Przejdź do głównej zawartości

Duch prostoty

W drugim rozdziale książki "Prostota w życiu" K. Wagner próbuje określić prostotę w jej podstawowym znaczeniu.

Czasem dobrze jest wracać do fundamentów. Czym właściwie jest prostota?  Czy w każdych warunkach i dla każdego oznacza to samo? Czy da się zamknąć w zgrabnej -aczkolwiek nieużytecznej- formułce? Czy to zestaw „mały minimalista” z instrukcją do samodzielnego montażu, czy raczej subtelne półcienie i niuanse codziennych, osobistych i niepoddających się reprodukcji wyborów, ciągłe balansowanie na linii rozpiętej między dostatkiem a niedoborem, żmudny obrachunek własnych klęsk i sukcesów (jeszcze zwycięzcy czy już zwyciężeni) w obcowaniu z -napędzaną turbokonsumpcją- kulturą materialną XXI wieku?

Kolejny rozdział Wagner zaczyna od ćwiczenia:
Wyobraźmy sobie, że spotkaliśmy na drodze trzech ludzi: jeden jechał powozem, drugi szedł piechotą, trzeci wędrował boso. Według zewnętrznego kryterium największą prostotą odznaczał się ten ostatni. Może się zdarzyć -zauważa Wagner- że jadący powozem jest skromny, pomimo swego stanowiska i bogactwa, idący w trzewikach nie zazdrości jadącemu powozem i nie pogardza bosym nędzarzem, zaś trzeci pod łachmanami żywi nienawiść do prostoty, pracy, wstrzemięźliwości i marzy tylko o życiu łatwym, o uciechach i bezczynności. Tak więc zewnętrzne pozory nie świadczą o prostocie, a tym, co ją buduje, jest nasza postawa wewnętrzna.

Czy o prostocie decydują jej pewne namacalne cechy, po których daje się poznać? Niewyszukane ubranie, mieszkanie bez zbytku, skromność, ubóstwo? Czy żyć prosto to ograniczyć posiadanie, mniej wydawać? Wszystkie te zachowania zdają się iść ze sobą w parze, tworząc określony sposób życia. Często ten minimalistyczny styl fetyszyzujemy, zachwycamy się nim i… utożsamiamy z prostotą. Wagner dostrzega błąd takiego rozumowania, który polega na pomieszaniu treści z formą.

Czasem upraszczanie życia sprowadzamy tylko do pozbywania się przedmiotów materialnych, obywania się bez określonych sprzętów i urządzeń (np. smartfon), usług (fryzjer, restauracje), ograniczamy konsumpcję, starając się żyć możliwie oszczędnie, gospodarnie i skromnie. To z jednej strony dobrze nakładać sobie (lub akceptować) ograniczenia, bo taka dyscyplina pomaga choćby dopiąć domowy budżet, czyni życie mniej skomplikowanym procesem, oczyszcza przestrzeń, pozwala mniej pracować i wygenerować więcej wolnego czasu. Ale sam ostatnio zastanawiałem się nad tym czy można postawić znak równości między prostotą a np. oszczędzaniem? Czy powyżej pewnego poziomu dochodów można jeszcze prowadzić proste życie? Przyszedł mi na myśl przykład człowieka na pewno nie biednego, a doceniającego wartość prostoty – to Ferenc Mate, utrzymujący się z uprawy winnic, o którym pisałem we wpisie Prostota o toskańskim sercu.

Wagner pisze: Żadna klasa nie ma przywileju prostoty, żaden zwyczaj, choćby wydawał się najskromniejszy, nie może być jej niezbitym dowodem. Siedzibą jej nie jest koniecznie poddasze, ani lepianka nędzarza, ani cela ascety, ani łódź najbiedniejszego rybaka. We wszelkich przejawach życia, na wszystkich szczeblach społecznych, u dołu i na wyżynach, widzimy prostotę obok zupełnego jej braku. Nie chcemy przez to powiedzieć, że prostota nie wyraża się żadną zewnętrzną oznaką, że nie ma swych cech szczególnych, swych upodobań własnych, swych obyczajów; nie należy jednak identyfikować jej form z jej istotą i głębokim źródłem.

Co jest zatem istotą prostoty?
Odpowiedź Wagnera może wydać się nieoczywista: Człowiek jest prosty wówczas, kiedy główne jego usiłowanie polega na pragnieniu zostania takim, jakim być powinien, to jest po prostu człowiekiem. To kwestia ustanowienia harmonii między postępowaniem i naszymi dążeniami a czymś, co Wagner nazywa „prawem naszej istoty”, a Mate „prawdziwym życiem”. Wielokrotnie na blogu pisałem, że istotą dobrowolnej prostoty jest  dla mnie uporządkowanie egzystencji i zrobienie miejsca na to, co ma prawdziwą wartość. A to, co wg Wagnera posiada prawdziwą wartość, wydaje się głęboko ludzkie i bardzo uniwersalne: to poświęcenie swojej energii życiowej nie na gromadzenie rzeczy materialnych, lecz na osiągnięcie dóbr wyższych - miłości, prawdy i wolności.

Podeprę się na koniec przemyśleniami Tesi, aktywnej komentatorki bloga, które dotykają istoty zagadnienia. Jak zauważyła (pod wpisem Jak niebezpiecznie jest posiadać zbyt dużo rzeczy): czasem naszą drogą jest rezygnacja z posiadania, a czasem stajemy wobec sytuacji przeciwnej, że wyrasta przed nami posiadanie, od którego chciałoby się uciekać w popłochu, a nie zawsze to jest właściwe... Zarówno nieposiadanie jak i posiadanie może być związane z osobistym powołaniem człowieka. Z tego wynika, że nie sztywne trzymanie się którejś z doktryn jest właściwe, tylko odwaga w odczytywaniu własnego powołania i podążania za nim. Wszystko zasadza się na myśleniu, aktualizowaniu swoich ocen i niezasklepianiu się w jakiejś doktrynie.

Myślę, że o to chodzi w prostym życiu. Jeżeli rzeczy, pieniądze, konsumpcja (lub cokolwiek) stają się przeszkodą w realizowaniu osobistego powołania, to trzeba to odrzucić. Może być też tak, że te same rzeczy, pieniądze, konsumpcja (która sama w sobie nie jest przecież wcielonym złem) jest mi do realizacji powołania potrzebna. Kluczem jest odkrycie, czemu/komu chcę poświęcić swoją życiową energię i odrzucenie tego, co jest w tej drodze niepotrzebnym balastem.


Pierwszy rozdział z książki "Prostota w życiu" pt. Życie utrudnione znajdziecie tutaj.

Komentarze

  1. No nie, moja coraz mniej skromna osoba blogerska stanęła na chwilę obok klasyków minimalizmu ;-) Aby nie było to tak całkiem nieuzasadnione, przedstawię Wam wkrótce lekturę, która w moim odczuciu najbardziej dotyka jego sedna. Praktycznie cała przede mną, ale raczej się co do niej nie pomyliłam. Mam nadzieję, że nie przegapiłam jakiegoś wpisu na jej temat na Waszym blogu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O krok od sławy... ;)
      Teraz to już tylko zdjecia, wywiady, wizyty w zakłądach pracy... ;)
      Roman

      Usuń
    2. Tesiu, bardzo jestem ciekawy tej Twojej lektury... Może jakiś wpis gościnny? :)

      Usuń
    3. Roman, byłby to z pewnością o jeden krok za daleko :-) Choć po prawdzie wizyt w rozmaitych zakładach pracy tak całkiem nie wykluczam ze względów zawodowych ;-)

      Konrad, myślę że Ciebie może ona zainteresować. Co do wpisu, to bardzo dziękuję za propozycję, ale powątpiewam w to, że mój wpis by się nadawał. Dam wkrótce znać o co dokładnie chodzi, sam się przekonasz, że to nie prosta do przedstawienie lektura.

      Usuń
  2. Odnośnie treści wpisu:

    Może prostota to szukanie sensu w czynach? Albo raczej czyny z sensem. Posiadanie, to może być bardziej czyn niż stan. A jeśli czyn, to pojawia się pytanie po co/w jakim celu?

    "Jeżeli zaś nasze dni wypełniają uczynki zwyczajne,
    w których ciągle samo wnętrze czynu niedostępny przesłania gest,
    to jednak żywimy tę pewność, że kiedyś gest ów odpadnie,
    a zostanie w uczynkach naszych tylko to, co naprawdę jest."

    A konsumpcjonizm, to chyba albo bezmyślność albo zachowanie przymusowe (kompulsywne). Oba wynikają z wewnętrznej pustki/braku sensu. A sens, to nie cokolwiek, co chcemy nim uczynić :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…