Przejdź do głównej zawartości

Kompleks Biedronki?

Krótki wpis, dzięki czujności Patrycjusza, który podesłał mi kontrowersyjny (by nie powiedzieć idiotyczny) tekst w Na temat (cały przeczytacie tutaj). Teza artykułu sprowadza się do tego, że jako konsumenci wstydzimy się robić drobne, ograniczone do 2-3 produktów, zakupy lub płacić bilonem. Czy konsumpcyjny styl życia, szerzej neoliberalizm, rzeczywiście wpędza nas w kompleks, nazwany w tekście "kompleksem Biedronki"?

Doświadczenie mam akurat odwrotne. Po pierwsze Biedronki stały się często sklepami osiedlowymi, w których robi się codzienne, drobne zakupy. W sklepie tym płaci się wyłącznie gotówką. Za 2-3 produkty na pewno lepiej zapłacić bilonem niż "grubym" banknotem. Zwykle wysypanie bilonu łączy się z wdzięcznością pracownika przy kasie. Naturalnie większe zakupy robi się raz/dwa razy na tydzień. (O zaletach planowania posiłków i jednorazowych dużych zakupach będzie w innym poście.)
Co do Biedronki, to początkowo ten dyskont spożywczy faktycznie oferował niewielki wybór, ale za to tanich, produktów. Obecnie można w nim znaleźć sporo dobrej jakości towarów, aczkolwiek osobiście mam do tego sklepu za daleko.
W niektórych dużych supermarketach stworzono specjalne kasy do płacenia za niewielką liczbę produktów, chyba nie po to, aby publicznie napiętnować kupujących bułkę i butelkę wody?
Szczerze mówiąc, u mnie zażenowanie (i współczucie) wywołuje widok sklepowego wózka wypełnionego po brzegi niezdrowym, wysokokalorycznym i śmieciowym (tzw. junk food) jedzeniem. Jest to marnotrawstwo własnych pieniędzy i zdrowia.


Na pewno konsumpcjonizm stara się w nas wytworzyć poczucie winy, będące wynikiem porównywania się do reklamowanych wzorców. Niskie poczucie własnej wartości może skłaniać do zakupów, ale wydaje mi się, że dotyczy to towarów innych niż wędlina i serek: ubrań, kosmetyków, sprzętu elektronicznego, samochodów...

W artykule dostało się młodszej generacji Polaków, którzy podobno nie potrafią kupować mało, gdyż wstydzą się, iż ktoś pomyśli, że nie stać ich na więcej. Czy rzeczywiście młodzi są zażenowani, gdy kupują parę plasterków szynki? Nie zauważyłem. Dlaczego nie pozbywamy się drobnych z kieszeni, a płacimy banknotem? Czy z obawy o własny wizerunek? Komu zależy na jego kształtowaniu w osiedlowym spożywczaku? A może dlatego, że chcemy rozmienić pieniądze, a bilon przydaje się choćby do automatów z biletami miejskimi czy kupienia gazety.

Czy boimy się zakwalifikowania do ludzi ubogich i oszczędzających każdy grosz?
Czy pusty portfel to oznaka życiowej nieporadności i lenistwa?

Przyłączam się do głosów tych, którzy twierdzą, że powodem do dumy jest oszczędność i liczenie się z każdym groszem. Na blogu namawiam właśnie do płacenia gotówką lub noszenia w portfelu niewielkiej kwoty pieniędzy, co powstrzymuje od dużych zakupów i pomaga oszczędnie nimi gospodarować.

Kroczmy więc dumnie z niewielką siatką zakupów (: A kto kształtuje swoją opinię lub wizerunek na podstawie zakupów -własnych lub cudzych- ten pajac.

Komentarze

  1. Oni muszą coś w końcu robić czyli wymyślać (hipo)tezy, które potem przez miesiące lub lata będą udowadniać poważnymi badaniami za poważne pieniądze.

    Z ostatnim zdaniem (->tam gdzie pajac) zgadzam się absolutnie. Nie dajmy budować czyjejś wartości w oparciu o takie elementy.

    Jeszcze jednak ale...
    konsument brzmi (tu szczególnie na tym blogu) negatywnie. Ja jednak uważam, że konsument może być pozytywnym słowem.
    Przecież konsument świadomy to ten co wybiera komu dać nagrodę (komu należy się nagroda), czyje produkty, w jakim sklepie itd kupi. Konsument to ktoś kto ma (powinien mieć) władzę nad swoimi pieniędzmi. Nie ważne czy bilonem wydawanymi czy banknotami. Mamy władzę o ile pozostajemy świadomi i wolni.
    I tego życzę !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsument - tak, wypaczenia (konsumpcjonizm) nie! Zgadzam się. Jestem konsumentem, w tym słowie nie ma nic złego. Świadomi swojej siły konsumenci to siła, z którą trzeba się poważnie liczyć, co dowiodły niektóre akcje bojkotowania produktów. Na codzień wydawanie można porównać do głosowania. Dlatego tak ważne, żeby głosować (pieniędzmi) na produkty zdrowe i solidne oraz na firmy szanujące konsumentów właśnie!

      Usuń
  2. Czy ta teza w artykule oparta jest na jakichś naukowych metodach badań (choćby ankieta społeczna przy wszystkich jej wadach), czy też na tym, co zaobserwował pan Adam w swoim sklepie, a psycholog do tego dopowiada, co mu się wydaje? Bo wydawać się nam mogą różne rzeczy i nawet, jeśli jest w tych przypuszczeniach ziarno prawdy, to nie wysnuwa się teorii socjologicznych tylko na podstawie przypuszczeń.
    Ja jestem z siebie zadowolona za każdym razem, gdy uda mi sie zapłacić bilonem zamiast rozmieniać szeleszczące i kupić to, czego potrzebuję - jeszcze bardziej, gdy uda mi się udowodnić sobie,ze wcale tego nie potrzebowałam (na przykład, zaimprowizować obiad z tego, co mam w domu, mimo ze jakiegoś teoretycznie potrzebnego składnika akurat nie miałam).
    Mamy też w domu puszkę na drobniaki, patent podpatrzony moze tu, a może gdzie indziej w sieci; wrzucamy do niej wszystkie resztki, co się pałętają po portfelu i kieszeniach, zadziwiajace czasem, ile sie uzbiera :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak widzę kogoś kto kupuje bułkę i kilka plasterków sera to nie myślę że jest biedakiem tylko że kupuje jedzenie do pracy, czasem jest to starsza samotna osoba, czy mieszkająca w akademiku bez lodówki, zabiegany singiel itp. albo taka co woli zjeść 3 plasterki sera wysokiej jakości zamiast pół kilo badziewia. sama też robię małe zakupy, szczególnie jesli chodzi o świeże produkty. w sumie to nie znam nikogo kto by się schizował i przejmował takimi rzeczami, a moi znajomi są w przedziale wiekowym 23-28.
    przypomniała mi się tez koleżanka która doprowadza do szału pania w spożywczaku kupując dwa ziemniaki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wolę te zakupy, kiedy potrzebuję zaopatrzeć się w trzy produkty niż te, po których mam trzy ciężkie siaty do zaniesienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się wydaje, że tezy postawione w przytaczanym artykule (z serwisu natemat.pl) są przynajmniej w pewnej mierze słuszne. No cóż: my - jako społeczeństwo polskie roku 2013 - tacy właśnie mniej więcej jesteśmy. Oczywiście, rzecz należałoby głębiej zbadać, by wyciągnąc ostateczne wnioski.
    Zdaje się, że gdyby było inaczaej, niż to zostało opisane w artykule, nie mielibyśmy takiego parcia ludności na kredyty konsumpcyjne. Mało osób jest takich, które najpierw sobie odłożą, a potem kupią. Ludzie na ogół chcą kupić szybko i dużo (mamy tu złe zastosowanie zasady życia "tu i teraz"...) oraz mieć przynajmniej tyle, co sąsiad. Jesteśmy zwierzętami stadnymi i to daje o sobie znać.
    Postawy takie, jak te reprezentowane na tym blogu, są w społeczeństwie mało popularne. Można nawet być posądzonym o bycie dziwakiem, gdy się ma kasę, a mało kupuje. Kiedyś zdradziłam się przed przyjaciółmi, że żyjemy w naszym małżeństwie tylko z jednej naszej pensji, a druga w całości jest odkładana. Popatrzyli na mnie i męża jak na wariatów. Zapytali: "Naprawdę? A myśmy myśleni, że po prostu mało wam płacą i dlatego auta nie macie".
    Przywoływany artykuł nie był idiotyczny, co najwyżej kapkę kontrowersyjny i dający do myślenia. Idiotyczna to już prędzej jest sytuacja "konsumpcyjnego galopu", ale nie tego, że ktoś to zjawisko opisuje. Zgoda: czyni to intuicyjne, na zasadzie "widzi mi się", a nie naukowo. Zdaje się jednak, że intuicja tego kogoś nie zawodzi.

    Jola z grodu Kraka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O konsumpcjonizmie, zjawisku życia na kredyt i ponad stan było w samym tekście niewiele. Idiotyczne wydawało mi się dorabianie (raczej niezweryfikowanej)teorii, że ludzie boją się płacić bilonem i kupować kilka produktów spożywczych w obawie o swój wizerunek. Już prędzej porównujemy się ze znajomymi, sąsiadami, kolegami z pracy, przyjaciółmi. Tu najłatwiej o delikatne "napiętnowanie", jeśli nie prowadzisz życia wg ogolnie przyjętego schematu. Taka presja może popychać choćby do budowy domu, kupna samochodu czy telewizora na pół ściany. Mam nadzieję, że idea oszczędnego życia, prostoty i minimalizmu powoli będzie zmieniała klimat (kropla drąży skałę?). Po to m.in. jest ten blog.

      Usuń
  6. Polecam lokalne ryneczki - i mało mnie obchodzi, jak zostanę zaszeregowany będąc klientem zwykłych 'straganiarzy' - bo przecież to jeszcze ze 2 poziomy niżej niż biedronka w hierarchii punktów handlowych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo nie lubię robić zakupów w dużych sklepach, bo czuje i wiem, ze wcześniej czy później wpadnę w zastawiona na mnie pułapkę zakupów nie całkiem mi w danej chwili potrzebnych. Jestem na przegranej pozycji w starciu z gigantami zakupowej socjotechniki. Owszem, czasem jest w takich miejscach "taniej"- nominalnie przy kasie, tylko dodając do tego czas, koszt dojazdu, stres zakupowy, złe nawyki, wpływ na zdrowie nasze i naszych dzieci, to w dłuższej perspektywie chyba jednak nie całkiem się to opłaca.
    Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że drobne zakupy za bilon w małym osiedlowym sklepie to komfort na który nie każdy może sobie pozwolić vide cena.
    Może wagę należałoby zatem bardziej przyłożyć do planowania zakupów, posiłków itd. gdyż to lepiej pomoże przetrwać te reklamy, pułapki i ew. wyższą nominalnie cenę, którą trzeba zapłacić za potrzebny nam produkt.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…