Przejdź do głównej zawartości

O inwestycjach bardzo osobiście

Prawie dwa lata nic tu nie publikowałam, witam więc po przerwie:)

Trochę się u mnie zmieniło od tego czasu. Po pierwsze - urodziłam drugie dziecko:) W kwestii światopoglądowej - dużo rozmyślałam o związkach, zwłaszcza o moim małżeństwie, ale też o stałych związkach z mojego otoczenia. Jak się tak rozglądam to niestety nie jest kolorowo - z jednej strony rozwody, rozwody ... Moje miasto w skali całego kraju ma najwyższy procent rozwodów rocznie. W pewnym momencie postanowiłam nawet, że wszystkie moje znajome, koleżanki będę wpisywać do telefonu z nazwiskiem panieńskim, bo przestałam się orientować w tych ciągłych zmianach nazwisk ...

Z drugiej strony - mnóstwo par, które łączy wspólne gospodarstwo domowe, dzieci, kredyt - poza tym zdają się sobie być zupełnie obcy ... to takie smutne. W tym wszystkim znalazło się kilka perełek, u których miłość - dojrzała, przerabiająca kryzysy na swą korzyść, oparta na zaufaniu i podejrzewam ... ciężkiej pracy - wciąż po wielu latach trwa. Jak oni to robią?

Z mojego doświadczenia na pewno podpisać się mogę pod stwierdzeniem Stephena R. Coveya, że "kochać to czasownik". Jestem przekonana, że brak konkretnych działań, rytuałów, wspólnego czasu tylko we dwoje (a nie mam tu na myśli wspólnego oglądania tv:), może zabić z czasem najgłębsze uczucie. Dla nas takimi działaniami stał się np. kurs tańca, wspólne czytanie na głos, wyjścia we dwoje wieczorem, gdy uda nam się zorganizować opiekę do dzieci, masowanie sobie nawzajem stóp.

Jakkolwiek sielankowo to brzmi ... sielanką nie jest:), bo stały związek to nie sielanka (jak dla mnie - może macie inne doświadczenie?). Zaczęło się od tego, że zostawiliśmy nasz związek "samopas" kilka lat temu, zajmując się - on zarabianiem, ja dziećmi i wszystkim innym dookoła - tylko nie sobą nawzajem. To doprowadziło do kryzysu bliskości i bardzo bolesnej pustki między nami. Nie chcieliśmy tak żyć.

Postanowiliśmy spróbować raz jeszcze. Brakowało nam na to czasu (dzieci, praca), siły, a wydanie niemałej kwoty na terapię, mając z tyłu głowy, że mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, wydawało się takie nierozsądne ... Jednak zainwestowaliśmy nasz czas, energię i pieniądze w to, żeby przekuć ten kryzys w pozytywny zwrot w naszym związku. I jak dotąd jest to moja najlepsza życiowa inwestycja:)

Ostatnio założyłam na fb stronę o nazwie "Bliskość w stałym związku", która ma służyć wymianie doświadczeń, przemyśleń, dzieleniu się inspiracjami na temat pielęgnowania uczucia w związkach - zapraszam do zaglądania i udziału.

Komentarze

  1. Droga Doroto na początku chciałabym Ci podziękować za tą notkę. Jestem w związku, ale jeszcze nie małżeńskim i te kilka zdań od Ciebie są dla mnie bardzo cenne. Na pewno zaglądnę na Twoją stronkę "Bliskość w stałym związku" :) Życzę Tobie i mężowi aby wasza miłość rozwijała się każdego dnia bardziej po kres dni. Gorąco pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za życzenia:) Ja również tego sobie życzę. Tobie i Twojemu partnerowi też:)

      Usuń
  2. Doroto, Dziękuję za ten tekst. Jest piękny w swej prostocie, uczciwości i szczerości. W pełni zgadzam się z Twoimi przemyśleniami. Budowanie wspólnego związku to zadanie i każdorazowa decyzja. W świecie, w którym wszystko można kupić a gdy się znudzi wymienić na nowe, staje się dodatkowym wyzwaniem. Życzę sobie i wszystkim powodzenia i umiejętności podejmowania właściwych, codziennych decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój ścisnął mnie za serce, dziękuję:)

      Usuń
  3. Jesteśmy wychowani na filmach z happy endem w którym ślub jest końcem wszelkich problemów. To dlatego dla wielu par jest szokiem że po ślubie w cale nie robi się łatwiej tylko trudniej. Mi strasznie brakuje romantyzmu. .. nawet najcudowniejszy mąż ma gacie które trzeba wyprać. Zajrzę na twoją stronę z ciekawością. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój znajomy powiedział kiedyś, że dla niego prawdziwą miłość obrazuje scena ze "Skrzypka na dachu" - "Czy mnie kochasz?" (do zobaczenia na you tube) - i dla mnie chyba też miłość jest takim codziennym wspólnym dźwiganiem codziennych spraw, co oczywiście nie musi wykluczać romantyzmu.

      Usuń
  4. Dziękuję za ten wpis - masz rację, że życie we dwoje to nie sielanka. Nawałnica codzienności zabija w nas to najcenniejsze. Ale warto walczyć, szczególnie jeśli obie strony tego pragną. I warto próbować i pracować (jakkolwiek to zabrzmi) nad swoim związkiem. Jestem pełna szacunku i wierzę ,że podjęliście słuszną decyzję i życzę co najmniej platynowych godów!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby same kobiety komentowały? To ja dodam od siebie, że podoba mi się stwierdzenie Noemi, że "budowanie wspólnego związku to zadanie i każdorazowa decyzja". Święta prawda!

    U mnie w głowie podczas każdej kłótni wcześniej czy później pojawia się myśl "co chcę w ten sposób osiągnąć? czym to się skończy?". Wyobraźnia działa jak zimny prysznic. Wtedy jest czas na wspomnianą decyzję. Trzeba przestać się kłócić (nawet kosztem ustąpienia) i powiedzieć sobie w myślach "kochałem, kocham, chcę kochać nadal, choć w tej chwili jest mi źle". Innej myśli nie dopuszczam do siebie, bo jak tylko człowiek zaczyna w coś wątpić, to się poddaje. Po takiej refleksji się uspokajam i zaczynam myśleć o zakończeniu kłótni i działam w tym kierunku (szczegóły zostawię sobie ;-)). Ważne jest, żeby nie zwlekać z tą refleksją. W moim przypadku niechlubny rekord to doba, ale zwykle po kilku godzinach już jest dobrze. Im dłużej się czeka, tym trudniej wszystko odkręcić.

    To jest coś, czego nauczyłem się dawno temu, w pierwszych latach po ślubie, kiedy kłótni (zazwyczaj na tle przyzwyczajeń wyniesionych z rodzinnego domu) było sporo. Myślę, że gdyby emocje i zawziętość wzięły wtedy górę nad rozumem, to by nie było mi teraz tak dobrze, jak jest. A uwierzcie mi, że jest. Czuję, że mam w żonie prawdziwego przyjaciela i wiem, że żaden obcy człowiek (lekarz, terapeuta, ksiądz), choćby najlepszy, nigdy nie będzie tak zaangażowany w rozwiązywanie konfliktów, jak my sami.

    Podejmowanie dobrych decyzji w związku to wysiłek i wyrzeczenia, które - obawiam się - są obce młodemu pokoleniu. Mam na to swoje wytłumaczenie, z którym pewnie nie wszyscy się zgodzą. Otóż uważam, że ludziom jest po prostu za dobrze. Wszelkie ograniczenia (np. zakazy formalno-prawne, ale też nakazy postu lub wstrzemięźliwości - w przypadku osób wierzących) są odbierane dzisiaj jako zamach na wolność, coś nielogicznego i niepotrzebnego. A pokora i nadstawianie drugiego policzka są utożsamiane ze słabością. Teraz jest moda na asertywność, samorealizację, spełnienie, awans, sukces, bez względu na rozwój duchowy. Tymczasem wszelkie drobne wyrzeczenia to niedoceniana inwestycja na przyszłość. Jak to mawiał mój spowiednik: "im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi w boju". :-)

    Wybaczcie, że się nie podpiszę. Chciałem o tym napisać - może komuś się przyda.
    Facet

    OdpowiedzUsuń
  6. My również czytamy wspólnie, na głos i to jest nasza forma spędzania wspólnie czasu. Często też kładziemy się w ciągu dnia (w tygodniu wieczorem) na łóżku, aby się poprzytulać. I zawsze opowiadamy sobie jak minął dzień. Warto poświęcić czas na swój związek, na jego pielęgnowanie, na to, co jest między nami, bo budowanie związku też wymagało od nas wysiłku i wytrwałości. I dla mnie nikt kto twierdzi, że w jego związku są tylko słoneczne dni, a życie jest sielanką usłaną modyfikowanymi genetycznie różami (bez kolców), zwyczajnie kłamie. Nie ma związków, które zawsze mają z górki, a życie układa się zgodnie z ich oczekiwaniami, planami i marzeniami. Zawsze jest jakieś "ale", nawet drobiazgi dnia codziennego, które pozostawione samym sobie mogą urosnąć do rangi prawdziwych, często trudnych do rozwiązania problemów. Warto rozmawiać i mieć na uwadze uczucia i odczucia naszego partnera. Wtedy związek może trwać całe życie, tak, jak powinien :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…