Przejdź do głównej zawartości

Bez czego da się żyć i z jakim skutkiem

Bez samochodu trudno obecnie żyć. Paradoksalnie łatwiej w dużym mieście niż na jego obrzeżach lub w małej mieścinie. Nawet jeśli nie mamy takich odległości do pokonania jak w Stanach, to z niektórych miejscowości trudno się wydostać bez swoich czterech kółek. Samochód mamy i my. Chociaż…. ja i tak 99% wypraw odbywam na rowerze, niezależnie od pory roku. Wielu moim znajomym nie mieści się to w głowie. Stale powtarzają, że „mnie podziwiają”. Za co?! Ja was, moi drodzy ziomale, podziwiam, że macie niezmordowaną determinację wyjeżdżania z garażu za każdym razem, gdy skończą się wam papierosy czy masło. I gdy z radością mówicie, że miesięcznie na paliwo wydajcie TYLKO 600 zł. Dziękuję, postoję. A raczej wsiądę na rower i odjadę.

Deszcz? Zima? Nic strasznego, naprawdę! Problem jest tylko, gdy leje jak z cebra, a ja muszę jechać do pracy. A pracuję z ludźmi. Wtedy, faktycznie, rezygnuję i niepocieszona dreptam z parasolką na autobus.
Tak, kolejny niepoważny pomysł dorosłego człowieka. Jazda autobusem nie jest aż tak straszna jak można sobie wyobrazić! Nie trzeba kierować samemu i denerwować się w korkach, ani płacić 600 zł/mies., tylko 88 zł za miesięczny na wszystkie linie. Wsiadasz i nic cię nie obchodzi!

Auto czasem się psuje. Też tego doświadczyliśmy. Plus jest taki, że mąż ma blisko do pracy – i na nogach, jakby chciał, zajdzie w  25 minut. Ma rower, potrafi się nim obsługiwać, więc sobie poradzi jakby co. Ma też brata w domu obok, któremu zwykle auto nie psuje się wtedy, kiedy nam, a pracują w jednej firmie. Zakupy…. To też u nas nie problem. Bo wiecie: jestem ja i rower. A rower ma duże sakwy na taką okoliczność. Ja jestem jak ten chłop z lasu, współczesny drwal – dam radę.

Ale mąż z auta w ogóle to nie zrezygnuje. Wyjątkowo czujny się robi, gdy rozmowa schodzi na ten temat. Nie i koniec, bo auto też się przydaje. Tak po cichu przyznaję mu rację – fakt, przydaje się. A to nasze przydałoby się już wymienić. Tak nam puściły wodze fantazji, żeśmy powzięli postanowienie na naszą miarę: zostawimy tego rzęcha „w razie czego”, a kupimy sobie po motorze. Jak już uzbieramy. Bo żadnego kredytu! Bez kredytu też się obejdzie.


Ostatnio pewna blogerka napisała, że pozbyła się telefonu komórkowego. Mnie jednak taka decyzja przerasta. W telefonie upatruję wielkiego uproszczenia. Okej, wychowałam się w czasach (rocznik 82.), gdy ze znajomymi i sympatiami trzeba było umówić się raz a dobrze albo dzwonić z budki. Ale wszyscy tak żyli. Tak jak dziś wszyscy żyją z komórkami. Można to porównać: gdyby ktoś wtedy miał komórkę i chciał wysłać sms do kogoś, to miałby bardzo okrojone grono posiadaczy komórki. W TAMTYCH czasach byłby skazany na porażkę.

Dwa razy ostatnimi czasy umówiłam się  tak „raz a dobrze”. Skończyło się na tym, że po krążeniu przez godzinę w miejscu spotkania, wróciłam do domu, kolega też.  Do tej niepocieszającej sytuacji nie doszłoby, gdyby jemu nie padła bateria w telefonie. Za drugim razem: gdybym wzięła swoją komórkę.

Raz z powodu braku komórki siedziałam pod domem przez 3 godziny do powrotu domowników – nie wzięłam klucza i…. telefonu. Z telefonem przeżyłam mnóstwo przygód! Do dziś płaczę ze śmiechu na wspomnienie niektórych. Bardzo doceniam telefon komórkowy. I wiem, kiedy odłożyć go na miejsce i spojrzeć w oczy drugiemu człowiekowi.


Komputer i Internet stały się poniekąd moimi narzędziami pracy oraz światem możliwości. Lubię pisać, lubię mieć kontakt z ludźmi, lubię się dzielić pomysłami. I to wszystko daje mi Internet. Jestem maniakiem komputerowym – szkoda, że nie mam żadnych talentów w kierunku informatyki – przynajmniej zarabiałabym na tej pasji ;-) A tak, siedzę za darmo, ale z radością. Przecież dzięki Internetowi odkryłam Wystarczy Mniej i …. Was wszystkich, Czytelników. Bardzo Was doceniam. Lubię, gdy dzielicie się swoimi pomysłami i myślami.

A Wy, bez czego potraficie się obejść? A bez czego….nie? Czy upatrujecie w technologii zagrożenie czy możliwości?

Pozdrawiam i życzę Wam wszystkim wspaniałego dnia


Komentarze

  1. No właśnie, nie popadajmy w paranoję, telefon choćby na kartę warto mieć i to taki, co ładuje się raz na tydzień, a nie każdego wieczora, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Technologia zdecydowanie ułatwia życie i nie widzę powodu dla którego miałabym rezygnować z jej dobrodziejstw. Kiedyś ludzie żyli w szałasach, bez prądu i wody. Radzili sobie, ale czy to znaczy, że mamy do tego wracać mając tyle możliwości? Moim zdaniem auto nie jest niezbędne, ale wygodnie jest je mieć, bo po prostu ułatwia życie. Kilka przykładów: 1. Większe zakupy- słabo widzę wożenie na rowerze albo noszenie zgrzewek wody mineralnej, kilogramy warzyw, owoców i innych produktów. Tym bardziej, że większe supermarkety są raczej z dala od osiedli i sam dojazd rowerem/autobusem bywa kłopotliwy, męczący, a na dodatek czasochłonny. 2. Odwożenie na dworzec/lotnisko najbliższych- jak lądują/startują samoloty każdy wie, do tego dochodzą bagaże. Dużo wygodniej jest mieć w rodzinie jeden samochód i kierowcę, na którego w takich sytuacjach można polegać. 3. Sytuacja awaryjna- chore dziecko, które natychmiast trzeba zawieść do lekarza. Posiadanie samochodu w tym wypadku to rzecz bezcenna. 4. Dojazd do pracy- pracując w biurze, gdzie wymaga się ode mnie nienagannego wizerunku słabo widzę siebie, zmachaną po porannym pedałowaniu, 8h przy biurku. Do tego kwestia czasu, który oszczędzam dojeżdżając autem. Bezcenne. 5. Weekendowe wypady za miasto, w dalsze okolice- bez auta jesteś usadzony, jeśli masz jechać przez pół dnia PKSem na Mazury to raczej zostaniesz w domu, bo zwyczajnie to się nie kalkuluje. Żeby nie było nie neguję czyiś wyborów, ale po prostu uważam, że są osoby, które zwyczajnie przesadzają z ascetyczną formą życia i wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że wcale go nie upraszczają, a węcz przeciwnie. Skrajności nigdy nie są dobre- ani w jedną stronę ani w drugą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dojeżdżam do pracy 8km. Nie jestem zmachana i spocona - jadę powoli. Zajmuje mi to 0,5h. Samochodem jest tylko niewiele szybciej.
      Samochód mam i używam go - to po prostu w niektórych sytuacjach niesłychana wygoda. Nie zrezygnowałabym też z komórki.
      Nie mam telewizora za to, ale to już chyba standard wśród minimalistów ;)

      Maga

      Usuń
    2. Umówmy się: każdy z nas wiedzie inny styl życia i też każda sytuacja jest inna. Z kolei z tymi dużymi zakupami- gdybym nie miała do dyspozycji samochodu, po prostu nie robiłabym dużych zakupów. Pewne wybory determinują kolejne :)

      Usuń
    3. Kiedyś nie miałem samochodu, a teraz mam. Koszty oczywiście wzrosły, ale nasze wypady za miasto są teraz częstsze, dalsze i ciekawsze. Jedzenie dla wiecznie glodnych nastolatków nosiłbym pewnie na raty w rękach, a teraz robię to raz a dobrze. Kłopoty z parkowaniem i korkami są, ale tylko tam gdzie jeżdżą wszyscyni wtedy kiedy wszyscy. Trzeba jeździć inaczej. ;-)

      Usuń
    4. P.S. Przeżyć można oczywiście bez żadnych wygód. Pytanie tylko, czy warto? Komfort kosztuje i ma swoje wady. Ale ma też dużo zalet.

      Usuń
    5. Nie mówię o wyrzekaniu się na siłę. Czasem człowiek po prostu bez czegoś żyje (np.ja-zmywarka) a inni nie mogą się temu nadziwić.

      Usuń
    6. Anonimowy: mam do pokonania podobną odległość, ale mój charakter pracy wymaga ode mnie oficjalnego wizerunku. Może i mogłabym się przebrać, ale już o odświeżeniu się nie ma opcji. Dlatego u mnie zwycięża samochód. Gdybym mieszkała bliżej miejsca pracy/miała mniej formalne zajęcie kto wie może też używałabym roweru jako środka lokomocji. Nie tyle z potrzeby minimalizmu, a dla zdrowia. Niestety na ten moment zupełnie nie wchodzi to w grę.

      Iwona blogerka: zgodzę się, każdy z nas wiedzie inny styl życia, dlatego opisałam sytuacje typowe ;) Zakupy robi każdy, dzieci też chorują, a na wycieczki za miasto większość również jeździ/chciałaby. Piszesz, że robisz mniejsze zakupy... Ok, a więc robisz zakupy albo codziennie albo kilka razy w tygodniu tracąc przy tym więcej czasu niż np.ja, która robi je raz w tyg. Kupujesz pewnie w osiedlowych sklepach, w których jest drożej. Hmm czy to jest nadal minimalizm? ;) Nie chcę przekonywać Cię do swoich racji, ale po prostu zrozumieć ;)

      Ojciec: w pełni popieram :)

      Usuń
    7. U mnie czasem też zwycięża samochód! Czasami wręcz, gdy nie mogę dostać się gdzieś samochodem to rezygnuję w ogóle z wyjścia z domu. Bywa i tak.
      Co do zakupów- ja mam dużo czasu, mogę machnąć na rowerze do najbliższego (ok.7 km) Kauflandu i z powrotem ;)
      Zakupy w sklepie osiedlowym też robię, a jakże! Czasem jest i drożej, ale ilu ciekawych ludzi można poznać w kolejce! Mnóstwo "przygód" i ciekawych rozmów zdarza mi się w osiedlowych sklepach, naprawdę!:-D A te, bezcenne!

      Usuń
  3. Bez telefon juz byloby ciezko... Ale bez samochodu jak najbardziej. Nigdy nie miałam auta - i jakos zyje, hihi ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez samochodu. Nie posiadam i posiadać nie chcę. Z telefonem czuję się bezpieczniej.
    A komputer, internet? Korzystam, sporo. jednakże wystarczy, że na wakacje wyjadę i zapominam o tych dobrodziejstwach np. na 2 tygodnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy wyjeżdżam na wakacje, też zapominam o kompie.Bez większego żalu :) No, chyba, że mam wyjątkowo nudne wieczory.

      Usuń
  5. Witam,mogę się obejść bez lodówki i telewizora,z auta korzystam sporadycznie raz na dwa trzy tyg ale jego brak utrudniłby mi zycie ( mieszkam na terenie mocno pagórkowatym więc rower nie jest najlepszym rozwiązaniem)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bez telefonu nie ruszam się z domu. Bez internetu nie wyobrażam już sobie życia. Ale od kilku miesięcy nie oglądam tv. Nie posiadam zmywarki. Samochód? Niezbędny przede wszystkim na zakupy i na wyjazdy. Łatwiej i szybciej-mieszkam na wsi. Kiedy tylko mogę wsiadam na rower, ale bardziej rekreacyjnie. Myślę, że tak naprawdę we wszystkim chodzi o to by zachować umiar i nie przesadzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja zmywarki też nie posiadam. I nie ma osoby, która by się temu nie dziwiła. Z przerażeniem.

      Usuń
    2. O tak, ludzie się dziwią. A ja zmywać lubię i zakup zmywarki mi nie grozi. :-)

      Usuń
  7. Witam,mogę się obejść bez lodówki i telewizora,z auta korzystam sporadycznie raz na dwa trzy tyg ale jego brak utrudniłby mi zycie ( mieszkam na terenie mocno pagórkowatym więc rower nie jest najlepszym rozwiązaniem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to. Wiele razy mieszkałam w takich miejscach....

      Usuń
  8. "rower to świat"... też w przeważającej ilości poruszam się na rowerze... jak nie da rady, to komunikacja miejska... fury używam tylko, gdy na prawdę nie ma już innej opcji...
    przed komórą długo się broniłem... zaznaczam, że przed komórą do celów prywatnych... bo do pracy /zarabiania pieniędzy/ szybko przyswoiłem ten wynalazek... a potem jakoś już tak samo poszło...
    nadal jednak Nokia Classic... klikać konkretnie, a nie jakieś tam macanie po ekranie...
    internet?... okay, naprawdę znakomita koncepcja... zresztą bloggin' to moje hobby... ale zero fejsbukowania i takich innych pierdoł... tu postawiłem sobie wyraźne granice i jest mi z tym świetnie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Technologia w wielu sytuacjach bardzo ułatwia życia ale warto jest sie opamiętać w porę. Ani telefon ani komputer nie są złymi rzeczami. Niestety ale coraz częsciej dużo osób ma tendencję do spędzania przed nimi coraz większej ilości wolnego czasu.
    Co do telefonu komórkowego/.... Obecnie jeśli pracuje się w dużej firmie faktycznie nie można bez niego żyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko można wykorzystywać w sposób wartościowy lub nie :) Ale auto mamy zamiar zamienić i tak na skuter (ja) i motor (mąż); mniejsze koszty, większa wolność :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bez samochodu żyję całe życie, choć nie mówię, teraz gdy się przeprowadziłam do większego miasta przydałby się czasami:)
    Co do komórki to się zgodzę. Powinno się mieć choćby po to by móc załatwić jakieś sprawy, czy kontakt z najbliższymi (w moim przypadku to bardzo potrzebne, bo do mamy dzwonię bardzo często, odkąd się wyprowadziłam)
    internet... jest łatwiej i w ogóle więcej możliwości, ale często mnie denerwuje. Zwłaszcza, gdy chcę pogadać z chłopakiem, a on siedzi sobie na fejsiku... To co... napisać mam do niego, mimo ze siedzi obok? xD Uzależnić idzie się bardzo łatwo... "
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mogę żyć bez telefonu komórkowego. Ale inni ludzie nie i to praktycznie jedyna droga kontaktu z nimi. Gdyby nie to (i zegarek) to już dawno bym go nie miała ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie samochód jest niezbędny, bo choć do pracy nie mam jakoś bardzo daleko, to autem dojeżdżam w 10 minu. Autobusem, w tloku, zgiełku i upale trwałoby to ok. 40 minut, więc jednak podziękuję. Telefon też jest przydatny, często niezbędny, choć i ja wychowałam się w czasach gdy o komórkach jeszcze nikomu się nie śniło (rocznik '80). Komputer i Internet to i moje narzędzia pracy, bardzo ułatwiają życie, ale wiem, kiedy się odłączyć i poświęcić czas na inne, znacznie ważniejsze sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mieszkam pod Warszawą w dobrze skomunikowanych Ząbkach. Prawko zrobiłem, aby mieć kolejną kartę przetargową w swoim CV. Do czasu...

    Jeździłem najpierw pociągami... do czasu, gdy zlikwidowano 1 strefę w Ząbkach i bilet podrożał dwukrotnie.
    Jeździłem autobusem... do czasu, gdy przez 2 tygodnie autobus spóźniał się 1h ( nie było remontów dróg) a w dniu w którym czekałem na niego w deszczu bez parasola 2h, podjąłem decyzję... kupuję samochód.

    Fakt opłaty są większe, paliwo, ew. naprawy, ale przestałem się spóźniać do pracy, przestałem marznąć na przystanku i ściskać się na sardynkę z ludźmi. Coś za coś.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć