Przejdź do głównej zawartości

Jak układać Lego

Mój sześcioletni syn obejrzał niedawno film "Lego Przygoda". Ostatnio spędza na zabawie Lego dużo czasu. Wytłumaczył mi, że klocki można układać na dwa różne sposoby. Możesz je układać według instrukcji lub za każdym razem robić coś nowego i nieznanego. Wcześniej wybierał ten pierwszy sposób, teraz bardziej odpowiada mu eksperymentowanie i kierowanie się własną wyobraźnią. 


Gdy dostajesz zestaw Lego otwierasz pudełko, wyciągasz instrukcję i postępujesz zgodnie z nią, krok po kroku. Być może za pierwszym razem czerpiesz z tego satysfakcję, za drugim, trzecim, dziesiątym - już nie.
Jeżeli przyjmiesz styl kolekcjonera: po złożeniu odłożysz np. nowy pojazd na półkę, która, po pewnym czasie, zapełni się mnóstwem "muzealnych" eksponatów. Za każdym razem potrzebujesz nowego zestawu, aby przez chwilę poczuć "powiew nowości", zanim kolejny egzemplarz powędruje na półkę.
To tylko pewien skrajny i raczej czysto teoretyczny przykład.

Jeżeli wybierzesz pasję konstruktora, otwierają się przed tobą nieskończone możliwości - z tych samych kloców możesz zbudować co tylko zapragniesz. Radość odkrywcy jest inna niż z "podążania za instrukcją". Początkowo wielość opcji może przytłaczać, trzeba podjąć ryzyko i zdać się na własną wyobraźnię.

Jest jeszcze coś równie ważnego. Każda kolejna budowla, czy będzie to samochód, robot, statek kosmiczny czy domek, powstaje na gruzach poprzednich. Radość płynie z procesu tworzenia, nie kolekcjonowania. Potem klocki wędrują w bezładną masę do pudła, aby stanowić "cząstki elementarne" kolejnych projektów.

Co więcej, aby układać konstrukcje w ten sposób nie potrzebujesz nieskończonej ilości nowych zestawów. Możesz korzystać ciągle z tej samej liczby kloców, które mogą występować w nieskończonej liczbie połączeń.

Czemu o tym piszę? Nie tylko dlatego, że lubię klocki Lego i uważam je za jedne z najlepiej rozwijających zabawek.

Wyobraźmy sobie nieco inny sklep z gotowymi zestawami: Lego Weekend, Lego House & Car, Lego Holiday, Lego Success, Lego Work&Competition, Lego Happiness...

W swoim życiu możemy przyjąć postawę kolekcjonera gotowych zestawów. Kupujesz, układasz zgodnie z instrukcją, odkładasz na półkę. Gromadzisz coraz więcej i więcej, aby poczuć powiew nowości, zanim kolejny zestaw powędruje na półkę. Nie chodzi tylko o rzeczy materialne, ale i stosunek do siebie samego. Być może Twoje dni to kolejne klocki ułożone według instrukcji napisanej przez kogoś innego - korporację, w której pracujesz, serialowych bohaterów, których naśladujesz, reklamy, które oglądasz. To mogą być także instrukcje wyniesione z domu. Który zestaw wybierasz? Czy "podążanie za instrukcją" może dać Ci taką samą radość jak twórcza ekspresja?

Możesz wybrać postawę konstruktora. Nie mamy odgórnych instrukcji, nie potrzebujemy nowych zestawów, możemy działać na dość ograniczonej liczbie klocków, które akurat mamy do dyspozycji, a które możemy układać na nieskończenie wiele możliwości. Każda budowla będzie niepowtarzalna i wyjątkowa, nasza własna i niczyja inna.

Ta wizja bardzo odpowiada idei dobrowolnej prostoty lub minimalizmu. Może ona być realizowania na wiele różnych sposobów. Na blogu opisujemy różne klocki tej układanki, ale nie dajemy gotowych zestawów. Zachęcamy, aby nie naśladować bezmyślnie trendów "kolekcjonerskich", ale zdecydować się na mniejszą liczbę klocków, za to radość czerpać z ich samodzielnego ułożenia.

Obserwuję przemianę, jaka dokonała się u mojego syna. Podziwiam jego konstrukcje. Za każdym razem zachwyca mnie jego pomysłowość. Wieczorem klocki pakujemy do pudła. Ciekawe co też ułoży jutro?


Lego is an intelligent toy that allows the simplicity of one brick
to open up a world of endless opportunities (źródło). 







Komentarze

  1. A najlepiej w ogóle nie kupować zestawów tylko od razu kilogram klocków. Nasz synek buduje od kiedy skończył dwa lata i jako 4,5 latek jest naprawdę dobry. Ma też kilka zestawów z instrukcją, ale to od niedawna. Też są fajne, bo uczą spostrzegawczości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te zestawy sprawiają dużą frajdę. Ostatnio kupiłem synowi LEGO ze Star Wars jak były promocje poświąteczne. Taka frajda z budowania tego, że sobie nie wyobrażacie. Co prawda potem wszystkie klocki lecą do jednego wora a potem zamiast statek kosmiczny to powstaje z tego ciężarówka, ale na początku jest wspaniała zabawa.

    P.S. Ciesze się, że mam syna, bo mogę się bawić jeszcze LEGO mając ponad 40 lat.. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z córkami też się fajnie układa lego ;) od paru lat lego nadrabia zaniedbaną przez lata niszę dla dziewczyn ;)
      Bea

      Usuń
    2. Co do lego dedykowanego specjalnie dla dziewczyn, to akurat nie wiem czy to dobrze. Tworzone są znów podziały na to co chłopięce (konstrukcje, samochody, maszyny) i dziewczęce (basen, cukiernia, fitness, zwierzątka). Kiedyś lego tego nie robiło, klocki były po prostu dla dzieci, nieważne czy to byli chłopcy czy dziewczynki, teraz musi dostosować się do rynku.
      Moja córka o wiele bardziej lubi bawić się zestawami brata niż własnym lego friends. Ewentualnie mieszają klocki i bawią się wspólnie.

      Maga

      Usuń
  3. Inspirujący post, Mężu!
    Dołożę swoje przemyślenia. Zauważyłam, jak źle działają na mnie reklamy, kolorowe kobiece pisma, okładki tabloidów, a nawet zbyt duża dawka aktualnych wiadomości ze świata. Rysują przez oczami wyidealizowany obraz czyjegoś (wyimaginowanego lub rzeczywistego) sukcesu, który chce stać się moją instrukcją do budowania. Taka pokusa czasami do mnie puka. Od razu wiem, gdy „zaczynam z nią dialog”, bo momentalnie czuję frustrację, żal, melancholię, niezadowolenie, krytycyzm wobec tego, jaka jestem i jak żyję... Zdarzają się takie chwile „kryzysu”, gdy nie skupiam się na moim tu i teraz, na moich specyficznych możliwościach i talentach, określonej sytuacji rodzinnej, a zamiast tego daję się porwać myśleniu „globalnemu”: rozmyślaniu o losach moich znajomych, których życie jawi się jako barwne i ekscytujące; o podróżach znajomych i nieznajomych, o ich realizacji wielkich lub kosztownych pasji, o zawodowych sukcesach koleżanek, o losach świata, na które nie mam wpływu… Na szczęście umiem już w porę zorientować się, co się dzieje. A potem po kolei: ucinam dialog z „zatrutym źródłem” (zamykam pismo, odwracam wzrok, wyłączam FB); biorę głębszy oddech, wracam do tego, co robię, gdzie jestem i kim jestem, patrzę wkoło i uświadamiam sobie, jakimi „klockami” dysponuję, myślę o tym, co chcę teraz z nich zbudować. Mojego własnego i niepowtarzalnego. Cokolwiek to będzie, będzie piękne!

    Pozdrawiam wszystkich niepowtarzalnych Czytelników!

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję....baaaaaardzo:)))))

      Usuń
  4. Niby Lego było tylko pretekstem, do spostrzeżeń dotyczących podejścia do życia, a zdominowało dyskusję.
    Własny pomysł na życie i ułożenie swoich klocków wg wewnętrznej instrukcji - intuicji jest bardzo ważne. Bardziej się identyfikujemy z tym, co jest w 100% nasze, niż z tym, co tylko powieliliśmy i przyjęliśmy za swoje z braku innego pomysłu na życie.
    A wracając do klocków, to jestem pod wrażeniem swojego siostrzeńca, który już w wieku 2 lat budował niezłe przestrzenne budowle z klocków. Jego wyobraźnia mnie zachwyca. Nie ma w niej ograniczeń nakładanych przez gotowe rozwiązania i instrukcje postępowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się ten wpis! Jest taki prawdziwy. Od jakiegoś czasu starannie dobieram moje klocki. Instrukcję już dawno wyrzuciłam:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. A jak nauczyć się układać "własne konstrukcje" w życiu? Mam problemy z marzeniami i kreatywnością...

    Zzzz

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…