Przejdź do głównej zawartości

Rezygnacja ze znamion kultury spożycia alkoholu

Pochodzę z górniczego miasta na Dolnym Śląsku, z okolic zasiedlonych po wojnie przez repatriantów z części kraju, która obecnie pozostaje poza naszymi granicami, czyli z dawnej wschodniej Polski. To jest mieszanka wybuchowa, jeśli chodzi o tzw. kulturę spożycia alkoholu. Na Kresach pije się przy każdej okazji, a nawet bez okazji, z kolei w typowo górniczej kulturze, wywodzącej się z Górnego Śląska, tak jak i na Wschodzie, pije się konkretnie... i dużo.

Jako ciekawostkę podam wam, że w tych realiach do alkoholu nie jest zaliczane piwo (piwo to rodzaj oranżady, napoju regeneracyjnego po pracy - alkohol to wino, wódka, spirytus, samogon). Tak to jest w mojej okolicy, która przez dekady miała statystycznie najwyższe spożycie alkoholu na głowę w Polsce.

Mimo, iż wychowałem się w domu typowych sportowców, gdzie alkohol był pijany naprawdę od święta, z dzieciństwa pamiętam obowiązkowe wyposażenie każdego domostwa w naszych okolicach - mianowicie tzw. barek - cześć meblościanki, a także i de facto całą komodę wypełnioną tylko akcesoriami służącymi do spożycia alkoholu. Oczywiście w barku znajdowały się zawsze ze dwie-trzy butelki alkoholu, które co prawda w "sportowym" domu nie raz zdołały się przykurzyć, ale na podjęcie gościa trzeba było być zawsze gotowym.

Taka to była tradycja, a tradycja to rzecz święta.

Wróćmy jednak do tzw. barku. Obowiązkowy komplet, albo i dwa, kieliszków do wódki. Kilka salaterek na zakąski. Komplet szklanek do whiskey, komplet ozdobnego szkła do drinków, mała kolekcja ozdobnego szkła do piwa (w czasach PRL-u szklane kufle do piwa były rzadkością i oznaką wyrafinowania), komplet szampanówek oraz komplet kieliszków do wina stołowego dopełniały całości. Czy to ważne, że w moim domu niektóre z tych utensyliów były używane czasem nawet raz na kilka lat? Skądże! Jak mówiłem - tradycja to tradycja - dobrzy gospodarze muszą być gotowi na podjęcie gościa.

Ja w dorosłym życiu zerwałem z tym zupełnie! Pozbyłem się tzw. instytucji barku! W moim domu nie ma ani jednego kieliszka, kufla czy szampanówki! Nie ma i nie będzie tzw. znamion kultury spożycia alkoholu! Czy wiecie ile miejsca przez to oszczędziłem?

Czy alkohol pijam? A owszem. Czasem po ciężkim dniu wypiję sobie piwo. Czasami, najczęściej po prostu w przypadku przeziębienia, coś mocniejszego (np. na chorobę polecam gorącą herbatę z miodem, cytryną i naparstkiem rumu albo whiskey). Jednak do tego nie potrzeba uroczystych szkieł, celebracji i całej tej otoczki.

W moim domu nie ma tradycji i nie będzie instytucji spotkań towarzyskich przy alkoholu. Ta tradycja jest zupełnie wyeliminowana, nie bawi mnie to, nie widzę w tym sensu. Od takich spotkań są puby i sale biesiadne.

Tak jest u mnie. Osób pijących, imprezujących na 'domówkach' czy kolekcjonerów ozdobnych kufli, karafek i kielonków nie osądzam, mówię Wam jedynie jak jest u mnie. Na pewne relacje (te alkoholowe) nie mam czasu, na pewne przedmioty nie mam miejsca.

A jak jest u Was?

Remigiusz, autor bloga oszczedzanie.info.pl (dawniej Realny Minimalizm)


Komentarze

  1. Bardzo mi się Pana podejście podoba:) U mnie w domu są dwie meblościanki, a zatem dwa barki. Szkła, którego od kilkunastu lat nawet nie tknęliśmy jest kilka szafek. Niczego nie można wyrzucić ani oddać, bo szkoda, bo się przyda. Pomijając to, szczerze nienawidzę kultury spożycia alkoholu. Urżnąć się trzeba przy każdej okazji. Czy przyjeżdża wujek znad morza, czy wpada sąsiad z dołu. Kiedy ktoś umiera, kiedy jest Wigilia, kiedy jest Wielkanoc. Kiedy jest wolny dzień. Mój ojciec wbrew pozorom nie jest alkoholikiem i nie chodzi wiecznie pijany, ale picie alkoholu w Święta mocno mnie razi. Kiedy przyjeżdża rodzina, również wolałabym żeby skończyło się na lampce szampana, a nie nocnym przeglądzie piosenki nietrzeźwej, zwłaszcza jeśli rano idę do pracy. Zastanawiam się, czy może Ci ludzie nie potrafią już rozmawiać i dobrze się bawić we własnym towarzystwie bez lekkiego zamroczenia. Mam nadzieję się szybko wyprowadzić z domu. Na szczęście mój luby podziela moją opinię w tej sprawie.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz (proszę się do mnie zwracać na Ty)

      Rzeczywiście młodsze pokolenie nie musi powielać automatycznie zwyczajów starszego. Jest szansa, aby to zmienić.

      Usuń
    2. U mnie w domu nie ma instytucji barku. Żona i ja nie jesteśmy fanami alkoholu. Wódki nie pijamy wcale(nie mamy więc do niej żadnych kieliszków- te które kiedyś dostaliśmy w prezencie sprezentowaliśmy komuś innemu), wino pijamy raz na ruski rok- mamy dwa kieliszki i korkociąg, piwo też pijamy od wielkiego dzwonu tylko latem jak ciepło- gdzieś jedno, dwa na miesiąc- prosto z butelki więc kufle odpadają, a w razie czego można wlać do zwykłej szklanki. Co do przyjęć typu urodziny nasze i naszych dwóch małych córek- są one całkowicie bezalkoholowe- początkowo kilka osób z naszych rodzin i znajomych zżymało się na ten fakt, ale teraz chyba to zaakceptowali, zresztą nie mieli wyjścia. Na nasze podejście do akcesoriów alkoholowych ma oczywiście wpływ minimalizm. Super wpis Remigiuszu. Pozdrowienia z Dolnego Śląska, a konkretnie z Wałbrzycha:) Grzegorz

      Usuń
    3. Rodzina bywa różna, może czasami jakiegoś "strasznego wujka" czy inną "upiorną" ciocię można znieść dopiero po znieczuleniu się ( lub ja/jego) alkoholem i wtedy taki barek jest niezastąpiony. A tak na serio to jest wiele rodzin którym komplety kieliszków też nie są potrzebne bo pijają wino prosto z gwinta, jeszcze na ulicy, lub wódkę z musztardówek gdzieś w przydrożnym rowie. I to jest dopiero problem.

      Marta

      Usuń
    4. Bardzo dobry tekst. U mnie w domu to samo. Też nie mam barka w domu. Mąż kupi jedno piwo z raz - dwa razy w miesiącu i tyle. Czasami drinka jakiegoś sobie zrobimy ale rzadko. Jak dostał 4 lata temu butelkę wódki oraz butelkę wina na urodziny od znajomego to te butelki stoją do dzisiaj, nie ma amatora na nie;). Kufli, szklanek nie mamy tak samo, są zbędne. Tylko kurz by się zbierał. Nasze otoczenie dużo pije. Często namawiają ale ja nie widzę potrzeby picia takich ilości. Często słyszę ale mam kaca, co jest dobre na kaca. Ale przecież po co aż tyle pić, żeby mieć aż takiego kaca ;) Kultura picia alkoholu jest umiejętnością spożywania go w sposób kulturalny, który jest jednocześnie akceptowany przez całe otoczenie, a nie tylko przez osoby, które z nami piją. Trzeba wiedzieć ile wypić i jak się zachować. Są osoby, które nie potrafią pić z głową i robią szkodę nie tylko sobie ale i innym w około, szczególnie na tym rodzina cierpi. A lepiej jak by taki jeden z drugim raz na jakiś czas napił się lampki dobrego wina czy jedno piwo albo jakiegoś drinka sobie zrobił niż się upijać do nieprzytomności. Niestety na co dzień widzimy jak wygląda tradycja picia alkoholu w Polsce, ale warto zobaczyć jak to wygląda w innych częściach świata link Maria

      Usuń
    5. Tak się zastanawiam czy takie częste picie to jest może dla niektórych sposób na kaca moralnego, bo na pewno nie dla zdrowia. Marta

      Usuń
    6. Jest to sposób na kaca moralnego na pewno. Nie każdy umie sam sobie radzić z problemami. Problemy nałogowe mają najczęściej osoby słabsze psychicznie. Maria

      Usuń
  2. Barku nie mamy... Z alkoholi uznajemy tylko wino, ale tylko w wyjątkowych, naprawdę wyjątkowych okazjach, raczej do obiadu/kolacji - dwa dyżurne kieliszki stoją na półce w kuchennej szafce. Reszta "szkła", które kilkanaście lat temu dostaliśmy w prezencie, jest zapakowana w kartonie - ten wpis uświadomił mi, że od wieków nie używaliśmy np. szampanówek, a szampana w ogóle nie lubimy i nie "umilamy" nim sobie np. Sylwestra. Może pora się ich pozbyć? W domu panuje kultura bezalkoholowa, po części w wyniku doświadczeń z dzieciństwa, a także z pragnienia budowania innej (trzeźwej) kultury świętowania, którą zaszczepiamy dzieciom. BTW własny ślub też mieliśmy bez alkoholu. W czasie spotkań ze znajomymi alkohol jest nieobecny - myślimy podobnie. Problem widzę w starszym pokoleniu - rodziców, które jest przyzwyczajone do "zakrapiania" wszelkich okazji. Do nas rodzice przyjeżdżają na uroczystości (typu I komunia) i święta (BN) - przyzwyczaili się (chyba) już do naszego stylu świętowania bez promili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakież u nas było zdziwienie że komunia syna odbyła się bez alkoholu. Komunia!!! W kraju katolickim , ponoć nas 95% .

      Usuń
    2. bez przesady z tymi komuniami.

      ja nie miałam nawet przyjęcia komunijnego- i nikogo to nie szokowało.

      owszem, są u nas w domu szklanki do whisky, ale zwyczajnie służą jako szklanki do napojów/soków.
      i tak, w lodówce stoi jakieś "puszkowe" mohijto, ale np. butelka domowej roboty pigwówki stoi od roku nie ruszona, bo jakoś nie było kiedy i po co.

      Usuń
  3. Miło się dowiedzieć, że jest więcej osób nie pałających miłością do alkoholu. Czytając post uświadomiłam sobie, że chociaż alkoholu do domu nie kupuję, to w piwnicy jest sporo butelek, które dostajemy w prezencie. Butelka, to chyba dla niektórych prezent-wytrych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ten prezent można podać dalej:) W moim barku stoją 3 butelki kupione przeze mnie: likier kawowy, amaretto i rum - stoją dosyć długo, bo wszystkie kupiłam jako składniki do ciasta. Ale barek ledwo się domykał właśnie dzięki prezentom, które od jakiegoś czasu intensywnie podajemy dalej osobom bardziej zainteresowanym, szczególnie ze starszego pokolenia:)
      Abstynentami nie jesteśmy i zwykle częstujemy gości alkoholem, ale alkohol nie jest "gwoździem programu" na naszych spotkaniach. Właśnie mnie natchnęliście, że kieliszków do wódki mogę się pozbyć:)

      Usuń
  4. My nie pijamy mimo to tego szkła to pozbyliśmy się dopiero całkiem niedawno. Fakt ale jeszcze gorszy jest model kiedy szkło stoi, barek świeci alkoholowymi pustkami mimo codziennych zakupów %. No ale to już o alkoholikach. choć znam jednego , który myśli że nim nie jest tylko dlatego że jeszcze nie miał okazji poczuć co to znaczy nie wypić. Z tym że tam bywają tylko , wina ,, whisky i czysta dla prostaków. I z uporem maniaka jestem pytana o drinka, whisky lub choćby tylko lampkę wina mimo iż nigdy jeszcze się nie zgodziłam. Bowiem u nas to ktoś kto nie pije jest tym dziwnym. Mam na myśli niestety nie tylko rodzinę ale i Polaków tak ogólniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. W moim domu także nie ma "barku" ani zwyczaju picia. Mama ma KWC członkowskie, tata w sumie nie pamiętam, kiedy widziałam go z alkoholem, ale gdy jedziemy na jakiś zjazd rodzinny to na stole zawsze stoi wódka, czy wino. Ciotki są napalone ;( A szkoda, bo potem często są głupie gadaniny a czasem nawet kłótnie, ale i tak uwielbiam te tzw. zloty ; D

    OdpowiedzUsuń
  6. My szkiełek nawet nie zakupiliśmy - mamy tylko dwa kieliszki do "czystej", które przywieźli.....rodzice... Czasami mąż zakupi sobie piwo, które później stoi pół roku w lodówce, bo ciągle o nim zapomina, nie ma potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie miłe wiadomości są w tym poście. To nie ejstem jedyna, która wyrzuciła z barku alkohole przykurzone i nieużywane kieliszki...
    Trzymam w barku lekarstwa i kolekcję herbat, kaw i czekoladki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nalewki - to co robię jeśli znajdę naprawdę ciekawy przepis i odpowiednie składniki, np. rokitnik czy młode pędy sosny. Od początku małżeństwa mamy kupić kieliszki do wina i jeszcze ich nie kupiliśmy - tacy z nas smakosze alkoholi ;-). Mamy zdekompletowane 4 sztuki i jakiś 2 kufle do piwa z czasów studenckich.
    Imprezy rodzinne ( i te u nas i rodziny) są bezalkoholowe - są to głównie urodziny dzieci.
    Podsumowując - sport okazjonalny. Nie podnosimy statystyk co do spożycia na głowę.

    OdpowiedzUsuń
  9. zaraz po tym poście można dodać - "imprezowanie" w środku tygodnia (lub w niedzielę)... sama już nie uprawiam odkąd poszłam do pracy (a że było to zaraz po liceum to szybko się skończył ten rodzaj aktywności tygodniowej), ale jak widzę u mnie w pracy ludzi którzy "przyszaleli" dzień wcześniej - przyznam że nie wiem czy podziwiać (że się komuś chce) czy litować (nad sennym stanem, często jeszcze podbarwionym promilem) czy też coś innego... pozostało mi więc nie osądzać lecz dojść do wniosku, że nie jest to to co tygryski lubią najbardziej.
    Dodam tylko, że w domu już nie pijamy od dawna - szkoda czasu na kaca, i czasu na przelew...
    Ki

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie, lepsza jest kultura spożycia alkoholu niż alkohol spożywany bez nijakiej kultury.
    jakieś tam szkło mamy, przy spotkaniach towarzyskich z niektórymi znajomymi się pije, z innymi się nie pije - nie mamy z tym problemu.
    Więcej miejsca w barku zajmuje prababciny serwis do kawy - jeśli chodzi o używki, wolę celebrować kawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz - kawy nie piję (kofeinowej) ale ta druga kultura jakoś mi leży

      mimo, że sam alkohol pijam (staram się użytkowo - np. jako lekarstwo na fatalne przeziębienie) - cała otoczka picia mi nie leży, towarzyskich spotkań z alkoholem w moim domu, jak pisałem nie ma i nie będzie - dobrą kawę dla gości mam, filiżanki też i czestuję

      Usuń
  11. W liceum dowiedziałam się, że ludzie na imieninach piją wódkę. W liceum, czyli miałam jakieś 16 lat - nie wiedziałam tego wcześniej, ponieważ u mnie w rodzinie największym obciachem byłoby postawienie wódki na stole. Dziadkowie z rodzicami pijali wino lub koniak - kieliszek czasem do jakieś uroczystej kolacji. Czasami zdarzył się jakiś pojedynczy drink. Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć sytuacje, gdy mój tata lub dziadek byli rozweseleni, czyli już pijani. Sama alkohol zaczęłam pić w wieku ok. 21 lat i jest to dla mnie artykuł, bez którego jestem w stanie się obejść. Pielęgnuję nalewki mojej babci (używane ostatnio głównie do zwilżania biszkoptu pod tort) i lubię je mieć w domu. Na spotkania z przyjaciółmi nie organizuję nigdy żadnego alkoholu - wolę więcej zainwestować w dobre jedzenie. Zresztą, najczęściej przychodzi jakaś butelka wina z którymś z gości. Lubię smak wina, ale jeden kieliszek starcza mi na całe spotkania (a najczęściej i tak wylewam resztkę do zlewu). Nie wiem, czy takie wychowanie było zamierzonym przez moich rodziców czy im wyszło przypadkiem. Nikt mnie nigdy do alkoholu chorobliwie nie zniechęcał, nigdy nie miałam też potrzeby kolorowania nim rzeczywistości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wpis opowiada historię z perspektywy górniczego miasta - to trochę inna rzeczywistość jednak

      Usuń
  12. Witam, z tej strony Remigiusz...

    dziękuję za Wasze komentarze i pozytywne przyjęcie artykułu, nie sądziłem, że zgodzicie się z moim poglądem, to zdaje się jest także mój tekstowy debiut na blogu, ponieważ poprzednio cały cykl o reklamie był nagrywany

    postaram się teraz także pisać więcej tutaj, jako że wstrzymałem pisanie mojego poprzedniego bloga Realny Minimalizm na rzecz oszczędzania oraz wystarczy-mniej.blogspot.com

    pozdrawiam i jeszcze raz dzięki

    OdpowiedzUsuń
  13. Minimalizm opiera się głównie na świadomości. Alkohol tę świadomość zaburza...

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja zastanawiam sie jaki to ma wpływ na dzieci. Barek, cały komplet najróżniejszych kieliszków i szklanek to zestaw obowiązkowy. U nas w domu alkohol był zawsze na wyciągniecie reki - pod tym względem jesteśmy typowym polskim domem, choć mój ojciec z racji licznych podróży skupiał się raczej na kolekcjonowaniu niż piciu. I wiecie co? Ani ja, ani moje rodzeństwo nie pijemy alkohol, natomiast u naszych sąsiadów gdzie alkohol był zawsze pod kluczem dorosłe już dzieci raczą się nim codziennie. Zastanawiające. Choć zgodzę się z tym, że czego oczy nie widzą sercu nie żal.

    A co do kultury picia, mieszkałam i w Norwegi i we Włoszech, pewien czas w Hiszpanii - ludzie piją i upijają się wszędzie tak samo - no, może włosi są nieco spokojniejsi "pod wpływem " niż Polacy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć