Przejdź do głównej zawartości

Łapy, łapy, cztery łapy...

Od tygodnia mamy psa!

Od bardzo dawna na propozycję posiadania psa odpowiadaliśmy dzieciom, że mieszkając w bloku nie mamy warunków na trzymanie czworonoga. W międzyczasie u niektórych sąsiadów pojawiły się zwierzęta. A w nas odżyły wspomnienia: Żona w dzieciństwie miała jamnika, moje ograniczały się do pragnienia i stanowczego "nie" rodziców, argument podobny: mieszkanie w bloku.

Ale po to są różne rasy i rozmiary, aby poradzić sobie z problemem ograniczonej -ale przecież nie tak bardzo (87 m2)- przestrzeni.
Dzieci rosną, ani się obejrzymy jak zabiorą w świat własne doświadczenia dzieciństwa - m.in. posiadania psa lub jego braku. Nie chcę przez to powiedzieć, że własny czworonożny pupil to rzecz niezbędna. Ale obserwując zabawy dzieci (naszych i cudzych) z psami znajomych zauważyliśmy wiele pozytywnych zmian w usposobieniu (tych pierwszych): większa spontaniczność, otwartość, pewność siebie. Więcej zabawy i radości, w ogóle pozytywnych uczuć. Oczywiście okazja do opieki i troski.

Więc w końcu daliśmy się przekonać, co w sumie nie było aż takie trudne.

Na początku przeglądaliśmy w internecie oferty sprzedaży psów rasowych. Nie zdawałem sobie sprawy ile potrafią kosztować szczeniaki "z rodowodem"! Zwyciężył zdrowy rozsądek. W końcu wybraliśmy się do pobliskiego schroniska, w którym właściwie od razu wpadł nam w oko pies (rasy kundel) w sam raz dla naszej rodziny: średnich rozmiarów, młoda, energiczna, pozytywnie nastawiona i ciekawa świata suczka. Po rozmowie adopcyjnej i wzięciu na siebie kilku zobowiązań pies, ku radości domowników dużych i małych, znalazł się w domu.

Opcja zabrania psa ze schroniska to rozwiązanie ekonomiczne (żadnych opłat) i na pewno wielkoduszne: wizyta w schronisku to przykry widok psów porzuconych, opuszczonych, sponiewieranych, które na pewno odwdzięczą się za ich przygarnięcie i udomowienie.

Niekiedy właściciele psów adoptowanych zwolnieni są z podatku od posiadania psów. Schronisko, skąd zabraliśmy psa, pokrywa też koszty obowiązkowej (warunek adopcji) sterylizacji, a to znaczny wydatek (150-400 zł). Tak czy inaczej oprócz korzyści pojawiają się dodatkowe koszty w budżecie. Tabela naszych wydatków poszerzyła się o kategorię "pies", a w niej wydatki na jedzenie, weterynarza, szczepienia, wyposażenie. Mamy jednak nadzieję, że zwierzak odpłaci nam swoimi uczuciami z nawiązką!

Komentarze

  1. Piekna suczka i wygląda jakby miała bardzo porzadny psi charakter :-) Na pewno uszczesliwi dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po 3 psach wychowywanych od szczeniaka mieszka teraz z nami od 3 miesięcy sunia 9-letnia zabrana ze schroniska. Miłość od pierwszego - internetowego, bo tam ją wypatrzyłam - wejrzenia. Wzajemna:)
    Mieliśmy lekki dylemat co do jej wieku, ale każdy dzień spędzony z nią potwierdza trafność tej, podjętej sercem, decyzji.
    Życzę Wam wielu radości z dzielenia życia z psem!

    OdpowiedzUsuń
  3. wychowałem się w 4 osobowej rodzinie na 48 metrach w bloku i odkąd pamiętam miałem jednego a później po dwa średnie kundelki i jakoś dawaliśmy rade. Podstawa to długie spacery i pies jest zadowolony nawet w małym mieszkaniu. Musze jednak przyznać ze obserwując te same psy mieszkające na działce (moi rodzice wyprowadzili się do domu poza miastom) widzę ze tam jest im lepiej. Najlepsze ze te spacery tak wszystkim weszły w krew ze ja po zostaniu sam w domu jeszcze miesiąc musiałem wyjść ok 21 na dłuższy spacer bo czegoś mi brakowało :)
    Osobiście uważam ze wychowywanie dzieci ze zwierzętami ma same zalety od nauki odpowiedzialności po stały ruch fizyczny dzięki spacerom.
    Teraz ze swoją partnerką mam 3 koty ale od dawna zgodziliśmy się ze mając już dzieci w odpowiednim wieku weźmiemy ze schroniska jakiegoś psa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez wątpienia pies uaktywnia wszystkich domowników: ja sam byłem już trzy razy na spacerze z psem w pobliskim lesie, a ostatnio zawsze jakoś jakoś było mi "za daleko". Dzięki temu mam okazję podziwiać resztki złotej jesieni. Akurat lubię krótkie spacery po okolicy (do 15 minut) na zebranie myśli, więc nie będę musiał zmieniać nawyków. A po takim wieczornym (u nas ok 22.00) przewietrzeniu głowy lepiej się śpi :)

      Usuń
  4. Nie jestem zwolennikiem trzymania zwierząt w domu. Ale zdecydowanie wychowaniu dzieci sprzyja zwierze. Sam miałem psa, choć nie w domu. (dom na wsi) To jest ulotne, ale działa. Dzieci uczą się łagodności, przywiązania, uczuć. Pies, niby zabawka w oczach dziecka, ale potrafi się "odgryźć" Szczególnie przy wychowaniu jedynaka zwierze jest konieczne. Zaczynam obserwować - mądry blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie witam na blogu. Faktycznie, sam jestem jedynakiem i taki czworonożny przyjaciel bardzo by mi w dzieciństwie pomógł. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Pies, tzn. suczka śliczna. Takie na mnie zrobiła wrażenie, jak wczoraj przeczytałam wpis, że aż mi się w nocy przyśniła. W dzieciństwie bardzo pragnęłam mieć psa, ale rodzice odmawiali. Mieszkałam z nimi sama, bo moja starsza o 13 lat siostra szybko wyprowadziła się z domu, jak byłam w 3 klasie podstawówki. Wychowywałam się więc sama. I dopiero w 8 klasie, kiedy z tej tęsknoty za psem byłam właściwie od dłuższego czasu wręcz nieobecna, dostałam..... 6-tygodniowego jamnika. Płakałam ze wzruszenia, kiedy Czibi stawiała w naszym mieszkaniu pierwsze kroki. Była z nami 13 lat.
    Życzę, żeby Wasz pupil się dobrze chował i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo wszystkim dziękujemy za życzenia i pozytywne historie, którymi podzieliliście się z nami. Utwierdzają nas, że podjęliśmy właściwą decyzję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…