15 marca 2013

O komórce dla dziecka

Kolejny post rodzicielski.
Nasza jedenastoletnia Córka zasygnalizowała chęć posiadania telefonu komórkowego, stwierdzając, że prawie wszyscy jej rówieśnicy go mają. Dodatkowo jej najlepsza przyjaciółka właśnie dostała komórkę.
A my akurat zostaliśmy obdarowani od rodziny kolejnym telefonem, więc zwolnił się ten stary. Wystarczyło włożyć kartę (akurat też już ją mieliśmy) i dać Córce.
Nie ma problemu. Czy rzeczywiście?

Potrzeba posiadania pojawiła się pod presją otoczenia. Czy nie podobnie wywiera na nas (dorosłych) wpływ powszechnie "akceptowany" styl życia, który możemy osiągnąć przez nabycie i posiadanie określonych przedmiotów? W pewnym wieku pojawiają się kolejne materialne progi - mieszkanie, samochód, dom... Pamiętam, że przez jakiś czas obracaliśmy się w środowisku, w którym jednym z głównych tematów rozmów ze znajomymi było to, jaką działkę budowlaną kupili, na jakim etapie budowy są, jakie płytki kupili, itp. Włącza się myślenie: Może my także powinniśmy rozejrzeć się za domem? - w warunkach subtelnej, często nieuświadomionej, presji otoczenia potrzeby (i wydatki) kiełkują jak grzyby po deszczu. Powiedz mi, z kim się spotykasz, a powiem ci, na co wydasz swoje pieniądze. Otaczanie się ludźmi wyznającymi skromne, oszczędne podejście do życia może mieć duże znaczenie dla dobrego samopoczucia i stanu naszego portfela.

Nie mogliśmy zgodzić się na sytuację, w której danie komórki dziecku podyktowane jest wyłącznie tym, że "mają ją inni". Ustępując, niejako zgodzilibyśmy się z tym, że potrzeba przynależności, znaczenia (prestiżu), akceptacji grupy po pierwsze musi wiązać się z określonym statusem materialnym, a po drugie, że będzie mieć decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Dalibyśmy Córce sygnał, że otoczenie ma (i będzie mieć) decydujący wpływ na to, jak się zachowuję, w co się ubieram, co posiadam, a przede wszystkim - jak postąpię. Łatwo pozbawić dziecko wewnętrznej busoli, która pomaga bronić się przed nie zawsze korzystnym wpływem innych.

No tak, ale może nasza Córka rzeczywiście POTRZEBUJE komórki?

Zaczęliśmy zastanawiać się, czy są jeszcze jakieś powody, dla których może warto dać Córce komórkę? I czy jest to właśnie TEN moment?

Ze strony rodziców takim powodem jest często chęć zapewnienia sobie możliwości kontroli tego, co robi dziecko i gdzie się znajduje. Moje dzieciństwo pozbawione było nieustannego "bycia na smyczy". Mówiłem rodzicom, dokąd wychodzę i kiedy wrócę. Jedynym potrzebnym urządzeniem do tego celu był zegarek, który dostawało się przeważnie na I Komunię. Poza tym mieliśmy wolność robienia tego, na co miało się ochotę. Ciekawe, że telefon (stacjonarny) w moim domu pojawił się, gdy miałem 15 lat i jakoś wcześniej jego brak nam w ogóle nie doskwierał. Pisało się listy, a w razie czego wysyłało telegram.

Drugim powodem jest chęć zapewnienia dziecku -pozornego w istocie- bezpieczeństwa. W praktyce posiadanie komórki często prowokuje napady ze strony starszych kolegów (niestety tak wygląda teraz życie w szkole). Poza tym komórka nie pomoże obronić się przed prawdziwym atakiem -wystarczy wyrwać ją z reki. 

Ze strony dzieci chęć posiadania komórki, oprócz wspomnianej presji otoczenia, to głównie chęć posiadania gadżetu dostarczającego rozrywki (gry, dzwonki, nagrywanie filmików, sms-y). Z doświadczenia wiem, jak trudno o wspólną zabawę z grupą dzieci, w której choć jedno bawi się swoją komórką. Nic dziwnego, że jest to zmorą szkół, autobusów, podwórek. Poszkodowanymi są nie tylko wychowawcy, ale przede wszystkim same dzieci, które tracą umiejętność realnej zabawy. Po drugie własna komórka może zostać potraktowana jako oznaka wejścia w "dorosłość". Wejście w posiadanie materialnego przedmiotu ma być namiastką, fasadą, która nic nie znaczy, elementem przebrania za kogoś innego. To ostatnie - kreowanie wizerunku, to już sfera dobrze znana specjalistom od marketingu. Zdobycie określonej rzeczy, a raczej otoczenie się całym światem złożonym z przedmiotów, ma być synonimem zmiany z Kopciuszka w królewnę. Reklamy przekonują nas, że oznaką wzrostu może być zdobycie kolejnej rzeczy, tak jakby telefony nie służyły jedynie do rozmowy, samochody do przemieszczania się, a mieszkania do posiadania dachu nad głową, lecz miały być substytutem osobistego rozwoju. Na pewno warto wraz z przechodzeniem kolejnych progów dorosłości zwiększać dziecku zakres obowiązków i praw (o tym, jak to robić, ciekawie napisał Szymon Grzelak w książce "Dziki ojciec"), jednak robienie tego na skróty, poprzez materialny gadżet, nie przyniesie dobrych efektów.

Wspólnie z Żoną doszliśmy do wniosku, że Córka otrzyma komórkę nie dlatego, że akurat mamy jedną na zbyciu i nie z powodów opisanych powyżej, ale tylko wtedy, gdy jedyną potrzebą jej posiadania będzie to, do czego rzeczywiście ma służyć: do kontaktowania się. Na razie takiej potrzeby nie widzimy. Kiedy to nastąpi? Jeszcze nie wiemy. Przedstawiliśmy Córce nasz punkt widzenia, który -o dziwo!- zrozumiała i zaakceptowała. 

20 komentarzy:

  1. Bardzo dobry tekst. Popieram całkowicie. U nas w rodzinie doszło niedawno do sytuacji, w której jedna z babć chciała podarować naszej córce telefon ze starterem. Nasza córka ma 5 lat!!! Oczywiście zaprotestowałam i powiedziałam, że nad telefonem dla niej zaczniemy się zastanawiać za jakieś 10 lat. Oburzyła się. Generalnie w tej rodzinie robi się ze mnie wyrodną matkę, ze względu na brak tv, słodyczy sklepowych, modnych zabawek i gadżetów. Na szczęście to do rodziców należy ostateczna decyzja, ale bywa ciężko ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądra notka. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moi dwaj synowie (14 i 11 lat) mają jedną komórkę, która zawsze jest w domu, chcemy mieć z nimi kontakt jak jesteśmy w pracy, czasem się przydaje. Ale nie noszą jej ze sobą. Kiedyś nosili komórki do szkoły i było gubienie, kradzież... Nas nie bardzo stać na kolejne, więc w końcu zostało tak że jest jedna jako telefon domowy, ewentualnie wymienimy ją jak się zepsuje. Teraz jak staram się żyć minimalistycznie to mi dodatkowo odpowiada. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ma w domu telefonu stacjonarnego taka "domowa" komórka może być dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy po szkole dzieci przez dłuższy czas pozostają same w domu.

      Usuń
  4. rysunki córki wiele mówią... zwróć uwagę, że na tym drugim rysunku jest znacząco mniejsza od koleżanki (czuje się gorsza). jest mniej pewna siebie. a te komórki otaczające małą osóbkę.. hmmm... przerażające. zastanówcie się, czy nie dać jej czegoś w zamian- czegoś czym mogłaby zaimponować, pochwalić się... zyskać w relacji koleżeńskiej... czegoś mądrzejszego:)
    może nauczcie ją komunikacji przez Internet: darmowe bramki SMS, Skype- choc tu można też wymienić mnóstwo zagrożeń dla dziecka...
    coś co rozwinęloby jej pasję:)
    coś, czym wspólnie zajęby się z koleżanką, zamiast komórką...
    pozdrawiam
    Szajba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to psychologiczne spojrzenie i troskę. Nie przykładałbym takiej wagi do wielkości postaci, ani nie wyciągałbym tak jednoznacznych wniosków. Pierwszy z rysunków jest bardziej humorystyczny niż przerażający, drugi mówi o pewnej obawie, ale z tego co mi wiadomo przyjaźń "przetrwała" próbę(: W domu posiadamy telefon stacjonarny, który Córka i inni Domownicy mogą bez przeszkód eksploatować, zaś do internetu, bramek, czatów i Skype-a podchodzimy z dystansem. Dodam, że pasji i relacji koleżeńskich Córce na szczęście nie brakuje (w znaczeniu ma ich wiele).

      Usuń
    2. Robicie dziecku krzywdę. W tym wieku bardzo ważne jest dostosowanie się do grupy, szczególnie jeśli - jak piszesz - wychowuje się w agresywnym środowisku szkoły. Moi rodzice również byli tacy "alternatywni", przez co ciągle zbierałem baty od rówieśników.

      Zaraz po usamodzielnieniu się przeszedłem przez krótką fazę szalonego konsumpcjonizmu, żeby odbić się od "dna", jak to wtedy widziałem. Wychowanie zadziałało odwrotnie niż rodzice to sobie zamierzyli. Z czasem oczywiście się uspokoiłem, ale to raczej z powodu obserwacji kolegów tonących w wyścigu szczurów niż rodzicielskich rad.

      Więc jeśli was stać, nie skazujcie dzieci na ostracyzm. Dajcie im po komórce, i jeśli będą miały olej w głowie, prędzej czy później zauważą że jej nie potrzebują.

      Usuń
    3. Każdy ma prawo to ocenić według swojego widzimisię. A my ufamy naszemu wyborowi, bo został podjęty w jedności, zrodził pokój i przynosi dobre owoce. Między innymi takie jak ten komentarz naszej Córki, która parę dni temu naszą fajną rozmowę o stylu życia współczesnych nastolatków podsumowała z westchnieniem ulgi: Jak dobrze, że jestem w tej rodzinie! Dużo ze sobą w rodzinie rozmawiamy i staramy się być wrażliwi na potrzeby dzieci i ich uczucia. Gdy przyjdzie właściwy moment na komórkę dla dziecka, jestem pewna, że go nie przegapimy.
      Magda - żona Konrada

      Usuń
  5. Wszystko zależy od stosunku do gadżetów.
    Moja córka, odkąd była w 1. klasie podstawówki, zawsze miała komórkę.
    Po tym, jak podczas ewakuacji w trakcie fałszywego alarmu bombowego przeziębiła się, uznałam, że muszę z nią mieć kontakt, jeśli nie widzimy się 9 godzin dziennie.
    Należała wtedy do nielicznej grupy dzieci noszących komórki, ale na szczęście to jej nie zaszkodziło.
    Może dlatego, że nie prosiła o telefon, bo inni mają, tylko dostała go jako narzędzie komunikacji.
    Nie demonizowałaym wpływu komórki na dziecko. Jeśli jest mu rzeczywiście potrzebna, to dlaczego ma nie mieć?

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuję jako przewodnik turystyczny i jeżdżę z grupami szkolnymi na wycieczki. Obserwuję dzieciaki. Kiedyś jak rano padał deszcz mówiłem wszystkim "ubieracie się w coś od deszczu", po chwili dzieciaki wracały w kurtkach. Teraz jak każę się odpowiednio ubrać, wszystkie łapią za telefony i dzwonią do domu "mamo, pan kazał nam się ubrać, co mam założyć?". Nie potrafią same założyć kurtki od deszczu! Komórki zabijają samodzielność bo zawsze o wszystko można się spytać rodziców. Po powrocie z wycieczki rodzice pytają się dzieci "i jak tam było?", w odpowiedzi słyszą "przecież dzwoniłem/lam i opowiadałem/łam jak było, nie chce mi się drugi raz opowiadać". I tak zamiast fajnego wieczoru - opowieści z wycieczki, rodzice dostają kilka niusów w trakcie. I ani dziecko nie ma spokoju, bo przecież na bieżąco się spowiada i rodzice. Ale oczywiście wszystkim się wydaje, że tak jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Heh, to ja, mama z tendencją do nadopiekuńczości, najchętniej dzwoniłabym codziennie do mojego dziecka, gdy wyjedzie ono na obóz. Na szczęście mąż mnie od tego powstrzymuje.
    Dziecko dzwoni 3-4 razy, przeważnie po przyjeździe na miejsce i w czasie jazdy do domu. Dobrze się bawi, więc po co dzwonić?
    Jak widać, kłopot nie tyle z komórką, co z wychowaniem do samodzielności;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Konrad bardzo ciekawy wpis - dziękuję.
    Temat był u nas aktualny przez ok. 2 tyg. jak najstarszy syn rozpoczął naukę w szkole. Pomogły rozmowy i tłumaczenia - przyjął ze zrozumieniem. Podejrzewamy, że temat wróci po wakacjach...

    Takie wpisy uświadamiają nas, że nie jesteśmy sami w takim postrzeganiu otaczającego nas świata :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dziś 20-trochę lat ;]
    doskonale pamiętam czasy kiedy w domu nie mieliśmy stacjonarnego a tym bardziej internetu.
    Dziś, stacjonarny telefon mamy. Internet też. W całym domu. Każdy z domowników ma swój telefon.

    O dziwo - rozmawiamy ze sobą mniej, niż w czasach PRZED obłożeniem się telefonami.

    Pamiętam czasy szkolne, jako zbieranie karteczek do segregatorów, jakichś tam żetonów z pokemonami albo wychodzenie na dwór, tak po prostu.
    Dziś dzieciaki wyśmiałyby za przyniesienie do szkoły karteczek ;] bo dziś nosi się elektrośmieci ;]
    ajfony, ajpady, toczpady, tablety.. uśmiecham się.. karteczki kosztowały kilka złotych. Najnowszy telefon, by być trendy i miećposłuch wśród małolatów to wydatek rzędu kilkuset złotych..

    Mój telefon to stara nokia. odrapana. ups, chyba nei jestem na czasie. Ale na dobrą sprawę wogóle mnei to nie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zabawnie się czyta biednych i nieporadnych... wydatek rzędu kilkuset złotych to nei tragedia a tylko upominek..

      Usuń
    2. Bo też to nie kwestia pieniędzy, ale sposobu (stylu) życia, kupić jest łatwo, ważne co dalej...

      Usuń
    3. A poza tym po co kupować coś, bez czego bez problemu można sie obejść...
      Kupuj się wówczas gdy coś jest potrzebne.
      Roman

      Usuń
  10. Trudny temat. Sama nie jestem gadżeciarzem, ani zwolennikiem posiadania przez dzieci gadżetów, zwłaszcza, jeśli powodem jest tylko (dla dziecka aż) bycie równym w grupie, czyli posiadanie tego samego. Niemniej widzę tu jeden problem: wychowywanie dziecka w duchu nie-konsumpcyjnym w moim przekonaniu opiera się na uczeniu go DOKONYWANIA świadomych, logicznych wyborów. A w tym przypadku to NARZUCANIE mu naszej wizji, naszej filozofii. Jeszcze raz powiem: sama nie dałabym swojemu dziecku w tym wieku telefonu, ale zrobiłabym to inaczej, choćby pozostawiając mu "wybór', który zakończyłby się tym samym efektem.
    Obawiam się, że przy narzucaniu dziecku naszego stylu życia (rodziców), ono przy pierwszej sposobności sobie to odbije - znam takich przypadków wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam te rodzicielskie dylematy, ale zadaniem rodziców jest wychowywać i kształtować sumienie (czy też wewnętrzny system wartości). Naturalne jest, że jako rodzice przekazujemy dzieciom to, co uważamy za wartościowe, w tym określony sposób-styl życia, wiarę, sposób jedzenia, stosunek do rzeczy materialnych. Dziecko nie może być od początku "wolne" w podejmowaniu decyzji, bo nie ma wystarczającego rozeznania, a nawet pewniej czuje się, gdy decydują rodzice. Oczywiście zmienia to się z wiekiem. Stopniowo - w miarę dojrzałości- poszerza się zakres, w którym decydują same dzieci.Jako rodzic nigdy nie narzucam czegoś mocą swojego autorytetu "bo tak i koniec", tylko staram się wyjaśnić powody takiej, a nie innej, decyzji. W opisanej sytuacji nie bardzo widzę możliwość dokonania wyboru przez córkę. Musielibyśmy dopuścić obie możliwości, ale wychodziłoby to poza aktualny zakres "przyznanej" wolności. Poświęciliśmy jednak dużo czasu, aby córka zrozumiała nasz punkt widzenia. Nie ujmowałbym tego jako "narzucanie" - jest jeszcze miejsce na zaufanie, zrozumienie, posłuszeństwo. Wolność córki nie została naruszona. Nie dobrze -ja także znam przykłady buntów lub odbijania sobie - gdy zakres przyznanej wolności jest nieadekwatny do wieku albo gdy rodzicie wymagają ślepego posłuszeństwa, bez tłumaczenia. Wiem także, że przyjdzie czas, gdy jako rodzice pozostaniemy bezradni wobec decyzji dzieci, mając nadzieję, że przekazaliśmy im to, co niezbędne, aby wybierały jak najlepiej.

      Usuń
  11. Natknąłem się na reklamę smartfonu Nokii dla dzieci (NOKIA ASHA)pt. Spełnij dziecięce marzenia. Jakie są marzenia? Dostęp do tysięcy gier i aplikacji. Możesz zacząć je pobierać zaraz po wyjęciu telefonu z pudełka. Plus 40 darmowych gier w prezencie! Całość wieńczy klip roztańczonych dzieci. Biegnę kupić - wszak dziecięce marzenia są najważniejsze(;

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystkim zaniepokojonym komentatorom spieszę donieść, że Tereska od dwóch miesięcy ma już komórkę (od babci, używana). Dostała ją gdy pojawiła się, jak pisałem, potrzeba jej posiadania - zaczęła sama korzystać z pociągów. Poza tym podczas wakacji wykazała się dużą odpowiedzialnością za rodzeństwo i weszła trochę na inny poziom "dojrzałości" Tak bym to ujął. Ale czas niepoddawania się rówieśniczym naciskom uważam za ważny dla nas rodziców, jak i dla Córki.

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...