Przejdź do głównej zawartości

Dom ze słomy

Ostatnio zostaliśmy zaproszeni do wspólnej inwestycji budowlanej. Chodziło o zbudowanie domu ze… słomy.


Okazuje się, że nie jest to wcale beznadziejny pomysł z bajki o trzech świnkach (mam nadzieję, że pamiętacie). Nie zagłębiałem się bliżej w szczegóły tej technologii, ale ma ona sporo zalet: jest tania i nie wymaga dużego nakładu pracy. Właściwie taki słomiany domek można sobie postawić samemu. I, wbrew pozorom, nie jest wcale tak nietrwały i łatwopalny (co pierwsze przychodzi do głowy).

Myślę, że tego rodzaju pomysły napotykają głównie barierę w naszych kulturowych stereotypach o solidnym, murowanym domu. Najlepiej takim, który pomieści kilka pokoleń i starczy na pokolenia. Ale -jak się tak zastanowić- życie jest dosyć krótkie, człowiekowi wystarczyłyby ściany i dach nad głową, które wytrzymałyby góra 50-60 lat (choć domy ze słomy są znacznie trwalsze). Obecna mobilność młodego pokolenia i zmieniające się szybko okoliczności życia wskazują, że nasze dzieci będą raczej nomadami. Czy zatem wielki murowany, opustoszały dom nie stanie się kulą u nogi (naszej lub potomków)? Może powinien bardziej przypominać coś tymczasowego  i mniej trwałego, bliższego do... namiotu niż betonowej góry?

Henry Thoreau napisał, że jeżeli utrzymuje się, iż cywilizacja oznacza rzeczywisty rozwój warunków bytu człowieka należy wykazać, że stworzyła lepsze domostwa nie podnosząc ich kosztów. Ceną zaś rzeczy jest ilość tego, co nazwałbym życiem, które należy za nią wymienić – natychmiast albo w ostatecznym rozrachunku. Robotnikowi upłynie na ogół połowa życia, zanim zarobi na własny wigwam. Czy człowiek niecywilizowany mądrze by zrobił wymieniając na tych warunkach wigwam na pałac? Współczesny robotnik skorzysta z kredytu bankowego, ale i tak jego spłata zajmie mu połowę życia. Zastanawiam się czasem nad kosztami inwestycji budowlanych. Dlaczego tyle to kosztuje? Dlaczego ceny materiałów budowlanych i robocizny są tak wysokie? Czy nie są one sztucznie wywindowane? Wywindowane przez prawa rynku, ale także nasze wygórowane ambicje posiadania pałacu. Nasi znajomi nie za bardzo lubią swój nowo wybudowany i zdecydowanie za duży dom, ponieważ... architekt nie dał się namówić na zmniejszenie jego rozmiarów do bardziej użytkowych.

Na razie nie budujemy domu ze słomy, mamy trochę inne wyzwania. Ale warto wziąć pod uwagę ten sposób budowania. A pod namiot udamy się w wolniejszym czasie.
Kto by zaś chciał poczytać o domach ze słomy polecam choćby linki poniżej:

http://8domow.pl/dom-ze-slomy-swiety-graal-alexandra/

http://ekocentrycy.pl/faq

http://sk-architekci.pl/strawbale/technologia/opis

http://m.muratordom.pl/budowa/domy-drewniane/dom-z-gliny-i-slomy-ekologiczny-pomysl-na-budowanie,109_9481.html

Komentarze

  1. Domy ze słomy, gliny, ziemi...
    W USA jest trochę z górą stuletnich domów ze słomy...
    Ciepłe i energooszczędne...
    Szybkie do zbudowania...
    Technologia mało popularna, bo... prosta i tania, a przecież nie o to chodzi bankom i dużym firmom budowlanym :)
    Rozwój cywilizacyjny co raz bardziej sprowadza sie do mnożenia komplikacji i "bytów niepotrzebnych"...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) kiedyś żywo się tym tematem interesowałem. Strawbale to naprawdę fantastyczna sprawa i na dodatek pozwalająca w dosłownym tego słowa znaczeniu budować własnymi rękami;). Niestety technologia choć niezwykle prosta, energooszczędna, pod względem pasywności i cieplności bijąca na głowę wszystkie murowane, mało popularna w Polsce. Jak słusznie zauważył Roman stoją temu na przeszkodzie mnożone komplikacje i "byty niepotrzebne". Za najważniejsze uznałbym wg mnie prawo budowlane, a w szczególności tzw. miejscowy plan zagospodarowania terenu. W bardzo wielu gminach nie do przeskoczenia. Niestety! Pod tym względem na Zachodzie czy w USA jest o wiele więcej swobody jak i bardziej sensownego wykorzystywania przestrzeni, z nastawieniem na różnorodność technologii jak i wykonania.

    OdpowiedzUsuń
  3. To niezwykle ciekawy sposób budowania.Ja z przyjaciółmi około12 lat temu budowałam dom 120m,to architekt powiedział,że nigdy nie projektował tak małego domku.Bardzo też mnie ciekawią domki holenderskie,myśę,że na tak zwane "stare lata"przeprowadzimy się do takiego domku.Zerowy koszt,brak opłat za nieruchomość,nie trzba mieć pozwolnia,projektu,koszt około 30 000,nie wiem dlaczego młodzi ludzie z takiego czasowego rozwiązania nie korzystają.Kawałek ziemi z pięknymi drzewami,domek holenderski z werandą,"koza"do ogrzania+panel do wody i pradu i można żyć "na swoim"Pozdrawiam sid.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mentalność obywateli kraju na dorobku? A to wymusza szybkie gonienie standardów zachodnich? Tylko mało kto zwraca uwagę na dwie kwestie: 1. to co uznajemy za zachodnie standardy to bardzo często jedynie fasada, 2. Do tych "standardów" zachó dochodził długie dziesiątki lat, a u nas chciano by "już i natychmiast".
      Roman

      Usuń
    2. A ile kosztuje ten "kawałek ziemi"?

      Usuń
    3. Do anonimowego z 18 marca: oto co na temat twoich domków holenderskich mówi prawo budowlane:
      Obiekt budowlany będący domkiem holenderskim zgodnie z przywołaną definicją jest obiektem tymczasowym, jako że nie jest trwale połączony z gruntem.



      Stosownie do art. 3 pkt 1 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane obiektem budowlanym jest: budynek wraz z instalacjami i urządzeniami technicznymi (lit. a), budowla stanowiącą całość techniczno-użytkową wraz z instalacjami i urządzeniami (lit. b) oraz obiekt małej architektury (lit. c). Przy czym, jak wskazał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w wyroku z dnia 6 listopada 2007 r. (sygn. akt II SA/Bk 506/07; dostępny w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych – http://orzeczenia.nsa.gov.pl), pojęcie „budowla” nie oznacza, że ma to być budynek wzniesiony od podstaw i trwale związany z gruntem, lecz jest to każdy inny obiekt wolnostojący, służący m.in. do sezonowego zamieszkiwania i użytkowany jako domek letniskowy.
      Interesuje Cię ten temat i chcesz wiedzieć więcej? – kliknij tutaj >>



      Z kolei w myśl art. 3 pkt 5 Prawa budowlanego przez tymczasowy obiekt budowlany należy rozumieć obiekt budowlany przeznaczony do czasowego użytkowania w okresie krótszym od jego trwałości technicznej, przewidziany do przeniesienia w inne miejsce lub rozbiórki, a także obiekt budowlany niepołączony trwale z gruntem, jak: strzelnice, kioski uliczne, pawilony sprzedaży ulicznej i wystawowe, przykrycia namiotowe i powłoki pneumatyczne, urządzenia rozrywkowe, barakowozy, obiekty kontenerowe.



      Należy przy tym zaznaczyć, że tymczasowe obiekty budowlane nie stanowią odrębnej kategorii obiektów budowlanych, lecz mieszczą się jednocześnie w definicji obiektu budowlanego art. 3 pkt 1 ustawy Prawo budowlane. W rozumieniu powołanego wyżej przepisu tymczasowymi obiektami budowlanymi mogą być zatem zarówno budynek, budowla, jak i obiekt małej architektury (por. wyrok WSA w Lublinie z dnia 13 września 2005 r.; sygn. akt II SA/Lu 359/05, dostępny w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych). Należy również podnieść, że brak trwałego połączenia z gruntem obiektu budowlanego samo przez się nie decyduje o tym, czy obiekt ten wymaga pozwolenia na budowę lub zgłoszenia bądź może być zwolniony z tych rygorów ustawy Prawo budowlane (por. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 1 sierpnia 2003 r.; sygn. akt IV SA 2977/01, dostępny w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych) – tak: wyrok WSA w Olsztynie z dnia 26 czerwca 2012 r., w sprawie II SA/Ol 381/12.

      Życzę powodzenia...

      Usuń
    4. Powodzenie niepotrzebne... :)
      Wystarczy, że ów domek zaopatrzy w koła lub posadowi naplatformie zaopatrzonej w koła...
      Na "wóz drabiniasty" ;) czy inną wersję "campera" nawet w chwili obecnej w Polsce pozwolenia nie potrzeba :)
      Roman

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć