Przejdź do głównej zawartości

Voluntary Simplicity (VC), czyli dobrowolna prostota.

Your Money or Your Life by Joe Dominguez, Vicki Robin (1999, Paperback, New)
Ruch VS poznałem w 2002 r. poprzez lekturę Świata po kapitalizmie Davida C. Kortena. W rozdziale poświęconym przemianom kulturowym wspomina on o książce Your Money or Your Life: Transforming Your Relationship with Money and Achieving Financial Independence Joe Domingueza i Vicki Robin, wydanej w 1992 r. Korten pisze: "jej przesłanie jest proste, a zarazem budujące. Możemy poświęcić swoje życie na robienie pieniędzy i kupowanie mnóstwa zbędnych rzeczy, których w rzeczywistości wcale nie chcemy i nie potrzebujemy. Z drugiej strony możemy zastanowić się, co rzeczywiście czyni nas szczęśliwymi, zacząć kontrolować wydatki i korzystać z życia. Wybór życia w prostocie oznacza spędzanie mniejszej ilości czasu na zarabianiu pieniędzy i prowadzenie egzystencji uniezależnionej od przedmiotów. Oznacza po prostu życie. To nie jest wezwanie do poświęceń. To jest wezwanie do prowadzenia lepszego, bardziej wartościowego i satysfakcjonującego życia. To osobisty wybór, jakiego warto dokonać". Jest to odwrót od udziału w wyścigu szczurów w świecie, w którym "normalny  oznacza noszenie kosztownych ubrań, które kupuje się dzięki ciężkiej pracy, przepychanie się przez korki kupionym na raty samochodem, by dojechać do pracy, którą musisz wykonywać, żeby płacić za ubrania, samochód i dom, który zostawiasz pusty na cały dzień, aby zarobić na jego utrzymanie." 

W dobrowolnej prostocie chciałbym podkreślić słowo „dobrowolna”. Jako Polacy mamy za sobą doświadczenie szarej rzeczywistości PRL-u i w pewien sposób reagujemy alergicznie na głos wzywający do samoograniczenia w zaspokojeniu marzeń o dostatnim życiu. Z pewnością nie o taką zgrzebną prostotę mi chodzi. Nie miała ona także nic z dobrowolności. Bieda i niedostatek nie powinny mieć miejsca. Produkcja i konsumpcja bogactwa odrywa pracę i kapitał od zadań, które są bardziej społecznie pożądane. Nie zlikwidujemy zjawiska nędzy dopóki relacjami między nami rządzić będzie kategoria zysku. Dlatego pierwszy krok, który mogę uczynić, by zmniejszyć swój udział w nadmiernej eksploatacji, to żyć prosto.

Akcent na słowo "dobrowolna" (voluntary) ma uświadomić, że to my jesteśmy odpowiedzialni za własne życie, niezależnie od tego, jak bardzo zostaliśmy zdławieni przez media i reklamę opiewające konsumpcyjny styl życia. "Prostota" oznacza życie skoncentrowane na tym, co dla nas najbardziej istotne, zaspakajanie rzeczywistych potrzeb zamiast zachcianek, osiągnięcie (i nieprzekraczanie) punktu równowagi określanej terminem "enough" - "dosyć", który oznacza zerwanie z materialistyczną koncepcją "więcej oznacza lepiej". Do prawdziwego zadowolenia w życiu zdecydowanie "wystarczy mniej".

W tytule mojego blogu pojawia się pojęcie minimalizmu [poprzednio nazwa blogu brzmiała: Minimalizm - droga do prostego życia]. Jest ono ściśle związane z pojęciem prostoty. Obie koncepcje walczą z coraz większą złożonością współczesnego świata, konsumpcjonizmem, poglądem głoszącym, że kupowanie rozwiąże nasze problemy, że ciągle potrzebujemy więcej. Minimalizm jest rozwinięciem prostoty i polega na poprzestaniu na tym, co jest absolutnie niezbędne oraz pozbyciu się wszystkiego, co niepotrzebne. To, co niepotrzebne, jest bowiem luksusem i marnotrawstwem. Eliminując rzeczy zbędne, robimy przestrzeń dla tego, co zasadnicze.

O różnicy między minimalizmem i dobrowolną prostotą oraz dlaczego nie uważam siebie za minimalistę możecie przeczytać na blogu Minimal Plan tutaj.


Więcej na temat książki Your Money or Your Life w poście: (Twoje) pieniądze albo życie! Wprowadzenie

Polecam także wpis: Od niezależności finansowej do finansowej integralności

Komentarze

  1. Czy ta książka,
    którą zaprezentowałeś: Your Money or Your Life została może wydana po polsku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jak dotąd nie. Polecam wpisy z cyklu YMYL.

      Usuń
  2. Właśnie jestem na początku tej drogi. Zmęczona dwudziestoletnią gonitwą za "nie-wiadomo-czym" trafiłam na Twojego bloga. Dotarło do mnie, że zmarnowałam mnóstwo czasu i energii, straciłam kontakt z przyjaciółmi i rodziną. To wszystko koszty, nie zyskałam nic poza chwilowymi euforiami, które następowały po "złapaniu króliczka", później chciało się jeszcze bardziej i jeszcze więcej. Nie pragnę minimalizmu, chcę przeżyć swoje życie świadomie, leniwie łapiąc oddech - nie zadyszkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma nadzieję, że Droga do prostego życia będzie pomocą w złapaniu oddechu. Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

      Usuń
  3. Witam
    Trafilem na Wasz blog przez przypadek. Nie pamietam juz nawet jakie haslo w wyszukiwarce mnie na niego skierowalo. Jednak bardzo sie ciesze, ze Was znalazlem.
    Ostatnie 4 miesiace przezylem w "przymisowym minimalizmie" - zostawiajac rodzine, wyjechalem do pracy za granice. Zdecydowalem sie na nia nie mogac sobie dac rady ze stresem i napieciem w pracy w Polsce. Dlatego wiec z rozmyslem zwolnilem sie wiec z pracy biurowej na rzecz pracy w lesie na drugim koncu Europy. Obecnie, cale dnie spedzam prawie sam w lesie, by po poludniu mieszkac w malutkim pokoiku (ale za to z pieknym widokiem na pobliskie jeziorko) w ktorym jest tylko szafa, lozko, komoda i fotel. W zwiazku z tym, ze jedzenie tu jest bardzo drogie, opieram sie w 99% jedtnie na produktach przywiezionych z Polski.
    Otoz po 4 miesiacach takiego zycia znowu zaczalem doceniac male radosci w zyciu, o ktorych zapomnialem pracujac w Polsce - piekno przyrody, radosc z 'nicnierobienia', wielogodzinnych rozmow z kolegami, jedzenia prostych ale smacznych potraw.
    Okazuje sie, ze to prawda, ze 'mniej znaczy wiecej'. Zyjac w prostych warunkach, wykonujac prosta prace, zyjac bez stresu mozna w koncu zajrzec w siebie i na spokoknie zastanowic sie, co jest w zyciu wartosciowe.
    Mam nadzieje, ze Wasz blog pomoze mi utrzymac prostote zycia po powrocie do cywilizacji (czyli juz za tydzien). Jeszcze raz dziekuje za Wasze wpisy i zycze powodzenia

    Tomek z Kalisza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe doświadczenie - fajnie, że do nas trafiłeś... Pozdrawiamy :)))

      Usuń
  4. Trafiłam tu szukając odpowiedzi , jak wyjść ze spirali długów, w którą wpadłam chcąc zrekompresować sobie brak wewnętrznej i zewnętrznej stabilizacji. Dziś zrodziła się we mnie iskierka nadziei, że jest szansa, stanąć do pionu i wyjść z długów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłeś. Nowy rok - dobry czas, by zacząć zmianę nawyków. Powodzenia i owocnej lektury!

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Uwolnij swoje stopy

Przed nami okres wakacyjnych wyjazdów, weekendów na działce, wycieczek. Dlatego gorąco zachęcam Was do jak najczęstszego chodzenia boso.

Warto dać odpocząć stopom, poczuć nie tylko naturalny kontakt z ziemią, ale także otworzyć się na nowe doznania. Stopy to "szósty zmysł": można poczuć różne faktury i twardość nawierzchni, temperaturę, wilgotność. Chodząc boso prostuje się nasza sylwetka, odpoczywa całe ciało. Zwalniamy tempo, bo nie da się spieszyć na bosaka. Stajemy się bardziej skoncentrowani i uważni. I trochę, przyznajmy, przełamujemy codzienną, obutą rutynę...

Chwile, w których chodzimy boso, pamiętamy szczególnie intensywnie. To taka "pamięć stóp".

Zalet chodzenia boso jest naprawdę sporo, bez zaglądania w rejony akupresury. To darmowy masaż, relaks, peeling, hartowanie całego organizmu w jednym.

Warto także odnotować, że chodzić boso można także po śniegu.



Na stronach angielskojęzycznych natknąłem się nawet na stowarzyszenie chodzących boso (tutaj). Oto i…