Przejdź do głównej zawartości

List starego diabła do młodego

Dla odprężenia miłośnikom Clive'a Staplesa Lewisa, a zarazem oddania hołdu jego wiekopomnemu dziełku Listy starego diabła do młodego, serdecznie polecam poniższy tekst, w którym -podobnie jak Lewis- próbuję "nagiąć swój umysł do przyjęcia postawy diabolicznej" . Kto nie czytał książki, ten niech szybko sięgnie po lekturę!



Mój drogi Piołunie,

Zaniepokoił mnie przesadnie lekceważący ton Twojego ostatniego sprawozdania, jakoby zainteresowanie Pacjenta ideą prostego życia nie stanowiło realnego zagrożenia dla powodzenia naszej misji.

Napisałeś, że nasze działania zmierzające do wyplenienia (pokutującego już tylko wśród nielicznych) przesądu, jakoby wartość ludzkiego życia wyznaczały przymioty niematerialne (choćby bezużyteczne zainteresowanie losem innych) na progu XXI wieku zdają się nareszcie osiągać pozycje niezagrożone przez siły Nieprzyjaciela, obwieszczając jutrzenkę naszego ostatecznego zwycięstwa. Tak, z pewnością udało nam się skierować pragnienia i energię ludzi, w tym Twojego Pacjenta, w kierunku gromadzenia jak największej liczby rzeczy materialnych i przekonać ich, że sukces i szczęcie ma nierozerwalny związek z jak największym poziomem posiadanego majątku. Wpojenie poglądu, że dostatnie życie należy się każdemu, a przy tym może być osiągnięte natychmiast i za cudze pieniądze, okazało się mistrzowskim i przewidującym pociągnięciem, skutecznie krępującym świadomość Pacjenta. Uniemożliwiło mu to podejmowanie bezinteresownych działań całkowicie wolnych od dręczącej go myśli o kredycie hipotecznym i debecie, o której wszak natychmiast zapomni, gdy będzie chodziło o zaspokojenie jego własnych zachcianek. Spektakularny sukces, polegający na rozbrojeniu wolnej woli (tej jakże niebezpiecznej dla nas broni pozostawionej w ręku ludzi przez Nieprzyjaciela) błahostkami typu kolor obicia nowej sofy w salonie, rodzaj dodatkowego wyposażenia samochodu lub smak płatków śniadaniowych, okazał się jakże miłym zaskoczeniem nawet dla samego kierownictwa.

Wybacz, ale bezzasadne wydają mi się Twoje obawy spowodowane zbliżającą się rocznicą urodzin Syna Nieprzyjaciela. Już dawno ten potencjalnie niesprzyjający okres udało nam się przekształcić w czas największej prosperity. Należy umiejętnie wykorzystać nadarzającą się okazję, aby narastające symptomy zmęczenia Pacjenta nieumiarkowaną konsumpcją, objawiające się myślą o zmianie sposobu życia, okazały się w jego własnym mniemaniu niedorzecznym pomysłem. Sam rozważ, co mogłoby się wydarzyć, gdyby mglisty zarys prostszego życia przybrał w jego dotychczas rozkojarzonym umyśle realny kształt głębszej refleksji nad bezcelowością i jałowością egzystencji sprowadzonej do gonitwy za dobrobytem! Ba, mogłoby to doprowadzić Pacjenta w rejony od dawna nieodwiedzane, w których mógłby liczyć na zgubną pomoc Nieprzyjaciela.

Dlatego niezwłocznie podejmij działania, które nakierują Pacjenta na jego utarte przyzwyczajenia. W tym celu odwołaj się na początku do jego zmysłów. Niech jego oczy w drodze do pracy nieustannie bombardują kolorowe witryny sklepów. Najlepiej, żeby właśnie wtedy zauważył oznaki znoszenia swojej garderoby (odpruty ścieg, zacinający się zamek, etc.), a także dostrzegł jak bardzo jego telefon różni się od komórek innych współpasażerów. Wywołaj w nim dyskretne zadowolenie z tego, że tym razem potrafi zdemaskować przekaz mijanych po drodze krzykliwych reklam, nie zapomnij jednak przy tym, aby widok uśmiechniętych twarzy i produktów oraz zapamiętane hasła nieustannie powracały do niego w myślach.

Następnie odwołaj się do psychiki Pacjenta. Niech zwiedziony obietnicą ogrzania się i wypicia kawy odwiedzi pobliskie centrum handlowe. Dobra nasza! „Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją.” - jak ocenił naszą siedzibę nasz niedościgniony Dante. Niech w jego uszy sączy się melodia kolęd, aż zostaną pozbawione sensu i napełnią go drętwotą. Niech przechadza się po sklepowych alejkach rzekomo tylko po to, aby uświadomić sobie, że wszystkich tych rzeczy nie potrzebuje i jednocześnie niech coraz mniej będzie pewien słuszności tego przekonania. W końcu niech wypełni go poczucie pustki i wyobcowania. Doprowadź go do przekonania, że odmawiając sobie zakupów dobrowolnie wykluczy się z grona uprzywilejowanych. Że jakiekolwiek, choćby najdrobniejsze, ograniczenie konsumpcji pozbawi go całej radości życia, atrybutów atrakcyjności, uznania kolegów i znajomych.

Od czasu do czasu pozwól mu wyobrazić siebie w tej lub innej rzeczy, posiadającego ten lub inny przedmiot ze sklepowych witryn. Dokładaj do pieca jego miłości własnej kolejne obrazy otaczania się tym, czego w najmniejszym stopniu nie potrzebuje (doceniaj dyskretny powab nowości: może nieznana dyscyplina sportu, niebotycznie drogi zegarek lub, czemu nie,  motocykl?), jednocześnie nie obawiaj się tlących się jeszcze oznak zdrowego oporu. Obecność innych osób objuczonych torbami z zakupami będzie tutaj nieoceniona. Umiejętnie i subtelnie prowadząc tę psychologiczną grę niechybnie doprowadzisz Pacjenta do huśtawki nastrojów, niech zniecierpliwi go uczucie rozdrażnienia i niech ten zaplanowany przez marketingowców objaw dyskomfortu przypisze swoim wcześniejszym myślom o prostocie życia. Że też przyszedł mu do głowy ten niedorzeczny minimalizm! Odrzucenie tej idei niech tłumaczy sobie jako wyraz rozsądnego i dojrzałego stosunku do swoich wiecznie (uwielbiam to słowo) niezaspokojonych potrzeb. Ten oczekiwany przez nas bieg wypadków niech szybko przypieczętuje jakimś drogim i niepraktycznym zakupem.  Dopilnuj, aby materialna słodycz długo rozpływa się w jego duszy (nie wymawiaj tylko przy nim tego słowa!), aby znieczulić jego ewentualne wyrzuty sumienia. Pamiętaj, aby opisany przez mnie proces leczenia Pacjenta ze zgubnych idei od czasu do czasu powtórzyć.

Twój kochający stryj,
Krętacz

 

Komentarze

  1. Celne:) Podobnie "nagina" Marek Zając w "Tygodniku Powszechnym" już od roku z okładem:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nie wiedziałem, zajrzałem na stronę Tygodnika i faktycznie, choć trochę w inny "deseń"...

      Usuń
  2. Ważny wydaje mi się fragment o wyobcowaniu. Dla człowieka dążącego do wolności/wolnego uświadomiona zgoda na odróżnianie się od otoczenia to dość ważna sprawa. Jest przyjemnie spotkać osoby o podobnych przekonaniach, ale czasem żyje się trochę wbrew środowisku (przynajmniej pod pewnymi względami). Takie udzielenie sobie zgody na indywidualne oceny i postępowanie zgodnie z nimi, to jednak dość przyjemny (wewnętrznie) "akt samostanowienia", choć zwykle wiąże się także z nieprzyjemnymi konsekwencjami (zewnętrznymi) związanymi z reakcją innych osób, czy np. pogorszeniem się sfery materialnej, utratą tego społecznego bonusu zwanego "prestiżem", a nawet agresją (teraz już wiadomo kogo ;-).

    Uwielbiam te sformułowania: :"Pacjent", "nasza misja", "skutecznie krępowanie świadomości Pacjenta" i "zgubna pomoc Nieprzyjaciela" :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... deklaracja "iścia" własną drogą powinna - przynajmniej w teorii - wiązać się ze świadomością iż skutkiem ubocznym naszego wyboru moze być wyobcowanie...
      Tyle teoria, bo w praktyce wielu z "odchodzących" tego aspektu nie rozważa niestety...
      Roman

      Usuń
  3. Świetnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, dający do myślenia tekst! A wyobcowanie minimalisty? Dajcie spokój, przecież nikt nie powiedział, że każdy musi lubić się z każdym i mieć wielu znajomych! Świadome w danym temacie jednostki zwykle są wytykane palcami przez resztę społeczeństwa - i to dotyczy różnych dziedzin życia - nie ma co się bać alienacji, tylko robić swoje zgodnie z własnymi przekonaniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pacjentem jest osoba, która dopiero zainteresowała się tematem, a gdzie tam jej do "świadomej w danym temacie jednostki"...Ale nawet te ostatnie czują się czasami wyobcowane :) W każdym razie odwagi i powodzenia na minimalistycznej drodze!

      Usuń
  5. Konrad, świetny tekst i doskonale odtworzyłeś styl z książki Lewisa. Czekam na więcej! Na przykład o Świętach Bożego Narodzenia - idealny temat na kolejny list.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochlebne recenzje :) Pisało się nadzwyczaj lekko, więc być może ciąg dalszy nastąpi...

      Usuń
  6. a ja się nie mogę do lewisa przekonać.

    totalnie bardzo- nie z mojej bajki były opowieści z narnii, nawet nie dobrnęłam do końca.a
    a do listów bezskutecznie przymierzam się od jakiegoś czasu.

    a czytałeś "twierdzę" exupery?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z książek Exupery lubię najbardziej Ziemię, planetę ludzi i Nocny lot, natomiast styl Twierdzy nie przypadł mi do gustu i ja z kolei nie dobrnąłem do końca (choć było to wieki temu...). Lewis jest intrygującą postacią, apologetą chrześcijaństwa i swego czasu mi osobiście dużo dała lektura jego książek (Trylogia kosmiczna, Rozwód ostateczny, Bóg na ławie oskarżonych, Listy…). Opowieści z Narnii najlepiej czyta się będąc młodym czytelnikiem (niestety czytałem dopiero na studiach) lub z teologicznym kluczem... Polecam dobry film biograficzny Cienista dolina, jeżeli nie oglądałaś…

      Usuń
    2. cienistą dolinę widziałam i ten film lubię.
      wiadomo: nikt nie podskoczny anthony'emu. ;-)

      ja z exupery nie znoszę infantylizmu małego księcia- nie wiem, jak można się nim zachwycać, ale twierdzę uważam, za dzieło niesamowite, do którego od lat regularnie wracam.
      i jeśli kiedyś "przeproszę" się z francuskim, to tylko dla twierdzy w oryginale- która stoi u mnie na półce.

      zresztą ekranizacje to osobna historia.
      gdyby nie świetny film z demi moore- nie sięgnęłabym nigdy po książkową szkarłatną literę.
      co prawda, gdybym wcześniej przeczytała książkę, to nie obejrzałabym filmu, bo książkę tę uważam za jedną z najgorszych jakie mi się zdarzyło przeczytać.

      ale już np.- na szczęście "wielką rybę" udało mi się przeczytać przed obejrzeniem filmu, bo tutaj z kolei film był straszny.
      a "wielka ryba" jest jedną z najlepszych książek ever o relacjach ojca z synem.

      Usuń
  7. Świetny tekst, uwielbiam Lewisa, "Listy..." są fantastyczne

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Prawa prostoty: Redukuj

Okazuje się, że niektórzy próbują wyodrębnić prawa prostoty. John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity" formułuje 10 takich praw. Pierwsze z nich, to:

Redukuj, ale rób to rozsądnie.

To dosyć oczywiste prawo prostoty – im mniej rzeczy posiadasz, tym żyje się prościej. Prawda to? Niezupełnie. Redukując możemy pozbawić nasze życie funkcjonalności. Zatem redukuj rozsądnie, próbując znaleźć złoty środek między funkcjonalnością a prostotą. Kiedyś, w przypływie energii, pozbyliśmy się miksera, znacznie ograniczając funkcjonalność naszej kuchni. Cóż, po pewnym czasie pożyczanie miksera od znajomych okazało się na tyle niewygodne, że postanowiliśmy kupić nowy. Czy wy także wpadliście w podobne minimalistyczne pułapki? Pamiętajcie zatem, aby nie stać się ofiarą nadmiernego minimalizowania. Ale inny, pozytywny, przykład: kupując nową pralkę wybraliśmy celowo jak najprostszy model, wyposażony w dość niewiele funkcji w stosunku do innych pralek, które miały uwodzić mnóstw…