Przejdź do głównej zawartości

Odłącz się od Matriksa!

To się zrobiło chore, nie mogę spokojnie się spotkać z żadnym ze znajomych. Podczas spotkania co chwilę... bzzzz.... bzzzzz.... Bzzzz... albo ding... dong... dang... znajomy wyciąga smartfona i zerka... tak tak, sorry Remigiusz już słucham ciebie... po chwili to samo... buuuuu.... buuuu.... bzzzzz.... bierze smartfona, coś szybko odpisuje... to Radek na mesendżerze, wiesz, obiecałem, że mu napiszę te kwoty... ok, no wiesz... rozmawiamy sytuacja się powtarza... mój rozmówca zerka ukradkiem na smartfona, o sorry, to bardzo ważne, wychodzi na kilka minut na zewnątrz porozmawiać... dobra Remigiusz już jestem, na czym to skończyliśmy, o co chodziło...

...już o nic, netoholiku!

Skoro Ty (tak, do ciebie mówię) mnie czytasz to zapewne masz net, zapewne też masz smarftona. Po co ci jednak ta smycz i obroża niewolnika na szyi? Jesteś botem do obsługi Fejsbuka, psem łańcuchowym Zuckerberga, cholerną ludzką bateryjką w Matriksie?



Niedawno na grupie minimalizm pytałem jednego Kolegę, po co mu smartfon. No bo on chce być w ciągłym kontakcie ze znajomymi. Po co? Przestaną być znajomymi, jeśli odłączysz się od Matriksa? Jeśli tak to na co Ci tacy „Friends”!?

Wchodzę do szkoły językowej. 

Grupa chłopaków w wieku wczesnonastoletnim czeka przed niemieckim. Ustawili się pod ścianą w rządku, cala grupa. Każdy przed nosem ma smartfona i coś klika. Milczą, co chwilę jakiś uśmiecha się pod nosem. Oczy szkliste jak u nieświeżej ryby, wpatrzone w smartfona.

Chore. Za moich czasów nastoletnich biegaliśmy, ganialiśmy się, rozmawialiśmy o dziewczynach, było wesoło. Teraz widzę żywe mumie ustawione pod rząd jak bateryjki w Matriksie.

Czy Ty tak też robisz?

Odłącz się od Matriksa! Na początek zablokuj wszystkie sieci w Twoim smarftonie, naprawdę nie potrzebujesz tego do życia. Na początek chociaż wyrzuć Mesendżera, to nie tylko program do Fejsa, ale i programistyczny trojan szpiegujący Cię na każdym kroku, program rejestrujący Twoją lokalizację, badający co mówisz,  Twoje kontakty w telefonie i częstotliwość rozmów...

Czy musisz być zawsze on-line na Twoim laptopie? Ja piszę ten artykuł w spokoju, off-line na OpenOffice, odłączony od całego świata, od Fejsa, Gugla, maila, nawet z wyłączoną komórką – zresztą tylko taką prostą komórką, byle z mocnym akumulatorem, jaką mają brygadziści na budowie albo ludzie idący w góry. 

Żyję? Jak widać żyję i mam się dobrze. 

Nie negując dorobku techniki, korzystając z niej kiedy chcę, wytyczam jasną, twardą granicę. STOP! Tu kończy się Matrix... to moja domena i moje życie. Realne życie Remigiusza!

Remigiusz, autor bloga "Oszczędzanie" 



 

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonały telefon, jak padnie to zapewne akumulator, który nawet za kilkanaście zl sie po prostu wymieni

      Usuń
    2. To ja jestem lepszy. Też mam starą nokię i nie pamiętam jaki typ. :)

      Miło jednak wspominam czasy, w których, aby skorzystać z internetu, szło się na uczelnię albo do pracy.

      Krzysztof

      Usuń
    3. stare dobre czasy, a i jakąś koleankę czasem się poznalo "in real" czekając na swój numerek w poczekalni do uczelnianego laboratorium.... a ile fajnych ludzi się poznalo na spotkaniach kanalow irc ;-) a teraz wszystko na sucho, tylko przez net ;(

      Usuń
  2. Też mam prosta komórkę. Z guziczkami :-) I z przerażeniem myślę, że zapewne nadejdzie dzień gdy komórka odmówi współpracy i trzeba będzie zakupić nową, tyle że nie będzie gdzie, bo wszędzie już tylko smartfony, smartfony i smartfony.
    Co do reszty - pełna zgoda, m.in. dlatego 8 miesięcy temu wzięłam rozwód z fejsbukiem. I o dziwo: żyję i znajomych mam nadal. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jako autor tego wpisu, FB mam, jednak włączam na takiej zasadzie jak maila... chwila sprawdzenia, ew. czat jeśli tego potrzebuję, i wyłączam - akurat z uwagi na prowadzenie blogów czy firmy FB sie przydaje jako narzędzie promocji

      osobisty profil FB ostatnio bardzo ograniczyłem

      Usuń
    2. Do tego trzeba mieć silną wolę, której mnie brakowało ;-)

      Usuń
    3. wiem co masz na myśli - to strasznie kusi

      Usuń
  3. Ja niestety mam smartfona i się od niego uzależniłam. Ciągle jest coś ciekawego, a to na fb a to tu a to tam. Specjalnie już czasami przestaję go zabierać jak wychodzę z domu i jest mi z tym lepiej. Odwyk chyba nastąpi metodą dość radykalną. Niedługo czeka mnie zmiana telefonu (bo to służbowy), wówczas poproszę pracodawcę o najzwyklejszą nokię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uważaj, ja mam najzwyklejszego samsunga z klawiaturą, ale już i w jego systemie jest jakis klon messengera, jest, FB, są jakieś czaty, jest internet - dlatego calkowita blokada sieci - dokladnie to co polecam w artykule

      Usuń
    2. A powiedz mi Remigiuszu jak całkowicie zablokować sieć w smartfonie, pytam zwłaszcza w kontekście młodzieży (akurat moje dzieci nie mają, choć toczy się bój) - z jakiego poziomu to zrobić: telefonu, jakiejś apki, operatora?

      Usuń
    3. jeśli telefon jest z androidem, to w centrum ustawień, sieci komorkowe

      Usuń
    4. Przewaga smartfona nad "zwykłą" komórką? Dla mnie to jedynie i przede wszystkim możliwość odnalezienia się na mapie :) zdarza mi się zgubić albo na szybko ustalać jakąś trasę dojazdu i wtedy smartfon jest nieoceniony :)

      Usuń
  4. Rok temu zakupiłam to cudo techniki. Leży bezużyteczne w szufladzie. Nie potrafiłam się rozstać z moim małym, zgrabnym, niezawodnym, starym telefonem :) Tak samo było z telewizorem ... Kilka miesięcy temu skusiłam się na promocję, dokupiłam antenę. Niezainstalowane, stoją do dziś lekko przykryte kurzem. Takim oto sposobem staję się powoli minimalistką :) Muszę pozbyć się tego złomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprzedać, za uzyskane pieniądze pojechac sobie na jakis weekend w góry ;-)

      Usuń
  5. O tak, też uwielbiam rozmowę z kimś kto w trakcie odbiera komórkę i o zgrozo ucina sobie dłuższą pogawędkę. Pewnie gdybym w trakcie rozmowy z tą osobą nagle wstała i odeszła rozmawiać z kimś innym posądzono by mnie o brak kultury. Ale telefon to przecież nic takiego .... Osobiście nie jestem przywiązana do swojego telefonu (smartfon ? a co to takiego ;)) - o zgrozo dość często zostawiam go w domu - jeśli tylko dzieci i mąż są przy mnie to uważam, że reszta świata może poczekać aż oddzwonię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlaśnie, dlaczego telefon ma jakby... priorytet nad osobistym kontaktem? może takiej osobie odpowiedzieć - wiesz kolego - ja już idę i potem do ciebie zadzwonie by swobodnie porozmawiac

      Usuń
  6. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis "z pazurem"! Na pewno zachęcę naszą córkę do przeczytania go. Tesia (13 lat) nie ma na razie telefonu dotykowego, tylko zwykłą komórkę, ale ostatnio coraz częściej rozmawiamy o powodach, dla których wciąż wstrzymujemy się z kupnem jej smartfona. Wszyscy, którzy nie siedzą z nosami w smartfonach, widzą, co się dzieje dookoła z ludźmi, a z dziećmi i młodzieżą w szczególności: ludzie chodzą wszędzie ze swoim "dotykowym asystentem", który jest zawsze w pogotowiu, często wyjmowany, na bieżąco sprawdzany, zawsze znajdzie się na nim coś pilnego do zrobienia albo jakaś rozrywka zabijająca czas. Cieszę się, że akurat do Tesi te argumenty docierają i na razie, obserwując zachowanie swoich koleżanek i kolegów, ma na ten temat krytyczne i niezależne myśli. Mam nadzieję, że gdy kiedyś zostanie posiadaczką telefonu dotykowego, będzie się umiała przed jego nachalną atrakcyjnością obronić.

    Ale przyznam, że w kontekście globalnym to mnie trochę smuci...Szkoda mi tych ludzi, którzy w chwili "przestoju" od razu wyjmują smartfon...

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. W pełni zgadzam się z tym wpisem. Jak ja nienawidzę, kiedyś podczas spotkania, ktoś kogo nie widziałem przez dłuższy czas zamiast zainteresować się rozmową (bo po to się spotkaliśmy), co chwila coś tam pisze do kogoś i nie słucha tego co mówię. Przypomniało mi się pewne spotkanie z kolegą z za granicy. Kiedy wreszcie udało mi się odwiedzić jego kraj i zamienić rozmowy przez Skype na real, zadowolony udałem się na spotkanie, na którym ... ów kolega co kilka minut odłączał się od dyskusji i tracił kilka minut na odpisywanie wiadomości, tak jakby nie mógł zrobić tego później. Nie wiem, może jestem jakiś staroświecki, ale uważam, że niegrzeczne jest zerkanie co chwilę na telefon podczas trwającego spotkania. Efekt taki, że byłem bardzo zniesmaczony (żeby nie powiedzieć mocniej). Jeżeli telefon nie pozwala skoncentrować się na dyskusji to należy go wyłączyć i tyle. Tak niewiele a tak wiele daje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za komentarz, potewierdzający, że wiecej osób zgadza się z moim zdaniem\

      pozdrawiam

      Usuń
  8. Ludzie, nie popadajmy w skrajności. Smartfon to urządzenie takie samo jak mikrofalówka czy toster, a jakoś nie widziałem, żeby ludzie się wpatrywali w lampkę z obrzydliwym podnieceniem kiedy tost się "zrobi". Każdy ma swój rozum, każdy robi co chce. Chwialicie się, że nie macie smartfonów i Wam z tym dobrze. To świetnie! Ja natomiast mam takie telefon bo w wielu przypadkach mi się przydaje. Często włączam mapy googla, wytyczam trasę, sprawdzam odjazdy autobusów KM, czytam sobie forum jak nie mam co robić.
    Czasy się zmieniają. Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby nosić przy nodze telefon i móc w każdej chwili do kogoś zadzwonić. Ludzie się umawiali rozmawiajac przez stacjonarny i żyli. Kiedyś nie było samochodów, to ludzie jeździli furmankami lub nie jeździli wcale i też żyli.
    Niestety trzeba się do niektórych rzeczy przyzwyczajać. Postęp idzie w kierunku maksymalizacji wygody i minimalizacji naszej pracy, więc się nie ma co dziwić, że dzieciaki siedzą w rządku i każdy wpatruje się w ekran. Nie chce im się po prostu biegać już, bo mogą sobie "ciupnąć" w jakąś gierkę.
    Tylko kogo o to winić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, w komentarzach widać sentyment do telefonów przyciskowych. Wydaje mi się, że nie powstrzymamy rozwoju techniki w kierunku "inteligentnych telefonów", a właściwie minikomputerów z opcją dzwonienia.
      Wpis porusza inną rzecz - kulturę użytkowania (nie każdy chyba wie, że te urządzenia mają przycisk -to jeden z ich nielicznych klasycznych przycisków!- off/on), a może to już temat dla psychologii behawioralnej, czyli kwestia uzależnienia. Psychologowie odkryli związane z tym zaburzenie – FOMO (z ang. Fear Of Missing Out) to przymus ciągłego sprawdzania tego co dzieje się w internecie spowodowany obawą, że coś nas ominie lub o czymś się nie dowiemy. Telewizja miała służyć do celów edukacyjnych, a skończyła jako narzędzie dość taniej rozrywki.
      Stwierdzeniu "każdy ma swój rozum, każdy robi co chce" przeciwstawiłbym "wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść". Niestety te dzieciaki są zwykle bezbronne wobec możliwości, jaki daje wynalazek taki jak smartfon. Nie dorosły do tego pożytecznego narzędzia, ale czy my dorośliśmy?

      Usuń
    2. Jeszcze przypomniała mi się scenka z przedziału kolejowego. Półmrok, cisza. Kilkoro młodych ludzi (chyba studenci) z głowami nad swoimi smartfonami, opromienieni niebieską poświatą. Dodatkowo słuchawki na uszach. Jak w takiej sytuacji zagadać, po ludzku wymienić uprzejmości w przedziale, może kogoś poznać w realu?
      Inna scenka - para (może małżeństwo) wsiada do pociągu, każdy wyciąga swojego smartfona. I cisza. Może czatują między sobą? Nie sprawdzałem...
      Poza tym obserwuję zdziecinnienie dorosłych kobiet i mężczyzn, którzy zsuwają w jakieś na pierwszy rzut oka niezbyt inteligentne gierki. Rozumiem, trzeba zabić jakoś czas...

      Usuń
    3. ciupnąć, w gierkę, dzieci.... napiszę kolejny wpis, aby się dotego odnieść, na Oszczędzaniu, tutaj, albo i jednocześnie

      bo to obłęd - Rodzic pzwala dziecku "ciupnąć gierkę" a sam w tym czasie siedzi na FB

      rodzina zamiast siedzieć razem, spędza czas "razem" - każde przy swoim dostępie do neta.... obiecuję kolejny wpis i obiecuję go zrobić ze swoim dzieckiem!

      Usuń
    4. Zastanawiam sie gdzie nie popełniłem błędu...
      Moja pierworodna owszem, korzysta z "cudów cywilizacji", ale mając do wyboru siedzenie ze mna w warsztacie przy silniku i grzebanie na FB, zdecydowanie wybiera warsztat...
      Roman

      Usuń
    5. Poświęcasz jej czas, czyli robisz to, co większość rodziców zastępuje zdobywaniem kasy...

      Usuń
  9. Remigiusz, u mnie jest to samo, każdy u siebie w pokoju, nawet na obiedzie się nie widzimy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm... Chlopcy w poczekalni mogli by równie dobrze gapić się na ścianę, jakieś durne reklamy, które z reguły są tam wywieszane. Przeciez nie pójdą biegać na 5 minut przed zajęciami. Ja w takich sytuacjach zawsze żałowałam, kiedy nie miałam ze soba książki. Odkad mam smartfona moja torba jest dużo lżejsza.

    Podczas spotkania można postawić jasno zasady: albo rozmawiamy tu i teraz, bez przerw na telefon, albo się nie spotykamy. Ja takie zasady ustalilam w kwestii rozmowy ze znajomymi, którzy mają dzieci, i ciągle odrywali się od tematu. Z częścią już nie rozmawiam, część się nauczyła i jestem im za to bardzo wdzięczna.

    Inną kwestią jest to, że pracodawcy mają często bardzo złe mniemanie o pracownikach, z ktorymi nie mają stałego kontaktu i jest to często wymóg zawodowy...

    Brytyjczycy w komunikacji miejskiej często zasłaniają się gazetami, czytajac je może w nienajwygodniejszy sporób nastawiony bardziej na "odgrodzenie się". Pawda jest taka, że nie zawsze nasi współtoważysze chcą z nami rozmawiać. Z drugiej strony przypomniało mi się, że wielokrotnie inicjowałam rozmowy w takich okolicznościach poprzez poklepanie i poproszenie o zdjęcie słuchawek kiedy chcialam o coś zapytać. Osoby zainteresowane rozmową konwersowały dalej, a reszta szybciutko zakładała słuchawki...

    Kiedy jedziemy gdzieś z meżem, staramy się nie rozmawiać, gdyż nasze tematy są często dość osobiste, a gadanie o tym co nam slina na język przyniesie to niekoniecznie przyjemne zachowanie dla pozostałych pasarzerow... Gdyby nie tablety, samrtfony i książki pewnie patrzylibyśmy w okno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uderz w stół, a nożyce się odezwą....;)

      Pozdrawiam
      Karolina

      Usuń
  11. Z tym się nie da wygrać. I jest to niezależne od wieku. Szczerze nad tym ubolewam. I naprawdę, chociaż mam smartfona, nigdy nie korzystam w czasie spotkań z ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja mam smartfona- chociaż już jakiś czas temu wyłączyłam sobie w telefonie fb, czy inne dziwne strony.
    i jakoś żyję ;-)
    aczkolwiek nie zamieniłabym smartfona na zwykły telefon- bo to dla mnie podstawowe narzędzie do czytania książek.

    problem nie jest w smartfonie, który jest tylko narzędziem, ale w ludziach, którzy nie potrafią umiejętnie z niego korzystać.

    OdpowiedzUsuń
  13. i skoro smartfon jest tylko i wyłącznie narzędziem- nie wiem, czemu to narzędzie tak demonizujecie, zamiast pochylić się nad tematem kultury osobistej ludzi, z którymi się stykacie.

    w moim domu nie ma telewizora, nie mam tabletu- jedynymi urządzeniami elektronicznymi jest smartfon i laptop.
    dawno temu zrezygnowałam z posiadania palmtopa- mimo tego, że do dzisiaj uważam, że nie spotkałam się z wygodniejszym urządzeniem do czytania ebooków.
    ale rezygnacja z palma- to była moja świadoma decyzja.

    i zanim zaczniecie się licytować- kto ma starszy telefon z większą ilością guziczków- spójrzcie na temat smartfonów w szerszym kontekście.

    ja np. jak gdzieś wyjeżdżam prywatnie (wyjazdy służbowe to zupełnie inna historia) - zabieram ze sobą tylko telefon.
    w przypadku wyjazdów zagranicznych- nie mam pakietów internetowych w roamingu- stąd tak na dobrą sprawę z telefonu korzystam sporadycznie w jakichś hotspotach, bo nie ukrywajmy, ale w dzisiejszych czasach jednak jakiś kontakt się przydaje.
    choćby taka aplikacja jakdojade- mogę sobie być w obcym mieście i sprawdzić jak gdzieś mogę dojechać. owszem, często po prostu pytam się ludzi, ale jeśli niekiedy dojechanie w konkretne miejsce wymaga ze 2 przesiadek, to łatwiej mi to ogarnąć dzięki aplikacji.
    czyli po prostu: każdemu według potrzeb.

    a rozbrajają mnie na róznych minimalistycznych blogaskach porady w stylu- jak spakować się na wakacje, gdy okazuje się, że "niezbędnym" do zapakowania przedmiotem jest laptop i kilka tabletów ;-)
    zwłaszcza- gdy jak się jedzie w kilka osób- to sprzętem można się zwyczajnie dzielić.

    to, że dzieci w przerwach, czy tuż przed zajęciami - korzystają ze smartfonów- to nie jest nic strasznego.

    ale- jeśli poza lekcjami, w wolnym czasie zajmują się tylko smartfonami/komputerem czy playstation- to nie jest wina urządzeń, tylko rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że smartfon ma wiele praktycznych zalet, ja sam korzystam z jakdojadę i nawigacji w czasie wakacyjnych podróży, nie muszę dzięki temu kupować dodatkowego urządzenia do samochodu, poza tym u nas w domu także mamy tylko laptopa i jeden smartfon, pozostałe 3 telefony mamy klasyczne (ale to chyba tylko kwestia czasu...) Wiele aplikacji to całkowita strata czasu i trzeba mądrze wybierać. Zgadzam się z tym, że smartfon to tylko narzędzie, a to jak z niego korzystamy zależy tylko i wyłącznie od użytkowników - praktyka pokazuje jednak, że z naszą kulturą osobistą jest kiepsko. W przypadku dzieci to osobny temat - moim zdaniem to jak dać dzieciom młot pneumatyczny albo piłę łańcuchową - przydatne narzędzia, ale korzystanie z nich jest ryzykowne. Dzieci nie mają wypracowanych barier, którą mają (powinni mieć) dorośli. Odpowiedzialność za to oczywiście ponoszą rodzice. I jak obserwuję dzieci - wygląda to na kompletną porażkę.

      Usuń
    2. Jeżeli jesteśmy dla naszych dzieci autorytetem i sami mamy wypracowane bariery, to nie powinno być problemu, przecież dzieci nas obserwują i w ten sposób się uczą. Zwykle wydaje nam się, że postępują zupełnie odwrotnie niż my, ale po jakimś czasie się okazuje, że to chwilowy bunt czy fascynacja (chwila czasami trwa dość długo ;)) Dajmy dzieciom popełniać błędy.
      Na przykładzie mojego partnera, który jest uzależniony od komputera. Przez długi czas wydawało nam się, że jego problem wynika z tego, że rodzice w bardzo wczesnym okresie pozwolili mu korzystać z komputera bez ograniczeń (ma 34 lata, więc to były czasy dyskietek itp ;)). Po wielu latach walki okazało się, że to nie dostęp do sprzętu był problemem, a totalnie bierne spędzanie czasu przez rodziców (w zasadzie cały wolny czas spędzali przed telewizorem) i w ogóle ze sobą nie rozmawiali (z wyjątkiem "co tam w pracy?").

      Usuń
    3. nie dajesz dziecku piły łańcuchowej - i mówisz - idź się tym pobawić.
      pokazujesz dziecku JAK korzystać z różnych narzędzi- także smartfona, komputera.

      i jeżeli pozwalasz, żeby dziecko spędzało swój wolny czas- poza szkołą, poza odrabianiem lekcji, czy poza jakimś hobby- tylko przy komputerze/ tablecie itp- to nie jest to wina dziecka, tylko rodzica.
      wiadomo, że kiedyś było inaczej- i kiedy nie było tych wszystkich gadżetów - wolny czas spędzało się głównie na podwórku, czy na boisku ganiając za piłką.
      ale po prostu wtedy nie było innej alternatywy na spędzanie wolnego czasu.
      to nie jest tak, że teraz trzeba organizować dzieciom czas poza domem, bo same na ten pomysł nie wpadną, ale zwyczajnie ludzie tak mają, że wybierają to, co jest łatwiejsze i bardziej dostępne.
      to do rodziców- należy motywowanie dzieci, żeby szukały zajęcia i zainteresowań poza wyświetlaczem smartfonu.

      a to- że od najmniejszych lat coraz częściej i coraz dłużej- dzieci patrzą głównie "w smartfony" to wina rodziców- bo dzieci po prostu powielają zaobserwowane wzorce.

      a co do "mądrości" aplikacji- tak samo wiele książek nie ma wartości, albo są wręcz szkodliwe dla dziecka, to samo dotyczy filmów- i tutaj jest rola rodzica, żeby umiejętnie dobierać treści, które przekazujemy dzieciom.

      Usuń
    4. Nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Po pierwsze smartfon to nie piła łańcuchowa. Po drugie (co jasno wynikało z mojej wypowiedzi) uważam, że warto wprowadzić zasady i ograniczenia, ale poskutkują tylko wtedy jeżeli będziemy przykładem (w działaniu). Jeżeli jesteśmy energiczni, spędzamy czas w ciekawy sposób (również z dzieckiem), to chwilowa fascynacja smartfonem, na pewno tego nie przebije.
      Jeżeli rodzice spędzają cały dzień przed telewizorem lub komputerem, to nawet wprowadzając dziecku ograniczenia na wszystkie sprzęty i wysyłając na tysiąc zadań pozalekcyjnych, nie nauczymy go niczego.

      Usuń
    5. zrozumiałam, wiem, że smartfon to nie piła łańcuchowa.

      jednak- żadne z narzędzi- nie powinno być "wprowadzane" bez odpowiedniego nadzoru.
      piłki też nie dasz dziecku- bez jakiegokolwiek wprowadzenia w stylu: że ma nie kopać o ścianę w pokoju itp.
      do każdego z narzędzi- konieczne jest inne wprowadzenie.

      dodatkowo- właśnie uważam, że dzieci powielają w znacznej mierze zachowanie rodziców.
      cytuję: a to- że od najmniejszych lat coraz częściej i coraz dłużej- dzieci patrzą głównie "w smartfony" to wina rodziców- bo dzieci po prostu powielają zaobserwowane wzorce

      Usuń
  14. Ja smartphona wprawdzie mam, ale mam też komórkę na kartę, a więc w bardzo łatwy sposób zrezygnowałem z łączności ze światem, jeśli chodzi o komórkę + internet. Nie jest to mi potrzebne, bo jak potrzebuję skorzystać z internetu to zostawiam to do momentu aż będę miał dostęp do komputera. Dzisiejsza młodzież jest biedna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam, że gdy nie tak dawno temu kupiłam pierwszego smartfona, a mój brat go dla mnie konfigurował, powiedziałam: "nie instaluj mi tam FB i poczty, i tak nie będę z nich korzystać". Wbrew temu, co powiedziałam, zainstalował mi i jedno i drugie. I wiesz co? Korzystam z nich. Codziennie. Staram się ograniczać, sprawdzić pocztę, odpisać na ważne maile, czasem zajrzeć na FB, używam też messangera. Ale faktem jest, że gdy chodziłam do szkoły a o internecie i smartfonach (a nawet o zwykłych komórkach) nikomu się jeszcze nawet nie śniło, więcej rozmawialiśmy, spędzaliśmy czas wspólnie, na podwórku do późnego wieczora. Było tyle innych rzeczy, na które nie zawsze starczało czasu. Dzisiaj życie przeniosło się do Internetu, ze stratą dla nas wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez przesady- messengera i facebooka można bezboleśnie usunąć ze smartfona.
      także można wyłączyć pocztę.

      Usuń
  16. "Złoty środek" - nic nowego ale u nas się sprawdza. Korzystamy z dobrodziejstw techniki - smartfony (dobrze, że pracodawca o tym pomyślał ;-) ) posiadają kilka użytecznych aplikacji jak wspominana już nawigacja, czy same mapy, prognoza pogody czy w obcym mieście co?gdzie?kiedy? Posiadamy też zwykłe 4 letnie nokie - nic nie przebije 5 dniowego trzymania baterii w tych modelach. Smartfony - max 1 dzień.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś miałam smartfony, tablety, laptopy i.... wyrosłam (a przynajmniej tak czuję). Oddałam. Stary telefon, komputer stacjonarny. Komórkę mam przy sobie, jak nie ma ze mną Małżonka :) do komputera siadam (a zazwyczaj bardzo mnie boli to, że muszę) sprawdzić pocztę, bo do pracy, napisać papiery, bo do pracy i (to już dla przyjemności) przeczytać nowe notki np. u Was :) A i tak staram się to robić, kiedy innych domowników nie ma. I tak mi z tym dobrze...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…