9 listopada 2014

O weselu pachnącym lawendą... i o nowych drogach

W życiu każdego człowieka nadchodzi czas, gdy zadaje Pytanie: z kim dalej chce iść przez życie. Odpowiedź jest mniej lub bardziej oczywista. Dla mnie nie była oczywista, aż do chwili, gdy poznałem moją obecną żonę. Zanim jednak powiedzieliśmy sobie sakramentalne "tak", były przygotowania do ślubu. Ślubu nietypowego...

Postanowiliśmy bowiem iż ślub nie odbędzie się w Katedrze Wrocławskiej, ani w nowowyremontowanym kościele w Kluczborku, skąd pochodzi moja żona. Na miejsce ślubu wybraliśmy mały kościół w Proślicach k/ Byczyny. In the middle of nowhere.  


Nikt wcześniej nie znał tego miejsca, ale nam się spodobało. Było wiele głosów "na nie", ale nie przejmowaliśmy się tym. 

Kwiaty do dekoracji kościoła pochodziły z lokalnych pól lawendy  - z plantacji zwanej Lawndowe Lisie Pole. Udało się wspaniale, choć znów było wiele głosów "nikt wcześniej tak nie robił, co wy wydziwiacie..." A jednak, usłyszeliśmy słowa uznania od księdza za lawendę, a od dostawczyni lawendy - Hani, za kościół. Jechaliśmy dalej...


Samo wesele także było dość nietypowe - miało miejsce w namiocie weselnym rozstawianym na dziedzińcu repliki średniowiecznego grodu - w Biskupicach k/Byczyny. Pośród pól i łąk...  Tu znów pojawiały się głosy, że "naoglądaliśmy się amerykańskich filmów, będzie zimno...". Nie słuchaliśmy ich jednak, sami ocenialiśmy różne propozycje. Rozmiary, koszty, opcje... Wszystko to kosztowało dużo pracy, czasu, jeżdżenia po okolicy, rozmów, maili, etc. Dużo więcej niż powielanie utrwalonych schematów weselnych. Kiedy robimy "tak jak wszyscy", to "wszyscy" czują się bezpiecznie w swoich utartych schematach postępowania. Gdy zaczynamy coś zmieniać, ci sami "wszyscy" nie mają prawa być pewni, że robią tak jak jest najlepiej.


Choć nie obyło się bez znacznego stresu, niespodzianek, czasami cierpkich ocen - to był najwspanialszy dzień w naszym życiu. Początek czegoś nowego, co warto było zaakcentować.

Szliśmy i idziemy własną drogą. Byliśmy i jesteśmy nieprzemakalni na argumenty "nikt wcześniej tak nie robił...", wprost przeciwnie - dodawało nam to więcej zapału, ale i ostrożności. Zarówno ślub, jak i wesele udało się wspaniale. Mamy nadzieję, że nie straciliśmy pokory wobec samych siebie i świadomości, że nowe drogi to nie autostrady. Nowe drogi to ciągi znaków dostrzegalnych tylko dla czujnych obserwatorów. 

Dziękujemy! 






8 komentarzy:

  1. "Na miejsce wesela wybraliśmy mały kościół .."
    Wesele w kościele?

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie kościół, to dość dobre miejsce do tego, aby się weselić (a już tym bardziej na ślubie :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. "Na miejscu ŚLUBU wybraliśmy mały kościół" - no chyba nic dziwnego w tym, że ślub jest w kościele ;)
    Fajny pomysł. Nasze wesele w zasadzie też było inne bo ... w domu. Woleliśmy wydać kasę na podróż poślubną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor wpisu zrobił małą korektę - dziękujemy za uważnych Czytelników :)

      Usuń
    2. zwracam honor ;)
      Bea

      Usuń
  4. Arturze, gratuluję Ci znalezienia odpowiedzi na to najważniejsze pytanie, a Wam obojgu determinacji, aby zacząć wspólną drogę "po swojemu". My także -a było to już 17 lat temu! - staraliśmy się nie podążać "autostradą" i złamaliśmy chyba wszystkie przesądy, jakie tylko odkryliśmy. M.in. ślub braliśmy w maju. Do sali, w której odbyło się skromne wesele, poszliśmy -razem z gośćmi- piechotą, a suknię ślubną Żona uszyła samodzielnie. No i było bez alkoholu. Dużo by opowiadać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Artur, ja także gratuluję i życzę szczęścia. Zdjęcia pokazują, że zarówno miejsce, jak i oprawę mieliście wyjątkową. Dodam jeszcze, że mam wrażenie, że determinacja pary do załatwiania spraw "po swojemu" to chyba dobry znak. Po zrobieniu małych statystyk (co do uroczystości, na których byłam) doszłam do wniosku, że im mniej blichtru było na danym ślubie i weselu, tym większa trwałość małżeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł, by trochę odejść od "tradycji", gdzie wszystkie wesela wyglądają praktycznie tak samo. Strasznie podoba mi się zdjęcie z przyozdobionym lawendą stołem!
    Samemu marzę o małym, cichym i spokojnym weselu w gronie najbliższych - ale jest jeszcze druga połówka która w tej kwestii ma troszkę odmienne poglądy ;) Na szczęście mamy jeszcze chwilę na dogranie wszelkich ślubno-weselnych pomysłów ;)
    Gratuluję Arturze i wszystkiego dobrego dla Ciebie i żony!

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...