3 października 2014

Życie utrudnione

Dzięki Annaperennie dowiedziałem się o istnieniu książki K. Wagnera „Prostota w życiu”, która ukazała się w polskim przekładzie –jeszcze pod zaborem rosyjskim- w 1905 r.! Tego rodzaju teksty mnie intrygują – na ile stanowią zwierciadło swojej epoki, a na ile są ponadczasowe? Skoro nieustanie wracam do „Waldena” H. Thoreau z połowy XIX w., a jakiś czas temu „odkryłem” jakże aktualny tekst O wartości dobrowolnej prostoty Richarda Grega z 1936 r., bardzo możliwie, że Wagner ma nam do powiedzenia o naszej kondycji o wiele więcej niż przypuszczamy. Aby się o tym przekonać, postanowiłem udzielić mu -od czasu do czasu- głosu na blogu (dodając nieco od siebie oraz uwspółcześniając język i ortografię). Wyobraźmy sobie zatem, że K. Wagner jest jednym z autorów publikujących na Drodze do prostego życia.

Pierwszy rozdział książki zatytułowany Życie utrudnione zaczyna się od rodziny Blanchard’ów, w której gorączkowa atmosfera przygotowania do ślubu, udzielająca się domownikom, kontrastuje z zacisznym pokojem osiemdziesięcioletniej babuni. W pokoju tym zabiegani narzeczeni odnajdują upragnione wytchnienie i spokój. „Biedne dzieci!" -mówi babcia- „jakże zdenerwowani jesteście! Odpocznijcie troszkę, zbliżcie się do siebie. To najważniejsze. Mniejsza o resztę, wszystko inne nie zasługuje na uwagę". Te słowa Wagner odnosi do całego naszego życia: Od kolebki do mogiły, w potrzebach i przyjemnościach, w rozumieniu świata i siebie samego, człowiek nowoczesny szamocze się w chaosie niezliczonych zawikłań. W niczym nie ma prostoty: ani w myśleniu, ani w działaniu, ani w zabawie, ani nawet w śmierci. Własnymi rękami dodaliśmy naszemu istnieniu tysiące utrudnień, odejmując mu wiele stron dodatnich.

Wagner podważa dość powszechne przekonanie, że człowiek staje się szczęśliwszym i lepszym w miarę powiększenia dobrobytu zewnętrznego. To nic innego niż współczesna mantra „więcej oznacza lepiej”. Zwraca uwagę, że rozwój cywilizacji czy wzrost dobrobytu w dziedzinie potrzeb nie przynosi spodziewanego rozwiązania. Większość z nas doświadczyła tego paradoksu: wzrost potrzeb postępuje wraz ze wzrostem zasobów, a obecna trudność życia to konieczność borykania się z niesłychaną ilością naszych potrzeb materialnych. Nigdy kwestia życia i okrycia nie była -pisze Wagner- bardziej zaostrzona i żywotna, niż od czasu, kiedy się lepiej żywimy, lepiej ubieramy i lepiej mieszkamy.

Nieuniknionym następstwem jest to, że potrzeby wzrastają w miarę ich zaspakajania: im więcej człowiek posiada, tym więcej pragnie posiadać. Im bardziej ma zaspokojone jutro, z punktu widzenia zdrowego rozsądku, tym bardziej poddaje się troskom, z czego żyć będzie on i jego potomstwo, w jaki sposób zapewnić mu przyszłość. Z tego wszystkiego we wszystkich warstwach społecznych wynikło podniecenie ogólne, niespokojny i niesłychanie złożony stan ducha, dający się porównać do humoru dzieci popsutych, jednocześnie obdarzanych i niezadowolonych. Nie zdobyliśmy ani większego szczęścia, ani większego spokoju, ani większej miłości bliźniego. Popsute, rozgrymaszone dzieci swarzą się często i zawzięcie. Im więcej człowiek ma pragnień i potrzeb, tym więcej znajduje sposobności do starć z innymi.

Jakież miejsce pozostaje dla drugiego człowieka w życiu poświęconym wyłącznie zajęciom materialnym, potrzebom po większej części sztucznym, zadowoleniem ambicji, zawziętości, fantazji? Człowiek, rzucony na pastwę swoich pragnień, powiększa je i wzmaga tak, że wkrótce biorą nad nim górę. Oddany jest wewnętrznej anarchii pragnień, z której, z biegiem czasu, wyradza się anarchia zewnętrzna.

Dla człowieka, niewolnika potrzeb licznych i niezrozumiałych, posiadanie jest dobrem par excellence, źródłem wszelkiego innego dobra. Rzeczy i ludzie są szacowani sprzedajną swoją wartością, pożytkiem, jaki można z nich osiągnąć. Wszystko, co nic nie przynosi, jest niczym. Wszyscy, co nic nie posiadają, nic nie są warci. Szlachetne ubóstwo, z łatwością napiętnowane, jest hańbą, pieniądz, nawet nieczysty, zdobyty bez trudu, może być uważany za zasługę.

Wagner zastanawia się nad przyczynami takiego stanu rzeczy, komplikującymi i utrudniającymi nasze życie. Stwierdza, że wszystkie one odnoszą się do jednej przyczyny ogólnej: łączenia dodatkowego z zasadniczym. Dobrobyt, cała cywilizacja ogólnie wzięta, tworzą ramy obrazu, lecz ramy nie stanowią jeszcze obrazu. Obrazem tutaj jest człowiek, człowiek z najtajniejszą swoją głębią, sumieniem, charakterem, wolą. Podczas kiedy upiększano, pielęgnowano ramy, zaniedbano, uszkodzono obraz. Jesteśmy bogaci w zewnętrzne dobra, a ubodzy, wynędzniali duchowo. Mamy obfitość rzeczy, bez których można by się obejść, a jesteśmy nieskończenie biedni pod jednym, najważniejszym względem. I kiedy nasza głęboka istota się budzi z potrzebą miłości, nadziei, spełnienia swego przeznaczenia, doznaje lęku i trwogi, jak człowiek pogrzebany za życia. Dusi się pod stosem rzeczy drugorzędnych ciążących na niej, pozbawiających ją powietrza i światła.

Czy jest to diagnoza słuszna?

cdn.

Zainteresowani pełną wersją książki znajdą ją na stronie Elbląskiej Biblioteki Cyfrowej tutaj.