Przejdź do głównej zawartości

Rodzina w rytmie slow

Mam przed sobą książkę "Rodzina slow" Bernadetty Noll wydaną nakładem Edycji Świętego Pawła. Jak zwykle w przypadku książek o rodzinie sprawdzam, czy autor/autorka wie, o czym pisze. W tym wypadku książkę napisała mama czwórki dzieci, zatem podejście do tematu nie jest samym tylko snuciem teorii na temat rodzicielstwa.

Książkę napisało samo życie i -jak wnoszę z lektury- zmagania samej autorki z codziennością. To jej olbrzymia zaleta. Cóż, podczas lektury odniosłem wrażenie, że jako rodzice przeżywamy dość uniwersalne problemy i przejawiamy identyczne potrzeby, dlatego książka podpowiada rozwiązania, które pomogą każdej bez wyjątku rodzinie, jak głosi podtytuł książki, zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości.

Książka jest niezwykle praktycznym ujęciem tematu. Po krótkim rozdziale przybliżającym samą ideę slow, znajdziecie w niej 75 wskazówek, jak wspólnie zwolnić tempo życia. Temat życia rodzinnego wielokrotnie pojawiał się na blogu, nic dziwnego zatem, że pewne rozwiązania proponowane przez autorkę, jak choćby idea dziennika rodzinnego, wyjść sam na sam czy dnia bez wydawania, to wypisz wymaluj odkrycia, którymi dzieliliśmy się na Drodze do prostego życia. Książka dostarcza jednak mnóstwa świeżych pomysłów na rodzinne zwolnienie, na które dotąd nie wpadłem. Niektóre z nich z pewnością wykorzystam.

Jak podkreśla Bernadette, życie bez pośpiechu nie polega na tym, że przez cały czas nic nie robisz, choć zdarzają się i takie popołudnia, kiedy jest to dokładnie to, czego ci trzeba i co ostatecznie wybierasz. Podejście slow skupia się raczej na jakości relacji z otoczeniem i na uważnej obecności w tymże procesie. Wszystkie proponowane w książce rozwiązania mają na celu realizowanie tego założenia w praktyce.

"Rodzina slow jest wyrazem wiary, że życie rodzinne może być czymś w rodzaju studni, a nie studzienki kanalizacyjnej. Rodzina może być miejscem, do którego przychodzimy się napełnić, kopalnią pomysłów i inspiracji, miejscem, w którym szukamy pocieszenia i swobody, i w którym odnajdujemy swoje najlepsze i najprawdziwsze ja."

Kilka przykładów?
"Błyskawiczny atak" jako sposób na rodzinne porządki, wieczór kalendarzowy poświęcony synchronizacji zadań, biwak w domu, slow wagary, czasowa rezygnacja z zasad, tabela potrzeb wszystkich domowników, wyspa marzeń, kolacja w kooperacji, zabawa "jak pusta może być wasza spiżarnia?", ustalenia czasu dla całej rodziny bez ekranu, święta  w stylu slow, niech odejdzie stare, zanim przyjdzie nowe (jako sposób na pozbywanie się zabawek), rodzinna tablica ogłoszeń, zwariowany piątek (gdy na kilka godzin rodzice i dzieci zamieniają się rolami), DEAR (Drop Everything and Read), w końcu... "nie zamiataj ryżu, zanim nie wyschnie".

O co chodzi z tym ryżem?
Nie próbuj zamiatać mokrego ryżu z kuchennej podłogi, bo będzie się po niej ciągnął, będzie się przyklejał do szczotki i rozsmarowywał na drewnie. Po prostu poczekaj. Pobaw się na podłodze w salonie, wyjdź pospacerować na zewnątrz, pobądź z rodziną. Jeśli nie poczekasz, aż wszystko wyschnie, i zrobisz to teraz, będzie to trwało trzy razy dłużej. To, jak wskazuje Bernadette, wspaniała metafora dla idei slow: Nie wybieraj walki. Nie dodawaj sobie pracy. Zatrzymajmy się na chwilę, a odpowiedzi przyjdą same. Odejdźmy na bok, nie dając się ponieść chwilowej frustracji, a w pozostawionej w ten sposób przestrzeni odkryjemy rozwiązania.

Idea rodziny slow przypomniała mi nasz wpis o rodzicielstwie na wolnych obrotach. Zainteresowanych odsyłam tutaj, a także do zakładki RELACJE, gdzie znajdziecie wiele innych ciekawych inspiracji.

Komentarze

  1. W naszej rodzinie żyjemy w stylu "slow" i patrząc z perspektywy czasu widzę i czuję, że to przynosi efekty, ale też wymaga nakładu energii i bardzo dużego zaangażowania - składa się na to tak dużo elementów, że nie sposób wszystkich wymienić. Czasem czuję się, jakbym żyła (wraz z rodziną naturalnie) "poza czasem/trendem" i płynęła własnym nurtem w swoim własnym tempie. Poza tym widzę jak bardzo w życiu "slow" sprawdza się schemat, rytuały (np. wspólne codzienne wieczorne czytanie, ustalony rytm chodzenia spać) - bardzo ułatwia to życie. Książkę z chęcią przeczytam - źródło nowych inspiracji. Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie zapowiadająca się lektura. Z chęcią przeczytam i skorzystam z zamieszczonych tam rad.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Na ile potrafimy się uprościć

"...poczucie samowystarczalności, podróżowania bez nadmiernego bagażu, bez tragarzy dają człowiekowi radość i energię. Prostota to cały sekret dobrego samopoczucia."

"Nie potrafimy się uprościć". 

To fragmenty "Śnieżnej pantery" Petera Matthienssena, która jest zapiskami wyprawy autora w Himalaje.

Nie tak  dawno miałem możliwość doświadczyć podobnych myśli...

Otóż wybrałem się z rodziną na tydzień w Pieniny. Przesunęliśmy wyjazd z wakacji na maj. Urlop przed sezonem to dobry patent na uniknięcie tłumów...

Wybraliśmy się więc. Cały dobytek z konieczności ograniczony do kilku plecaków, prosty sposób odżywiania się wymuszony okolicznościami, czas spędzony bez komputera i codziennych rozpraszaczy, skupiony na wspólnej wędrówce i podziwianiu przyrody ponownie uświadomiły mi po powrocie, że warto to doświadczenie rozciągnąć na naszą codzienność: zmniejszyć liczbę zaangażowań, odgracić ponownie mieszkanie obrastające w przedmioty, których nie potrzebujemy (bezcenne…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Jak nie ułatwiać sobie życia

Jestem łowcą cytatów. Poniższy znalazłem w książce "50 maratonów w 50 dni" Deana Karnazesa, ultramaratończyka. W epoce komfortu i wygody coraz częściej potrzebujemy zdrowego, ciężkiego wysiłku!

"Bieganie uczy, że istnieje różnica pomiędzy ciężką pracą a złym samopoczuciem. Kultura konsumpcjonizmu stara się nam wmówić coś wręcz przeciwnego. Ileż reklam porusza kwestię "ułatwienia sobie życia"? Jeśli cała wiedza brałaby się z telewizji, naszym celem byłoby życie możliwie najprostsze, najwygodniejsze i najmniej wymagające. Wierzylibyśmy, że jedyne pozytywne uczucia płyną z dostarczania ciału przyjemności: smaku drinka, satysfakcji z prowadzenia drogiego samochodu i leżenia na plaży.

A to nieprawda. Stawianie sobie wyzwań, testowanie granic możliwości umysłu i ciała nawet na skraju wyczerpania i klęski, może budzić równie pozytywne uczucia jak inne doświadczenia, jakie oferuje nam życie. Przypuszczam, że stan zadowolenia po wysiłku jest bardziej wyuczony niż przyj…