Przejdź do głównej zawartości

Sekret pierwszy - zaangażowanie

Rozwinięcie wpisu nt. książki "7 sekretów efektywnych ojców", sekret pierwszy - zaangażowanie.

Przyznawaj się do swoich dzieci.
Jesteśmy ojcami i im szybciej sobie uświadomimy nasz ojcostwo i powołanie, jakie z niego wynika, tym łatwiej będzie nam się zaangażować. Tak, aby dzieci wiedziały, że TATA jest, można na niego liczyć, pomoże, pokaże, nauczy.
Kiedy się "przyznajemy" do swoich dzieci mówiąc im "jesteście moimi" - dajemy im punkt odniesienia, budujemy strefę poczucia bezpieczeństwa.
To przyznanie będzie polegało na świadomym byciu dostępnym tak, aby miejsca ojca nie zajęło to, co we współczesnym świecie nas otacza:
  • telewizor w roli ojca
  • szkoła jako ojciec
  • państwo jako ojciec
Ojcowskie zaangażowanie
Praktyczne działanie, nie ma miejsca na bierność, obojętność. Ken pisze o efektywnych ojcach, którzy m.in.:
  • realizują ojcowskie zobowiązanie w sposób bardziej dynamiczny, wręcz wojowniczy
  • na bieżąco monitorują swoje oddanie i zaangażowanie
  • profesjonalizują swoje ojcostwo,
  • czerpią pewność siebie z samej godności ojcowskiego powołania
Na koniec inna definicja zaangażowanego ojcostwa:
Czy regularnie poświęcasz swój czas, energię, siły i inne środki dzieciom?
Czas jest chyba najważniejszym miernikiem ojcowskiego oddania i zaangażowania. Deficytowy towar, nie do kupienia. Sami musimy ustalić nasze priorytety.

Zachęcam do komentowania. Postawię pytanie:
Jakie wg Was są sposoby na wzmacnianie ojcowskiego oddania i zaangażowania?

W książce rozdział kończy się podaniem kilku praktycznych wskazówek. Spróbujmy dopisać samemu :-).

 

Komentarze

  1. Moim zdaniem, tata (nie lubię słowa ojciec) NIE powinien przede wszystkim: krytykować i narzucać własnego zdania, poglądu. Szacunek i aprobata w stosunku do dziecka jest bardzo ważna. Nie chodzi mi o to, żeby sam zmieniał swoje zdanie, ale żeby szanował zdanie dzieci, a w przypadku rozbieżności poglądów zawsze można o tym spokojnie pogadać, dojść do wspólnych wniosków. Dzięki takiemu podejściu, wie, że może liczyć ta "ojca", nie boi się przed nim otworzyć bo wie, że nie zostanie skrytykowane.
    Pozdrawiam ;)
    Olga

    OdpowiedzUsuń
  2. nie czytałem tej książki, a po przeczytaniu tych dwóch wpisów na jej temat, stwierdzam, że dobrze się stało. Zacznę od tego, że w moim odczuciu ojciec czy bycie ojcem to nie jakiś biznes by używać w stosunku do tego sformułowań typu efektywny czy profesjonalny, dodatkowo z opcją monitoringu. Sam jestem ojcem i wolę patrzeć na to jak na budowanie przestrzeni relacji ojciec-dziecko dziecko-ojciec..
    Dla mnie istnieją cztery filary tej przestrzeni wyznaczające jej ramy:
    1. uwaga/poświęcanie dziecku uwagi (w ślad za tym idzie i czas i działania)
    2. zrozumienie
    3.miłość
    4. zaufanie

    Zbyt często nie rozumiemy własnych dzieci. Wolimy im narzucać jakieś społeczne normy czy wartości nazywając to wychowaniem. Te normy są adekwatne do obecnych czasów, a my wrzucamy własne dzieci w te ramy. Dynamika zmian rzeczywistości przyspiesza. Za 30 lat te normy i wartości będą bez znaczenia, Z dziecka zostanie tylko dorosły wychowany w określonym, przestarzałym systemie wartości, norm i zachowań, borykający się z codziennością z powodu własnego nieprzystosowania.
    Ten brak zrozumienia skutkuje jeszcze czymś innym. dzieci w stosunku do rodziców żywią bezwarunkową miłość, to ich naturalny stan. Niestety zbyt często na co dzień rodzicie odpłacają dzieciom za ich miłość poczuciem winy. Ciekawe ile trzeba by zbudować sierocińców, gdyby wprowadzono prawo odbierające prawa rodzicielskie rodzicom za ich brak miłości do dzieci.
    Ostatecznie rodzice są sobie sami winni, podważając w ten sposób zaufanie do siebie samych i swoją własną wiarygodność w oczach dziecka. Swoją drogą zaskakujące, że w tych siedmiu punktach nie znalazły się takie rzeczy jak miłość do dziecka tylko do jego matki czy zaufanie do dziecka zamiast bezpieczeństwa. Trochę to taki ojciec, który myśli kategoriami matki i patrzy na swoje ojcostwo przez jej pryzmat.

    Dla mnie ta przestrzeń relacji to przede wszystkim budowanie głębokiej więzi. To bardzo osobista i intymna wręcz sprawa. Dlatego nie należy pozwalać komukolwiek by wtrącał się w tę relację. I ostatnia sprawa: ojcostwo to nie obowiązek, zobowiązanie czy powołanie. W dzisiejszych czasach raczej określiłbym to mianem przywileju zaangażowania męskiej siły poprzez jej aktywną obecność w przestrzeni fizycznej, emocjonalnej, mentalnej i duchowej dziecka.

    P.S. powyższy komentarz jest wyrazem moich osobistych poglądów w tym temacie i tylko w taki sposób należy go traktować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robert - ciekawe spojrzenie. Książka nie daje monopolu na ojcostwo, nie jest wyrocznią. Można z niej skorzystać i przez pryzmat przeczytanych kartek może coś zmienić, zatrzymać się, pomyśleć.
      Osobiście mi pomogła spojrzeć na kilka spraw trochę innym "okiem".
      Dzięki za komentarz - to pokazuje jak wiele mamy do napisania w tych kwestiach.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. myślę, że nic i nikt nie daje monopolu. Owszem można wnioskować, że sporo jeszcze jest do odkrycia czy napisania, ale... osobiście już mam tę świadomość, że to co wiem w tej kwestii obecnie, za miesiąc czy rok może okazać się bezużyteczne. Moja wiedza, sposób myślenia, postrzegania, zachowania, reagowania postępowania, po prostu mogą okazać się niewystarczające lub zupełnie nieadekwatne do nowych sytuacji. Nie rodzimy się jako rodzice, rodzicami stajemy się lub nie.

      Jakakolwiek forma życia by mogła powstać, przetrwać i rozwijać się potrzebuje dwóch rodzajów sił: siły, która ją chroni i siły, która ją wspiera. Dobrze jeśli te dwie siły są wzajemnie ze sobą zsynchronizowane.

      W przypadku człowieka, siła, która zapewnia bezpieczeństwo to siła kobiety. Siła, która wspiera, to siła mężczyzny. Te siły mogą się zsynchronizować, lub co jest o wiele częstszym przypadkiem polaryzują się. Przejawem bezpieczeństwa jest troska, przejawem wsparcia aktywne zaangażowanie. Prosty przykład: on już nie tak często mówi jej komplementy, nie zauważył, ze zmieniła kolor włosów, nie bardzo ma ochotę angażować się w prace domowe. To jego feedback, na jej siłę. Jego zaangażowanie czyli aktywna obecność ulega zmniejszeniu, staje się pasywna lub bierna w tej przestrzeni, albo zostaje przesunięta gdzie indziej. Ona owszem zatroszczyła się, urządziła mieszkanie wedle własnego gustu i własnych potrzeb, myśląc przy okazji że to także jego potrzeby, rozmawia o tym co dla niej istotne i ważne, nie słucha już z taką uwagą jego, a jego potrzeby zeszły na plan dalszy.
      W takiej konfiguracji sił pojawia się nowe życie czyli dziecko. Ta konfiguracja sił ma bezpośredni wpływ na jego rozwój. I teraz bodaj najciekawsza i najbardziej interesująca rzecz. Wielu mężczyzn podkreśla potrzebę dbania o bezpieczeństwo - typowy schemat mentalny, który powstaje w sytuacji, kiedy dziecko wychowuje się w spolaryzowanym układzie sił, gdzie dominuje matka, a ojciec przejawia bierną lub pasywną aktywność bądź w ogóle jest nieobecny (praca, wyjazd za granicę, rozwód).W jakimś sensie odpowiada to sytuacji zmiany ról i społecznych przewartościowań, dokonujących się od ponad wieku za sprawą feminizmu.
      I druga w moim odczuciu o wiele ważniejsza kwestia. Jeśli weźmiemy pod uwagę jakiekolwiek wyniki badań z zakresu psychologii czy socjologii, obejmujące rozwój człowieka, okazuje się, że źródłem wszelkich patologii, nieprzystosowań, kompleksów, długotrwałych problemów z poczuciem własnej wartości, osiąganiem własnych celów, zrozumieniem, relacjami interpersonalnymi, zawsze jest rodzina. Tam tkwią korzenie tych rzeczy i zależne są właśnie od tego, do jakiego stopnia te dwie siły są albo zsynchronizowane, albo spolaryzowane.

      Usuń
  3. krótko i praktycznie, 3 pomysły:

    - czytać dziecku bajki wieczorem, mimo że leci fajny film w TV

    - wychodzić z dzieckiem na spacer, mimo że chce się klapnąć na kanapie i wypić piwo

    - czasem odpuścić pracę/spotkanie z kumplami/mecz, jeśli potrzeby dziecka są ważniejsze, nie jestesmy niesastąpieni


    OdpowiedzUsuń
  4. To ja sobie pozwole wtracic trzy grosze, jako matka, ale i corka. Moje "odkrycie" dotyczace bycia rodzicem wspaniale wedlug mnie oddaje przysiega malzenska. Tzn. dla jasnosci, moja akurat nie byla taka, ale schemat "milosc, wiernosc, uczciwosc, i ze nie opuszcze do smierci" wydaje mi sie jak najbardziej adekwatna do relacji rodzic-dziecko. Dwa pierwsze to jasne-milosc, wiernosc, co do uczciwosci to po prostu, jak nie lubie sie w cos bawic, nie bawie sie, i mowie, jak naprawde jestem zmeczona mowie o tym itd, jak mnie cos denerwuje to tez. Ale slowko chce dodac o tym "nie opuszczaniu". Boli mnie, ze za dzieci uwaza sie tylko male dzieci, i np. w pewnym momencie wazniejsze sa wnuki-male, od dzieci- doroslych. Rozwod dziecka boli, bo wnukow szkoda, ale dramat doroslego dziecka jakos tak w cieniu. Wtracanie sie w zycie doroslych dzieci albo totalna obojetnosc, masz problemy, sama go wybralas (meza) to masz itd. Rodzicami jestesmy na zawsze. Mnie ta perspektywa wydaje sie wspaniala. Ale dzieci moje na razie male... :-) Pozdrawiam Ojcow i Matki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Acha, mam na imie Anna :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. aha, a z mojej strony jeszcze jedno - jako współautor tego bloga bardzo dziękuję za ten wpis Kolegi - okazał się dla mnie cenniejszy niż się mogłoby wydawać

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…