12 czerwca 2012

Rodzice na wolnych obrotach

Jakiś czas temu zainspirował nas, jako rodziców, krótki manifest zamieszczony na stronie The Idler prowadzonej przez Toma Hodgkinsona, autora książki Jak być leniwym (o której pisałem tutaj).

Słowo "idle" przetłumaczone na język polski może mieć negatywny wydźwięk, znaczy bowiem tyle co "leniwy, bezczynny, próżniaczy". Ale oznacza także "bycie nieaktywnym, spędzanie czasu bez robienia czegoś konkretnego".

Czynności związane z pracą zawodową zajmują w życiu współczesnego człowieka tak dużą ilość czasu, że mało zostaje go dla rodziny i korzystania ze zdobyczy cywilizacji.  The Idler prowadzi kampanię przeciwko etyce pracy ukształtowanej w dobie rewolucji przemysłowej, propagując osobistą wolność, autonomię i odpowiedzialność.

"The idle parent" to styl rodzicielstwa, który pomaga rodzicom zwolnić, rozluźnić się, cieszyć się czasem spędzanym z dziećmi, zachować zdrową równowagę pomiędzy pracą i domem, wychowaniem i zabawą.

Poniżej wybrane punkty „manifestu” w moim tłumaczeniu, opatrzone krótkim komentarzem. Wiele z nich dotyka nie tylko kwestii właściwego podejścia do dzieci, ale również bezpośrednio przekłada się na grubość naszego portfela.


Odrzucamy przekonanie, że rodzicielstwo wymaga ciężkiej pracy


Stereotyp, że rodzicielstwo to harówka, pokutuje w dzisiejszym społeczeństwie, w którym na dzieci decydujemy się dość rzadko, późno i w małej ilości. To często kwestia naszego nastawienia i mentalnego treningu. Nie chodzi o napinanie rodzicielskich muskułów, bo szybko dostaniemy zakwasów. Będziesz wykończony spędzając czas z dzieckiem, o ile osobiście nie zaangażujesz się w zabawę. Nie oznacza to braku naturalnego zmęczenia. Chcę jedynie podkreślić, że bycie rodzicem to bieg długodystansowca - lepiej rozluźnić się, biec spokojnie, we własnym tempie i rytmie, niż spinać się pod wpływem narzuconych "rodzic powinien ..."

W książce Cud uważności. Zen w sztuce codziennego życia Thich Nhat Hanh cytuje słowa pewnego ojca dwojga dzieci: „W przeszłości zwykłem patrzeć na czas, jak gdyby był podzielony na części. Jedna część była zarezerwowane dla Joeya, inna - dla Sue, jeszcze inna – na różne prace domowe. Dopiero pozostały czas traktowałem jako swój - mogłem czytać, pisać, zajmować się pracą badawczą, pójść na spacer. Teraz staram się już nie dzielić czasu na części. Uważam czas Joeya i Sue za swój czas. Kiedy pomagam Joeyowi w lekcjach, szukam sposobów, by traktować jego czas jako swój. Gdy wspólnie z nim rozwiązuję zadania, dzielę z nim chwilę i staram się wzbudzić w sobie zainteresowanie tym, co w danym momencie robimy. Czas poświęcony synowi staje się moim czasem. To samo dzieje się w stosunku do Sue. Muszę powiedzieć, że teraz mam nieograniczoną ilość czasu dla siebie!"


Odrzucamy nieokiełznany konsumpcjonizm, który atakuje dzieci od momentu narodzin


Dzieciństwo bez najnowszych zabawek, stosu lalek, samochodów, petshopów, itp. gadżetów nie oznacza bynajmniej dzieciństwa zmarnowanego. Nie zabierajmy dzieci do centrów handlowych, marketów, z zasady nie kupujmy drogich zabawek. Dziecko do zabawy wykorzystuje przede wszystkim wyobraźnię, wystarczy mu to co ma pod ręką, patyki, kartka papieru, sznurek, stare materiały, karton, kartki, kredki i farby. Najważniejsze: wyłączmy, lepiej - wyrzućmy!, telewizor. Dzieci nie mają żadnej bariery ochronnej przed światem reklamy (a my ją mamy?), nie pakujmy do ich serca i głowy wszystkich tych śmieci.


Czytamy im poezję i opowiadania bez morałów


Czytaj dzieciom - rano, w południe i wieczorem. Zamiast bajki w telewizji, gry na komputerze. Czytaj we dwoje, czytaj całą rodziną. Tutaj jest miejsce na przesadę. Mniejsza o morały, liczy się dobrze opowiedziana i adekwatna do wieku historia.


Nie tracimy pieniędzy na rodzinne jednodniowe wycieczki i wakacje


Nie mam nic przeciwko wyjazdom. Chodzi o podróżowanie z głową. Niekoniecznie w miejsca, gdzie roi się od rozrywek, które „rozrywają” głównie portfel i przyprawiają nas  o ból głowy. Często po takim wakacyjnym odpoczynku potrzebujemy… odpocząć. Przykład: wyjeżdżamy nad Bałtyk. Można wpaść w oko turystycznego cyklonu z dziecięcą mantrą „wata-cukrowa-hotdog-lody-hamburger-wata-cukrowa…” Zewsząd atakują nas „atrakcje” w postaci plastikowej, tandetnej rozrywki, po którą ustawiamy się w kolejce, aby zabić czas „dobrą zabawą”. Można też znaleźć miejsca odosobnione (których nie zdradzę), z pustą plażą, sklepem oddalonym o 15 minut, gdzie główną atrakcją jest -choć trudno w to uwierzyć- po prostu morze, piasek i wspólna zabawa. Co do jednodniówek unikajmy miejsc zatłoczonych, spędów, zlotów, obchodów, przemarszy, pokazów. Nie wiem jak wy, ale nie umiem odpoczywać w tłumie, a ceny lodów tylko podgrzewają atmosferę. Lepiej wybrać szlaki mało uczęszczane, w dni powszednie, bogate w ciekawe historie, a nie w punkty gastronomiczne. Dodam, że warto mieć ze sobą własny prowiant: kanapki, owoce, zawekowaną zupę, kuchenkę gazową i wodę w dużym baniaku. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na ciekawego przewodnika.


Leniwy rodzic to oszczędny rodzic


Oszczędny rodzic to nie skąpiec i sknera. To rodzic gospodarny, który potrafi odróżnić potrzebę od zachcianki, który nie spełnia -niczym bezkrytyczna złota rybka-natychmiast dziecięcych żądań. Im mniej wydatków, tym mniej pracy, aby zarobić na wszystkie te rzeczy, bez których doskonale możemy się –my i nasze dzieci – obejść.


Leniwy rodzic to twórczy rodzic


Każdy przedmiot może być inspiracją do zabawy, w rękach dziecka znajdzie dziesiątki zastosowań. Lornetka z kubków po jogurcie, łódka z kartonu, gra planszowa z kapsli. Mam teorię, że najlepsze są zabawy i zabawki wykonane w ciągu maksimum 15 minut z tego, co akurat my i dzieci mamy pod ręką.


Leżymy w łóżku jak najdłużej


Co prawda nie stosujemy tej zasady, gdyż lubimy poranki, zwłaszcza te napełnione słońcem i śpiewem ptaków, ale przytaczam ją dla tych, którzy szukają wymówki do wylegiwania się. Myślę, że chodzi także o brak pośpiechu, atmosferę spokoju, harmonii, nonszalancji, z jaką można zaczynać dzień.


Bawimy się na polach i w lasach


Nie parki rozrywki, nie sale zabaw, lecz pola i lasy (wiem, że czasami do nich daleko). To najlepsze miejsca do twórczej i nieskrępowanej dziecięcej zabawy. Zarośla, kwiaty, drzewa dobre do wspinania. Bogactwo przyrody, którą można odkrywać i podziwiać razem z dziećmi.


Oboje pracujemy najmniej jak to możliwe, szczególnie gdy dzieci są małe


Często stoimy wobec wyboru pomiędzy własnymi ambicjami, potrzebą uznania, prestiżu, a własną rodziną i dziećmi. Niby wybór powinien być oczywisty. W rzeczywistości jest zazwyczaj odwrotnie. Rezygnacja z kariery to droga pod prąd społecznych oczekiwań i wzorców. Dzieci duża zniosą, ale pozostanie w nich emocjonalna dziura, którą wypełnią inni – koledzy i media. Nie czyńmy krzywdy dzieciom, robiąc karierę zawodową czy naukową. Podeprę się cytatem z przemówienia Barbary Bush zamieszczonym we wstępie Siedmiu nawyków szczęśliwej rodziny Stephena Coveya (warto przeczytać!) : "Pod koniec życia nigdy nie będziecie żałować, że nie zdaliście jeszcze jednego egzaminu, nie wygraliście jeszcze jednej sprawy czy nie podpisaliście jeszcze jednej umowy. Natomiast żal Wam będzie chwil nie spędzonych z mężem (żoną), dzieckiem, przyjacielem czy rodzicami."


Czas jest ważniejszy niż pieniądze


Być albo mieć. Zwykle mniej mieć, to więcej być. Czy nowy telewizor na pół ściany sprawi, że będziemy bliżej siebie, czy też okaże się złodziejem naszego rodzinnego czasu, rozmów o ważnych sprawach, wspólnych lektur. Podobno współcześni rodzice rozmawiają średnio z dziećmi 15 minut dziennie, z czego 12 minut to wydawanie poleceń.


Radosny bałagan jest lepszy niż smutny porządek


Wdrażając dziecko do codziennych obowiązków łatwo przysłowiowo wylać je z kąpielą. Porządek (i inne zasady) jest ważny, ale ważny jest też luz, miejsce na spontaniczną zabawę, twórczy nieład (choć to duże wyzwanie dla pedantów), które budują dobre relacje. Warto z góry ograniczyć liczbę przedmiotów, a także zabezpieczyć się w duże pudła, które pomogą opanować rozgardiasz. Wyprzedzajmy bieg wypadków. Zakładajmy dzieciom ubranie, które mogą ubrudzić, pozwólmy im na kuchenne lub łazienkowe eksperymenty, a może nawet wspólne ugotowanie jakiejś potrawy. Przez pierwsze dziesięć lat (: unikajmy kosztownego wystroju mieszkania, drogiej zastawy. Lepiej z góry założyć spore ubytki w wyposażeniu. Okazanie rodzicielskiego spokoju wobec stłuczonej szklanki lub rozbitego talerza, to dla dziecka balsam dla duszy i najlepsza lekcja na temat właściwego stosunku do rzeczy materialnych.


Bierzemy odpowiedzialność


Mam nadzieję, że kilka powyższych punktów manifestu „leniwych” (w dobrym znaczeniu tego słowa) rodziców pomoże innym zdobyć się na odwagę budowania prostej, oszczędnej, spokojnej i -przede wszystkim- autentycznej kultury rodzinnej.


Rodzicom polecam inne wpisy:

6 komentarzy:

  1. Czasami, gdy czytam co napisałeś, zastanawiam się czy Ty, jakiś dziwnym trafem, nie jesteś przypadkiem mną ;)))
    I jeśli tak, to dlaczego ja o tym nic nie wiem? ;)))
    Właśnie czytam drugi raz "Pod presją" i... a co ja się będę rozpisywał. Ta notka brzmi tak, jakbyś napisał recenzję tej ksiażki :)
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pod presją" nie czytałem,poszukam w bibliotece. Dzięki za komentarz (:

      Usuń
    2. Książka już pożyczona od znajomych. Zabieram się do lektury!

      Usuń
    3. Miłego czytania. A jak skończyć to sięgnij po tego samego autora : "Pochwałę powolności" :)
      Roman

      Usuń
  2. Książka 'Pod presją' jest już dostępna w ebooku.

    OdpowiedzUsuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...