Przejdź do głównej zawartości

Minimalizm jako sposób radzenia sobie z rzeczywistością - cz. 1

Zapraszam na tekst będący kontynuacją mojego postu (tutaj). Na podstawie obserwacji, których wyniki opisałam w pracy magisterskiej, opowiem Wam dzisiaj o konsumpcji, konsumowaniu na pokaz, a także chorobie, która może być wynikiem stałego dążenia do zaspokajania potrzeb.

Czym jest konsumpcja?
To zbiór wszelkich zachowań, którymi kieruje potrzeba zaspokojenia pragnienia posiadania. Według Benjamina Barbera "Konsumpcja oznacza korzystanie z dóbr i usług, które oferuje gospodarka, oznacza udział w procesie zaspokajania potrzeb, określone zachowania i interakcje rynku"[1]. Stopień poddania się konsumpcji staje się coraz częściej miernikiem tego, w jaki sposób radzimy sobie z otaczającą nas rzeczywistością. Konsumujemy nie tylko towary, które są niezbędne do życia, ale i takie na które mamy ochotę[2]. Należy również skierować uwagę na to, że -jak pisze Ritzer- "Nowe środki konsumpcji ułatwiły nakłonienie nas, byśmy konsumowali daleko więcej niż kiedykolwiek wcześniej; zdążamy prostą drogą do konsumpcji"[3]. Istotny jest zatem umiar i kontrola własnych pragnień.

Brak tego umiaru może prowadzić do zachowań bliskich konsumpcji na pokaz. Thorstein Veblen w książce Teoria klasy próżniaczej, wydanej już w 1899 roku, opisał pojęcie konsumpcji ostentacyjnej, polegającej na demonstrowaniu nabytych dóbr w celu zdobycia prestiżu czy też odróżnienia się od innych. Skonstruował określenie "marnotrawstwa na pokaz"[4] w celu określenia wydatków i inwestycji, których bezpośrednim podłożem jest rywalizacja majątkowa i chęć zaprezentowania swoich zasobów finansowych. Obserwacje Veblena dotyczyły elity Stanów Zjednoczonych przełomu XIX i XX wieku. Klasę próżniaczą, nazywaną również klasą pasożytniczą, przeciwstawiał klasie pracującej. Konsumpcja na pokaz, jak pisał, była realizowana poprzez ostentacyjne obnoszenie się ze swoim majątkiem. Pomocne ku temu były sposoby spędzania wolnego czasu, inwestycje w garderobę żon, wystawne przyjęcia, swego rodzaju nonszalancja i demonstracyjny brak ograniczeń. A wszystko to w celu unaocznienia swojego majątku, bo -jak zauważa Veblen- ludzie kupują dobra, aby używać ich na pokaz.

Teoria Veblena ma jak najbardziej swoje odzwierciedlenie w dzisiejszych czasach, tym bardziej, że zaspokajanie potrzeb jest dużo łatwiejsze niż miało to miejsce do niedawna. Konsumpcja na pokaz jest bardziej przystępna, między innym na wskutek popularności ritzerowskich świątyń konsumpcji[5]. W obliczu takiej sytuacji pojawia się konsumpcjonizm, czyli nieuzasadnione zaspokajanie potrzeb, któremu przypisuje się dodatkowe wartości i postrzega się je jako wyznacznik jakości życia. Jest to "stan doświadczenia, przy którym konsumpcja staje się wartością autonomiczną i nadrzędną wobec wszystkich innych"[6]. Prowadzi do zwiększonej ilości i intensywności chęci zaspokojenia w rzeczywistości niepotrzebnych zachcianek.

Przemiana struktury społecznej, rozkwit technologii i ciągła zmienność stanowią, pośród również wielu innych czynników, przyczynę szybkiego rozwoju rzeczywistości. Potrzebą porządkującą i determinującą nasze zachowania stała się konieczność zaspokajania nie tylko potrzeb wynikających z konsumpcji autonomicznej (czyli konsumpcji, której realizacja zapewnia minimum potrzebnych dóbr do życia), ale i z konsumpcji dodatkowej (która zależna jest od wysokości dochodów i oznacza wydatki na dobra, które nie są nam niezbędne do życia). Realizacja potrzeb konsumpcji dodatkowej może prowadzić do wspomnianego konsumpcjonizmu, ale i - w ekstremalnych przypadkach - do zaraźliwego (przenoszonego ze społeczeństwa na społeczeństwo) stanu przesytu i marnotrawstwa, które wynikają z ciągłego dążenia do posiadania coraz większej ilości przedmiotów, czyli do choroby nazywanej affluenzą. Kluczowe uzewnętrznienia tej choroby to między innymi gromadzenie dóbr postrzegane jako cel sam w sobie, posiadanie w nadmiarze, przesadna koncentracja na gromadzeniu, a także ocenianie siebie i innych poprzez przedmioty materialne. Zdaje się, że choroba ta obecnie może być coraz częściej diagnozowana. W celu jej uniknięcia pozostaje nam zachować uważność, refleksyjność i dystans do ilości posiadanych potrzeb czy też przedmiotów.

Kult konsumpcji, który przytłacza i determinuje prawie wszystkie nasze wybory, doprowadził do sytuacji niemalże bez wyjścia. Stajemy się coraz bardziej podatni na wpływy mody i obowiązujące wzorce posiadania, wielokrotnie dążymy do konsumowania na pokaz. Warto w tym miejscu zastanowić się nad tym, kiedy nadmiar potrzeb, ale i nadmiar skumulowanych i niewykorzystanych dóbr, staje się ciężarem? W którym momencie - w obecnej kulturze konsumpcyjnej - należy zwrócić uwagę na przesadne rozmiary naszych pragnień?

Karla Kolumna

________________________________
[1] B. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, s. 25.
[2] Na podstawie: G. Ritzer, Magiczny świat konsumpcji, s. 15.
[3] Ibidem, s. 8.
[4] T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, s.80.
[5] G. Ritzer, op. cit.
[6] O. Leszczak, Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia i lingwosemiotyka, "The Peculiarity of Man", 2012, nr 15, s. 12.

Komentarze

  1. Jej, Karla Kolumna, moja ulubiona postać z Benjamina Blimsiena ;) A tak poważnie mówiąc, konsumpcja to takie trochę błędne koło, niby wydaje nam się że koniecznie musimy mieć to czy tamto, a potem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak ten zakup nas przytłacza. I to niekoniecznie finansowo, mogą to być wyrzuty sumienia, niepewność co do słuszności naszego zakupu, lub zwyczajne - fizycznie konsumując naszą przestrzeń.

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczynam Cie czytac, a szerzej wypowiem sie pozniej, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałem, że TEN moment kiedyś wreszcie nastąpi ;)

      Usuń
  3. czasem podczytuję,prawie nigdy nie komentuję....lubię ten blog...nie przez styl mojego życia,ale przez to,że zycie sprawiło,że musi mi mniej wystarczyć:/ stary telefon,komputer,lodówka i przy dobrych wiatrach 100 zł tygodniowo na jedzenie-dajemy radę-wyjscia nie ma:( ale wiem dzięki temu,że jeżeli kiedyś los się do nas usmiechnie to będziemy potrafili się obyć bez zbędnych rzeczy-chociaż przyznam,że na jedzenie nie będę żałować:) ale bez kolejnych butów,spodni czy kawiarki,aparatu(chociaż brakuje bardzo czasami) to radę damy :) żyć mniej już chyba nie umiem,ale mniej mieć? się da:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, proszę napisz do mnie na maila...

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…