12 listopada 2014

Duch prostoty

W drugim rozdziale książki "Prostota w życiu" K. Wagner próbuje określić prostotę w jej podstawowym znaczeniu.

Czasem dobrze jest wracać do fundamentów. Czym właściwie jest prostota?  Czy w każdych warunkach i dla każdego oznacza to samo? Czy da się zamknąć w zgrabnej -aczkolwiek nieużytecznej- formułce? Czy to zestaw „mały minimalista” z instrukcją do samodzielnego montażu, czy raczej subtelne półcienie i niuanse codziennych, osobistych i niepoddających się reprodukcji wyborów, ciągłe balansowanie na linii rozpiętej między dostatkiem a niedoborem, żmudny obrachunek własnych klęsk i sukcesów (jeszcze zwycięzcy czy już zwyciężeni) w obcowaniu z -napędzaną turbokonsumpcją- kulturą materialną XXI wieku?

Kolejny rozdział Wagner zaczyna od ćwiczenia:
Wyobraźmy sobie, że spotkaliśmy na drodze trzech ludzi: jeden jechał powozem, drugi szedł piechotą, trzeci wędrował boso. Według zewnętrznego kryterium największą prostotą odznaczał się ten ostatni. Może się zdarzyć -zauważa Wagner- że jadący powozem jest skromny, pomimo swego stanowiska i bogactwa, idący w trzewikach nie zazdrości jadącemu powozem i nie pogardza bosym nędzarzem, zaś trzeci pod łachmanami żywi nienawiść do prostoty, pracy, wstrzemięźliwości i marzy tylko o życiu łatwym, o uciechach i bezczynności. Tak więc zewnętrzne pozory nie świadczą o prostocie, a tym, co ją buduje, jest nasza postawa wewnętrzna.

Czy o prostocie decydują jej pewne namacalne cechy, po których daje się poznać? Niewyszukane ubranie, mieszkanie bez zbytku, skromność, ubóstwo? Czy żyć prosto to ograniczyć posiadanie, mniej wydawać? Wszystkie te zachowania zdają się iść ze sobą w parze, tworząc określony sposób życia. Często ten minimalistyczny styl fetyszyzujemy, zachwycamy się nim i… utożsamiamy z prostotą. Wagner dostrzega błąd takiego rozumowania, który polega na pomieszaniu treści z formą.

Czasem upraszczanie życia sprowadzamy tylko do pozbywania się przedmiotów materialnych, obywania się bez określonych sprzętów i urządzeń (np. smartfon), usług (fryzjer, restauracje), ograniczamy konsumpcję, starając się żyć możliwie oszczędnie, gospodarnie i skromnie. To z jednej strony dobrze nakładać sobie (lub akceptować) ograniczenia, bo taka dyscyplina pomaga choćby dopiąć domowy budżet, czyni życie mniej skomplikowanym procesem, oczyszcza przestrzeń, pozwala mniej pracować i wygenerować więcej wolnego czasu. Ale sam ostatnio zastanawiałem się nad tym czy można postawić znak równości między prostotą a np. oszczędzaniem? Czy powyżej pewnego poziomu dochodów można jeszcze prowadzić proste życie? Przyszedł mi na myśl przykład człowieka na pewno nie biednego, a doceniającego wartość prostoty – to Ferenc Mate, utrzymujący się z uprawy winnic, o którym pisałem we wpisie Prostota o toskańskim sercu.

Wagner pisze: Żadna klasa nie ma przywileju prostoty, żaden zwyczaj, choćby wydawał się najskromniejszy, nie może być jej niezbitym dowodem. Siedzibą jej nie jest koniecznie poddasze, ani lepianka nędzarza, ani cela ascety, ani łódź najbiedniejszego rybaka. We wszelkich przejawach życia, na wszystkich szczeblach społecznych, u dołu i na wyżynach, widzimy prostotę obok zupełnego jej braku. Nie chcemy przez to powiedzieć, że prostota nie wyraża się żadną zewnętrzną oznaką, że nie ma swych cech szczególnych, swych upodobań własnych, swych obyczajów; nie należy jednak identyfikować jej form z jej istotą i głębokim źródłem.

Co jest zatem istotą prostoty?
Odpowiedź Wagnera może wydać się nieoczywista: Człowiek jest prosty wówczas, kiedy główne jego usiłowanie polega na pragnieniu zostania takim, jakim być powinien, to jest po prostu człowiekiem. To kwestia ustanowienia harmonii między postępowaniem i naszymi dążeniami a czymś, co Wagner nazywa „prawem naszej istoty”, a Mate „prawdziwym życiem”. Wielokrotnie na blogu pisałem, że istotą dobrowolnej prostoty jest  dla mnie uporządkowanie egzystencji i zrobienie miejsca na to, co ma prawdziwą wartość. A to, co wg Wagnera posiada prawdziwą wartość, wydaje się głęboko ludzkie i bardzo uniwersalne: to poświęcenie swojej energii życiowej nie na gromadzenie rzeczy materialnych, lecz na osiągnięcie dóbr wyższych - miłości, prawdy i wolności.

Podeprę się na koniec przemyśleniami Tesi, aktywnej komentatorki bloga, które dotykają istoty zagadnienia. Jak zauważyła (pod wpisem Jak niebezpiecznie jest posiadać zbyt dużo rzeczy): czasem naszą drogą jest rezygnacja z posiadania, a czasem stajemy wobec sytuacji przeciwnej, że wyrasta przed nami posiadanie, od którego chciałoby się uciekać w popłochu, a nie zawsze to jest właściwe... Zarówno nieposiadanie jak i posiadanie może być związane z osobistym powołaniem człowieka. Z tego wynika, że nie sztywne trzymanie się którejś z doktryn jest właściwe, tylko odwaga w odczytywaniu własnego powołania i podążania za nim. Wszystko zasadza się na myśleniu, aktualizowaniu swoich ocen i niezasklepianiu się w jakiejś doktrynie.

Myślę, że o to chodzi w prostym życiu. Jeżeli rzeczy, pieniądze, konsumpcja (lub cokolwiek) stają się przeszkodą w realizowaniu osobistego powołania, to trzeba to odrzucić. Może być też tak, że te same rzeczy, pieniądze, konsumpcja (która sama w sobie nie jest przecież wcielonym złem) jest mi do realizacji powołania potrzebna. Kluczem jest odkrycie, czemu/komu chcę poświęcić swoją życiową energię i odrzucenie tego, co jest w tej drodze niepotrzebnym balastem.


Pierwszy rozdział z książki "Prostota w życiu" pt. Życie utrudnione znajdziecie tutaj.