Przejdź do głównej zawartości

Wczesne wstawanie

Henry Thoreau poświęcił wiele uwag na temat wczesnego rozpoczęcia dnia, które traktował jako element reformy moralnej:

Każdy ranek zachęcał mnie radośnie, abym żył równie prosto i powiedziałbym – niewinnie jak sama Natura. Jutrzenkę wielbię podobnie żarliwie jak Grecy. A zatem wstawałem wcześnie i kąpałem się w stawie; ten z gruntu religijny obrzęd to jedna z najistotniejszych czynności, jakie wykonywałem. Wraz z rankiem powraca epoka herosów.

Czuwać to znaczy żyć. Jeszcze nigdy nie spotkałem człowieka, który byłby całkiem rozbudzony. Musimy się uczyć budzenia na nowo i przytomnego czuwania nie za pomocą środków mechanicznych, lecz przez oczekiwanie świtu.

Współczesny orędownik minimalizmu Leo Babauta jako jedno ze swoich życiowych osiągnięć wskazuje wczesne wstawanie:
In order to get my running in, I decided to start waking early. I did it slowly, and once I began waking early, I began to discover the joys of the quiet morning hours. I get so much more done in the morning — not work, but working on my goals.

Babauta  wstaje o godz. 4.30 i nazywa to "szczęśliwym kompromisem"!

Chcącym pójść w ślady Thoreau lub Babauty przytaczam za tym ostatnim kilka prostych wskazówek:

1. Nie rób drastycznych zmian - przesuwaj czas wstawania o 15-30 minut i przyzwyczajaj się przez kilka kolejnych dni przed kolejną zmianą

2. Pozwól sobie na wcześniejsze pójście spać, nawet jeżeli nie czujesz się zmęczony, poczytaj w łóżku książkę

3. Połóż swój budzik z dala od łóżka - trudniej go będzie wyłączyć

4. Wstając nie staraj się racjonalizować ponownego pójścia do łóżka

5. Raz w tygodniu pozwól sobie na dłuższy sen

6. Uczyń z wczesnego wstawania nagrodę - znajdź coś przyjemnego dla siebie, co stanie się częścią porannej rutyny jak np. czytanie książki przy filiżance kawy

7. Nie zmarnuj tej godziny czy dwóch, który zyskałeś na wczesnym wstawaniu

8. Ciesz się świtem, podziwiaj budzący się dzień! 

Przyznam się Wam, że  od pewnego czasu uważam wieczory za mocno przereklamowane… Po położeniu dzieci często nie mam sił na nic konstruktywnego. Mimo to, zamiast iść spać, zaczynam pisać, czytać, przeglądać internet i… zarywam noc. W tym roku zamierzam wygospodarować czas dla siebie (na pisanie, czytanie, modlitwę, itp.) wcześnie rano!


Walden Pond

Niewiele należy oczekiwać od dnia (…) jeśli nie budzi nas własny duch, tylko jakiś sługa mechanicznie trącający nas łokciem, jeśli nie budzi nas – zamiast syreny fabrycznej – własna świeżo zyskana siła wewnętrzna i pragnienie działania, i, przy akompaniamencie falującej niebiańskiej muzyki, odurzający zapach powietrza. Jeżeli nie wstajemy rano po to, ażeby rozpocząć życie lepsze niż poprzedniego dnia.


***
Kto z Was, jak Babauta, zalicza poranne wstawanie do życiowych osiągnięć? O której godzinie wstajecie, a o której chcielibyście lub zamierzacie wstawać? A może wprost przeciwnie: bardziej cenicie sobie siedzenie do późna w nocy?

Komentarze

  1. Należę do tych, którzy wczesne wstawanie uważają za sukces. Staram się wstawać o 5:30, wiosną i latem o 5 rano. Ostatnio troszkę mi się to rozmyło, głównie przez przeziębienie- za uniwersalne lekarstwo uważam dużo snu w miejsce dużej ilości leków.
    Uwielbiam wstawać rano. Chętnie bym przesunęła tę porę na 4:30, niestety często nie mam opcji położyć się spać przed 23. Dla mnie ważne jest, aby godzina pobudki była regularna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstaję dość wcześnie, bo przed pracą idę na Mszę oraz modlę się (m.in. odmawiam brewiarz). Nie jest łatwo, zwłaszcza zimą, ale o żadnej innej godzinie modlitwa nie jest tak owocna. Głowę ma się jeszcze wolną od całodziennych obciążeń i zupełnie inaczej mija dzień, gdy zaczyna się go z najważniejszą Osobą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Komuś, kto planuje dopiero wcześniejsze wstawanie polecam rozpoczynać tę praktykę wcześniejszym pójściem do łóżka...
    Wówczas łatwiej rano wstawać.
    Dużo trudniej praktykować wczesne wstawanie na ciagłym niedospaniu :)
    Teraz wstaję 4:30-5:00 latem wcześniej no ale uczciwie przyznać muszę, że odsypiam godzine w ciagu dnia.
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja ciągle nie mogę nauczyć się wczesnego wstawania, choć wydaje mi się ono właściwe, bo dłużej korzysta się z naturalnego światła i dzień jakoś tak wolniej mija. Myślę, że moim problemem jest długie przesiadywanie w nocy - wydaje mi się, że wtedy jestem efektywniejszy, niż rano, ale to pewnie tylko próba tłumaczenia sobie, dlaczego długo śpię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj zacząć od wcześniejszego kładzenia się...
      Z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś "nauczy się" wcześniej kłaść do łóżka wówczas dużo łatwiej mu wcześniej wstawać :)
      Niby logiczne, ale... ;)
      Roman

      Usuń
  5. Lubię wstawać rano - na co dzień jest to 6.00, latem wolę wcześniej. Sen traktuję również jako lekarstwo i sposób na urode:) Też uważam, że najlepiej po prostu kłaść się wcześniej. W sobotę budzę się naturalnie i wstaję kiedy chcę, nawet o 9.00. Nie zarywam nocy, to niezdrowe i absolutnie mi nie służy i już na szczęście nie muszę przystosowywać się do tej części bliskich, którzy uwielbiali Polaków nocne rozmowy.
    Ada

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie wczesne wstawianie to żaden problem, a ostatnio to nawet przyjemność, bo 5.00 do 6.00 to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mam czas tylko dla siebie. Lubię tę poranną ciszę, kiedy mogę poćwiczyć, nadrobić różnego typu zaległości i trochę psychicznie odpocząć. Myślę, że każdy młody rodzic docenia tego typu czas :) Jestem typowym skowronkiem i preferuję tworzyć w dzień, uważam, że noc jest do spania i nie jest mi jakoś głupio z tym, że czasem kładę się spać o 21 ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś będzie mi dana możliwość wczesnego wstawania. Na razie budzę się, zwykle przed mechanicznym urządzeniem do tego służącym - przed szóstą. Och gdybym mógł chodzić spać wcześniej!! Niestety moja żona to z charakteru sowa więc trochę nam w tym dążeniu nie po drodze. Inne obowiązki też nie sprzyjają wczesnemu zasypianiu.
    Pracowałem wiele lat na zmiany, również w nocy, więc wiem jakie to nienaturalne i wyniszczające.
    Oglądać świt - to moje pragnienie. Nie tracę nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim marzeniem jest wstawanie wcześniej, ale wiem, że nie będzie to możliwe dopóki nie nauczę się wcześniej chodzić spać... Ale tak lubię wieczory, kiedy moje chłopaki (mąż i syn) już śpią, a ja mogę zająć się swoimi robótkami ręcznymi (jestem rękodzielniczką) czy też w spokoju poczytać...

    OdpowiedzUsuń
  9. Od poniedziałku do soboty wstaję o 6. Dzień zaczynam półgodzinną medytacją, potem - jak tylko zacznie szarzeć - wychodzę do lasu na nordic walking z psem. Po powrocie celebruję śniadanie (nie w sensie rozpasania, ale raczej powolności) i dopiero biorę prysznic (chociaż do prawdziwej celebracji może powinienem zmienić kolejność tych czynności ;)). No ale mogę sobie teraz na to pozwolić, bo mam własną działalność i poranki/przedpołudnia mam raczej spokojne.
    Jedynym dniem, gdy wstaję później (o godz. 7), jest niedziela. Wtedy wszystko przebiega jeszcze wolniej.

    Wcześniej miałem 2-3 letni epizod wstawania o 4:30. Zimą to było wykańczające... Zasypiałem już w drodze do pracy, a wieczorem odpływałem już o 19-20. Nie wspominając o tym, że ówczesne wstawanie było w pędzie: prysznic, króciutka medytacja, szybkie śniadanie, szybki spacer z psem i pędem na przystanek.
    Więc zero powolności, zero celebracji - nic tylko pęd i zmęczenie. Tak nie warto.
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  10. To do czego dążę:
    pobudka 5.00, modlitwa i medytacja, bieganie, śniadanie dla wszystkich, rowerem do pracy :-)
    Rzeczywistość:
    wstaję 5-5.30, krótka medytacja/modlitwa, szykowanie śniadania dla wszystkich, do pracy (teraz auto).

    Jest nad czym pracować :-)
    Generalnie jestem rannym ptaszkiem, lubię wstawać rano - wiosną/latem gdy widno i słychać ptaki, jesienią/zimą gdy cisza i spokój. lubię rano znaleźć czas aby coś poczytać ew. napisać jak teraz.

    Nie lubię zarywać nocek. Ideał wieczorny to taki aby o 22 skończyć wszelkie obowiązki domowe i czas dla siebie na czytanie, modlitwę, rozmowę z żoną i o 22.30 spać.

    Często się zastanawiam nad idealnym podziałem 24h - 8h sen, 8h praca, 8h czas dla siebie/rodziny.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomaszu, a nie za dużo sobie "zadajesz" na to rano?
      Jaki sen ma wstanie wcześniej tylko po to, by niemal natychmiast zacząć "gnać"?
      Może sie mylę, ale czy za ideą bardzo wczesnego wstawania nie leży przypadkiem znalezienie czasu na powolność?
      Roman

      Usuń
    2. Właśnie tyle albo aż tyle :-). To jest optimum na start bez pośpiechu. Obecnie wychodzimy z domu ok.7.25. Prawie 2h to wystarczająco dla mnie na te rzeczy.
      Zgadzam się z Tobą co do "powolności" dlatego taki scenariusz, który mam przećwiczony od ponad 5 lat.
      A to że nie wychodzi zawsze to nasza natura ;-). Nawet jeśli będę biegał to nie codziennie.

      Usuń
  11. Nie napisałeś o której Ty wstajesz, a to ciekawy przykład byłby dla mnie akurat. Babauta jest twardzielem, 4:30 to dla mnie szaleństwo na ten moment. Ale kto wie, może przewróci mi się kiedyś wszystko do góry nogami :)
    Sama bardzo chciałam wcześniej wstawać, właśnie po to, żeby mieć chwilę dla siebie. Niestety, nie ma nigdzie żadnych rad dla mam, których dzieci niezależnie od pory wstają razem z nimi. Chyba mnie wyczuwają jakoś, bo zaczęłam wstawać o 6 i cała trójka budzi się teraz w tych okolicach. Aż się boje nastawić budzik na 5...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałem przymierzam się do wcześniejszego wstawania, ale trudno zrezygnować mi z wieczorów i koło się zamyka. Wstaję 6.30/7.30, śpię ok. 5/6 godzin. Nie jestem najlepszym przykładem, jeśli na to liczyłaś. Ogólnie moja "reforma" sprowadza się do wydłużania doby przez minimalizowania długości snu, który nadrabiam w podróżach pociągiem do pracy... Mam nadzieję, że wiosną dłuższe dni i piękniejsze poranki podziałają dopingująco!

      Usuń
  12. Podoba mi się cytat na końcu tego postu ("Niewiele należy oczekiwać..."), bo ujmuje on sendo sprawy i nie tylko jeśli chodzi o wstawanie. Na przykład, często spaceruje trasami nawiedzanymi przez biegaczy i czasem zastanawia mnie ten wyraz twarzy wielu z nich, tak jakby nienawidzili tego że biegną bo ich to strasznie męczy, ale biegną bo uwierzyli, że powinni. To samo z wczesnym wstawaniem.

    Pozdrowienia od Starego Lenia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Prawa prostoty: Redukuj

Okazuje się, że niektórzy próbują wyodrębnić prawa prostoty. John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity" formułuje 10 takich praw. Pierwsze z nich, to:

Redukuj, ale rób to rozsądnie.

To dosyć oczywiste prawo prostoty – im mniej rzeczy posiadasz, tym żyje się prościej. Prawda to? Niezupełnie. Redukując możemy pozbawić nasze życie funkcjonalności. Zatem redukuj rozsądnie, próbując znaleźć złoty środek między funkcjonalnością a prostotą. Kiedyś, w przypływie energii, pozbyliśmy się miksera, znacznie ograniczając funkcjonalność naszej kuchni. Cóż, po pewnym czasie pożyczanie miksera od znajomych okazało się na tyle niewygodne, że postanowiliśmy kupić nowy. Czy wy także wpadliście w podobne minimalistyczne pułapki? Pamiętajcie zatem, aby nie stać się ofiarą nadmiernego minimalizowania. Ale inny, pozytywny, przykład: kupując nową pralkę wybraliśmy celowo jak najprostszy model, wyposażony w dość niewiele funkcji w stosunku do innych pralek, które miały uwodzić mnóstw…