O BODŹCACH

Pewnego dnia zapytano profesora ekonomii: "Jeśli prawo to nauka o normach, medycyna to nauka o ciele ludzkim, to o czym jest ekonomia...?" Profesor zamyślił się i odpowiedział: "Ekonomia to nauka o bodźcach". 

Ta zadziwiająco trafna konstatacja przypomniała mi się, kiedy rano czytałem artykuł o producentach żywności, którzy do opakowań pompują powietrze. 

Co trzecie opakowanie puste 

To wielkie marnotrawstwo materiałów i energii, które ma zaspokoić rozbuchane potrzeby posiadania więcej niż się potrzebuje - znak rozpoznawczy ery konsumpcjonizmu. Kupując takie "produkty" dajemy producentom bodziec właśnie - "rób tak dalej, za to płacimy". Czemu nie robić tak dalej w jeszcze bardziej bezczelny sposób? Może granica wytrzymałości klienta jest jeszcze daleko? Może uda się sprzedać jeszcze więcej powietrza i zarobić jeszcze więcej pieniędzy?! 
Często myśleniu minimalistycznemu, a raczej zdroworozsądkowemu, przypisuje się negatywny wpływ na ekonomię. Zmniejszająca się konsumpcja ma prowadzić do zmniejszania się PKB i generalnie katastrofy. Mało kto zauważa, że gros produktów to rzeczy importowane z Dalekiego Wschodu. Ich konsumpcja w rzeczywistości pomniejsza PKB Polski. Uszczupla też dochody banków, które kredytują zakupy bublowatych zabawek, plastikowych badziewi, szybko psujących się AGD, czy mieszkań z pękającymi ścianami (zwanymi apartamentami), itd. To właśnie ekonomiści banków podnoszą owo larum, że zmniejszenie konsumpcji powoduje zmniejszenie PKB i rezultacie większe bezrobocie.

Jest dokładnie odwrotnie - brak zakupów z powodu np. ich jakości, miejsca wytworzenia - to bodziec dla producentów, swoistego rodzaju sygnał: "nie podoba mi się to, nie kupuję tego, musisz postarać się bardziej". Krzyki w internecie nic nie dają. Tak długo, jak będziemy kupować buble - dajemy producentom jasny sygnał, że jest ok i trzeba robić tak dalej. 

Mój sposób: zanim coś kupię (poważnego), najpierw prześpię się z tym pomysłem - "ranek jest mądrzejszy od wieczora". Rano zazwyczaj mi przechodzi... :)

12 komentarzy:

  1. Zanim kupię coś poważnego to "śpię z tym" miesiąc;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdaniem Tomasza Sedlaczka (i moim też), zbyt deifikujemy PKB. To czy PKB spadnie czy wzrośnie o 1% (lub nawet 5%) nie ma znaczenia zarówno dla jednostki, jak i państwa. Co więcej, jak słusznie zauważyłeś Arturze, zmniejszająca się objętość portfela jest dobrym bodźcem do zaryzykowania zmian. Twoją metodę ja nazwałem inaczej: "Jak nie wiem czy to potrzeba, czy kaprys to siadam i czekam aż mi przejdzie". A, że moja cierpliwość jest wzorcowa (podobno) to i najczęsciej przechodzi ;)))
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy Kondrad występuje teraz na antenie TOKfm? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycjuszu, rzeczywiście to ja, ale to powtórka!

      Usuń
  4. W temacie: http://pasjavspraca.com/2012/05/21/10-najwiekszych-zalet-i-wad-minimalizmu-czesc-2-ekologia-vs-pkb/

    OdpowiedzUsuń
  5. Usłyszałem o Panu w TOKFM. Przeczytałem całego bloga.
    Nie zgadzam się w jednym. Nie zgadzam się z efektywnością metody "zrób to sam".
    Stosując używane tu pojęcia: energia życiowa zużyta na naprawę tostera będzie średnio większa niż zapłacenie specjaliście. Efektywniej jest robić to w czym się jest dobrym (mniej czasu zajmie wykonanie danej pracy) a nie marnować zasoby na uczenie się naprawy rzeczonego tostera.
    Zrób to sam ma sens jedynie, gdy dysponujemy duża ilością wolnego czasu (co równa się, w zdecydowanej większości przypadków, naprawdę niskim dochodom). Chyba, że toster będziemy naprawiać razem z dziećmi traktując to jako zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy z nas ma indywidualną granicę efektywności w metodzie: "Zrób to sam". Zasadniczo nie chodzi jednak by "coś" robić samemu tylko by owe "coś" umieć zrobić samemu. Bo jak umiem to przynajmniej mogę wybrać czy owe "coś" robić samemu czy nie...
      Roman

      Usuń
  6. Nie potrafię sobie przypomnieć, kto mnie nakierował na tego bloga, ale czytam z coraz większym zaciekawieniem. Było by miło, gdyby pan Ekonomista pozostał na nasłuchu. Komentarz fachowca mi się przyda. A prywatnie - walczy we mnie świadomy minimalista z bezmyślnym konsumpcjonistą...
    Pozdrawiam Autorów i Czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz piszę więc się przedstawię. Nazywam się Zbigniew, mam 41 lat i jestem prawnikiem.

    Blog jest bardzo wartościowy i porusza bardzo ważne tematy. Od razu widać, że większość prezentowanych na blogu poglądów Konrada jest dokładnie przemyślana. Logice wywodów też zazwyczaj trudno coś zarzucić.

    Cieszę się, że blog nie został zamknięty, jak to było chyba w pewnym momencie planowane.

    Poniżej kilka moich przemyśleń:

    Rodzinę pod względem finansowym można porównać do małej firmy. Rodzina podobnie jak firma ma przychody i koszty. Jeżeli w dłuższym okresie czasu przychody są większe od kosztów to rodzina gromadzi majątek. Jeżeli jest odwrotnie to rodzina ubożeje. Majątek ma ten plus, że całkowicie lub częściowo uniezależnia od konieczności zarobkowania.

    Ogromny problem większości Polaków polega na tym, że nie mają żadnych oszczędności ani innego majątku, który może ich utrzymać. W tej sytuacji utrata pracy (źródła zarobków) oznacza popadnięcie w nędzę. Stąd w ludziach tyle tłumionego stresu, który często przeradza się w agresję.

    Biorąc pod uwagę powyższe, bezmyślny konsumpcjonizm jest głupotą i działaniem na szkodę własnej rodziny. Jest to w sumie proste i logiczne, ale w obecnych czasach ludzie (konsumenci) są po prostu metodycznie, cynicznie dezinformowani przez coraz bardziej wyrafinowaną reklamę i z tej przyczyny wielu ludzi tych prostych rzeczy nie rozumie. Paradoksalnie często dopiero finansowa tragedia, której początkiem jest zazwyczaj utrata pracy lub choroba w rodzinie, uzmysławia ludziom jak bardzo dali się podpuścić specom od marketingu i jak dziecinni w gruncie rzeczy byli.

    Na zakończenie jeszcze wspomnę, że nie wiem o co chodzi autorowi wpisu, gdy twierdzi, że bank traci gdy udziela kredytu na zakup jakiegoś badziewia. Bank w umowie kredytowej solidnie się zabezpiecza, a w procesie windykacji należności jest uprzywilejowany w stosunku do innych wierzycieli. Ponadto mniej wiarygodni kredytobiorcy dostają gorsze warunki (czytaj: płacą wyższe odsetki), czyli per saldo banki na swoje wychodzą. Ostatnio czytałem, że w roku 2012 sektor bankowy w Polsce zanotował rekordowe zyski w kwocie około 12 miliardów złotych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [...]
      "Prawne zabezpieczenie wierzytelności bankowych to zaiste pasjonujące zagadnienie, gdzie bank może wszystko,a klient... niewiele."

      Co bezczelnie ostatnio wykorzystałem :)))
      Pewien bank bardzo chciał pożyczyć pieniądze od mojej firmy. Znaczy oni nazywali to lokatami i kontem bankowym, ot taki eufemizm... Wyraziłem zainteresowanie pod warunkiem, że dadzą jakieś interesujące mnie zabezpieczenie. I był problem, bo nie byli w stanie...

      Usuń
    2. Witaj Zbigniewie, trafne rozpoznanie: konsumpcjonizm jest głupotą i działaniem na szkodę własnej rodziny. Mam nadzieję, że coraz więcej rodzin obudzi się z letargu i świadomie wybierze, co dla nich najlepsze...

      Usuń

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...