Przejdź do głównej zawartości

Pranie w nowojorskim stylu

Niebawem minie 10 lat odkąd mieszkam bez stałego adresu. Przez ten cały czas nie posiadam własnej pralki. Czemu? Bo jest to sprzęt na tyle ciężki, że postrzegam go raczej jako raczej część wyposażenia domu niż osobistego dobytku... Nikt z moich często przeprowadzających się znajomych również pralki nie posiada. Zdają się potwierdzać moje spostrzeżenia.
W praktyce oznacza to jednak jeżdżenie z praniem do znajomych lub rodziny. Dźwiganie torby z praniem zimą to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej, a dwa cykle prania zabierały mi praktycznie cały dzień.

źródło
Jako mała dziewczynka, niczym Jason Hunt, bardzo chciałam mieszkać w Nowym Jorku. Wyobrażałam sobie jak kupuję kawę tuż pod domem, a pranie robię w piwnicy w pralkach na żetony... Zanim dorosłam zdążyłam oczywiście zmienić zdanie. Jednak to właśnie nowojorczycy wielokrotnie inspirują mnie w zmniejszaniu mojego dobytku, gdyż dla nich częste przeprowadzki to również chleb powszedni.

Okazuje się, że te, widywane przez nas często w filmach, pralnie samoobsługowe nie są tak wygodne jak mogłoby się zdawać. Często mieszczą się nawet 10 minut od domu, nie są otwarte całą dobę i nierzadko trzeba pilnować w nich prania. Bywa, że nie ma gdzie usiąść, a koszt to często 3$. Skoro dla nowojorczyków to drogo, to czy powinnam z łatwością wydawać tyle w warszawskich pralniach?

źródło
Z powyższych powodów wiele osób w Nowym Yorku jest w stanie zapłacić dużo więcej za mieszkanie wyposażone w pralkę, szczególnie mając małe dzieci. Jest jednak jeszcze inne rozwiązanie... Ostatnimi czasy furorę robią tam tak zwane przenośne pralki.

Przyznaję, że najbardziej popularne modele wielkością przypominają konwencjonalne pralki, wiele osób jednak korzysta z ich mniejszych wersji opartych na tym samym mechanizmie. Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Aktualnie pranie robię u właścicieli domu, który wynajmuję. Wystarczy, że przejdę na drugą stronę podwórka. Problem w tym, że mieszkam na wsi z krwi i kości, a sama jestem typowym mieszczuchem, czyli oni kładą się spać z kurami, a ja wtedy, gdy zamykają puby ;). Często zdumiewa mnie, że po godzinie 16-ej ulice są tu puste. Wspomnianych właścicieli zimą lepiej nie odwiedzać po godzinie 14-ej. W niedzielę prania robić nie wypada, a w sobotę ciężko wstać przed południem. Po kilku wcześniejszych pobudkach postanowiłam przetestować jeden z tych wynalazków...
źródło

Jak działa taka pralka? Prawie tak samo jak stara dobra Frania, czyli jest to wiaderko z mieszadełkiem na dnie, które zalewa się wodą z detergentem, wrzuca pranie i uruchamia. Kolejnym etapem jest spuszczenie wody za pomocą rurki zamontowanej z boku i ponowne zalanie wodą, by ubrania wypłukały się z detergentu. Na koniec należy przełożyć pranie do elementu odwirowującego, jako że modele marki Haier, które tej czynności nie wymagają, jeszcze do Polski nie dotarły... Konstrukcja wirówki przypomina... suszarkę do sałaty :) Każdy, kto kiedykolwiek ją testował, wie, ile wody to urządzonko potrafi wydobyć z pozoru odsączonej sałaty...
Jeden z właścicieli modelu marki laundry Alternative wrzuca do niego pranie nawet po odwirowaniu w konwencjonalnej pralce (i nie mam tu na myśli jakiegoś starego modelu), bo dzięki temu pozbywa się dodatkowej ilości wody.

Jak to maleństwo radzi sobie z praniem? Tu miałam największe obawy. Jako że należę do pokolenia, które Frani w akcji nie widziało na oczy, moje obawy rozwiał test przeprowadzony na ubraniach roboczych mechanika samochodowego. Podobno daje radę lepiej niż konwencjonalny automat...



Nawet gdybym miała łatwy dostęp do olbrzyma marki Haier czy Magic Chef, to jest on dla mnie zbyt duży, by się z nim przeprowadzać. Decydując się na wersję kompaktową liczę się z faktem, że większe gabarytowo rzeczy, jak kurtka zimowa czy śpiwór, będę musiała uprać gdzieś indziej. Jeżdżenie z takimi rzeczami dwa razy do roku jeszcze da się przeżyć.

Fajny jest przy tym aspekt ekologiczny. Ciepła woda w moim domu powstaje jako skutek uboczny ogrzewania i nie jest sporadycznie wykorzystywana. Mając możliwość użyć jej do prania nie muszę korzystać w ten sposób z energii elektrycznej. Trochę gorzej sprawa ma się w przypadku ilości zużywanej wody. Odkąd standardem na rynku stały się pralki bardzo oszczędne w tym zakresie, ich zasadnicza rola, czyli pranie, przestało być dla mnie zadowalające. Zdarzało mi się wyjmować ubrania niedoprane lub źle wypłukane nawet przy programie intensywnym. Zasadniczo standardem dla mnie jest uruchamianie dodatkowego trybu dla niemowląt/alergików. Pralka wirnikowa po prostu wymaga, by ubrania w niej pływały. W ten sposób wypełniacze stosowane w proszkach trafiają do kanalizacji, a nie zostają na ubraniach. Dla porównania proszki stosowane profesjonalnie dozuje się w ilości jednej łyżeczki na pranie. W wersji dla konsumentów reszta to rożnego rodzaju sole i chlorki. Wiele osób stosuje w tego typu pralkach płatki mydlane, co ponoć jest niebezpieczne dla automatów. Wiecie coś o tym? Spodziewam się także, że ubrania będą się mniej niszczyć. Tak na logikę mniej uszkodzeń powoduje swobodne pływanie w wodzie niż pocieranie o siebie mokrych tkanin...

Taka pralka jest lekka niczym plastikowe wiaderko i zajmuje podobną ilość miejsca. Zawsze można wykorzystać ją jako brudownik, dzięki czemu nie będzie tak bardzo zabierać przestrzeni.

Co o tym myślicie? Używaliście kiedyś czegoś takiego?

Komentarze

  1. A co to - jakiś artykuł sponsorowany? Nawet na tego bloga trafił ten szajs? Minimalizm schodzi na psy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostra ocena, nie posądzam Autorki o reklamowanie konkretnej marki/stron, ale widzę próbę podzielenia się pewnym istotnym życiowo problemem, który pojawia się dosyć często (także u minimalistów) w postaci konieczności zrobienia prania - pralka jest dużym urządzeniem i Autorka znalazła na to rozwiązanie, o którym postanowiła opowiedzieć. Choć pewnie pranie u znajomych lub gospodarzy jest także jakimś rozwiązaniem, o czym sama zresztą pisze.

      Usuń
    2. Cóż, przez moment, naprawdę moment, miałem podobne wrażenie - wpis sponsorowany...
      Ale po zastanowieniu stwierdziłem, że moim zdaniem nie jest...
      Wszelako, nawet jeśli tak miałoby być, w bardzo prosty sposób można "obezwładnić" się wpisu sponsorowanego.
      Wystarczy tylko nie otwierać aktywnego linku i nie zapamietywać nazwy produktu.
      Z doświadczenia wiem, że proste, a z pewnością prostsze niż decyzja o irytacji po przeczytaniu ;)
      Przechodząc do meritum...
      Chciałoby się rzec, że Amerykanie "odkrywają Amerykę" i że "nadchodzi stare"...
      Bo analogia z kultową "Franią" tudzież z innymi pralkami wirnikowymi, pralko-wirówkami itp. itd jest jak najbardziej na miejscu
      Roman

      Usuń
    3. Wpis nie jest sponsorowany. Na drodze do prostego życia nie zamieszczam takich wpisów, a na minimalizm w praktyce tylko wraz z informacją o tym. Czytając wszelkiego rodzaju newsy o sprzęcie cenię sobie szczegółowe informacje i dlatego je zamieszczam by pomóc innym.
      Pozdrawiam
      Ps. Prawie wszystkie opisane produkty nie są dostępne w Polsce

      Usuń
  2. Konrad - Twoja wiara w ludzi jest niepokojąca... :-) Muszę się tego kiedyś nauczyć! Ale do tego czasu wszędzie wietrzę spisek i chęć zarobku.
    Co do problemu, to, jak zaznacza sama autorka, i tak trzeba większe rzeczy prać u rodziny/znajomych/sąsiadów. Pół biedy, jeżeli chodzi tylko o kurtkę zimową i śpiwór (to chyba jakaś Nomadka) - oczywiście, jeżeli nie są puchowe....
    Jak dochodzi jeszcze:
    - pościel (a niektórzy jeszcze jej używają i nie śpią w śpiworach),
    - koce (tak chętnie tu wykorzystywane podczas picia herbaty i czytania książek o minimalizmie)
    - większe ilości brudnych rzeczy (mam małe dzieci, psy i duży ogród - wtajemniczeni wiedzą, co to oznacza)
    - rzeczy po uprawianiu hobby innego niż czytanie/pisanie/aktorstwo (jazda konna, cross rowerowy, treking z prawdziwego zdarzenia, a nie jakieś tam pitu pitu)
    to w takim maleństwie albo się nie będzie mieścić, albo trzeba będzie uruchamiać kilka cykli dziennie. Raz, że wody i prądu szkoda - bo nie wszyscy mają "ciepłą wodę jako skutek uboczny ogrzewania, który nie jest sporadycznie wykorzystywany" (sic...!!!!!). Dwa - i tak trzeba będzie często jeździć do posiadaczy normalnych pralek (ale plusem tu będzie rozwijanie więzi międzyludzkich). Trzy czarno widzę wytrzymałość tych plastikowych elementów i obudowy przy takim użytkowaniu...
    Słowem - to zwykły gadżet. A przecież nie o to chodzi w minimalizmie? No chyba, że wyciągnąłem niewłaściwe nioski po przeczytaniu wszystkich (!) Waszych artykułów blogowych (czy jak to tam zwać).
    Bio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu z Franią (pamiętam z dzieciństwa i miała też taką praktyczną wyżymaczkę) rzeczywiście "urządzonko" wygląda niepokojąco nietrwale. Mogę mówić za siebie, ale zaraz po ślubie zawsze towarzyszyła nam duża pralka automatyczna - także w okresie, gdy wynajmowaliśmy mieszkanie. W przypadku dużej rodziny inna opcja raczej nie wchodzi w grę (a i tak pralka chodzi bardzo często). Tu minimalizm zastawia na siebie pułapkę, bo minipralka jak widać nie rozwiązuje do końca problemu. W podobnej sytuacji chyba jednak polegałbym na tradycyjnych rozwiązaniach typu korzystanie z pralki właścicieli domu lub z pralek znajomych, chyba, że są widoki na "małą stabilizację" - wtedy kupiłbym używaną dużą pralkę, z którą łatwo będzie się rozstać w razie konieczności.
      Wiara w ludzi jest czymś, co staram się także podkreślać na tym blogu :)))

      Usuń
    2. Może wyjdę na człowieka nieużytego i chytrusa, ale trochę mnie dziwi beztroskie podejście do prania u znajomych i jeszcze mówienie, że plusem jest tu wzmacnianie więzi międzyludzkich.

      Uważam bowiem, że warto dostrzec różnicę między prawdziwym dzieleniem się z człowiekiem w potrzebie (zepsuła mu się maszyna, nie stać go, sytuacje awaryjne) a byciem wykorzystywanym przez kogoś, kto naszym kosztem chce uprawiać minimalizm (moim zdaniem pseudo-). Pranie to nie tylko kwestia miejsca na pralkę w łazience. To prąd i woda, to czas gospodarzy, którzy po kilku sesjach mają prawo mieć nas dość, bo wiecznie siedzimy im na głowie (ludzie dziś mają strasznie mało czasu dla rodziny, a tu jeszcze trzeba go planować na regularne wizyty szopa pracza), to zużywanie pralki (one mają naprawdę krótkie życie - góra siedem lat - a każde pranie im to życie skraca). Wiem, że tak to jest, że jak się używa, to się zużywa, ale na litość boską, czemu ktoś ma płacić za mnie?

      I tak szczerze, to chyba jest tekst z lokowaniem. Cud słówko! Po czym to poznać? Po tym, że od pierwszego akapitu coś nie gra. Jakoś brak przekonania do tematu i czuć, że autorka tylko kombinuje, jak tu w końcu przejść do meritum. Czyli do lokowania:( Błeee

      To dobry blog. Nie warto.
      Marta

      Usuń
    3. Marta,
      Argument o "wzmacnianiu więzi międzyludzkich" był mój, a nie autorki. Co więcej - użyłem go w wypowiedzi negującej założenia głównego artykułu. Twój pierwszy akapit nie jest więc celny.

      Reszta się zgadza i tylko potwierdza moją opinię.

      Bio

      Usuń
    4. Widzę że ten wpis jest dla mnie niezłą lekcją przed zamieszczeniem sponsorowanych postów na moim blogu.
      Ktokolwiek ma wątpliwości w tym zakresie niech sprawdzi dostępność zachwalanych przeze mnie produktów w Polsce.

      O pościeli nie pisałam bo da się ją w takiej pralce uprać... O kocach zapomniałam, przyznaję ;)

      Nie ma rozwiązań które sprawdzają się każdemu. U mnie problemem jest pralka, u Ciebie jej brak. W minimaliźmie chodzi właśnie o to by posiadać jedynie przedmioty, które są nam użyteczne, a nie są wyłącznie ciężarem.

      Na youtube jest pełno recenzji użytkowników, którzy pokazują te pralki przykładowo po dwoch latach użytkowania -dla mnie wyglądają jak nowe ale możesz to sam ocenić.

      Co do aspektów ekonomicznych: prądu zużywa to maleństwo tyle co dwie żarówki, a ogrzewanie wody za pomocą produ (najczęściej stosowane w pralkach) jest najdroższym ze znanych mi sposobów, i jeśli tylko kożystasz z innej metody w domu, to już oszczedzasz pieniądze. Jest możliwośc wyprania większej ilości ubrań w tej samej wodzie, co przybliży wydajność do automatów...

      Marto, oczywiście że przechodzę odrazu do merritum. Piszę takie posty, które sama chciałabym czytać. Po zdaniu o dźwiganiu prania zimą przez miasto uznałam, że nie muszę opisywać już mojego zaangażowania ;)
      Wpis jest skonstruowany tak, by pomóc osobom w podobnej sytuacji, a nie narzekać.

      Co do korzystania z cudzej pralki:
      Bardzo bym się cieszyła, gdyby moi znajomi spędzali ten czas ze mną przy piwie niż czekając w pralni. Ile kosztuje pranie? Około złotówki. Pralka się zużyje? Nowa będzie bardziej energooszczędna, i bogatsza o opcje dostępne jedynie w wyższych modelach pare lat temu. Skoro korzystam z czegoś razem to czemu nie mielibyśmy partycypować w kosztach.
      Nikt nie każe siedzieć komuś na głowie. Warto jednak łączyć przyjemne z pożytecznym.
      Na koniec dodam, że ten wpis jest przecież o tym, że postanowiłam korzystać z własnego urządzenia.

      Usuń
    5. Bio, skoro na zamieszczonym filmiku pralka dała sobie radę z ubiorem mechanika samochodowego, to z ubraniami po uprawianiu Twojego hobby chyba też sobie da radę, nie uważasz?
      Czyli nie taki gażet....

      Nomadka nazwę się dopiero kiedy zacznę pracować zdalnie w ciepłym kraju. Narazie jestem poprostu spakowana by tam się wybrać ;)

      Tak swoją drogą: jak często pierzesz koce? A teraz powiedz jak często odwiedzasz znajomych którzy z przyjemnością by Ci ten koc wyprali? Nawet za przysłowiowe piwo (które i tak z chęcią byś im kupił).

      Apropos dzieci: interesowałam się kiedyś koncepcją wielorazowych pieluszek. Sęk w tym, że niechciałabym ich prać z innymi rzeczami, a także nie bardzo mi się widzi zbierać ich 4,5 kg. Taka praleczka jest wtedy jak znalazł. Co więcej można ją potem dokładnie wypłukać, gdzie gdy pomyślę o pozostałościach w automatach to wyobraźnia mnie zabija...
      Czyli nie takie złe rozwiązanie jak się ma dzieci, prawda?

      Usuń
    6. Dobra, dobra, spokojnie...
      Jeżeli poczułaś się urażona moją wypowiedzią co do sponsorowanego charakteru artykułu, to wiedz, że po prostu on tak wygląda. Nie mniej - przepraszam.
      Koce i narzuty - co najmniej raz w miesiącu (psy...) :-) Znajomych odwiedzam częściej - nie potrzeba mi takich wymówek! ;-P
      Ani koc, ani czaprak w coś takiego się nie zmieszczą. Przy 5-cio osobowej rodzinie nie da rady i z normalnymi rzeczami. Tym bardziej, że wariant z wirówką ma jakaś symboliczną komorę na odsączanie... idealną na 1-2 główki sałaty właśnie. No, ale może inne typy mają tego więcej.
      Dwie żarówki? No to jaką to ma moc? Silnik poruszający Franią oceniam na 600 - 800 W. Tutaj pewnie mniej, bo na jakimś innym filmie na YT wypatrzyłem, że 170 W (przy napięciu amerykańskim - przyznaję, że nie pamiętam jak to przeliczyć). Więc raczej dwie żarówki to to nie jest. Ale mniejsza o prąd i wodę.
      Po obejrzeniu paru filmów dalej nie wierzę w te wszystkie plastiki. Z załażenia też nie wierzę filmom na YT... Dalej pozostaję więc sceptyczny.
      Bio

      Usuń
    7. Ok, skoro to powiedz mi, który artykuł opisujący różne produkty z danego segmentu tak nie wygląda? Serio? Bo zamierzam robić tego typu wpisy czy mi ktoś za nie zapłaci czy nie, bo uważam je za potrzebne. Może notka na końcu/początku post niesponsorowany?

      Wiesz, przy 5-cioosobowej rodzinie nawet nie śmialabym sugerować braku pralki ;) To miło, że posiadając psy pierzesz tak często narzuty. Wielu właścicieli powinno się od Ciebie uczyć.

      Co do mocy urządzenia to muszę się poprawić: 300W czyli 3 żarówki ;)

      Wiesz, teraz jak o tym pomyślę to brakuje mi czasów kiedy mimowolnie mijaliśmy się ze znajomymi w przedpokoju... Teraz cieżko ich gdziekolwiek wyciągnąć, a w toważystwie dzieci to trochę tak jak w poście "Wyjdź z Martixa" Remigiusza czyli: oczywiście, że chętnie pojdziemy do kina NIE LIŻ GNIAZDKA może za tydzień? ;)

      Ps. tak dla rozluźnienia atmosfery: wiesz co widzę przed oczami kiedy myślę o posiadaniu własnej pralki? mniej-wiecej coś takiego: http://www.dailymail.co.uk/news/article-1372318/The-breaking-effort-runner-compete-London-Marathon-carrying-WASHING-MACHINE.html

      Pozdrawiam

      Usuń
    8. No przecież przeprosiłem! :-)

      Co do linku, to te 23 kg to chyba po wyjęciu z niej stabilizatora... Myślę, że taka pralka oryginalnie waży coś około 40 kg.

      Pozdrawiam
      Bio

      Usuń
  3. To pewnie trochę przedpotopowe rozwiazanie, ale u mnie dobrze sprawdza się pranie ręczne. Trzy jednakowe niewielkie miski (kwadratowe, bo mieszczą się w lazienkowej szafce) i linia technologiczna jak się patrzy ;-). Najczęściej wystarcza jedna miska, co moze byc dobra wiadomoscia dla minimalistow :-) Pralkę też mam, ale muszę do niej zejść dwa piętra niżej i trzeba gromadzić wiecej rzeczy, aby włączyć pranie. Dlatego z lenistwa ;-) piore ręcznie mniejsze ilości. Przy okazji tkaniny mniej się niszczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie umiem prać ręcznie. Pranie spod moich rąk wychodzi brudne i zniszczone. Pocieszam się tym, że na codzień i tak bym nie miała na nie czasu...
      Dość restrykcyjnie muszę też podchodzić do kontaktu z detergentami.

      Innymi słowy: zazdroszczę ;)

      Usuń
  4. Trochę "inny" post powiedziałabym ;) ale wbrew pozorom całkiem mi bliski. Tu gdzie teraz mieszkam posiadanie pralki w domu należy do rzadkości. Całe oprzyrządowanie znajduje się w piwnicy. Ma to oczywiście plusy i minusy. Plusy, bo pralka nie zajmuje miejsca w domu. Minusy, bo każde pranie trzeba planować z wyprzedzeniem (elektroniczny system rezerwacji czasu na pranie), no i oczywiście trzeba zejść do piwnicy ;)
    _______________________________
    Natalia, http://www.pieceofsimplicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak Cię w pracy przetrzymają i się nie wyrobisz to ile musisz czekać na następną rezerwację? W jakim to mieście? Masz dodatkowo jakieś godziny, w których musisz sie zmieścić, czy pralnia jest dostępna całą dobę?

      Usuń
  5. Hah, też chciałem mieszkać w Nowym Jork, kiedy byłem małym dzieckiem. Jednak o pralkach nie myślałem :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałem kilka lat temu okazje prać we "frani" kilka razy, może cztery. I po tych czterech razach moje levisy zniszczyły się tak jak nie zniszczyły sie w ciągu roku lub dłużej, Wniosek: jeśli ta konstrukcja pierze jak "frania", a na to wygląda, to darowałbym sobie. Swoją drogą w Polszcze też widziałem podobne wynalazki.
    Przemek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te levisy to widać jakieś kiepskie pantalony...
      Nigdy Frania - używałem jej przez wieeeele lat, a do prania rzeczy roboczych używam do dziś - nie zniszczyła mi żadnych dżinsów (w zdecydowanej większości wybitnie niemarkowych).
      Roman.

      Usuń
  7. ciąg dalszy :)
    link pod jednym ze zdjęć odsyła do polskiej (sic!) strony firmy manta, gdzie można zobaczyć trzy modele tego rodzaju prale, więc podejrzenia o krypciochę nie bez racji
    Przemek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko ludzie co Wy z tym sponsoringiem?!? Napisałam, że PRAWIE wszystkie modele nie są dostępne w Polsce, to nie trudno się domyślić, że któryś z nich jest jednak dostępny. Gdyby któraś z tych firm mi zaplacila, to jaki miała by w tym interes, żebym opisywała inne produkty tego typu.

      Jakoże zaczynam mieć dosyć tych domysłów to zapraszam niedowiarków, by przelali mi pieniądze za tego posta, a zobaczycie jak zamieszczam notkę: "wpis sponsorowany"...

      Ludzie, całe życie czytacie artykuły sponsorowane przez reklamodawców i co? Dziennikarze jakoś muszą zarabiać na życie, co nie znaczy, że nie mogą przy tym porządnie wykonywać swojej pracy. Pół kraju oglada na wspólnej, a jak ja napiszę o pralce, którą chce kupić, bo liczę że mi ktoś doradzi, to odrazu shitstorm...

      Jakto zniszczyły Ci się spodne? Jak w takiej konstrukcji mogą zniszczyć się ciuchy?

      Usuń
  8. Bardzo fajny wpis dla ludzi żyjących na walizkach, studentów, bądź tych którzy nie mają jeszcze stałego miejsca zamieszkania.
    Nie rozumiem tego posądzania o kryptoreklamę, czytelnicy tego bloga chyba w dużej części są przewrażliwieni na tym punkcie. Założę się, że mimo to sami są podatni na różnego typu agresywne reklamy nie mając nawet świadomości, że tak się dzieje. Dodatkowo myślę, że autorzy tego bloga to uczciwi ludzie i na pewno oznaczyliby post sponsorowany. Domyślam się również, że większość mających wątpliwości czy to post sponsorowany nie wie jak taki tekst ma wyglądać. Na pewno nikt reklamujący daną pralką nie podaje rozwiązań alternatywnych innych firm, a tutaj jest kilka linków do różnych sklepów.
    Ja bardzo się cieszę, że podałaś te źródła, żałuję tylko, że nie wszystkie są polskie bo jednak czytelnicy tego bloga w większości mieszkają w Polsce, a sprowadzanie takiej pralki zza granicy byłoby pewnie nieopłacalne.
    Cieszę się, że rozwijacie blog i podajecie praktyczne rozwiązania niektórych problemów szkoda tylko, że wśród komentatorów tylu oburzonych fanatyków widzących wszędzie reklamę.
    Pozdrawiam Maja

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…