15 marca 2014

Marnowanie żywności.

Żyjemy w epoce obfitości, tak myślę. Zewsząd słychać o problemach  gospodarczych, o kryzysie, o spadku poziomu życia jednak ja przynajmniej w mojej okolicy nie widzę jakiejś ekstremalnej biedy... szczególnie dzisiaj w sobotę, w okolicach supermarketu widzę wózki uginające się dosłownie od jedzenia... jakby ludzie kupowali zapasy na cały miesiąc...

Moje dzieciństwo PRL

Powiem Wam że pamiętam bardzo dobrze z dzieciństwa okres PRLu i prawdziwego, beznadziejnego kryzysu, szarość, brak perspektyw, kolejki i polowanie na najbardziej podstawowe produkty codziennego użytku. Pamiętam także rarytasy takie jak gumy Donald, paluszki słone, chrupki ziemniaczane, smażoną soje czy inny słonecznik kupione za pieniądze otrzymane od Dziadków, czy zarobione samodzielnie na zbieraniu makulatury i butelek.

W czasach tzw. komuny nie było czegoś takiego jak marnowanie żywności. Marnowanie żywności było zjawisko takie jak Yeti czy inna Wielka Stopa... owszem słyszało się, owszem Babcia przestrzegała, ale ja nie widziałem i chyba nikt naokoło nie widział czegoś takiego.

Marnowanie żywności

PRL się jednak skończył i żyjemy w XXI wieku. Statystycznie w każdej rodzinie marnuje się około 15% żywności. Jeden aspekt tego jest taki, że kupujemy za dużo i po prostu przejadamy się. Definitywnie nie należy to do zdrowych zwyczajów. Na opisywanie konsekwencji przeżerania się i opisanie zjawiska potrzebny będzie chyba kolejny cały wpis na blogu? Zgadza się? Chyba wszyscy zgodzimy się, aby tego unikać.

Drugi aspekt polega na tym, że nasze wspomniane 15% zakupionej żywności trafia w końcu do kosza na śmieci. Kupujemy za dużo, przygotowujemy za dużo, gospodarujemy statystycznie gorzej niż nasze Mamy i Babcie.

Strata

15 i więcej (jeśli doliczyć przejadanie się) procent zmarnowanej żywności to poza wszelkimi negatywnymi efektami po prostu strata dla naszego budżetu. Jedzenie nie będzie tańsze, z uwagi na zachodzące zmiany społeczno-gospodarcze w tym silne uzależnienie od drożejącej ropy naftowej jedzenie po prostu będzie drożeć. Czy nie warto zmienić nawyków tak, aby już teraz żywności nie marnować?

Jak nie marnować żywności

W tym momencie powoli chciałbym zakończyć wpis i liczę na Wasze pomysły i wnioski w komentarzach. Ja ze swojej strony na blogach zawsze proponowałem:

  • nie chodzić na zakupy jedzeniowe "na głodniaka" - kupujemy wtedy wszystko w nadmiarze
  • jeść częściej, ale mniejsze posiłki, na talerz nakładać sobie mniej, niż myślimy że jesteśmy w stanie zjeść
  • korzystać z zamrażarki - zamrażać posiłki, których przygotowaliśmy za dużo i wykorzystywać je w razie prawdziwej potrzeby
  • pamiętać o czymś takim jak słynna zasada MŻWR, czyli... mniej "jeść"... więcej ruchu

A jakie Wy macie pomysły?

Pozdrawiam,

Remigiusz, autor bloga Oszczędzanie (dawniej Realny Minimalizm)