16 stycznia 2015

Sekret siódmy - wyposażenie duchowe

Rozwinięcie wpisu nt. książki "7 sekretów efektywnych ojców".

Jeśli bym uważał, że poprawność polityczna jest ważniejsza, to tego wpisu nie powinno być......

Sekret siódmy dotyka bardzo istotnego aspektu wychowania naszych dzieci, a zarazem bardzo wrażliwego i może pomijanego - duchowości, przekazywania wiary i jej codziennej realizacji przez postawy, czyny, gesty.
Czy chcemy być odpowiedzialni za religijne wychowanie naszych dzieci? Czy współczesny świat nam pomaga, a może schodzimy z tym do "podziemia"?

A jeśli nie wierzymy w Boga? Przyjmujemy postawę obojętną lub Absolut jest dla nas tym, w co warto wierzyć? Niezależnie od przekonań warto (jako ojciec, mąż, człowiek) stawać się wzorem uczciwego, prawego i pobożnego mężczyzny.

Autor podpowiada:
Aby poradzić sobie z duchowym wyekwipowaniem dzieci, musisz sobie odpowiedzieć na cztery podstawowe pytania:
  1. Jak ważny jest dla ciebie duchowy i religijny rozwój twojego dziecka?
  2. Czy przewodzenie rodzinie jako duchowy przywódca jest dla ciebie priorytetem?
  3. Jakimi cechami Bóg cię obdarzył, abyś nadawał się do pełnienia tej roli?
  4. Gdzie możesz zdobyć odpowiednią wiedzę i formację, aby dobrze wypełniać to zadanie w przyszłości?
Te pytania tak naprawdę prowadzą do jednego kluczowego: 
Jak formować samego siebie, aby dobrze uformować samego siebie?

Podsumowaniem niech będzie to zdanie:
Wychowanie religijne dzieci jest zbyt ważnym zadaniem, aby delegować je na kogoś innego.

Temat pozostawiam otwarty do dyskusji bądź przemyśleń. Można w słowo religijne/duchowe wstawić sobie dobre/etyczne. 


2 komentarze:

  1. Dziękuję Tomaszu, przeciwieństwem politycznej poprawności jest… niepoprawna odwaga. No i przecież musieliśmy dojść do rozdziału 7…

    Przekazanie dzieciom żywej wiary jest dla nas (wierzących rodziców) najważniejszym i wymagającym zadaniem. To rzeczywiście kwestia formowania samego siebie, aby to wyposażenie duchowe w sobie wykształcić.
    Ktoś opowiadał mi, że miał zwyczaj czytania książek po położeniu dzieci spać. Któregoś dnia dziecko widząc Tatę nad książką zapytało ze zdziwieniem: Tato, to ty czytasz książki? Dlatego lubię momenty, gdy dzieci wchodzą do sypialni i jestem „przyłapany” na modlitwie. Warto być „przyłapywanym”: na czytaniu Biblii, mówieniu o wierze, klękaniu przy konfesjonale. Ważna jest wiedza, ale znacznie ważniejszy przykład. Co da dzieciom posyłanie ich na religię w szkole i do I Komunii, jeśli rodzina nie chodzi na niedzielną mszę, nie modli się razem, nie rozmawia na tematy religijne, szerokim łukiem omija konfesjonał? Zostanie wydmuszka obrzędowości, którą dziecko porzuci przy lada okazji.

    Duchowe przywództwo ojca to dla mnie „trudny temat”. Jak ono miałoby wyglądać? Może wspólne pielgrzymki jak w Twoim przypadku? Przyzwyczaiłem się myśleć raczej o naszej (mojej i Żony) wspólnej misji. Modlimy się za dzieci, modlimy z dziećmi, w edukacji domowej i przygotowaniu dzieci do wczesnej I komunii sami jesteśmy odpowiedzialni za katechezę. Modlimy się codziennie całą rodziną (10-tka różańca), dbamy o pierwszopiątkową spowiedź. Ale, muszę przyznać, zdecydowanie prym wiedzie tutaj Żona. Dlatego np. ważne jest, abym to ja wołał dzieci na wieczorną modlitwę. To dobry (dla mnie) temat do przemyślenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieżko - będąc ateistą - być dla swoich dzieci wzorem pobożnosci ;)
    Wszelako zgadzam się, że można być (lub bardzo sie starać, bo wszyscy błędy popełniamy), wzorem uczciwości,prawości, odwagi, wierności wyznawanym zasadomi i dawanemu słowu...
    Parafrazując to co napisałeś: "wychowanie moralne jest zbyt ważnym zadaniem, żeby je powierzać komuś obcemu" :)
    Nie jest to łatwe, ale staram się dawać dzieciom dobry wzór (zwłaszcza własnym przykładem, bo "gadanie jest dużo mniej skuteczne).
    I czasami po latach odkrywam, że jakiś mój czyn był uważnie obserwowany i kiełkował w dziecku (choć kiedyś wydawało mi się, że "to nie działa").
    Jako żeglarz tłumaczę sobie, że ojciec powinien być dla dziecka takim trwale osadzonym "w życiowym miejscu" pachołkiem/polerem/knechtem, do którego owe dziecko zawsze, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, bedzie mogło zacumować po "sztormowaniu wśród raf życia".
    Roman

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...