Przejdź do głównej zawartości

O MĘSKIM GOLENIU




Mój pierwszy wpis nawiązuje do wpisu Konrada - Jak wychować konsumpcjonistę. Otóż jako konsumpcjonista zostałem wychowany przez Globalne Koncerny w wieku 15 lat. Sprawa dotyczyła pierwszego golenia, kiedy to zostałem wspaniałomyślnie obdarowany maszynką do golenia G. - najpopularniejszą na rynku. Byłem przeszczęsliwy. "Wreszcie!"  Jak prawdziwy mężczyzna miałem to, co "najlepsze dla mężczyzny" (miałem jeszcze wówczas TV).

Przez te wszystkie lata (dokładnie 13) bez mrugnięcia okiem kupowałem wymienne ostrza lub maszynki jednorazowe średnio raz na kwartał, wydając każdorazowo ok. 15 PLN . Jak łatwo policzyć na same ostrza przeznaczałem min. 60 PLN rocznie. Przełom nastąpił, gdy kolega pracujący w firmie G. w mieście W. opowiedział mi, jak steruje się procesem "trwałości" wymiennych ostrzy, które z początku są bardzo ostre, ale dość szybko tępią się do tego stopnia, że nie golą tak dokładnie... ale golą. Na rynku trwa więc ostra rywalizacja pomiędzy Globalnymi Koncernami, kto sprzeda więcej Szybko Tępiących Się Ostrzy. Słuchałem i ... zagotowało się we mnie. Wszystko się zgadzało - coraz trudniej było znaleźć ostrza po 15 PLN, a coraz częściej spotykałem je w okolicach 20 PLN, a już Super Wibrujące Ostrza to wydatek ponad 50 PLN! 

Postanowiłem zaryzykować i kupić maszynkę na żyletki. Perspektywa golenia się "czymś takim" ... przerażała mnie. Skojarzenia z moim dziadkiem, który goli się takową maszynką  były oczywiste - to takie staromodne. Z pomocą przyszedł jednak YouTube, gdzie obejrzałem kilka filmików na temat męskiego golenia się taką maszynką. Ludzie byli zadowoleni. I ja kupiłem sobie taki sprzęt (przez internet).

Dziś mogę powiedzieć, że i ja jestem zadowolony z takiego wyboru. Poprzedniczka od G. poszła do kosza na śmieci. Koszt 10 szt. żyletek to 4 PLN, koszt maszynki to 100 PLN, czyli inwestycja powinna się zwrócić w około 1,5 roku. 

Nie twierdzę, że takie rozwiązanie jest dobre dla wszystkich, ale moje podstawowe wnioski i obserwacje są następujące:

  • maszynka na żyletki nie generuje kosztów jak maszynka Globalnych Marek
  • jest to ładny przedmiot - wykonany z mosiądzu, chromowany - golenie się nim to przyjemność, w łazience ładnie wygląda;
  • maszynka nie ma elementów plastikowych, które mogą popękać lub się wypaczyć.  
  • zużyte żyletki w całości można poddać recyclingowi, więc jest to ekologiczne
  • póki co nie zaciąłem się ani razu.

Na końcu podam tylko, że maszynki Globalnych Koncernów, to często takie Konie Trojańskie społeczeństwa konsumpcyjnego. To właśnie o nich będzie kolejny wpis O koniach trojańskich konsumpcjonizmu

Komentarze

  1. Ciekawy wpis. Ja w sztuce golenia (i oszczędzania) poszedłem o krok dalej - zapuściłem brodę, którą przycinam maszynką do strzyżenia włosów (: Maszynkę kupiłem pod wpływem kalkulacji: wizyta u fryzjera to ok. 30 zł, zatem roczny wydatek to +/- 300 zł. Koszt maszynki to ok. 70 zł. Teraz strzyże mnie (i mojego syna) moja żona. Przyjemne z pożytecznym! A na youtube można przejść krótki kurs strzyżenia albo zaufać swoim wrodzonym zdolnościom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Właśnie, gdy małżonka ma - Magda powiedziała mi o najnowszym wpisie na blogu poświęconym maszynkom do golenia, to od razu wypaliłem jej z pytaniem "a co to nasz sąsiad ma do powiedzenia w kwestii maszynek do golenia" ? :-) Widzę jednak, że wpis jest innego autorstwa.

      Ja też oszczędziłem już grubych kilkaset złotych, kupując maszynkę do strzyżenia firmy na P.. służy już któryś rok i nawet nie stępiła się, a kosztowała faktycznie kilkadziesiąt złotych. Jak się nie ma skomplikowanej fryzury, szczególnie gdy potencjał raczej jest do polerowania niż zarastania, to naprawdę praktyczne urządzenie. Mam na myśli także to, że jest - jakby to rzec - higieniczniej, a poza tym oszczędzam masę czasu. Strzyżenie w domu - 10-15 minut. U fryzjera (wraz z podróżą w obie strony) to około 1h życia.

      PS. Myślałem, że tylko ja używam jednorazówek przez kwartał ;-)
      PPS. Chyba się rozejrzę za taką oldskulową maszynką ;-)

      Usuń
  2. @Artur: Ha, też szykuję artykuł związany z wydatkami na golenie - jest o czym pisać.

    @Konrad: ja i mój tato nie byliśmy u fryzjera chyba od 4 lat. To na prawdę jest duża oszczędność.

    A tak w ogóle, to cieszę się z "reanimacji" bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, mój mąż też zapuścił brodę. Może nie tyle z oszczędności, co upodobań. A tutaj jeden z moich niedawnych artykułów, właśnie o domowym fryzjerstwie i jego opłacalności. ;) http://korzystne-zakupy.blogspot.com/2012/09/domowe-fryzjerstwo-post-goscinny.html

    OdpowiedzUsuń
  4. oszczednosci mozna robic na wszystkim - kupujac maszynki, pianke, jak rowniez inne artykuly - majtki damskie, majtki meskie, sukienki, zele i pianki do wlosow. Wybor na czym mozna zaoszczedzic jest spory. Kwestia czy dobrze nam rzeczy gorszej jakosci beda wlasciwie sluzyly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anna - uważam, że rzeczy gorszej jakości co do zasady gorzej służą niż rzeczy lepszej jakości. W moim poście włośnie opisałem, jak zamieniłem rzecz gorszej jakości na rzecz lepszej jakości. Szkopół w tym, iż ta pierwsza była tylko pozornie tańsza.

      Co do bielizny to zupełnie inny temat: ale miejsca na oszczędności to ja osobiście tu nie widzę.

      Usuń
  5. A co powiesz na brzytwę? :) Kiedy jeździłam do dziadków uwielbiałam niedzielny rytuał dziadka z goleniem. Ostrzenie brzytwy o skórzany pas zawieszony na drzwiach, robinie piany (zawsze dostawałam pacnięcie pianą w nos), pamiętam specjalne drewniane pudełko na przybory do golenia... To było przeżycie! Prawdziwi mężczyźni golą się brzytwami! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @parisal: wiesz co, muszę kiedyś spróbować - to by mogło rozwiązać problem golenia przy krawędzi koziej bródki - zwykła maszynka nijak się nie da równo tego zrobić. Brzytwa wydaje się być do tego stworzona.

      Usuń
    2. Zanim stałem się brodaczem jakiś czas goliłem się brzytwą. Trzeba na to spokojnej ręki i więcej czasu (w porównaniu ze "zwykłym" goleniem). W miarę nabierania wprawy idzie coraz szybciej ale i tak trzeba uważać żeby się nie pozacinać. Jak dla mnie więcej stresu niż pożytku.

      Usuń
  6. Jak do tego dojdzie, koniecznie napisz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja mam maszynke na żyletki łilkinson klasik za parenaście złotych (z kompeltem żyletek gratis). i tez sluzy mi ponad poltorej roku i wyglada jak nowa. elegancko sie prowadzi, jedynie jestz plastku, tzn rączke ma metalową obciągniętą plastikiem i glowke plastikową, ale mimo to spisuje sie zarąbiscie. i kupuje sobie rzyletki z rosmana raz na ruski rok i jestem zadowolony.

    pozdro
    rychu

    OdpowiedzUsuń
  8. Super wpis! Też to odnośnie G. zauważyłem i wiecie co? Kupiłem ostatnio maszynkę firmy BIC (tak, to ta od długopisów) i...golę się nią 3 miesiące już na jednym ostrzu (faktycznie, wielkie G. opracowało tech zużywalności kontrolowanej - wpadłem na to dobitnie po doświadczeniach z BIC. Ale ta firma także z czasem dopracuje zużywanie kontrolowane tak więc zainteresowałem się bardzo tą retro maszynką pragmatyczną opisaną w tym artykule.

    Autorze tego wpisu...na litość pańską...gdzie można takie coś kupić? Sprawdzałem na allegro sortując od najdroższej do najtańszej i nie mogłem znaleźć takowej za 100 zł...najdroższe są z czasu PRL (oryginały) za 35 zł z likwidacji prywatnej kolekcji (lol).

    Gdzieś ty to wygrzebał? Daj namiara :D

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tyż ostatnio zakupiłem maszynkę BIC i sam się wstydzę że tak hołubiłem maszynkom czy Gillette czy Wilkinson gdyż pierwszy raz tak dobrze ogoliłem dobry parodniowy zarost. Czyli oryginalne świeże ostrza były ostrzejsze niż obu konkurentów a maszynka tańsza. Z drugiej strony z pewnością trwałość maszynki pod względem szybkiego spadku ostrości pewnie będzie bardzo podobna więc i tak pewnie będzie trzeba się przeprosić z tradycyjną metodą.

      Usuń
    2. BIC to produkt firmy Wilkinson

      Usuń
  9. Odnośnie mojego komentarza wyżej ... ok wystarczyło wpisać w Google...założyłem błędnie, że na allegro jest takie coś...a tutaj forum z rodzajami takiego typu maszynek: http://brzytwa.org/forum/index.php?topic=855.0 - polecam taką z REGULACJĄ - co pozwoli zmienić kąt nachylenia żyletki.

    OdpowiedzUsuń
  10. czekam z niecierpliwością na post nt kobiecego podejścia do sprawy: depilacji, fryzjera,farbowania włosów, malowania paznokci, noszenia koronkowej bielizny, biżuterii, używania (drogich?) kosmetyków, ... czy to mieści się w dobrowolnej prostocie? taki w ogóle kobiecy punkt widzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety z mojej strony nie mogę zapewnić takiego know-how :)

      Usuń
    2. Zawsze mozesz sie poswiecic i ogolic jedna noge :)

      Usuń
    3. Proszę bardzo - zamiast kremów i balsamów kupuję olej kokosowy (masło kokosowe) + olejek arganowy. Trochę mieszam jedno z drugim (resztę przechowuje w lodówce). Używam jako kremu do całego ciała, także do opalania :))
      Pozdrawiam,
      I_Graszka

      Usuń
  11. Moje doświadczenie w tym temacie jest dosyć podobne, ale dotyczy maszynki elektrycznej: mam od dobrych 4-ch lat maszynkę elektryczną philipsa, składająca się z trzech okrągłych ostrzy. Z czasem mi się ów ostrza stępiły; ale oczywiście w żadnym markecie nie można nabyć takich ostrzy – są tylko podobne, nie pasujące do mocowania w mojej maszynce. Bawiłem się zatem w majsterkowicza i przerobiłem ostrza nowo kupione – odciąłem mocowania ze starych i dokleiłem klejem do plastiku do nowych ostrzy. Maszynka śmiga do dziś; wkrótce będzie potrzebna pewnie kolejna wymiana; nie liczę już nawet na to, że dokupię ostrza pasujące do mojej golarki. Pocieszam się tym, że to był jedyny słaby element zaprojektowany w mojej maszynce z myślą o jej ograniczonej żywotności – a nie np. bateria /akumulator/ jak to jest w iphonach.

    OdpowiedzUsuń
  12. podobno i jednorazówka może służyć przez wiele miesiecy. wystarczy naostrzyć ją o papier ścierny. podobnie rzecz się ma z tarką do warzyw.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pozwolę sobie zaoszczędzić Wam jeszcze trochę pieniędzy, zamiast kupować te śmieszne PRL-owskie maszynki na żyletki, kupcie elektryczną maszynkę do golenia i golcie się jak prawdziwi faceci a nie jak górnicy. Ja za swoją Philips 5890 wydałem na allegro jakieś 60-80zł a to było jakieś 7 lat temu. Mój ojciec jeszcze dłużej używa trochę gorszego (bo starszego) modelu. Jeśli chcecie golić się tanio (1zł na rok), wyglądać przy tym jak samiec alfa, robić coś innego drugą ręką (np. parzyć poranną kawę świntuchy) i nie mieć problemu z podrażnioną skórą to zainteresujcie się maszynką elektryczną. Nie ma żadnych ukrytych kosztów typu krem do golenia, po goleniu itd. Jedziesz w plener - masz do zabrania tylko maszynkę, jeśli golisz się żyletką - powodzenia jeśli zapomnisz kremu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydło, szampon, odżywka do włosów, możesz użyć czegokolwiek do ogolenia się. Pozdrowienia za to jak jedziesz w plener i zapomnisz naładować elektrycznej maszynki. :) Poza tym rozumiem, że masz zamiar używać jej jeszcze co najmniej 50 lat, żeby wyszła złotówka rocznie, tak? Żyletki i brzytwa to jest tradycja, używane od lat, skuteczne, proste i tanie. Właśnie, prawdziwi faceci golą się brzytwą :)

      Usuń
    2. Ty brzytwą poderżnąłbyś sobie gardło, bo nawet czytać ze zrozumieniem nie potrafisz, złotówka rocznie to prąd, taniej niż koszt samych żyletek a gdzie kremy itd ? poza tym gdybyś był trochę bystry to wiedziałbyś że praktycznie każda maszynka ma wskaźnik naładowania, moja nawet wyświetla to cyferkami. Nawet gdyby nie to nie mógłbym włożyć maszynki do torby bez wcześniejszego podłączenia do prądu. Wracając do meritum - brzytwy są drogie, sama brzytwa to około 50-60zł (stara poczciwa Dame Solingen), ponadto trzeba ją ostrzyć to na kamieniu a to na pasku, także tu trzeba policzyć własną robotę + kremy do/po golenia/u. Także maszynka elektryczna cały czas na prowadzeniu.

      Usuń
  14. Dokładnie:) Ja na ten przykład nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy 5-cio, 7-dmio czy 3 częściowymi ostrzami; jedynie cenowa rozpiętość.
    Golę się taką samą maszynką jak mój ojciec kiedyś miał, chodzi o czarną, ciężką i metalową maszynkę z dwoma skrzyżowanymi mieczami w logu i jestem z niej najbardziej zadowolony ze wszystkich jakich miałem do tej pory (a było ich sporo i jednorazowe i takie i śmakie). Koszt żyletek to pestka a na dłużej starczają i są dwustronne co usprawnia w pewnym sensie sam proces golenia:).
    Golenie może przebiega troszkę wolniej niż przy 5-cio ostrzowym zestawie, lecz ma to główną zaletę - jest dokładniej wykonana robota! Na początku ciężko było się przyzwyczaić, bo po pobycie sam na sam ze swoim odbiciem w lustrze wyglądałem jak muchomor:D bo twarz miałem oblepioną kawałkami chusteczki a twarz pulsowała od podrażnienia - jednak się nie poddałem, a wystarczyło troszkę wyczucia i człowiek dochodzi do perfekcji! Teraz samo golenie jest bezbolesne, przyjemne i bez podrażnień, a w przeciwieństwie do zestawów zaawansowanych pod względem budowy, łatwo jest ją wyczyścić po skończeniu.
    Fakt, wygląda archaicznie ale ma pełno zalet, najważniejszą z nich jest to, że przypomina mi ś.p. tatę. W pewnym sensie kultywuje jego tradycję z goleniem:) no może nie mam pędzla do nakładania pianki ale jest coś w samym goleniu magicznego, bo zawsze lubiłem przyglądać się jak on to fachowo robił:)
    Podsumowując: golenie to golenie i nie ważne jakie są ekonomiczne czy wizualne aspekty bo wynik relatywnie jest tak sam (buzia ogolona? -ogolona!:P) osobiście nigdy już nie zmienię na super-hiper wibrujące maszynki reklamowane przez ładne buzie aktorów wygolonych jednym ruchem ręki, bo to tak naprawdę strata pieniędzy, a ostateczna decyzja zależy od jednostki. Jednak trzeba pamiętać, że na miano prosumra/inteligentnego konsumenta trzeba sobie jednak zasłużyć:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Maszynka do golenia żyletką nie musi nawet kosztować 100 złotych. Sam od 2 lat korzystam z najprostszej maszynki Wilkinsona, kupionej w kiosku za 15 złotych (w zestawie z 5 żyletkami, btw).

    Żyletki można bez problemu wyczyścić, co już nie jest możliwe w przypadku Super Maszynki z 5 Ostrzami (wydłubcie kiedyś to, co zbiera się między ostrzami), ostrza zmieniam co 2 golenia. Efekt? 10 złotych miesięcznie na żyletki.

    Pędzel za 15 złotych również świetnie się sprawdza.

    Jeśli ktoś postanowi być hardcorem, na Allegro kupiłem kiedyś brzytwy jednorazowe. Przez 3 tygodnie znajomi pytali się, czy kupiłem sobie kota :D ale fakt, goliły pięknie :)

    W co natomiast warto zainwestować
    - mydło do golenia (do kupienia w Sephorze za 25 złotych). Warto też poeksperymentować - świetne wyniki miałem z... żelem do mycia twarzy z kwasem acetylosalicylowym.
    - woda po goleniu. Ja używam Old Spice. Z dwóch powodów - raz, że lubię ten zapach, a dwa - buteleczka jest tak skonstruowana, że na rękę płyn wylewa się powoli, a nie od razu pół butelki.

    I nie, nie płacą mi tu za robienie reklamy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wkurzał zawsze fakt że super-hiper tytanowe 5cio ostrzowe maszynki od Żilette czy Łilkinsona brudzą się szybko i czyszczenie ich zdaje się fizyczną niemożliwością... Nie popadłem jednak z tego powodu w melancholię i nie zacząłem żonglować żyletkami - rozwiązanie ekonomicznie dobre, klasyczne, ale jak na mój gust mało wygodne i zabierające więcej czasu... Pogrzebałem za to na angielskich forach i sięgnąłem po produkt ceniony na wyspach - maszynkę od King of Shaves - mała firma, starająca się przyciągać nie marketingową papką a jakością. No i jestem zadowolony - tak ja, jak i brat, któremu sprezentowałem komplet ostrzy i maszynkę. Ostrze starcza na 3-5 miesięcy, jest tak skonstruowane że łatwo się czyści i przyjemnie się maszynką goli. Do tego mają świetny olejek do golenia - fajna sprawa zwłaszcza na podróże, dzięki bardzo kompaktowym wymiarom.

      Usuń
  16. Maszynka Wilkinsona za 15 zł niestety nie goli jak porównać ją trzyczęściowymi maszynkami, które pod żyletką mają taki jakby "grzebień". Kąt ustawienia żyletki jest jakiś taki do d... a nie do twarzy :)

    U mnie zmiana na klasyczną maszynkę (po dziadku mi wpadła w ręce) spowodowała jeszcze jeden wielki plus: na drugi dzień po goleniu nie mam gęby całej w krostach :) A jako trzydziestolatek dziwnie się czułem z mordą 14 latka ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie chciałbym się nadmiernie wymadrzać ale maszynki "jednorazowe" są nazywane tak tylko z nieznajomości rzeczy. To są maszynki JEDNOCZĘŚCIOWE. Owszem wyrzuca się całe ale nie po jednym goleniu.

    OdpowiedzUsuń
  18. A jak do tego wszystkiego mają się maszynki elektryczne?
    Pewnie cena zawiera się między 100, a 300 zł. I nic więcej nie płacimy przy optymistycznym założeniu, że się nie psuje i prąd jest za darmo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam maszynek B z siateczką.
      W tych maszynkach co jakiś czas muszę zmieniać siatkę bo się tępi i słabiej goli - słabiej to znaczy, że dłużej trzeba się golić.
      Koszt takiej części to 70-90 zł. Pewnie już o to zadbali aby nie była na wieki. Próbowałem kiedyś maszynek P z kółkami ale słabo mój zarost goliły. Pewnie to zależy od grubości włosów co komu lepiej się spisuje.

      Usuń
    2. Ta złotówka na prąd do golarki rocznie to bardzo duże obciążenie finansowe.

      Usuń
  19. Moja historia golenia jest następująca: zaczynałęm od blue2, mach3,jakiś wilkinson, mach3 turbo, elektryczna Philips, Lidl 5 ostrzy, wilkinson na żyletki, maszynka z allegro na N. na żyletki. Do czasu żyletek najlepiej wspominam mach3 i maszynkę z Lidla 5cio ostrzową. Z lidla goli bardzo dobrze, jednak na moim zaroście po 3-4 razach zaczyna szarpać. Elektryczny Philips okazał się nie dla mnie, choć zam osoby które są bardzo zadowolone z takich maszynek, niestety, w moim przypadku to porażka. Philips przed ścięciem podnosi włos i dopiero ścina, co u mnie na szyji powoduje podrażnienie, jednak da się tą maszynką świetnie ogolić. Wszystko sie zmieniło po kupnie plastikowego wilkinsona na żyletki. Mimo że byłem nie do końca zadowolony wiedziałem ze to jest to. Na allegro kupiłem maszynkę z metalową głowicą na N, do tego różne żyletki. Stwierdzam że dla mnie najlepsze połączenie to N + żyletki Polsilver. Maszynka goli jak systemowe typu mach3, do tego nie zapycha się. Polecam potestowac różne żyletki, zwłaszcza że to nie majątek. Do golenia testowałem pędzel, kremy, żele. IMO najlepszy jest żel Gillette nawilzający (największa zawartość gliceryny). Przy nabraniu wprawy mozna spróbować zwiększać kąt ostrza, ja to zrobiłem podkładając starą żyletke z obciętymi ostrzami i bokami pomiędzy głowicę a rączke. Efekt jest świetny. Dodam ze kilka takich maszynek podarowałem na prezent. Wszyscy obdarowani zadowoleni. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dorzucę do wątku, coś faktycznie jest w tym "globaliźmie" o którym piszecie. Korzystam z maszynki na ostrza G. Nie golę się często (2-3x w tyg.) Ostrze najlepsze jakie jest od G. takie pomarańczowo szare fjużonpałer 5 ostrzy starcza mi na 3 dobre golenia później już drapie. Sądzę że tak jest zaprojektowana. A teraz właśnie przeglądam do na allegro sprzęt z jakiego korzysta mój tata czyli maszynki na klasyczne żyletki jedno ostrzowe. POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje spostrzeżenie nt. golenia... może trochę oryginalne i "na okrętkę". Najpierw goliłem się maszynkami "jednorazowymi", później rodzina zafundowała mi na święta golarkę elektryczną, z której zrezygnowałem, gdyż miałem po niej podrażnienia. Takim sposobem wróciłem do jednorazówek... do czasu, aż nie dostałem przy innej okazji takiej elektrycznej maszynki na formowania zarostów (u mnie służyła do formowania brody). Dosyć szybko zorientowałem się, że jeśli zdejmie się plastikowy ogranicznik, którym reguluje się długość cięcia, można się bardzo fajnie i szybko ogolić. Minus jest taki, że nie jest to idealne golenie na zero, tylko takie na 1-2 dniowy zarost. Jeśli to komuś przeszkadza , to problem, ale mi absolutnie. W zasadzie przyzwyczaiłem się do golenia tym do tego stopnia, że ostatnio ogoliłem się ręczną maszynką... półtora roku temu, jak szedłem z dziewczyną na jej półmetek na studiach. No i na jakieś grubsze okazje po drodze. Maszynka elektryczna do tej pory działa, chociaż nie jest jakiejś renomowanej firmy. A i przed goleniem na zero przejeżdżam nią zarost, który wtedy jest już bardzo krótki, i ręczna maszynka się tak nie zapycha, a co za tym idzie, starcza na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Panowie a ktoś używa maszynek do golenia dostępnych na easyshaveclub ? wyglądają solidnie i cena jest kusząca. Co myślicie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Kupiłem markową firmy W-n na żyletki za 20zł. Gole się nią już rok. Żyletki tej samej marki kosztują mnie 6zł za 5szt. Gole się co 4 dzień a jedna żyletka starcza mi na miesiąc. Także miesięczny koszt golenia to 1,20zł, nie wliczając kosztów zakupu maszynki. Poza tym jeszcze pianka za ok.6zł raz na rok i balsam. Czyli całkowity koszt z dodatkami to jakieś 3zł miesięcznie :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Jedna żyletka na miesiąc? To pełen szacunek :) Polecam tez żyletki z Rosmanna - 10 szt za 1 € :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra żyletka potrafi komfortowo golić do 5-6 goleń...
      Zatem albo kolega goli sie co 5-6 dni, albo ma - nieuświadomione byc może - skłonności masochistyczne ;)
      Roman

      Usuń
  25. A skoro jesteśmy przy minimaliźmie, to wspomnę, że rezygnacja z golenia była by rzeczywistą minimalizacją.

    Bo w gruncie rzeczy - w goleniu chodzi o wizerunek, chcemy wyglądać młodziej. Mężczyźnie nie przystoi przesadne przejmowanie się zewnętrznym wyglądem. Co nie znaczy, aby wyglądać niechlujnie albo być brudnym.
    Broda należy do naszego męskiego wyglądu. Tak samo, jak owłosienie na ciele.
    A może zrobimy sondę, kto tu goli włosy nie tylko na twarzy?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

Prawa prostoty: Redukuj

Okazuje się, że niektórzy próbują wyodrębnić prawa prostoty. John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity" formułuje 10 takich praw. Pierwsze z nich, to:

Redukuj, ale rób to rozsądnie.

To dosyć oczywiste prawo prostoty – im mniej rzeczy posiadasz, tym żyje się prościej. Prawda to? Niezupełnie. Redukując możemy pozbawić nasze życie funkcjonalności. Zatem redukuj rozsądnie, próbując znaleźć złoty środek między funkcjonalnością a prostotą. Kiedyś, w przypływie energii, pozbyliśmy się miksera, znacznie ograniczając funkcjonalność naszej kuchni. Cóż, po pewnym czasie pożyczanie miksera od znajomych okazało się na tyle niewygodne, że postanowiliśmy kupić nowy. Czy wy także wpadliście w podobne minimalistyczne pułapki? Pamiętajcie zatem, aby nie stać się ofiarą nadmiernego minimalizowania. Ale inny, pozytywny, przykład: kupując nową pralkę wybraliśmy celowo jak najprostszy model, wyposażony w dość niewiele funkcji w stosunku do innych pralek, które miały uwodzić mnóstw…