Przejdź do głównej zawartości

Sztuka prostoty - między skrajnościami

źródło
Jedyną książką poświęconą dobrowolnej prostocie, jaką swego czasu udało mi się znaleźć w księgarniach, była Sztuka prostoty Dominique Loreau, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarna Owca (w tłumaczeniu Joanny Sobotnik). Nie tak dawno pojawiło się drugie wydanie tej książki, a także kolejne pozycje tej autorki: Sztuka umiaru i Sztuka planowania. Dwóch ostatnich książek nie czytałem, aczkolwiek słyszałem, że nie są już tak "porywające". (Chętnie usłyszę Wasze opinie).

Inspirację do napisania Sztuki prostoty Dominique czerpała z tradycji i kultury Japonii, w której mieszka od ponad 26 lat. Dla niektórych czytelników fragmenty nawiązujące do zen czy feng shui mogą być mało strawne. Książka raczej adresowana do kobiet, zwłaszcza dwie ostatnie jej części Ciało Umysł. Może dlatego najbardziej podobała mi się pierwsza część Materializm i minimalizm, którą -z pewnym zastrzeżeniem, o którym poniżej- mogę polecić zainteresowanym dobrowolną prostotą i minimalizmem.

Poniżej kilka cytatów, aby zachęcić do lektury:

Prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Przynosi rozwiązanie wielu problemów.

W społeczeństwach zachodnich nie potrafimy już żyć skromnie. Mamy zbyt dużo dóbr materialnych, zbyt wielki wybór, nadmiar pragnień i pokarmu. Wszystko marnujemy, niszczymy. Dopiero kiedy usuniesz wszystko, co niepotrzebne, dostrzeżesz nowe perspektywy, a podstawowe czynności, takie jak ubieranie się, jedzenie, spanie, zyskają inny, głębszy, sens. 

Ludzie konsumują, nabywają, gromadzą, kolekcjonują - innych ludzi, kontakty, dyplomy, tytuły,odznaczenia. Uginają się pod ciężarem swoich dóbr i zapominają, że pożądanie zmienia ich w istoty podporządkowane coraz liczniejszym pragnieniom. 

Nasza kultura z trudnością toleruje tych, którzy wybierają skromne życie, ponieważ stanowią oni zagrożenie dla gospodarki i społeczeństwa konsumpcyjnego. 

Zbyt dużo rzeczy nas osacza i zniewala, odwraca naszą uwagę od spraw zasadniczych. Także nasz umysł staje się zaśmiecony jak strych pełen staroci, nagromadzonych przez lata. To przeszkadza nam się poruszać i dążyć przed siebie. Tymczasem żyć znaczy iść do przodu. Akceptowanie mnogości powoduje niepewność, troski, zmęczenie. 

Pozostawić po sobie jedynie dom, samochód, pieniądze i kilka pięknych wspomnień. Żadnych srebrnych łyżeczek, misternych koronek, problemów spadkowych, osobistych dzienników. 

Krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego jest jak najbardziej trafna. Nasuwa mi się wszak jedno spostrzeżenie. Dominique wyznaje minimalizm wysublimowany i luksusowy. Głosi pozbycie się dużej liczby przedmiotów, z drugiej strony te, którymi się otacza, pochodzą z górnej półki, są najwyższej jakości, a tym samym drogie.

Podejście autorki do minimalizmu zobrazujmy dwoma fragmentami:

Nie wahaj się pozbyć przedmiotów, które są jako takie, i zastąpić ich rzeczami doskonałymi, nawet jeśli pociągnie to za sobą wydatki, które wielu uzna za marnotrawstwo. Minimalizm drogo kosztuje, ale właśnie płacąc tak dużo, zadowolisz się tym, co rzeczywiście niezbędne. W społeczeństwie konsumpcyjnym ludzie nie zwracają uwagi na jakość, więc jej nie pragną. Poza tym za jakość trzeba płacić, ponieważ może być wytwarzana tylko w małych ilościach - na tym polega luksus. 

Prawdziwy luksus to ten, w którym odnajdujemy się jakby naturalnie, prawie bez zauważania go - wygodne skórzane fotele, kaszmirowy pled, kryształowe szklanki na wodę, obrus z białego lnu, proste talerze z białej porcelany, które utrzymują ciepło, grube serwetki z egipskiej bawełny...

Szczerze powiem, że nie tego spodziewam się po dobrowolnej prostocie. W minimalizmie Loreau boję się pedantyzmu, przestrzeni wyidealizowanej, mało praktycznej (już widzę jak drżę o te kryształowe szklanki). Bardziej odpowiada mi minimalizm umiarkowany, oswojony, który nazywam skromnością, oszczędnością, krótko - dobrowolną prostotą: mała liczba przedmiotów, bez luksusów, połysku i ostentacji, sprzęty i meble z duszą, najlepiej używane przez lata, kupione na wyprzedaży, a nawet znalezione na śmietniku, kubek do herbaty z doklejonym uchem, półmisek z odpryskiem, spodnie noszone do znoszenia, ubrania z second hand. Rzeczy niezbędne, użyteczne, wykorzystane aż po ich kres. Oczywiście nie chodzi o dziadostwo, plastik i chińszczyznę. Zgadzam się, że kupowanie rzeczy poniżej pewnego pułapu jakości jest krótkowzroczne i generuje nowe wydatki (na naprawy lub ponowne zakupy).

Nie jestem też zwolennikiem minimalizmu skrajnego - życia z plecakiem i 7 sztukami odzieży, z deską do prasowania jako stolikiem komputerowym, spaniem w śpiworze bez łóżka, ze stołem i rozkładanymi krzesłami jako jedynym wyposażeniem. Ma to może swój uwodzicielski urok, ale raczej na krótką metę.

Jeśli czytaliście Sztukę prostoty, ciekawy jestem Waszych opinii. Jaki rodzaj minimalizmu jest Wam bliski? Skrajny, umiarkowany czy luksusowy?

Komentarze

  1. Czytałam "Sztukę prostoty" i bardzo ją lubię, ale do minimalizmu luksusowego mnie nie ciągnie. Chcę mieć mało przedmiotów, te, które mi zostaną, niech będą piękne i trwałe, ale bez przesady. Tak jak piszesz - drżałabym o swoje kryształowe szklanki. Mogę pić z pięknej filiżanki (jeśli mam mieć tylko jedną, niech będzie idealna), ale nie musi to być Rosenthal. A nawet lepiej, żeby nie był, bo nie używałabym jej, żeby się nie zniszczyła. Nie chcę stać się niewolnikiem kubka ;)
    Staram się jednak nie kupować rzeczy, które co prawda by się przydały i są porządne, ale pod względem estetycznym mnie odrzucają.
    Uwielbiam wygrzebywać meble na targach staroci, wśród rzeczy używanych - tam właśnie znajduje się przedmioty z duszą.
    "Sztukę umiaru" czytałam, jest o jedzeniu i akurat do mnie bardzo przemówiła, ale może dlatego, że czegoś takiego właśnie szukałam. W przypadku pożywienia minimalizm luksusowy jest mi bliski - myślę, że lepiej zjeść raz w tygodniu rewelacyjną małą czekoladkę niż każdego dnia tabliczkę wyrobu czekoladopodobnego. Lepiej dla żołądka, samopoczucia i portfela :)
    "Sztukę planowania" czytam teraz i na razie nie wyrobiłam sobie opinii. Dała mi kilka pomysłów na organizację mojego życia, ale z oceną powstrzymam się aż skończę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Luksus - trzeba tu odróżnić rzeczy bardzo porządne (niekoniecznie wykonane w pojedynczych egzemplarzach) od rzeczy kupowanych dla snobizmu, z metką znanego projektanta itd., które czasem jakością ustępują tym ze średniej półki. Prawdę mówiąc, kiedy czytałam "Sztukę prostoty" to miałam przed oczami właśnie takie rzeczy. Lubię coś, co służy latami, nieznacznie zmieniając wygląd lub starzejąc się ładnie. Do takich przedmiotów zaliczyłabym drewniane meble (można samemu odnawiać), wełniane ubrania (można samemu wydziergać lub uszyć, ale polecam rozejrzeć się w lepszych SH), lniane akcesoria do domu, a także porządne buty ze skóry. Obecnie wiele osób uważa, że żywotność butów to 2 lata i że tak powinno być, natomiast ja mam i takie, w których chodzę 10 lat. W dobrych butach można dalej zajść. :) Swój rodzaj minimalizmu określiłabym umiarkowanym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sztuka prostoty bardzo mnie zainspirowała - aczkolwiek mam inne spojrzenie na przedmioty niż jej autorka. Minimalizm łączę ze staraniami odseparowania się od tego głównego nurtu konsumpcji, więc stawiam głównie na rzeczy używane i ręcznie robione, a wszystkiego używam dopóki się da. Akurat nie używam skóry czy wełny z powodów etycznych, ale i tak udaje mi się znaleźć rzeczy, które służą latami. W niektórych kwestiach jestem bardziej minimalistyczna niż pani Loreau, w innych wolę miec trochę więcej dla własnego komfortu. Lubię modę i nie chciałabym się ograniczać tylko do kilku wybranych i koniecznie klasycznych rzeczy.
    Ostatnio strasznie się rozczarowałam, bo zepsuł mi się blender i nigdzie nie udało mi się go naprawić, w serwisie stwierdzili, że takich rzeczy się nie naprawia tylko kupuje nowe :/ a to była tylko głupia gumowa uszczelka przy ostrzu, żadna tam elektronika. I musiałam kupić kolejny, choć tamten nie miał nawet 2 lat. Tym razem zainwestowałam w polską firmę (pewnie też wyprodukowane w chinach ,ale jednak dla naszej firmy), która sprzedaje też części do swoich produktów, więc mam nadzieję, że tym razem urządzenie to zostanie ze mną na dłuzej. Problem w tym że teraz specjalnie robi się rzeczy, które mają się szybko zepsuć, nawet jesli jest to droga firma znana z dobrej jakosci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze, że autorkę książki wyobrażam sobie jako trochę odrealnioną osobę, siedzącą w stylowym wnętrzu, w swoich luksusowych ubraniach, jedzącą trzy łodygi szparagów ze swojej wymiarowej miseczki ;) brak mi tu trochę luzu, nie ma też w takim modelowym życiu miejsca na zwierzęta, dzieci, nieprzemyslane decyzje. Nie to, że pochwalam nieprzemyślane zakupy, ale dla mnie minimalizm to też umiejętność oddania czegos, czego jednak nie używamy, choć wcześniej uznawaliśmy za niezbędne, albo w razie palącej potrzeby pozbycia się balastu. Nie wiem by mi przyszło zostawić luksusowy antyczny sekretarzyk za 3 tysiące równie łatwo co znaleziony pod smietnikiem sosnowy stolik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, dla mnie prostota - minimalizm to więcej wolności od materialnej strony życia,więcej swobody zarówno w posiadaniu, jak i pozbywaniu się rzeczy, po to, by energię życiową skierować na inne, bardziej wartościowe obszary. Nawet minimaliści nadmiernie skupiajac się na tych niewielu, za to cennych, rzeczach, które posiadają, mogą wpaść w pułapkę materializmu. Co do urządzeń miałem podobne doświadczenia z blenderem - nie naprawiają, serwis polega wyłącznie na wymianie na nowe urządzenie, a po okresie gwarancji pozostaje własnoręczna naprawa lub nowy zakup. Kupując nowe urządzenie warto sprawdzić czy producent oferuje części zamienne. Ale to coraz rzadsze zjawisko, zwł. w dziedzinie AGD.Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja mam coś takiego, że ciągnie mnie to maksymalnego ograniczenia przedmiotów. Któregoś razu jak pomyślałam o tym, że wszystkie moje rzeczy mogłyby spłonąć w pożarze, to... uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Bo ciężko niektórych rzeczy się pozbyć, a tak by po prostu "zniknęły". I wiem, że z mojej i tak już garstki rzeczy odkupiłabym gdzieś połowę co najwyżej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest trochę racji w minimalizmie luksusowym, ale tylko jeśli chodzi o nasze pasje. Nie wydaje mi się, żebyśmy potrzebowali egipskich serwetek i kryształowych szklanek, ale jeśli kogoś pasją jest rower, to będąc minimalistą może sobie pozwolić na kupno roweru za 10 tyś, na którym będzie spędzał każdą wolną chwilę.
    Oczywiście przyjemnie jest mieć pasję 'pojedynczą', tzn taką która wymaga kupna jednego przedmiotu i naprawiania go co jakiś czas - rower, instrumenty, kajaki itp. Gorzej, jeśli jesteśmy zafascynowani np słuchaniem płyt winylowych, wtedy kupujemy je ciągle i ciągle - ale minimalizm pomoże chyba i tutaj, ograniczając ilość zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że osoby które dają przykład minimalizmu kupowaniem roweru za 10 tyś. zaczynają robić z tego modę a nie prawdziwy minimalizm. Uważam, że minimalizm nie polega na kupowaniu mało a drogo...
      Minimalizm to posiadanie by żyć, a nie żyć żeby posiadać.
      Każdy z nas odczuwa minimalizm inaczej. Minimalizm ma dać nam swobodę, wolność i nie ograniczanie się nadmiarem zbytecznych rzeczy. Wyznacznikiem minimalisty nie jest cena przedmiotów które ma w domu i na sobie, to sposób myślenia i życia. Znam ludzi którzy żyją w taki sposób. I nie mają dylematów czy kupić coś droższego zamiast 5 rzeczy.
      Czy byłby ktoś w stanie zostawić bez żalu rower za 10 tys.???
      Nie czytałam jeszcze "Sztuki prostoty" ale po waszych komentarza zaczynam zastanawiać się czy naprawdę mi jest to potrzebne....
      Albo coś się czuje albo nie... A najważniejsze w moim odczuciu jest, że pierwszy krok to uświadomić sobie potrzebę zmiany... a reszta pójdzie dalej.

      Usuń
    2. Przeczytaj, nie patrz na zdanie innych tylko wyrób sobie właśne. Na tym polega wolność wyboru. Tak samo jak z modą. Modne są rzeczy w których chodzą "wszyscy" więc je zakpuisz i ubierzesz chociaż nie bęziesz dobrze wyglądać? Dlatego, że inni mają? Ech, po prosytu przeczytaj ksiązkę a potem mów czy Ci się podoba czy nie...

      Usuń
  7. Mój minimalizm idealny- jakość, DIY, przedmioty które łączą z miejscami, czasem i ludźmi, którzy nam je dali - wiem, czasami zaprzeczenie tego o czym pisze Dominique Loreau - ilustruję to tutaj http://mystorkhouse.blogspot.com/2012/09/enough-wystarczy.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. vide: Franciszek z Asyżu

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomimo że książka wyszła już ładnych parę lat temu, ja natrafiłam na nią ostatnio i - w duchu minimalizmu, choć pod prąd zarobkom wydawnictwa i autorki - pożyczyłam ją od przyjaciółki. Rzeczywiście, nie wiedzieć czemu, Loreau zwraca się w niej głównie do kobiet. Bo który mężczyzna będzie szczotkował ciało szczotką z sierści dzika? Albo zwracał uwagę na to, czy rośliny mają okrągłe liście, żeby nie zaburzyć czi?
    Rzeczywiście jest to minimalizm w luksusowym wydaniu, dobrze to ująłeś. Osobiście lubię swojskie, zwyczajne ograniczanie się, życie w umiarze i świadome konsumowanie.
    Napisałam też kilka słów o książce u siebie, może masz ochotę ...? http://ograniczamsie.blogspot.com/2015/07/sztuka-prostoty-dominique-loreau.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć