Przejdź do głównej zawartości

Compact-owe życie, czyli rok bez zakupów

Współczesna ekonomia jest uzależniona od nieustannego nabywania nowych rzeczy: ubrań, mebli i urządzeń, co ma uchronić gospodarkę przed recesją. Większości z nas nie trzeba długo przekonywać. Wymieniamy przedmioty nie dlatego, że uległy zużyciu, lecz dlatego, iż pojawiły się nowe i bardziej atrakcyjne. Zakupy stały się dla wielu osób nie tyle sposobem na zaspakajanie własnych potrzeb, co rekreacją i formą aktywności społecznej. 

Czy zatem można przeżyć rok bez kupowania nowych przedmiotów? Jako społeczeństwo jesteśmy tak wkręceni w konsumpcję, że to zadanie wydaje się niemożliwe do zrealizowania.

Członkowie powstałego w 2006 r. w San Francisco ruchu The Compact przekonują, że ta prosta i radykalna metoda sprzeciwu wobec żarłocznej konsumpcji jest możliwa. Ich zdaniem w erze hiperkupowania zwykły recycling nie wystarczy, aby powstrzymać degradację środowiska i wyczerpanie zasobów. Niezbędna jest zmiana konsumpcyjnej natury naszego społeczeństwa, czemu służyć ma odwrót od przekonania, że to, co nowe, jest lepsze.

Compacterzy przez jeden rok kupują co tylko chcą – pod warunkiem, że są to rzeczy używane. Mogą także wymieniać się rzeczami, których potrzebują. Wyjątki, gdy kupują nowe rzeczy, dotyczą żywności, artykułów higienicznych, niezbędnych lekarstw i bielizny, przedmiotów typu żarówki, okulary, benzyna i opony samochodowe. Preferują wtedy zakupy w lokalnych sklepach, a nie w supermarketach. Korzystają także z niezbędnych usług, chodzą do kina, teatrów i muzeów.
Zdaniem członków ruchu decyzja o czasowym powstrzymaniu się od kupowania nowych rzeczy wyzwala od presji posiadania nowych ubrań, gadżetów i innych przedmiotów, których nie potrzebujemy. Pomaga zredukować bałagan i ilość śmieci zalegających w mieszkaniach oraz uprościć życie. Uczy cierpliwości - rozwiązania przychodzą, jeśli poczekamy, poszukamy potrzebnych rzeczy na wyprzedaży, pchlim targu, przez internet. Zmusza to do zwolnienia zakupowego tempa. Oczywiście plusem są wymierne oszczędności.

To, że nie jesteśmy bezsilni wobec nawyku kupowania, może wpłynąć pozytywnie na postawę przyjaciół i rodziny. Pokazuje, że warto zastanowić się dwa razy zanim kupimy coś, co chcemy, a niekoniecznie tego potrzebujemy, naprawić daną rzecz, zanim kupimy nową, czy zrobić własnoręcznie jakiś prezent na Święta. Bardzo ważny w ruchu jest aspekt społecznościowy – jego członkowie służą sobie radą, wsparciem, pomocą w znalezieniu potrzebnej rzeczy, by nie trzeba było jej kupować.

Czy droga członków The Compact zdominuje rynek konsumencki? Nie sądzę, ale jest to inspirująca forma zwrócenia uwagi na prawdę, że powinniśmy być bardziej łagodni dla naszych portfeli i naszej planety. Nie chodzi przy tym o to, aby już na zawsze wyrzec się możliwości kupienia nowej rzeczy, ale - o czym pisałem w Regule 90% - stopniowo, na miarę możliwości, zmieniać swoje nawyki zakupowe i stojące za nimi przekonania.

Do noworocznych postanowień daleko, ale może dla niektórych kolejny rok będzie rokiem bez kupowania? Zobaczymy... 

Strony poświęcone tematowi:
The Compact
My Year Without Spending
The Non-Consumer Advocate

Komentarze

  1. Phi...
    To aż "ruch" musiał powstać?
    Wszystko musi mieć podbudowę ideologiczną?
    Zdrowy rozsądek już nie wystarczy?
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to raźniej w grupie. Przydaje się czasem wsparcie, gdy płynie się pod prąd. Nie odmawiam zdrowego rozsądku jednostkom, ale jako jako konsupcyjne społeczeństwo to niewiele go już zostało. W sumie moim zdaniem pożyteczna inicjatywa.

      Usuń
    2. Myślę,że takie akcje fajnie motywują ludzi ,nawet tych zdroworozsadkowych - zawsze można wycisnąc z siebie więcej,szczególnie ,jeśli jest to jakies okresowe wyzwanie.Pewnie łatwiej nam zrezygnować z czegoś na rok niż na całe życie;)
      To jest super inspiracja.A kto dorabia do tego ideologię ..ten dorabia...;)

      Usuń
  2. Nie mówię, że niepożyteczna...
    Jak najbardziej pożyteczna...
    Tyle, że jak dla mnie to jest to dorabianie ideologii do zwykłych zdroworozsądkowych poczynań.
    I z tego właśnie powodu bardziej MNIE to śmieszy niż przekonuje, ale...
    Jako (zdaniem kolegi-psychiatry) "skrajny indywidualista" mam zapewne spaczony obraz "inicjatyw stadnych" :)))
    I tylko tyle :)))
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto dodać, że zaczęło się niewinnie... Grupka przyjaciół przy obiedzie dyskutowała o tym, że recycling to za mało, żeby uratować Ziemię. Postanowili przez rok nie kupować nic nowego. No i zrobiło się z tego zamieszanie, bo napisali o nich w gazecie, pojawił się blog, i tak się rozniosło. Może tak być, że piszesz bloga, a okazuje się, że to stoi za tym jakiś ruch (efekt motyla?).Przypomina mi się Forrest Gump, który biegał, biegał po USA i przyłączyła się do niego coraz większa grupa biegaczy, którzy dorobili do tego biegania jakąś tam ideologię. Ale wracając do tematu róbmy -jako indywidualiści- swoje, nawet jak po pewnym czasie okaże się, że biegniemy w stadzie.

      Usuń
  3. O, wreszcie coś, co dałabym radę zrobić :) Nie próbowałam, ale nieczęsto kupujemy z mężem nowe przedmioty, szczególnie z wyposażenie domu. Ludzie pozbywają się pełnowartościowych, ładnych (!) rzeczy, które można później odkupić za ułamek ich ceny sklepowej, a jak dla mnie, również rzeczywistej wartości. Tym sposobem wyposażyliśmy całe mieszkanie za cenę może jednego kompletu nowych mebli (a może nawet nie). Inna sprawa, że zauważyłam, iż u niektórych osób wzbudza to pogardę. Ich problem, ale dziwny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy kupujemy nową rzecz w sklepie do jej wartości doliczone są różne marże i prowizje - wszyscy chcą zarobić: od producenta, przez przewoźnika i sprzedawcę, po państwo (VAT), zatem cena jest zawsze zawyżona w stosunku do wartości. Odwrotnie kupując rzeczy używane - są one pozbawione wszystkich tych merkantylnych dodatków, poza tym jej cena jest niższa z uwagi na to, że nie jest już nowa. Tak więc często rzeczywista wartość rzeczy używanej jest większa niż jej cena. Krótko mówiąc, kto kupuje używane robi świetny interes, a kupowanie tego samego w sklepie to zawsze przepłacanie.

      Usuń
    2. Ale ktoś musi wcześniej kupić nowe, żeby można było od niego odkupić już używane i zrobić świetny interes;)

      Usuń
    3. O to akurat możemy być spokojni :)

      Usuń
    4. także kupuję dużo rzeczy używanych, a także sprzedaję - Konrad ma rację

      Usuń
    5. super, jak w przyszłości będę miała swoje mieszkanie chciałabym właśnie wyposażyć je używanymi rzeczami...czasem można znaleźć coś fajnego na smietniku ;)
      i nawet nie chodzi o to że taniej, tylko o przedmioty "z duszą", poza tym jak coś przezyło użytkowanie wczesniej to zazwyczaj jest to trwała i porządna rzecz.

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o kupowanie rzeczy używanych dobrze mieć listę rocznych wydatków do zapisywania zakupów - co kupiliśmy, czy była to rzecz używana, czy zapłaciłem za nią pieniędzmi z pensji czy też uzyskanymi np. w drodze sprzedaży niepotrzebnych przedmiotów. Na mojej liście z 2011 r. jest 12 "nowych" rzeczy, z tego 5 było używanych i 5 sfinansowałem ze sprzedaży rzeczy na Allegro. Taka lista może być wskaźnikiem naszej "kompaktowości"... Dodam, że czasami czekamy z kupieniem czegoś dopóki nie uzyskamy na to pieniędzy pochodzących ze sprzedaży naszych niepotrzebnych już rzeczy. Wtedy nabywamy coś niejako za darmo, bez angażowania nowych środków finansowych (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja kiedyś miałam wielki problem z kupowaniem nadmiaru rzeczy używanych, bo ładne, tanie etc. i potem miałam szafę niepasujących do siebie ubrań w dziwnych rozmiarach ;) teraz jestem bardziej wybredna i dłużej się zastanawiam zanim coś kupię.

      Usuń
    2. Podziwiam tę kontrolę, precyzję, samozaparcie :) Mi udaje się nie kupować wiele, taką mam naturę. Ale fajnie, że jest taki Konrad (i wielu innych), który motywuje, żeby jeszcze bardziej dokręcać te swoje minimalistyczne śruby.
      Jasne, że niekupowanie niepotrzebnych rzeczy jest zdroworozsądkowe, ale kiedy człowiek jest z tym sam, może w pewnym momencie zechcieć "równać do średniej". Konsumpcjonistycznej średniej. Dlatego w kupie siła, wsparcie osób podobnie myślących jest cenne :)

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć