Przejdź do głównej zawartości

Pamiątki, wspomnienia, mucha w bursztynie...

Szczególnym rodzajem przedmiotów są różnego rodzaju osobiste pamiątki. Zagracają nie tylko zewnętrzną przestrzeń naszych mieszkań, ale także nasze wnętrze. Z czasem uświadamiamy sobie, że ta sterta staroci ma coraz mniejszy związek z nami samymi. Dlatego jakiś czas temu pozbyłem się wszystkich swoich notatek, listów, widokówek, dzienników, szkolnych zeszytów, świadectw i rysunków. Wydawało mi się, że ich gromadzenie będzie miało jakąś ponadczasową wartość.  Może usiądę z dziećmi na sofie i będę miał okazję je pokazać? Jednak ich posiadanie (i przywiązanie do nich) w subtelny sposób ciągnęło mnie wstecz, odwracając uwagę od tego, co aktualne. Gdy pozbyłem się "pamiątek", wreszcie mogłem odetchnąć pełną piersią. Teraźniejszość jest znacznie bardziej atrakcyjna, a chwile z dziećmi lepiej spędzać na zabawie i poznawaniu świata.

Przejrzenie i wyrzucenie osobistych pamiątek jest nieco bolesne, jak odrywanie plastra. Rozstajemy się przecież  z rzeczami, które przylegają najbliżej nas samych. Uświadomiłem sobie jednak, że wszystkie dobre wspomnienia i każde dobre słowo, które spłynęło na pożółkły już papier, są nadal we mnie, w mojej głowie. Mogę do nich sięgnąć w każdej chwili i zamienić w historię do opowiadania dzieciom przed snem. Nie potrzebuję kartonu od butów z pocztówkami z wakacji, które kiedyś wywołały uśmiech na twarzy. Te ciepłe uczucia zostały w mojej pamięci. Na nic zdadzą się stare listy. Ich wartość polegała na tym, że były aktualne dla adresata. 

Często to, kim jesteśmy, utożsamiamy z tym, co posiadamy. Pozwalamy, aby określała nas przeszłość utrwalona w pamiątkach jak mucha w bursztynie. Wolę muchy brzęczące tu i teraz, w teraźniejszości. Wyrzucając stare pamiątki odgracamy także nasze wnętrze, pozbywamy się niepotrzebnego balastu, który czasami przeszkadza nam dokonać zmian w życiu.  Wyjść poza sentymentalne przedmioty, to odważyć się definiować siebie, to kim jesteśmy, głównie przez to, jak o sobie samych myślimy TERAZ (a nie myśleliśmy w przeszłości). Oczywiście od czasu do czasu wracając do ciepłych wspomnień, gdy tylko przyjdzie nam akurat na to ochota.

Komentarze

  1. Z przeszłości można czerpać, a niekoniecznie traktować jej jako balast...
    Czy doszlibyśmy do miejsca, w którym jesteśmy, gdyby nasi przodkowie nie pozostawili po sobie śladów? Gdyby pozbyli się zapisków, listów, kronik i starych pocztówek traktując je jako rzeczy, które niepotrzebnie skupiają ich na przeszłości zamiast na teraźniejszości?
    Czy aby na pewno wszystko mamy w pamięci, czy nie zdarza się, że jakiś przedmiot jednak tę pamięć nam odświeża i pozwala odkurzyć wspomnienia, które nas wspierają, wprowadzają w dobry nastrój, pozwalają spojrzeć inaczej na teraźniejszość, jednym słowem: wzbogacają?
    Myślę, że dobrze jest umieć żyć w teraźniejszości, ale pamiętając o przeszłości i patrząc w przyszłość.
    Wszystko tylko w odpowiednich proporcjach:)
    Ja swoich świadectw i zapisków nie wyrzucam, one mnie nie określają, one są częścią mojej historii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc potomność nie dowie się co myślałem jako nastolatek... Oczywiście szanuję Twoje podejście. Może z wiekiem nabieramy dystansu do przedmiotów, a może to kwestia filozofii życiowej? Ja nie odczuwam braku tego, czego się pozbyłem. A jaki ślad po sobie zostawię? Przede wszystkim mój ślad zostanie w moich dzieciach, w tym jak one mnie zapamiętają. A, byłbym zapomniał o blogu! (;

      Usuń
  2. Nie uważam, że odcinanie się od historii (zwłaszcza w kontekście losów naszych przodków) jest potrzebne... Obecnie z najstarszą odkrywamy fascynującą (dla mnie również) historię wojennych przeżyć jej pradziadków. I wcale nam to nie przeszkadza żyć "tu i teraz".
    Piszesz: "potomność nie dowie się co myślałem jako nastolatek"...
    Dlaczego?
    Nie chciałbyś, by kiedyś Twoje dzieci i wnuki wiedziały co myślałeś, w co wierzyłeś, co robiłeś mając 15-20-25 lat?
    Piszę "dziennik" od 14 roku życia, i po to by czasami samemu do niego sięgać, i po to by właśnie moi "następcy" wiedzieli "dlaczego tak, a nie inaczej" (jeśli zwechcą to wiedzieć).
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie, Romanie, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Bardzo dużo zapisuję, notuję, bo to pomaga mi myśleć. Ale z upływem miesięcy, lat przychodzą nowe myśli, nowe doświadczenia. Ogólnie jestem zakotwiczony w swojej małej historii, i tej dużej Historii, ale nie mam potrzeby wracania do tego, co było i co kiedyś tam myślałem (a może świadomie się bez niej obywam). Inaczej jest z tym, co chcę przekazać. Jeśli napiszę książkę czy wydam tomik wierszy (nigdy nie mów nigdy), to z myślą o tym,że przetrwa to próbę czasu i okaże się ponadczasowe.

      Usuń
    2. chyba bym umarła ze wstydu gdyby ktoś przeczytał moje nastoletnie pamietniki i listy :D
      jeszcze ich nie wyrzuciłam ale wiem, że na pewno kiedys to zrobię. na razie nie minęło zbyt wiele czasu od tamtych lat, ale wiem, że wyrzucenie ich będzie pewnie najlepszą i jedyną okazją zeby przeczytać to wszystko. w innym wypadku pewnie by to lezało zapomniane do mojej smierci. a akurat te rzeczy są dla mnie, nie wyobrażam sobie żebym miała komukolwiek dac to przeczytać, nawet jak już mnie nie bedzie na tym świecie.

      Usuń
  3. "Nic na siłę", ale...
    Hmmm... znaczy pisanie "tylko" dla siebie i potomnych nie ma sensu i liczy się jedynie to, co chce sie "pokazać" szerokiej publiczności?
    Gdyby tą drogą poszedł np. Marek Aureliusz to nie mielibyśmy jego prześwietnych "Rozmyślań"...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie jak Ty, Konradzie, pozbyłam się swoich notatek, pamiętników, pocztówek, zasuszonych kwiatków. Zostało trochę zdjęć, parę wierszy, to chyba wystarczy. Kiedy paliłam inne pamiątki, poczułam jak odrywam się od tej dawnej siebie i dało mi to lepszy wgląd w teraźniejszość, w tu i teraz. Ogólnie pozytywne, bardzo pozytywne, uczucie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również większość notatek i listów spaliłam. Zrobiłam to dopiero po dwóch pierwszych przeprowadzkach i pamiętam do dziś , ze poczułam się dużo lżejsza.
    Myślę właśnie nad zlikwidowaniem mych nastoletnich pamiętników. Narazie dojrzewa to we mnie stopniowo. Jeśli w ciągu ostatnich 20 lat zajrzałam tam raz i albo nie pamiętałam opisywanych osób, albo to co przeczytałam wydało mi się głupie, to chyba nie mam ochoty aby ktokolwiek to kiedyś czytał. A skoro tak to po co trzymać?
    Ostatnio , po 30 latach pozbyłam się ogromnego misia polarnego, zabawki która taszczyłam ze sobą po całej Europie. Wspomnienia wspomnieniami, ale gdy moje dzieci już urosły, po co go nadal trzymałam? Zbierał się tylko kurz, a misiek zabierał sporo miejsca. Az w końcu któregoś dnia poczułam, ze dojrzałam do rozstania. Sfotografowałam go na pamiątkę i oddalam do kontenera. Znów poczułam się wolna i lekka jak wówczas po wyrzuceniu starych listów.
    Niemniej jednak takie rozstanie jest trudne i rozumiem, ze nie każdy potrafi zrobić selekcje. U mnie trwa ona już od kilku lat. Każdy krok jest przemyślany i dlatego niczego - jak narazie- nie żałuje.
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja zostawiłam sobie listy, jakie otrzymywałam (teraz normalnych listów nie dostajemy...), zostawiłam znaczek z matury, własnoręcznie zrobiony piórnik i jeszcze parę innych drobiazgów, nawet wiersze otrzymywane od dawnych wielbicieli. To jest kawałek historii, mojej historii, którą kiedyś może pokażę swoim dzieciom. Mam zdanie podobne do Romana.Prowadzę dla swoich dzieci "albumy malucha", gdzie zapisuję ważniejsze wydarzenia z ich życia, itp.Nie wiem, może to zakrawa na kulty jednostek :), ale dla mnie to jest ważne. I bynajmniej nie krepuje mnie w dalszych poczynania, wręcz przeciwnie - daje mi siłę (mam tożsamość, wiem kim jestem i jak to się stało).

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja zatrzymałam wartościowe dla mnie listy, moje wiersze i wiersze mojej pierwszej miłości, a także list, który napisałam do siebie 12 lat temu z adnotacją, że mam go przeczytać kiedy będzie mi źle, i żeby pamiętać jakim wartościom chcę być wierna.
    Odkąd bardziej odczuwam przemijanie, coraz więcej znajomych, rodziny ubywa - śmierć, bardziej cenię takie pamiątki, bo pamięć nie mieści wszystkiego.
    Ostatnio mojemu chrześniakowi przeczytałam list, który dostałam od jego mamy, a mojej siostry, która niedawno zmarła, by wiedział jak bardzo go kochała.

    Małe pudełko z listami, a ile dobrego potrafi zdziałać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja raz trafiłam na list czy kartkę od mojej babci do mojej mamy, napisany z okazji moich urodzin i to była jedna z piękniejszych rzeczy, jaką dane było mi czytać. Cieszę się, że moja mama go zachowała... To było niesamowite,taka wielopokoleniowa moc :) Z przyjemnością też czytałam po latach kalendarz-pamiętnik prowadzony przez moją mamę z czasów, gdy miałam 3, 4 czy 5 i razem z rodzicami przemierzaliśmy wschodnią Europę samochodem. Wspomnienie tych podróży było dla mnie istotne, ale bardzo fragmentaryczne,opowieści rodziców bardziej szczegółowe, ale pamięć nie jest idealna, więc miło było przeczytać, jak dokładnie to wyglądało.
    Pamiętam też, że moi rodzice mieli pudełko z różnymi pamiątkami zbieranymi od mojego urodzenia, typu ubranko na chrzest, kartki z tej okazji, pierwsze buciki zrobione na drutach przez moją babcię i jako dziecko uwielbiałam się tym bawić - siadaliśmy razem na podłodze, oglądałam i słuchałam opowieści. Nie wiem, czy to pudełko nadal istnieje czy już nie, ale chętnie bym tam znów zajrzała. I bardzo chętnie obejrzałabym swoje rysunki z wczesnego dzieciństwa (ale to też dlatego, że interesuje mnie rysunek dziecka zawodowo). Z jednej strony nie jestem za zagracaniem życia sentymentalnymi przedmiotami, ale niektóre rzeczy warto zachować, potem mogą umilić nieco codzienność :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z pamiątkami jest tak, jak ze starymi samochodami. 20-letnie auto to złom, którego oczywiście nie warto trzymać za wszelką cenę. Ale już takie 50-letnie to zabytek, a nawet konkretna wartość materialna.

    Oczywiście nie ma co trzymać wszystkiego, co nasze ręce (i naszych bliskich) kiedykolwiek wytworzyły. Ale z drugiej strony może warto zostawić kilka lub kilkanaście wyjątkowo szczególnych pamiątek, które potencjalnie mogą stać się skarbem, np. szablę dziadka-kawalerzysty lub pierścionek zaręczynowy babci. Odróżnienie skarbów od bzdur jest oczywiście trudne...

    Pewnym wyjściem z sytuacji jest również zrobienie zdjęć naszych pamiątek przed ich wyrzuceniem lub oddaniem komuś. Ja np. sfotografowałem swoje stare paszporty z pieczątkami i wizami, po czym je wyrzuciłem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Uwolnij swoje stopy

Przed nami okres wakacyjnych wyjazdów, weekendów na działce, wycieczek. Dlatego gorąco zachęcam Was do jak najczęstszego chodzenia boso.

Warto dać odpocząć stopom, poczuć nie tylko naturalny kontakt z ziemią, ale także otworzyć się na nowe doznania. Stopy to "szósty zmysł": można poczuć różne faktury i twardość nawierzchni, temperaturę, wilgotność. Chodząc boso prostuje się nasza sylwetka, odpoczywa całe ciało. Zwalniamy tempo, bo nie da się spieszyć na bosaka. Stajemy się bardziej skoncentrowani i uważni. I trochę, przyznajmy, przełamujemy codzienną, obutą rutynę...

Chwile, w których chodzimy boso, pamiętamy szczególnie intensywnie. To taka "pamięć stóp".

Zalet chodzenia boso jest naprawdę sporo, bez zaglądania w rejony akupresury. To darmowy masaż, relaks, peeling, hartowanie całego organizmu w jednym.

Warto także odnotować, że chodzić boso można także po śniegu.



Na stronach angielskojęzycznych natknąłem się nawet na stowarzyszenie chodzących boso (tutaj). Oto i…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…