam. Tzn stoi na regale, bo obecnie stacjonuję w pokoju mojej mamy ze względu na złamaną nogę, ale go nie włączam, bo od kilku lat nie posiadam tv i nawet nie przychodzi mi do głowy, żeby go włączyć. Za to oglądam youtube, może trochę zbyt często, ehhh :)

      Usuń
  2. W ostatnim akapicie zabrakło chyba słówka "dziennie" :).

    A tak poza tym to cieszę się, że tak wybraliście i że o tym piszecie.

    My z żoną także nie mamy telewizora w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Henryku. Faktycznie,zaraz poprawiam. Myślałby kto, że tylko tyle przez cały rok ;)

      Usuń
  3. Cześć Konrad. Właśnie wynajęliśmy komuś mieszkanie i nasz stary (10-letni) telewizor wrzucimy najemcom. Trochę mnie korci, żeby nie kupować nowego, chociaż to raczej w rodzinie nie przejdzie. Telewizji nie mamy wcale, ale dzieci czasami jakąś bajkę zobaczą, z kolei my raz na kilka dni włączymy film. Reklam nie oglądamy lata i rzeczywiście wydają nam się teraz komiczne, jak u kogoś zdarzy nam się obejrzeć kilka. Jak dla mnie kompletna abstrakcja, jawna kradzież czasu za którą jeszcze płacimy... Okazjonalny film puszczony na telewizorze i jednoczesne pozbycie się wszystkich abonamentów to również sensowny krok dla tych, którzy nie wyobrażają sobie mieszkania bez tego urządzenia. Później proponowałbym odpięcie się od wszelkich programów tasiemców i seriali oraz zastosowanie diety informacyjnej. U nas to się fajnie sprawdza i w zasadzie jestem na takim etapie, że absolutnie nie odczułbym braku telewizora. Ale mimo wszystko lepsza jest metoda małych kroczków - skoro uzależniliśmy się to tego medium i od lat towarzyszy nam dzień w dzień, rewolucja w tym względzie mogłaby się skończyć objawami odstawiennymi :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, jak Cię korci to może warto spróbować? Bardzo dobre uzupełnienie wpisu: dla wielu metoda małych kroczków może być dobrym preludium do odstawienia tego medium.
      Filmik i bajki? Owszem, ale to mamy w internecie. A jak komuś brakuje dużego ekranu, to można i podłączyć projektor...

      Usuń
  4. Nie obrażcie się ale jest w tym trochę obłudy.
    Ludzie, którzy chwalą się rezygnacją z telewizora najczęściej nic nie wspomnają o odcięciu się od Internetu. A tam można znaleźć to samo co w TV (i sweriale i informacje i reklamy też) ). Nie łódźmy się, że jest inaczej, z tą tylko różnicą, że w telewizji możemy głupoty tylko oglądać a w Internecie jeszcze sami je produkować i wysyła w świat. W jednym i drugim medium można znalź zarówno rzeczy mądre jak i głupie. A jeżeli ktoś chce być ogłupiany to mu wyrzucenie telewizora nic nie pomoże. Ogłupić może zacietrzewiony politycznie sąsiad, plotkująca koleżanka z pracy, czy wiecznie narzekająca na wszystko i na wszystkich kuzynka.

    To może panowie podejmiecie wyzwanie „Rezygnujemy z TV i Internetu”, na początek chociaż przez miesiąc. Radio jednak bym radziła pozostawić.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zrezygnowałam z oglądania telewizji. To prawda, że dużo teraz korzystam z internetu, ale i tak jest to wielka zmiana na plus. Telewizja to tylko rozrywka, może trochę edukacji. Internet to również rozrywka i edukacja, ale też sposób na podtrzymywanie znajomości, zakupy, opłacanie rachunków i wynajdowanie informacji, których bez internetu można by szukać całymi dniami, a nie jednym zapytaniem w wyszukiwarce. Wybrane treści mogę przeczytać kiedy chcę i gdzie chcę, wykorzystując czas, który i tak mija bezproduktywnie - w komunikacji miejskiej czy kolejkach. Oglądając półtora godzinny film w internecie poświęcam na niego półtora godziny plus kilka minut, bo tyle trwają reklamy(to się pewnie kiedyś zmieni niestety). Oglądając ten sam film w tv musiałabym zarezerwować co najmniej 2 godziny. Że już nie wspomnę o konieczności dostosowania się do pory jego nadawania. Nie podejmę wyzwania rezygnacji z internetu, bo nie zamierzam wracać do opłacania rachunków w okienku bankowym, latania po sklepach agd ani wertowania książek kucharskich w poszukiwaniu przepisu, który gdzieś tu był, tylko gdzie...

      Usuń
  5. OK, Znajomości, zakupy, wyszukiwanie potrzebnych informacji. Ale reszta internetu to też telewizja (filmy, seriale,) tylko że inna. A reklamy, są stacje które nadają filmy bez reklam a poza tym można film nagrać i oglądać kiedy się chce a reklamy przewijać.
    Chodzi mi o to , że często ci którzy zrezygnowali z TV czują się lepsi lub mądrzejsi, mówią o pozytywnym wpływie tej rezygnacji na ich życie towarzyskie lub duchowe a potem znowu spędzają cały wieczór przed ekranem, tylko że innym).
    Konrad pisze "poprawę jakości rozmów, które wcześniej często kręciły się wokół programów telewizyjnych " a po rezygnacji będą się kręcić wokół programów np. z yootuba. "trzeba zmienić telewizyjne nawyki, poszukać innych źródeł rozrywki. Tu akurat, w dobie szybkiego internetu, nie ma większych problemów z zamiennikami."
    Wydaje mi się, że w całej sprawie rezygnacji chodzi właśnie o to żeby z czegoś zrezygnować a nie szukać zamienników, bo tak naprawdę to z niczego nie zrezygnujemy tylko zmienimy ekran.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. W takim wypadku następny krok - NoSurf (https://www.reddit.com/r/nosurf/).

    : )

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...