Przejdź do głównej zawartości

Jeszcze o małych domkach, czyli jak duży będzie dość duży?

Chciałbym nawiązać do wpisu na temat ruchu małych domków. Dla niektórych mobilność domku na kółkach będzie niewątpliwą zaletą. Zastanawiam się jednak, czy ta żółwia/ślimacza wersja taszczenia swojego domu "ze sobą" jest najlepszym rozwiązaniem dla minimalisty.

W przypadku zmiany miejsca normalnie sprzedajesz dom/mieszkanie i kupujesz/wynajmujesz inne. Zwykle nieruchomość nie traci na wartości, przynajmniej w takim tempie, jak np. samochód, a taki domek na kółkach to, było nie było, "pojazd". Otwierasz się na nowe i nieznane, bez zbędnego balastu w postaci czterech ścian i dachu na kółkach. Start w nowym miejscu to zawsze niewiadoma, ale i szansa. Czy taki mobilny domek nie ogranicza... mobilności?

Konieczność utrzymania tego na kółkach powoduje duże ograniczenia w konstrukcji, a zatem w rozmiarach, izolacji cieplnej ścian, rozwiązaniach technicznych, które z początku mogą fascynować, z czasem irytować. W przypadku większej liczby osób życie na tak niewielkiej przestrzeni (zwłaszcza w zimniejszych miesiącach) może generować napięcia, a także, o czym była mowa w poprzednim wpisie, deficyty intymności.

I jeszcze jedna sprawa: taki domek trzeba gdzieś "zaparkować", podłączyć do kanalizacji, prądu, wodociągu. A więc nadal kluczowa jest kwestia znalezienia działki, czyli albo własność albo dzierżawa. Wydaje mi się, że te mobilne domki w rzeczywistości stają się mobilne w teorii, gdyż taka jest natura ludzka, że lubi osiadać na stałe, wiązać się z otoczeniem, ludźmi, zwłaszcza, gdy odnajdzie to swoje, mniej lub bardziej wymarzone, miejsce.

Nie znaczy to wcale, że idea małych domków nie jest mi bliska. Wydaje mi się, że mogłaby ona polegać nie tyle na budowie naszych domostw na platformie wyposażonej w koła, lecz na wznoszeniu tradycyjnych domów, ale o niewielkiej, dostosowanej do naszych rzeczywistych potrzeb, powierzchni. Powiem więcej, ruch małych domków jest doskonale rozwinięty w Polsce!, choć oczywiście współcześnie dominuje moda na wielkie posesje, które mają niewiele wspólnego z naszymi potrzebami, zdrowymi finansami, a także często zadowoleniem.

Przypomniała mi się sytuacja dwóch znajomych rodzin. W przypadku tej pierwszej architekt nie dał się namówić na zmniejszenie rozmiarów domu do bardziej użytkowych (pisałem o tym we wpisie Dom ze słomy), w tym drugim, bardzo okazałym i ledwo co wybudowanym za ciężkie pieniądze, pani domu oświadczyła, że z uwagi na jego gabaryty źle się w nim czuje.

Czy rzeczywiście potrzebujemy dużego domu? Ciekawie o optymalnych wymiarach domu pisał Ferenc Mate w książce "Prawdziwe życie":

"Zacznijmy wygodnie, ale też rozsądnie - od wejścia. W sieni powinna być ława, gdzie można usiąść i zdjąć buty, oraz szafa na palta, więc powiedzmy, że wystarczy pomieszczenie o wymiarach 2 na 2,5 metra, czyli 5 metrów kwadratowych. 
Jeżeli zgodzicie się ze mną, że nasza kuchnia z kominkiem, ceglanym piecem chlebowym, marmurowym blatem, stołem i ławą jest dostatecznie funkcjonalna, to dodajmy 12 metrów kwadratowych - nieźle jak na miejsce, gdzie gotujemy, jemy i przesiadujemy. Na wszelki wypadek dopiszmy jeszcze spiżarkę na zimę, czyli powiedzmy, półtora na półtora metra, a więc 2,25 metra kwadratowego ekstra.
Salon powinien być na tyle przestronny, by pomieścić przyjaciół i krewnych, ale nie tak duży, by trzeba było zamawiać taksówkę, aby dostać się z jednego końca pokoju na drugi. 4,5 na 4,5 metra to dość miejsca, by zmieścił się tam kominek, kanapa, dwa fotele, regał z książkami i pianino. Czyli nieco ponad 20 metrów kwadratowych. Wierzcie mi lub nie, ale na razie uzbieraliśmy w sumie 40 metrów kwadratowych.
Dobudujmy jeszcze parę sypialni o wymiarach 3,5 na 3,5 metra, dwie łazienki po 2,5 na 2,5 metra i jeszcze przestrzeń do przechowywania różnych rzeczy, która miałaby powierzchnię jednego pokoju, a otrzymamy 49,25 metra kwadratowego, czyli na cały dom 89,25 metra kwadratowego. No to dodajmy jeszcze jeden pokoik i zaokrąglijmy: przytulny domek będzie miał 100 metrów kwadratowych. A teraz pytanie: czemu, u licha, przeciętna współczesna rodzina potrzebuje domu dwa razy większego? Do gry w kręgle? Tańców kowbojskich? Wyścigów samochodowych na korytarzu?
Nie dość, że zbudowanie funkcjonalnego dom o powierzchni 100 metrów kwadratowych kosztowałoby grosze, to jeszcze z łatwością moglibyście go postawić wespół z rodziną i przyjaciółmi w rok, z miłymi długimi przerwami na obiad i dniami wolnymi od czasu do czasu. A pomyślcie tylko, jak duży przy całej zaoszczędzonej przestrzeni mógłby być wasz ogród warzywny, gdzie bawiłyby się wasze dzieci, wy sami moglibyście się byczyć albo spędzać miło czas z sąsiadami, a żółw pohasać w dziczy.
Teraz wiele osób zapyta: „Ale gdzie jest garaż?". Na co odpowiem uniżenie: „Nigdzie". Mówię zupełnie serio, samochodami jeździ się po szosach i autostradach, które raczej nie są zadaszone, a na dodatek większość aut stoi zaparkowana przez cały dzień pod gołym niebem, więc czemu mielibyśmy chować je pod dach na noc? Czyżby wyły ze strachu, kiedy zapadnie zmierzch?
Nie zamierzam nawet wspominać o innych dziwacznych częściach domu, które w naszych czasach wydają się tak niezbędne, jak nasze żywotne organy: o wejściu jak do katedry, gdzie nikt się nie modli, o ogromnej jadalni, gdzie nikt nie jada, o pokoju rodzinnym, w którym rzadko przebywa rodzina, czy o pokoju zabaw, gdzie wszyscy nudzą się jak mopsy. Wystarczy zauważyć, że to co szpanerskie i bezużyteczne zdominowało nasze życie, począwszy od śmieciowego żarcia, pozbawionego wartości odżywczych, poprzez przemysł finansowy, który nie wnosi do społeczeństwa niczego poza okazjonalnym dreszczykiem zbliżającego się krachu, aż po nasze tandetne, ogromne domy, w których jesteśmy odizolowani od świata i samotni, i trzęsiemy się ze strachu, czy uda nam się spłacić hipotekę."

Czy dom między 89-100 m2  spełniałby nasze potrzeby? Co w przypadku licznej rodziny? Czy każdy domownik musi mieć swój osobny pokój? Myślę tu zwłaszcza o dzieciach. Tu znowu przykłady: znam rodzinę wielodzietną, która przez wiele lat gnieździła się w dwupokojowym mieszkaniu. Warunki niewyobrażalnie trudne, ale było widać, że wszyscy się kochają i rozumieją. Znam także rodziny, które mogą jeździć po domu rowerem, w której każde dziecko ma osobny pokój z tabliczką wstęp wzbroniony. Nie sprawiają wrażenia rodziny zgranej i szczęśliwej.

My sami w 6 osób mieszkamy co prawda w bloku, ale nasze dwupoziomowe mieszkanie o powierzchni 87 m2, składające się z 4 pokoi, 2 łazienek i otwartej na salon kuchni, przypomina nieco mały domek. Brakuje nam tego, co dom może zaoferować - spiżarni, niewielkiego pomieszczenia gospodarczego, może dodatkowego pokoju dla gości, no i, o czym już pisałem, ogródka. W sumie nasz dom mógłby zmieścić się w 100 m2 tak, jak zaplanował to Mate.

Wiem, że wybierając projekt domu lub gotowy budynek wiele osób stoi przed dylematem - lepiej zaplanować/kupić nieco większy "na wszelki wypadek", bo i tak bierzemy kredyt, bo co powiedzą sąsiedzi, rodzina...  Może jednak lepiej wybrać coś skromnego, co odpowiada naszym potrzebom?

Przyznam się, że lubię wyłapywać w najbliższej okolicy niewielkie w rozmiarach domy. Zastanawiam się jak się w nich żyje lokatorom. Wybudowane niedużym kosztem, były zapewne wynikiem nie tyle świadomej decyzji życia na małej przestrzeni, co raczej ograniczonych możliwości finansowych. Możemy jednak zapoczątkować "ruch małych domków" podyktowany naszym osobistym wyborem, za którym stoi skromność, gospodarność i zwykły zdrowy rozsądek!

Poniżej kilka fotek domków z najbliższej okolicy. W różnym stylu, różnej konstrukcji, ładne lub brzydkie. Ale łączy je jedno - ich  niewielka powierzchnia:










































Komentarze

  1. Nasz ma 80 :) Mieszkamy w czwórkę + pies i kot. Dużą zaletą są dwa poziomy - w przypadku napięć możn skoczyć na górę, albo wyjść do ogrodu i po problemie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam tak co napisał Ferenc Mate i po kolei odhaczam
    to niepotrzebne, tego nie używam, to niewygodne (więc po drodze odpada mi 80% funkcjonaliści) a na koniec dochodzę do konkluzji, że 200 metrów na rodzinę to standard i łapię się za głowę. Mam sąsiadów, którzy posiadają dom 100 metrowy i już tam czuje się niedobrze, bo mam wrażenie, że jestem w jakimś holu (większość pomieszczeń nie jest poodgradzana ścianami).
    No właśnie, wszystko sprowadza się tak naprawdę do funkcjonalności. Wystarczy zadać sobie pytanie: do czego potrzebny jest mi dom i co chcę w nim robić? Ja chce odpocząć, móc popracować w ciszy (konieczność posiadania oddzielnego pokoju. Kiedy pomyślę o tym ile godzin zmarnowałabym na sprzątanie salonu i jadalni, z których nikt by nie korzystał.... Czuję się jakbym zmarnowała swoje życie. Sama wychowałam się w mieszkaniu 40-to metrowym 3 pokojowym i uważam taki metraż za idealny dla 4-ro osobowej rodziny. Dodam jeszcze, że gdy ubyło nam jednego z mieszkańców, to mieliśmy w nim salon/jadalnię z której nikt nie korzystał :)
    Przeprowadzając się do domu bardzo bałam się, że będzie mi zimno. Dlaczego? Bo większość tych osób, które budują 100 lub 200 metrowe domy nie jest w stanie ich dobrze ogrzać. Potem zarastają pleśnią, a w powietrzu unosi się ten specyficzny zapach. To jak pozbawić dom jego podstawowej funkcji czyli schronienia przed zimnem.
    Co do mobilności: czasami by znaleźć własne miejsce na świecie potrzeba czasu. Jeśli przeprowadzamy się często to sprzedaż domu/mieszkania nie jest dobrym rozwiązaniem, bo robiąc to "na szybko" tracimy na wartości, a wariant wynajmowania często oznacza 3x większe koszta, co może okazać się nieosiągalne gdy mamy dzieci i tylko jedna osoba pracuje... Zgadzam się jednak, że gdy już znajdziemy dla siebie odpowiednią "przystań" to lepiej jest postawić stałą konstrukcję. W przypadku ruchu małych domków nie jest to niestety realne, bo w wielu stanach nie można wybudować domu mniejszego niż 46 metrów....

    OdpowiedzUsuń
  3. Uważam, że domek 80 metrowy to jest maksimum. Oczywiście bez podpiwniczenia, bo dużo taniej. Budowałam kiedyś taki dla mojej rodziny (2+4) i było w nim wszystko, co potrzeba. Jedno tylko teraz dla mnie jest pewne: gdybym budowała taki domek i miała w nim mieszkać na zawsze, to musiałby to być dom parterowy. Młody człowiek nie myśli o ograniczeniach ruchu na starość, gdy każdy schodek sprawia olbrzymią trudność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu mam dylemat, bo domek dwu-piętrowy to oszczędność 40% ogrzewania. Skłaniam się raczej ku wersji z sypialniami na dole i na górze, dzięki czemu domownicy mogą wybierać w zależności od potrzeb...

      Usuń
  4. My właśnie oczekujemy na pozwolenie na budowę naszego 96metrowego domku. Początkowo planowaliśmy taki do 90 metrów, ale nasza wąska działka nie daje zbyt wiele możliwości postawienia sensownego budynku. Ten projekt wydaje nam się idealny, tylko inni kręcą nosem, że za mały ;) No ale po co więcej? Teraz mieszkamy na 31 metrach i mamy wszystko, czego nam potrzeba...

    OdpowiedzUsuń
  5. 70-100 metrów to moim zdaniem doskonała powierzchniam ieszkalna dla rodziny...
    Wic w tym,że - przynajmniej jeszcze do niedawna - bardzo trudno było znaleźć sensowny i tani projekt na taki "maleńki" dom...
    A Budowa dwa razy za dużoego domu "na wszelki wypadek" jest śmieszna...
    "Wszelki wypadek" czego?
    Najazdu uchodżców?
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że chodzi o ilość mieszkańców ;) Bywa, że raptownie się zwiększa... Alternatywą jest zawsze wynajem gdy dzieci się wyprowadzą...

      Usuń
  6. Sam też jestem przychylny ograniczaniu swoich potrzeb i zdecydowanie będę się starał o budowę niewielkiego, parterowego domku. W moim odczuciu domy większe niż 100m² będą drogie w utrzymaniu i będą pochłaniały dużo czasu na utrzymanie ich we właściwej kondycji i porządku. Malowanie, odświeżanie, remontowanie - to wszystko angażuje czas i pieniądze - a przecież można w głowie zmienić myślenie i po prostu zdecydować się na przytulniejsze, mniejsze lokum :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieszkam w nowym, ok. 110metrowym domku, rodzina 2+1+pies i rzeczywiście wystarczy w zupełności tej przestrzeni, jeszcze z 2 dzieci moglibyśmy mieć i też byłoby ok. Sprzątania i pielenia w ogródku cała masa na okrągło. Na początku, większość osób dziwiła się, że taki projekt wybraliśmy, a teraz podziwiają, bo jest taki właśnie akuratny. Szczerze współczuję posiadaczom większych domów, no chyba, że mają pomoc domową. Świetny temat.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie dziwi ta awersja do garażu. Garaz to nie tylko miejsce na auto, to także miejsce na wiele innych rzeczy. W moim jest miejsce na opony, rowery, sanki, narty, deske surfingowa, sprzet turystyczny, narzędzia do majsterkowania mojego męża i... moglabym tak jeszcze dlugo :-D Oczywiscie wszystko ma swoje miejsce i do wszystkiego jest dobry dostep. Z cala pewnością nie przypomina to garażu z amerykańskich filmow, gdzie można zginąć pod kupa rupieci. No i miejsce na auto oczywiście też jest, gdyby ktoś miał wątpliwości ;-p A jedną z rzeczy które najbardziej doceniam jest fakt wsiadania zimą do w miare ciepłego auta bez konieczności odśnieżania przykladowo o piątej rano... Ot, taki mój mały luksus który doceniam po kilkunastu zimach... Stąd też moje skromne zdanie - jeśli tylko jest możliwość to zdecydowanie garaż powinien byc.
    Pozdrawiam - Aneczka

    OdpowiedzUsuń
  9. Z mężem minimalistycznie wybudowaliśmy dom 120m z niewielkim salonem. Pomieszkaliśmy parę lat, rodzina się powiększyła i czuliśmy, że się 'ciśniemy'. Kiedy urodziło się 3cie dziecko rozbudowaliśmy dom i dopiero zaczęłam oddychać. Powiększyliśmy salon, gdzie ciągle wszyscy siedzimy i przychodzą znajomi, i dobudowaliśmy sobie sypialnię, bo z dotychczasowej wypierały nas dzieci. Teraz dom ma chyba z 200 m i jest w sam raz! Może jak dzieci się wyprowadzą, będzie trzeba znowu się przystosować, lub poszukać nowego lokum, kto wie co życie przyniesie. Pozdrawiam, Agata

    OdpowiedzUsuń
  10. Dwa lata temu zmienialiśmy dom. Marzył się nam dom około 100m2, bez konieczności wykonywania remontu i okazało się, że takich ofert w zasadzie nie ma (w interesującym nas przedziale cenowym). Mieliśmy za możliwość obejrzenia wielu domów w okolicach 200-300 m2. Po zmianie przepisów ludzie zaczęli budować wielkie domu. Potem okazało się, ze ich utrzymanie za dużo kosztuje, a samo np. sprzątanie takiej powierzchni jest dużym obciążeniem i teraz starają się ich pozbyć.
    Zgadzam się z Aneczką, że garaż jest potrzebny. W lecie co prawda parkuję samochód na podjeździe ale z nadejściem przymrozków przepraszam się z garażem. Komfort wsiadania w zimowy poranek do ciepłego samochodu i brak konieczności skrobania szyb i odśnieżania samochodu o 6 rano jest dla bardzo ważny. W garażu trzymamy skuter męża i rowery. Opony do samochodu i różne płyny typu olej, płyn do spryskiwaczy, napęd do paralotni, narzędzia ogrodowe, węże, zapas karmy dla psów i wody mineralnej. Mąż ma tam swój mini warsztat, w którym wykonuje bardziej brudne prace.
    pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  11. Może to kwestia warunków w jakich się wychowywaliśmy. Większość z nas w blokach, w malutkich klitkach. Jesteśmy przyzwyczajeni do małych powierzchni i do tego, że się ciśniemy. Ja się wychowałam w poniemieckim mieszkaniu, które mieściło się w budynku dworca kolejowego. Samo mieszkanie ma 100 m2, do tego duży strych oraz piwnicę. I dla mnie 60 m2 z mężem i dwójką dzieci to było mało. Brakowało mi przestrzeni, czułam się przytłoczona przez przedmioty poupychane na małej powierzchni (nie oszukujmy się, nawet minimalista przy dójce dzieci ma sporo rzeczy). Mój mąż natomiast uważał, że jest ok, ale on z kolei nie znał innego sposobu mieszkania, jak na kupie - wychował się w bloku. Niedawno kupiliśmy większe mieszkanie - ponad 100 m2 i teraz oddycham.
    A małe domki myślę, że się sprawdzają przede wszystkim w cieplejszym i łagodniejszym klimacie niż nasz. Można wtedy dużo czasu spędzać na zewnątrz i nie mam tu na myśli gier i zabaw, a po prostu normalne, codzienne aktywności. W Polsce to, niestety, przez większą część roku niemożliwe.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  12. 1. Podłączam się do zwolenników garażo-warsztatu. Oblodzony samochód (zwłaszcza od środka) to nic przyjemnego. A do wiercenia, kręcenia, piłowania, przechowywania opon, smarów i rowerów salon się nie nadaje.

    2. Rzeczywiście dużo zależy od własnego doświadczenia, wychowania, liczby domowników i sposobu spędzania czasu. My - mając małe mieszkanie w bloku i dzieci - omijaliśmy problem ciasnoty w ten sposób, że staraliśmy się jak najwięcej czasu spędzać poza domem (razem lub osobno, ale aktywnie). Pogoda to również kwestia przyzwyczajenia. Jak mówią Skandynawowie: nie ma nieodpowiedniej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Tacy Eskimosi nie czekają na koniec zimy, żeby wyjść na dwór...

    A tak zupełnie serio, to moim zdaniem w małym mieszkaniu najbardziej uciążliwy jest brak własnego kąta (chodzi mi o kąt dla każdego domownika), a w szczególności łóżka (tapczanu, sofy), na którym można w dowolnym momencie (bez wieczornej reorganizacji pokoju) położyć się bez podkurczania nóg i chwilę odpocząć. To jest moje minimum - od tego przede wszystkim uzależniłbym powierzchnię domu. Tak są zresztą zorganizowane hotele i akademiki, więc coś w tym musi być. Oczywiście w przypadku małżeństwa istotna jest ponadto intymność, a w przypadku nastolatków mimo wszystko osobne "nory" (dla zdrowia psychicznego - kto ma, ten wie o czym mówię). :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ok, eskimosi nie czekają z wyjściem na dwór do wiosny, ale oni prowadzą nieco inny tryb życia niż my.
      Oczywiste jest, że zimą się na dwór wychodzi, ale raczej po to, żeby ulepić bałwana, porzucać się śnieżkami czy pojeździć na sankach.
      Mi chodziło o takie zwykłe codzienne czynności jak pranie (no, prać raczej na zewnątrz nikt nie będzie, ale wieszać pranie już tak), gotowanie (można mieć letnią kuchnię w ogrodzie), nauka, czytanie książki itp.
      Nie wyobrażam sobie np. odrabiania przez dziecko lekcji w ogrodzie przy temp. -10 st. C albo +5 st. i w deszczu.
      Magda

      Usuń
    2. Co do garażu, myślę, że Ferenc Mate, który mieszaka w Toskanii, nie brał pod uwagę czynnika pogodowego, u nas jednak -z uwagi na surowszy klimat- bardziej istotnego.
      Skłaniam się, po zastanowieniu, do garażu; co prawda trzymamy auto pod chmurką, a zimy ostatnio łagodne, jednak przemawia do mnie argument posiadania miejsca do różnego rodzaju samodzielnego majsterkowania jako nieodłącznego elementu prostego życia. Chyba, że niedaleko domu miałbym jakąś niewielką szopę/warsztat na tego typu działalność :)
      Wiem, że to kwestia wygody, ale w takim "prostym domu" unikałbym elementów automatyki typu brama garażowa, brama wjazdowa. Wydaje mi się, że poczciwe zawiasy mogą dobrze spełniać swoją rolę tak jak do tej pory.

      Usuń
    3. W Toskanii też bym chyba zrezygnowała z garażu :) W Polsce? Mogła bym bez niego żyć, aczkolwiek myślę że wpływa on na długość życia samochodu... Przechowywanie w nim opon, płynów i smarów również ma sens, bo przydają się "pod ręką" a lepiej nie wozić ich ze sobą, bo pusty bagażnik to mniej zużytego paliwa. Jestem jednak przeciwna wszelkiej maści "graciarniom". Przestrzeń, która nie należy do nikogo sprzyja zagracaniu domu. Dużo praktyczniej jest w mojej opinii trzymać rzeczy pod ręką, a jeśli coś jest mi nie potrzebne, to łatwiej jest mi się tego pozbyć, gdy mam to na co dzień na widoku.
      http://wystarczy-mniej.blogspot.com/2015/01/minimalista-w-rodzinie.html

      Usuń
  13. Chyba ściągnęłam ten i poprzedni post myślami! Sama jestem zwolenniczką małych przestrzeni i dlatego planuję budowę małego domu. Oczywiście kiedy mówię komukolwiek o tym, to każdy myśli, że chodzi mi o 100m2. Ja planuję budowę domu o powierzchni użytkowej 47m2 (zabudowy 62m2). Taki będzie idealny, tym bardziej, że znalazłam projekt, który całkowicie spełnia moje oczekiwania, przy takim metrażu jest w nim salon, kuchnia, łazienka i trzy małe pokoje (w sam raz na sypialnię, garderobę - nie chcę szaf w innych pokojach i pokój gościnny). Nie wyobrażam sobie budować ogromnego domu, bo i po co? Mały dom jest tańszy w budowie, w utrzymaniu, ogrzaniu, łatwiej jest go posprzątać. Jesli ograniczymy rzeczy (ja nie mam z tym problemu, no może poza ubraniami), to spokojnie wszystko się mieści. Mogłabym kupić miałe mieszkanie, ale nie wyobrażam sobie, żeby mieszkać w bloku, nigdy nie czułabym się tam jak u siebie. Lubię spokój, ciszę i zieleń. Pojawia się też pytanie o to, czy w takim dom będzie się komforotowo mieszkać, czy nie będzie ciasno. Oczywiście wszystko zależy od tego ile osób ma w nim mieszkać. Ja jestem sama, jesli kiedyś się z kimś zwiążę, to i tak miejsca wystarczy. Dzieci nie planuję, ale nawet gdyby, to z dzieckiem też byśmy się pomieścili. Małe domki to moim zdaniem doskonałe rozwiązanie, to nie muszą być brzydkie klitki, wszystko zależy od projektu. Niestety u nas panuje tradycja budowania wielkich domów, dlatego trudno znaleźć ciekawy projekt małego domu, ale coś już powoli się zmienia w tej materii. Dla zainteresowanych wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło projekty domu do 50m2 lub 60 m2 i powinno coś fajnego się pojawić.






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek rzeczywiście niewielki! Podoba mi się koncepcja pomieszczeń bez szaf :) Trzymam kciuki za realizację projektu.

      Usuń
  14. Sama się dziwię, bo przy tak małym metrażu jest tak dużo pomieszczeń, ale w projekcie podają, że pow. użytkowa to 47m2 więc chyba wiedzą co robią ;-). Pomieszczenia bez szaf to mój absolutny wymóg, nie chcę szaf w salonie, korytarzu, sypialni, od tego będzie garderoba, gdzie zmieszczę nie tylko ubrania, buty, torby, ale też pościel, koce, ręczniki, sprzęty do prasowania, itd. Oczywiście szafki w kuchni to co innego. Chodzi mi tylko o szafy, które większość z nas ma w swoich domach, ulokowane w każdym możliwym miejescu. Przynajmniej ja tak mam w domu rodzinnym, bo gdzieś trzeba ciuchy upchnąć. W salonie będę miała kanapę, stolik kawowy i telewizor na ścianie, ewntualnie mebel pod telewizor, w sypialni tylko łóżko i nocny stolik, a w garderobie szafy i toaletkę do makijażu i przechowywania kosmetyków. Przedmiotów jak najmniej, do dekoracji świece i cięte kwiaty w wazonie, żadnych pierdółek, wystawek ze słoników, czy obrazków. Przestrzeń mała, ale nie będzie zagracona. Oprócz tego obowiązkowo musi być (i w projekcie jest) taras, gdzie latem będzie można wypić kawę i posiedzieć na powietrzu. A na działce zamierzam mieć mały warzywny ogródek i małą szlarenkę za domem :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam mocno kciuki za realizację projektu. Tak naprawdę przecież w domu poruszamy się po niewielkiej powierzchni. Współczesne mieszkania/domy są takie duże, bo konsumpcjonizm popycha do gromadzenia rzeczy niepotrzebnie i ponad miarę. A wystarczy się tylko zastanowić nad zakupem kolejnej rzeczy...

      Usuń
    2. Wiesz, dużo osób budujących małe domki opisuje w internecie jak powstawały. Z komentarzy wynika, że ciężko o wiedzę budowlaną w tym zakresie, więc może to dobry pomysł na posta? Ja tak czy siak jestem bardzo ciekawa, i chętnie zobaczę zdjęcia ;)

      Usuń
  15. Witam
    bardzo ciekawy artykuł. Jestem fanem małego budownictwa "na miarę". Dla mnie prawdziwymi mistrzami takiego budownictwa są Skandynawowie. W dawnych czasach studenckich z wielką zazdrością podglądałem ich domy budowane w ciągu 4-5 tygodni. Te "krasnoludkowe" domy były budowane dla ich mieszkańców a nie gości czy na pokaz. (dla gości ciekawą rzecz przygotował mój znajomy- w rogu działki postawił domek letni na kształt domku campingowego) Co więcej ogrzewane "kozą" dawały sobie radę z surowym północnym klimatem.
    Mam taki projekt domu , który chciałbym zbudować (nie będę podawał nazwy, żeby nie być posadzonym o reklamowanie czegoś). Mój dom to będzie tak naprawdę duże mieszkanie. Moje córki za chwile zaczną własne życie. Po co mi dom, który będzie pusty? Odrębna kwestią są koszty budowy. Ostatnio zacząłem sprawdzać różne technologie i jestem wstrząśnięty. Myślę , że żyjemy w bardzo drogim jednak kraju. Pozdrawiam wszystkich . Mirek z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny blog! Idea minimalizmu jest mi bliska, aczkolwiek łapię się często na nieprzemyślanych zakupach. Ale jakże miło jest pozbyć się nadmiaru rzeczy, uporządkować swoje otoczenie, a także swój umysł...

    A maleńkie domki uwielbiam i nawet sama o nich pisałam: http://ja-kira.blogspot.com/2014/01/malenkie-skromne-czarujace.html

    Ciekawe, czy można samemu zaprojektować swój dom. :)

    Pozdrawiam Autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za link - podobne wnioski! No i ciekawe projekty :)

      Usuń
  17. W temacie małych domków i mieszkań ;-) Fajny artykuł i film.

    http://stressfree.pl/minimalizm-prostota-w-czterech-scianach/

    OdpowiedzUsuń
  18. My mieszkamy w czwórkę w 50cio metrowym mieszkaniu, mamy dwa pokoje i moim zdaniem o dwa za mmało. . Strasznie sie tu meczymy.. problemem nie są rzeczy tylko brak osobnych kątów dla dzieci. Usypianie trwa nieraz trzy cztery godziny bo albo jedno budzi drugie albo za chwile na odwrót. ... czy możecie mi zdradzić sposob na uśpienia dzieciakow (lat 1 i 3) w takim malym domu? Jak wy sobie radzicie? Macie wszak więcej pociech do ogarnięcia niż ja :) ratujcie zanim zwariuję;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej, ciekawy wpis. Ostatnio bardzo interesuje się projektami właśnie takich mniejszych domków. Wiele ciekawych projektów widziałem tutaj na http://www.archeton.pl/projekty-domow-malych Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Prawa prostoty: Redukuj

Okazuje się, że niektórzy próbują wyodrębnić prawa prostoty. John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity" formułuje 10 takich praw. Pierwsze z nich, to:

Redukuj, ale rób to rozsądnie.

To dosyć oczywiste prawo prostoty – im mniej rzeczy posiadasz, tym żyje się prościej. Prawda to? Niezupełnie. Redukując możemy pozbawić nasze życie funkcjonalności. Zatem redukuj rozsądnie, próbując znaleźć złoty środek między funkcjonalnością a prostotą. Kiedyś, w przypływie energii, pozbyliśmy się miksera, znacznie ograniczając funkcjonalność naszej kuchni. Cóż, po pewnym czasie pożyczanie miksera od znajomych okazało się na tyle niewygodne, że postanowiliśmy kupić nowy. Czy wy także wpadliście w podobne minimalistyczne pułapki? Pamiętajcie zatem, aby nie stać się ofiarą nadmiernego minimalizowania. Ale inny, pozytywny, przykład: kupując nową pralkę wybraliśmy celowo jak najprostszy model, wyposażony w dość niewiele funkcji w stosunku do innych pralek, które miały uwodzić mnóstw…