13 lutego 2014

Dziesięcina

Do napisania tego postu zainspirował mnie artykuł nt. dziesięciny - fragment tutaj. Oddać dziesiątą część na zbożny cel. Nawet jeśli pominiemy aspekt wiary, a zastanowimy się tylko nad tym, aby pomagać komuś, wspierać instytucje. Nie z tego, co nam zbywa, nie 1% podatku raz do roku, nie okazjonalnie do puszki na wszelakie zbiórki, ale regularnie świadomie podejmujemy "wyzwanie" oddawania części swoich przychodów.
Otoczenie zachęca nas do oszczędzania, inwestowania, pomnażania - nie ma tutaj sprzeczności z dawaniem, jednak nie jest to temat poddawany pod publiczną dyskusję.
źródło

Myślę, że dziesięcina czy inna forma regularnego dawania bardzo dobrze łączy się z dobrowolną prostotą - i jedno i drugie jest dobrowolne, bez przymusu. Świadomość podejmowanego wyzwania.
 
Te chwile zastanowienia pokazały mi jak daleko do tej formy dawania. Spontaniczność częściej, ale regularna dobrowolność - wyzwanie.



O dziesięcinie przeczytacie także na blogu Chrześcijański minimalizm tutaj.

20 komentarzy:

  1. Problem polega na tym, że dzisiejsza idiotyczna moda na model tzw. państwa socjalnego zupełnie odzwyczaja ludzi od postawy solidarności. Raz, że coraz trudniej wielu osobom dzielić się z innymi z racji własnych ograniczeń, dwa - że redystrybucja sprzyja postawie "niech się państwo martwi". W ten sposób ludzie przestają się czuć odpowiedzialni za innych. Jeśli do tego dorzucić spostrzeżenie, że państwo socjalne jest utopią i okazją do "nachapania" się przez wąską grupę osób - obraz smutnej rzeczywistości tylko się pogłębia.

    Janusz

    OdpowiedzUsuń
  2. Z jednej strony zgadzam sie z Januszem, z drugiej uważam jednak, że często owe:" niech się państwo martwi" jest tylko wymówką dla naszego lenistwa...
    Bo owa dziesięcina - niezależnie od tego czy jest materialna, czy składana z naszego czasu i naszej uwagi - jest możliwa również w "państwie socjalnym".
    Tyle tylko, że wówczas jest "mentalnie" trochę trudniejsza...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to "mentalnie"? Fizycznie. Jeżeli zarobię 1000 i odprowadzę w podatkach bezpośrednich i pośrednich, składkach, abonamentach itd. 700 to moja dziesięcina wyniesie 30. Jeżeli państwo zostawi mi 900 to dziesięcina wyniesie 90. A z tych 700 zabranych ułamek trafia do potrzebujących, reszta jest marnotrawiona.

      Janusz

      Usuń
    2. "Mentalnie" bo dla własnego lenistwa mamy "wymówkę", że "skoro państwo zabiera t i państwo powinno"...
      Fizycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś pomagał nawet jeśłi państwo zabiera i w dużej mierze to zabrane marnotrawi...
      Roman

      Usuń
  3. Bardzo fajny pomysł.
    Tak sobie myślę, że odpowiednie postawy można kształtować (należy) w domach rodzinnych. Nie ma co chyba czekać na państwo (jakiekolwiek by nie było).
    Przecież świadome życie oznacza także świadome dystrybuowanie naszymi zasobami i świadome wchodzenie w koszty. To nasze decyzje się liczą i one mogą zostać (powinny) w wprowadzone w czyn.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgodnie z 3 rozdziałem Księgi Malachiasza od 20 lat wystawiam Boga na próbę i to zawsze działa. Ostatnio jeszcze bardziej wystawiam (daję jeszcze więcej) i mam jeszcze więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. no właśnie- zasadnicznym tutaj jest dla mnie podkreślenie- że nie z tego, co nam zbywa.
    ale właśnie- podjęcie jakiegoś takiego trudu- i czasem odmówienie sobie czegoś.

    u mnie ciężko z regularnością,
    ale jak już wielokrotnie wspomniałam- żyję trochę w systemie skarbonkowym,
    i po prostu- co jakiś czas- zamiast na przyjemności- ta kwota jest przekazywana na jakiś konkretny cel.

    nie twierdzę, że oddawanie tego, co nam zbywa- jest nieważne i nieistotne.
    ale po prostu- takie dawanie ma inny wymiar.

    a co do kwestii wyznaniowej-
    dziesięcina jest jak najbardziej "żywym" zwyczajem np. w kościele luterańskim, gdzie wierni wnoszą składki.
    z tym, że (czego w innych kościołach mi brakuje) - panuje tam jawność, i co roku rada parafialna jest zobowiązana przedstawić raport finansowy na zgromadzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. a właśnie, i jeszcze jedno,
    od jakiegoś czasu próbuję znowu ;-) oszczędzać metodą kaizen.

    dodatkowo gdzies przeczytałam, że oszczędności powinno się odkładać na początku miesiąca,
    a nie czekać, aż coś na koniec nam zostaje.

    może i to jest sposób na dziesięcinę?
    od niej zaczynać miesiąc, no w sensie zaraz po rachunkach, a potem już pozostałą kwotę rozdzielić sobie na poszczególne dni miesiąca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego w Biblii ofiary składano z "pierwocin" plonów, a więc z tego co pierwsze, najlepsze, a nie z tego co nam zbywa, zalega i nie jest potrzebne. Bo tego drugiego często może już zabraknąć, a tak odliczając "dziesięcinę" na początku miesiąca okazujemy kogo/co stawiamy na pierwszym miejscu. “Czcij Pana darami ze swojego mienia i z pierwocin wszystkich swoich plonów! I będą twoje stodoły wypełnione ponad miarę, a twoje prasy opływać będą w moszcz.” Prz. 3, 9-10

      Usuń
    2. wiem, wiem, że z pierwocin.
      chodzi mi o to, że często przekazywanie czegokolwiek w jakiejkolwiek formie- na taki konkretny cel, kojarzy się z oddawaniem tego, co zbywa.

      ja widzę po sobie- ile zmieniło w moim podejściu- własnie np. wpisanie sobie oszczędności kaizen.owych - w plan miesiąca- ale na sam początek, nie na koniec rachunku.

      rozważam tylko- jak w tym przypadku będzie lepiej: regularnie konkretną kwotę, czy też tak trochę kaizenowo, że np. co kwartał ją nieco podwyższać, itp.
      nic, będziemy myśleć.

      Usuń
  7. Bardzo ważny wpis Tomaszu, dał mi (nam) do myślenia. My nazywamy to dzieleniem finansowym. Podliczyłem, że w tamtym roku było to 2% naszych dochodów. Wiele/niewiele - w każdym razie jakiś punkt wyjścia. Mamy stałą kwotę na miesiąc. A pod wpływem wpisu postanowiliśmy zwiększać co roku wysokość dzielenia o 1%. Zobaczymy jaka taka ewolucyjna zmiana wpłynie na nasz budżet rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  8. jeśli mam być szczery, to moje wrażenie jest takie jakby nastąpiło rozminięcie i pomieszanie wątków moralnych, etycznych, religijnych, historycznym ze współczesnym realizmem i oceną sytuacji... pod szczytnym sztandarem dobrowolnej prostoty...

    jakkolwiek by na to nie patrzeć, dziesięcina była jest formą tzw. podatku religijnego. Usankcjonowana w ST przez Judaizm, jako obowiązkowe świadczenie dziesiątej części swojego dochodu (w naturze lub pieniądzu) na rzecz pokolenia Lewiego (potomkowie z rodu Lewiego - jednego z dwunastu synów Jakuba - zostali wyznaczeni przez Boga do zajmowania się Świątynią i sprawami świątynnymi. Dlatego nie otrzymali żadnej części Kanaanu, za to inni zobowiązani byli do świadczenia dziesięciny na ich rzecz). W początkowym okresie chrześcijaństwa dziesięcina nie obowiązywała. Została usankcjonowana dopiero w czasach karolińskich.

    W tym kontekście warto także zwrócić uwagę na nową ewangelizację i nauczanie Jezusa, z którego raczej wynika, że był on przeciwny tej formie podatku religijnego i spełniana obowiązków religijnych (Mt 23 - potępianie przez Jezusa jako swoistego rodzaju forma obłudy zarówno wobec innych jak i siebie samego).

    Jeśli chodzi o tzw "dziesięcinę" (przynajmniej tak ja to rozumiem i w takiej formie praktykuję u siebie) jest to wg mnie forma osobistego podatku, płaconego na rzecz samego siebie. 10 % na samym początku z własnych dochodów, jako rodzaj świadomej i dobrowolnej prostoty, własnego wyboru, by nie przeznaczać wszystkiego na konsumpcję, ani nie czekać na koniec, licząc na to co mi zostanie. Jeśli ktoś woli może to nazwać oszczędzaniem.

    Celowo pomijaj wątek tzw. "zbożnego celu". Pojęcie to tyleż mgliste co niejasne. Poza tym w moim odczuciu takie zbożne cele zawsze kończą się tym, że z jednej strony jest to odwoływanie się np. do sumienia i doli potrzebujących, co w efekcie sprzyja rozbudowywaniu takiej czy innej formy socjalu i opieki. Z drugiej zaś beneficjentami tej formy pomocy zawsze są ludzie, w jakiś sposób nieroztropni, nierozważni, nie potrafiący przewidywać dalekosiężnych skutków swoich działań, decyzji czy wyborów. Dopiero kiedy następuje negatywna kumulacja tychże zjawisk, nagle orientują się, że znaleźne się w dramatycznej sytuacji i potrzebują pomocy innych. To zupełnie zwalnia ich z odpowiedzialności za siebie samych, niejednokrotnie także za innych (często swoich bliskich). Z pewnością człowiek skromny, to człowiek prawy, jak to kiedyś mówiono: miłujący Pana i przestrzegający jego praw... co jednak wiąże się z pewnego rodzaju wiedzą i samoświadomością, a nie ślepym przestrzeganiu martwej litery prawa ) o czym zresztą nauczał Jezus przy okazji cytowanego MT 23)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, aczkolwiek nie zgadzam się. Pomijam motywację religijną, ale pomoc potrzebującym jest dla mnie czymś realnym i potrzebnym - niezależnie czy ktoś znalazł się w biedzie z własnej winy czy w sposób niezawiniony. Ot choćby dom dla bezdomnych, którego państwo nie dotuje. Brakuje tam wszystkiego. Konkretni ludzie w potrzebie. Nigdy nie wiesz, kiedy powinie się noga, a czasem do odbicia się od dna brakuje czystego ubrania. Takich miejsc jest przecież bardzo dużo. Oszczędzanie jest ważne, bo jest rodzajem wsparcia dla nas samych na przyszłość, ale nie powinno być mylone z pomocą, także finansową, dla prawdziwie potrzebujących. Świadoma i stała rezygnacja z części swojego dochodu to dla mnie przykład prawdziwej niezależności finansowej. Wg mnie Jezus nie był przeciwny dziesięcinie, wytykał faryzeuszom obłudę, wskazywał na potrzebę miłosierdzia i sprawiedliwości: "to zaś należało czynić, a tamtego [dziesięciny] nie opuszczać."

      Usuń
    2. Jasne, Jezus nie miał nic przeciwko dziesięcinie! Wspomniana ironia o mięcie i koperku to jedno, ale odbieranie komukolwiek radości z dobrowolnej dziesięciny to już zupełnie druga rzecz. Oddawanie dziesięciny bardzo cieszy - zwłaszcza, kiedy nie rzuca się jej w przypadkowe miejsce. Z drugiej strony myślę, że szukanie na końcu dzieisęciny kogoś, ujmę to, ,,niezaradnego" to spore wywyższenie się. Nie trzeba ponadto wielkiego wysiłku, żeby znaleźć grupę Braci w potrzebie, która nie wiąże się z nią w żaden sposób - np. prześladowanych z powodu wiary w innych krajach, którym potrzeba Biblii i kursów, które pomogą wzmocnić się na duchu. Zresztą, uważam szczerze, że dziesięcina to nie jałmużna i właśnie na potrzeby prześladowanych chrześcijan i na potrzeby ewangelizacji oddajemy z mężem naszą.

      Co do spraw technicznych - jako pierwsza rzecz, bez odliczania rachunków, w żadnym wypadku jako to, co zostanie. Morze błogosławieństwa spływa zaraz potem. Fizycznie, często znajduję pieniądze na ulicy, zbieram dużo upominków dla dziecka, układa mi się w pracy, w garnku i w szafie. Warto było się przełamać i zaufać Słowu i Jego obietnicom [Rz 4,21-22].

      Usuń
    3. ;) nie sadzę by w tej kwestii chodziło o tzw. rację stanu (zgadzam się lub nie). To raczej wg mnie kwestia pewnej rzetelności wynikającej z uporządkowania pewnych zagadnień.
      Skoro dziesięcina jest uznawana za formę "podatku" wiążącego się z określonym przymusem, trudno w takiej sytuacji mówić o dobrowolności. Państwo może narzucić obywatelowi ordynację podatkową, a przy pomocy ustaw karno-skarbowych egzekwować jej wykonanie. Pomysł nota bene zaczerpnięty z religii i kosciołów, gdzie brak dziesięciny skutkował różnorakimi sankcjami: począwszy od wyklęcia a skończywszy na wiecznym potępieniu. Stary mechanizm psychologiczny bazujący na lęku przed karą i poczuciem winy, dosyć skutecznie wykorzystywany do dnia dzisiejszego. Czasami ta forma przymusu jest także rodzajem wewnętrznego imperatywu będącego wynikiem takiej czy innej indoktrynacji społeczno-religijnej w duchu obawy, lęku i poczucia winy.
      Cokolwiek by nie powiedzieć w kwestii miłosierdzia jest ono zawsze bezinteresowne. Trudno o bezinteresowność jeśli człowiek nawet z samym Bogiem handluje życie po śmierci w raju w zamian za uczynki miłosierne.Wątpliwym także pozostaje fakt bezinteresownego mówienia wszem i wobec o swoim własnym miłosierdziu, podobnie jak wszelkie formy wiążące się z jakąkolwiek próbą nakłaniania innych do określonych zachowań.
      Mam na myśli tutaj odniesienie do cytowanego innego tekstu, będącego swoistego rodzaju uzasadnieniem dla dziesięciny. W tym kontekście może jednak rzeczywiście nie warto okradać Boga... choćby z miłosierdzia, które uznawane jest za przymiot właśnie samego Boga.
      Przykład Afryki i jej bezinteresownej pomocy pokazuje skalę wypaczenia. Wykopanymi studniami nie ma kto się zajmować. Upada lokalny przemysł, rodzima produkcja, rolnictwo, także kultura i obyczaje. Nie opłaca się skoro bogaty i miłosierny zachód da za darmo.Do sierocińców oddawane są dzieci, po to by bogaty zachód mógł się wykazać. Kwitnie biznes związany z wolontariatem. Za tygodniowy wolontariat w Afryce czy Indiach trzeba zapłacić około 1000 USD bez kosztów przelotu. Nie są w to wliczone deski i gwoździe na budowę lokalnego szpitala czy sierocińca albo szkoły.
      W tym kontekście rzeczywiście warto się przełamać i zaufać słowu i Panu. Niestety najwyraźniej wiara w słowo i Pana wydaje się być w obecnych czasach mniejsza niż przysłowiowe ziarnko goryczy, skoro tak wielu próbuje wyręczać dziś Pana i spieszyć z pomocą innym, jakby nie byli zdolni zaufać swojemu Panu, że ten także ma w opiece i swoim miłosierdziu także tych wszystkich nieszczęśliwych, którym powinęła się noga. Najwyraźniej jacy wyznawcy taki też ich Bóg i wiara. Tu dochodzi więc kolejna wątpliwość z tym, czym właściwie jest określana ta tzw. świadomość.
      Co do Jezus, to w istocie nie miał nic przeciwko dziesięcinie czyli podatkowi świątynnemu, co zresztą zostało wyjaśnione w MT 17, 24-27, kiedy to kazał Piotrowi złowić rybę, wyjąć z jej pyska statera i zapłacić podatek poborcy. Swoją drogą ciekawe w tej przypowieści jest pytanie, które zadaje Jezus: Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?» Gdy powiedział: «Od obcych», Jezus mu rzekł: «A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!»
      Wniosek chyba oczywisty.

      Usuń
    4. Zacznę od fragmentu z listu do Koryntian: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki. Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości.” Jak dla mnie powyższy fragment niesie wolność i swobodę, jest radosny, pełen nadziei. Wiara pomaga patrzeć na własne ograniczone zasoby z perspektywy obfitości. Nie sprowadzajmy zdolności do czynienia dobra (dobrych uczynków) do prostego schematu kija i marchewki.
      Dziesięcina w dzisiejszym ujęciu, o takiej mowa w poście, to dobrowolny akt zwykle zakorzeniony w relacji do Boga, nie jest dzisiaj podatkiem i przymusem, więc kwestie historyczne możemy pominąć.
      Twoje przemyślenia jakoś nie zostawiają miejsca na relację z osobowym Bogiem, a może na zwykłą ludzką bezinteresowność? Czytając o lęku przed karą i poczuciem winy, które –nieuświadomione- mają stać za chęcią niesienia materialnej pomocy, odniosłem wrażenie, że właściwie kwestionujesz zdolność człowieka do tego, by postępował w sposób autentycznie wolny w sferze tak naturalnej i podstawowej jak niesienie pomocy człowiekowi będącemu w potrzebie przez drugiego człowieka. Pomijając nawet kwestię motywacji religijnej.
      Wiara spłycona do zwykłej handlowej wymiany uczynki za zbawienie niewiele ma wspólnego z wiarą. Ale jeśli jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo miłosiernego Boga, to właśnie zdolność współodczuwania, wrażliwość na potrzeby tych, którym źle się dzieje, niesienie pomocy za cenę własnego komfortu i ustawienia się w życiu, a nawet rzadka gotowość oddania życia za innych to dla mnie właśnie te miejsca, w których stajemy się do Niego najbardziej podobni.
      Myślę, że nie okradamy Boga z jego miłosierdzia. Słudzy nieużyteczni jesteśmy, pracując w Jego winnicy. Nie robimy nic szczególnego, za co należy nam się wyróżnienie czy nagroda. Tym, którzy doświadczyli pomocy od drugiego człowieka, często spotykają w nim samego Boga, który odpowiedział na ich wołanie o pomoc.
      Poza tym ani Bóg ani człowiek nie są bezdusznymi automatami do dobrych uczynków. Jest w nas namiętność, radość dawania, jest miejsce na nagrodę, czemu nie? Związywać Bogu ręce, kiedy jest bonum diffusivum sui?

      Usuń
  9. w kwestii wyznaniowej- jeszcze do września 2012 ( co prawda nie pamiętam od kiedy, ale zgaduję, że co najmniej od promulgowania nowego CIC w 1983r.) - w kościele (katolickim) w niemczech- nie płacenie podatku na kościół,
    było równoznaczne z dokonaniem aktu apostazji (latae sententiae- czyli na mocy samego prawa)- i wyłączeniem ze wspólnoty kościoła.

    bywało to zaskoczeniem np. dla polskich emigrantów, którym się wydawało, że zaoszczędzą, a tym czasem: taki zonk.

    OdpowiedzUsuń
  10. tu jest jak widzę niebezpiecznie pomieszana kwestia przychód-dochód,

    w chwili kiedy Państwo opodatkuje nas nie tylko przez podatek dochodowy, ale też przez akcyzę, vat i różne parapodatki - zagadnienie przedstawione tutaj warto przemyśleć pod tym kątem

    warto pomagać,

    demaskując skalę nadmiernego opodatkowania oraz straszne marnotrawstwo przez państwo także każdy z nas robi mały, dobry uczynek

    OdpowiedzUsuń
  11. My dość długo dojrzewaliśmy do tej decyzji, ale po ostatnim artykule w Gościu Niedzielnym klamka zapadła. Technicznie zastanawialiśmy się jak obliczyć 10% kiedy przy własnej działalności bywają miesiące bez dochodu: na początek weźmiemy pod uwagę po prostu dochód roczny z PITu i 10% z tego rozdysponujemy w tym roku na potrzeby innych ludzi i Kościoła. W przyszłym roku 10% z kolejnego dochodu rocznego. Ten system tez powinien się sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie uważam, by wprowadzenie tego zwyczaju było czymś złym.

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...