Wszystkiego doświadczaj, ale....


Całkowicie ddciąć się od zgiełku, iść spać o 22ej, porzucić technologię, wyrzucić pomadkę do ust w kolorze fuksji, przesiąść się na rower i omijać szerokim łukiem McDolands’a.
Wydawałoby się, że w każdym z tych punktów, prawdziwy minimalista przytaknie ruchem głowy. A ja jednak jestem za doświadczaniem. Przywilej poznawania nowych rzeczy, niewiedzy, popełniania błędów w celu dokonania dobrych wyborów, nie powinien należeć  jedynie do dzieci i nastolatków.
Jako ludzie zmęczeni nadmiarem (dźwięków, bodźców, pracy, barw, posiadania) szukamy wewnętrznego kąta, który nas ukoi, pozwoli wrócić do równowagi.
A jednak jestem za doświadczaniem. Wiecie, że dopiero 2 lata temu zjadłam pierwszego w moim życiu hamburgera?! Z 3 lata temu wypiłam po raz pierwszy Whiskey. Nie będę sięgać pamięcią do pierwszego piwa i papierosa, to nieistotne. Istotne jest natomiast, czego się dzięki temu wszystkiemu dowiedziałam.
Do dziś doświadczam rzeczy, bo wychodzę poza ramy mojego bezpiecznego, wybranego, pomalowanego na biało świata. Robię to zarówno dla siebie; żeby poszerzać swoje horyzonty, żeby pozwolić światu na zadziwianie mnie, jak i dla innych; żeby móc powiedzieć „Wiem, co czujesz. Też to przeżyłam”, „Wiem, o czym mówisz. Sama próbowałam”.

„Wszystkiego doświadczajcie, ale tego co dobre się trzymajcie” (1 Tes.5,21) Znalazłam już to, czego potrzebuje moja dusza i to moja baza, moja trampolina, od której się odbijam, by zobaczyć i doświadczyć czegoś innego. Żeby móc wybrać  to, co dla mnie dobre, budować cały czas  swojego wewnętrznego człowieka. A wybieram cały czas, nie zatrzymuję się.
Wypróbowałam ostatnio cienie do powiek w kolorach reggae i od razu przypadły mi do gustu. Z Whiskey spotkałam się po raz pierwszy i ostatni. Hamburger – tak, ale tylko ten na Starym Rynku i niezbyt często, bo jednak wolę coś mniej zapychającego.
Przechodziłam przez wszystkie pomysły na kolory ścian, by najlepiej poczuć się jednak w białych. Mieszkałam przy najbardziej ruchliwej ulicy w mieście i na dużym blokowisku, żeby stwierdzić, że to jednak nie dla mnie. Nasyciłam się centrami handlowymi, ale widzę i plusy: mogę połowę miasta przejść pod dachem centrum handlowego w moim mieście, nie narażając się na zmoknięcie czy zmarznięcie zimą.
Nie trzymam się sztywno reguł, ale i nie oszukuję samej siebie: doświadczam, żeby móc wybierać; mniej to, czego chcę, bardziej to, czego potrzebuję.
Jak to jest u Was? Wychodzicie czasem poza BIAŁĄ linię? : - ) Jeśli tak, to….po co?

Iwona
Motyw Kobiety






Bez czego da się żyć i z jakim skutkiem

Bez samochodu trudno obecnie żyć. Paradoksalnie łatwiej w dużym mieście niż na jego obrzeżach lub w małej mieścinie. Nawet jeśli nie mamy takich odległości do pokonania jak w Stanach, to z niektórych miejscowości trudno się wydostać bez swoich czterech kółek. Samochód mamy i my. Chociaż…. ja i tak 99% wypraw odbywam na rowerze, niezależnie od pory roku. Wielu moim znajomym nie mieści się to w głowie. Stale powtarzają, że „mnie podziwiają”. Za co?! Ja was, moi drodzy ziomale, podziwiam, że macie niezmordowaną determinację wyjeżdżania z garażu za każdym razem, gdy skończą się wam papierosy czy masło. I gdy z radością mówicie, że miesięcznie na paliwo wydajcie TYLKO 600 zł. Dziękuję, postoję. A raczej wsiądę na rower i odjadę.

Deszcz? Zima? Nic strasznego, naprawdę! Problem jest tylko, gdy leje jak z cebra, a ja muszę jechać do pracy. A pracuję z ludźmi. Wtedy, faktycznie, rezygnuję i niepocieszona dreptam z parasolką na autobus.
Tak, kolejny niepoważny pomysł dorosłego człowieka. Jazda autobusem nie jest aż tak straszna jak można sobie wyobrazić! Nie trzeba kierować samemu i denerwować się w korkach, ani płacić 600 zł/mies., tylko 88 zł za miesięczny na wszystkie linie. Wsiadasz i nic cię nie obchodzi!

Auto czasem się psuje. Też tego doświadczyliśmy. Plus jest taki, że mąż ma blisko do pracy – i na nogach, jakby chciał, zajdzie w  25 minut. Ma rower, potrafi się nim obsługiwać, więc sobie poradzi jakby co. Ma też brata w domu obok, któremu zwykle auto nie psuje się wtedy, kiedy nam, a pracują w jednej firmie. Zakupy…. To też u nas nie problem. Bo wiecie: jestem ja i rower. A rower ma duże sakwy na taką okoliczność. Ja jestem jak ten chłop z lasu, współczesny drwal – dam radę.

Ale mąż z auta w ogóle to nie zrezygnuje. Wyjątkowo czujny się robi, gdy rozmowa schodzi na ten temat. Nie i koniec, bo auto też się przydaje. Tak po cichu przyznaję mu rację – fakt, przydaje się. A to nasze przydałoby się już wymienić. Tak nam puściły wodze fantazji, żeśmy powzięli postanowienie na naszą miarę: zostawimy tego rzęcha „w razie czego”, a kupimy sobie po motorze. Jak już uzbieramy. Bo żadnego kredytu! Bez kredytu też się obejdzie.


Ostatnio pewna blogerka napisała, że pozbyła się telefonu komórkowego. Mnie jednak taka decyzja przerasta. W telefonie upatruję wielkiego uproszczenia. Okej, wychowałam się w czasach (rocznik 82.), gdy ze znajomymi i sympatiami trzeba było umówić się raz a dobrze albo dzwonić z budki. Ale wszyscy tak żyli. Tak jak dziś wszyscy żyją z komórkami. Można to porównać: gdyby ktoś wtedy miał komórkę i chciał wysłać sms do kogoś, to miałby bardzo okrojone grono posiadaczy komórki. W TAMTYCH czasach byłby skazany na porażkę.

Dwa razy ostatnimi czasy umówiłam się  tak „raz a dobrze”. Skończyło się na tym, że po krążeniu przez godzinę w miejscu spotkania, wróciłam do domu, kolega też.  Do tej niepocieszającej sytuacji nie doszłoby, gdyby jemu nie padła bateria w telefonie. Za drugim razem: gdybym wzięła swoją komórkę.

Raz z powodu braku komórki siedziałam pod domem przez 3 godziny do powrotu domowników – nie wzięłam klucza i…. telefonu. Z telefonem przeżyłam mnóstwo przygód! Do dziś płaczę ze śmiechu na wspomnienie niektórych. Bardzo doceniam telefon komórkowy. I wiem, kiedy odłożyć go na miejsce i spojrzeć w oczy drugiemu człowiekowi.


Komputer i Internet stały się poniekąd moimi narzędziami pracy oraz światem możliwości. Lubię pisać, lubię mieć kontakt z ludźmi, lubię się dzielić pomysłami. I to wszystko daje mi Internet. Jestem maniakiem komputerowym – szkoda, że nie mam żadnych talentów w kierunku informatyki – przynajmniej zarabiałabym na tej pasji ;-) A tak, siedzę za darmo, ale z radością. Przecież dzięki Internetowi odkryłam Wystarczy Mniej i …. Was wszystkich, Czytelników. Bardzo Was doceniam. Lubię, gdy dzielicie się swoimi pomysłami i myślami.

A Wy, bez czego potraficie się obejść? A bez czego….nie? Czy upatrujecie w technologii zagrożenie czy możliwości?

Pozdrawiam i życzę Wam wszystkim wspaniałego dnia


Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inn...

Etykiety

#diy #christmas #minimalizm aktywa i pasywa Bauman bezpieczeństwo blog bogactwo Boże Narodzenie brak telewizora cele centra handlowe codzienne decyzje Cykl co nam może pomóc Cykl dobre życie czas dobrowolna prostota Dominique Loreau drobne przyjemności dzieci dziesięcina edukacja Edukacja domowa Edukacja Finansowa Crown efekt Diderota efekt jojo efektywność energia elektryczna energia życiowa fachowcy finanse finanse osobiste gadżety gasingus pins gift voucher golenie gospodarstwo domowe gromadzenie przedmiotów gry losowe handel higiena I Komunia integralność finansowa jakość jałmużna kapitalizm kieszonkowe kłamstwo kolekcjonowanie komfort Komputer/internet konsekwencja konsumpcja konsumpcjonizm koń trojańskie koszty kredyty krwiodawstwo kryzys krzywa zadowolenia książki kuchnia lenistwo Leo Babauta Lotto media minimalizm mniej=więcej mocne strony motywy oszczędzania nadmiar rzeczy napoje nawyki niezależność finansowa ojcostwo oprogramowanie oszczędność oszędzanie pamiątki perfekcjonizm pieniądze pieniądze=życie planowanie plastik plus gsm początek podstawowe potrzeby poręczenie kredytu post potrzeby materialne poznawanie pożyczki prace w domu pranie prawo skupienia prezenty priorytety problem produkty produktywnośc przedmioty przepisy rachunki recenzje recesja reguła 90% reklama reklamy relacje z innymi rewolucja przemysłowa Richard Koch rodzice rodzina rower równowaga sąsiedzi skrupuły slow life solidarność sposoby na oszczędności spread stan posiadania styl życia szkoła śmieci Święta świętowanie TATA technika telefon telefon na kartę tempo życia Thoreau Tom Hodgkinson tu i teraz uczucia umiejętności uroczystości Voluntary Simplicity wakacje wartość netto wiara Wielkanoc Wielki Post wychowanie wydatki wykonanie wyspy szczęścia i sukcesu wyścig szczurów Your Money or Your Life zaangażowanie zabawki zabezpieczenia zadłużenie zakupy zaplanowana nieprzydatność zarabianie przez dzieci zasada Pareto zdrowe jedzenie zmywarka zobowiązania zużycie wody życie żywność