Przejdź do głównej zawartości

Sekret czwarty - bezpieczeństwo i troska.

Rozwinięcie wpisu nt. książki "7 sekretów efektywnych ojców".

Czwarty sekret odnosi się do czuwania nad rodziną i troską o jej byt materialny.
Czym ma się wyrazić bezpieczeństwo i troska?
Autor podpowiada, że czuwanie nad bezpieczeństwem to podejmowanie roli lidera w chwilach kryzysu dotykającego rodzinę, uspokajanie, podejmowanie skutecznych decyzji przywracających równowagę.
Potrzeby materialne - stworzenie i podtrzymywanie atmosfery spokoju i bezpieczeństwa poprzez stały, przewidywalny dochód, który zabezpiecza byt materialny rodziny.

Bezpieczeństwo to m.in. przekazywanie informacji dzieciom nie tylko jak reagować w przypadku pożaru lub wypadku, ale też co czeka starsze dzieci ze strony współczesnych zagrożeń, takich jak narkotyki, przemoc, pornografia. Poniżej lista sześciu sposobów na lepszą ochronę dzieci:
  1. Wypracowanie w sobie zdrowego podejścia do trudności.
  2. Zastanawianie się, kto jest dla Ciebie najlepszym wzorem skutecznego działania w sytuacji kryzysowej.
  3. Wsparcie innych ojców - regeneracja sił po kryzysie i odzyskanie pewności siebie. Chyba jeszcze trudne do zastosowania w Polsce, gdzie raczej nie szukamy grup wsparcia.
  4. Odkrycie fundamentu swej męskości.
  5. Nieunikanie w sytuacjach kryzysowych rozmów z dziećmi.
  6. Codzienne rozmowy nie tylko z dziećmi, ale przede wszystkim z żoną.
Troska o zabezpieczenie materialne - to chyba oczywista sprawa, ale jedna uwaga bardzo mnie poruszyła:
"Będąc świadomym potrzeb swojej rodziny planujesz świadomie swoją karierę zawodową. Propozycja podwyżki, zmiany stanowiska daje Ci chwilę zastanowienia - czy naprawdę musisz zbijać majątek? Jeśli rodzina żyje wygodnie z dotychczasowymi standardami zarobków, możesz kierować się swoimi standardami zamiast firmowymi. Znika presja".
Czy nowa lepsza praca, nowe stanowisko pozwolą spędzać tyle samo czasu co dotychczas? Czy jest to uczciwe?


Jak to wygląda u Was? Na swoim przykładzie mogę napisać, że świadomie sześć lat temu zmieniliśmy pracę (miasto, otoczenie), aby móc mieć więcej czasu dla siebie, dzieci. 

Komentarze

  1. Nie jestem mężczyzną, ale to chyba nie robi różnicy ;-) Faworyzowanie kariery kosztem rodziny jest zwykle oznaką niedojrzałości, niekiedy egoizmu lub słabości (uleganie presji otoczenia). Ludzie często lepiej radzą sobie w sprawach zawodowych niż rodzinnych i praca bywa ucieczką (jakże wysoko premiowaną przez zarobki i prestiż).

    Jestem chyba przeciwna znacznemu roznicowaniu roli kobiety i mężczyzny w rodzinie. Zróżnicowany podział obowiązków - OK. Tymczasowe przejmowanie odpowiedzialności w sytuacji osłabienia małżonka - jak najbardziej. Ale rola lidera w każdym kryzysie?

    Jak rozumiesz punkt 4?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli któreś z rodziców staje się w sposób naturalny liderem w sytuacjach kryzysowych to nie ma w tym nic złego :)
      Ktoś w końcu musi podejmować decyzję ostateczną i "brać na klatę" jej skutki.
      Lider naturalny rodzi sie z autorytetu, a autorytet (ten prawdziwy) również ze słuchania opinii poszczególnych członków zespołu (rodziny).
      Rzecz jasna z zadeklarowania, że "tata/mama bedzie liderem" na dłuższą metę nie wyniknie nic dobrego jeśli ów rodzic nie stanie się liderem.

      O rolach kobiety i mężczyzny w rodzinie napisano już miliardy słów...
      A prawda jest taka, że jest to TYLKO I WYŁĄCZNIE kwestia "umowy" pomiędzy małżonkami.
      Jeśli "ustalą" taki a nie inny podział ról i oboje są z tego zadowoleni to nikomu nic do tego, niezależnie czy ów ukłąd jest matrialchalny, patrialchalny czy jak to się modnie teraz mówi "partnerski".
      Roman

      Usuń
    2. Wzdrygam sie na myśl o "grupach wsparcia dla ojców"...
      Jakoś nie mieści mi sie to w moim pojmowaniu męskości...
      Z dziadkiem, ojcem, teściem, czy bratem mogę pogadać o problemach, ale z obcymi facetami?!
      No, ale to ja. Ktoś inny może to widzieć zupełnie inaczej...
      Roman

      Usuń
    3. 1. Zgadzam się w pełni z umową co do obowiązków.
      2. Natomiast przy podziale ról mam pewne wątpliwości. Bo jeśli jedną z nich ma być przywództwo (nawet gdy jest naturalne dla konkretnej osoby) a drugą poddawanie się mu (nawet gdy jest naturalne dla konkretnej osoby), to to wygląda na dążenie do dysfunkcji, a w skrajnym przypadku do patologii. W związku należy dążyć do równania decyzyjności, inaczej lider może wyrosnąć na tyrana, a nielider na osobę jeszcze bardziej niedojrzałą i bezradną. A przecież chodzi o wspólne dochodzenie do pełnej dojrzałości :-)
      3. Wydaje mi się, że kobieta nie powinna być "zwalniana" z większości tych ogólnie określonych obowiązków, które zostały wymienione we wpisie jako charakterystyczne dla ojca. Poczucie bezpieczeństwa dzieci i stabilizacja rodziny wypływa moim zdaniem z siły (pewnej niezależności i dojrzałości) obojga rodziców.
      4. Tli się we mnie nadzieja, że tu w końcu zrozumiem tę ideę "głowy rodziny". Skoro małżonkowie stają się jednym ciałem, to dlaczego ma ostać się tylko głowa jednego z nich? Co z drugą? Może powinni właśnie stać się poniekąd wspólną (wspólnie radzącą) głową? Wcale nie kpię. Próbuję tamtą tradycyjną doktrynę zrozumieć od dawna i nie mogę znaleźć przekonujących argumentów.

      P.S. O punkt 4. z wpisu - wciąż zapytuję (jeśli to nie męska tajemnica).

      Usuń
    4. Co do grup wsparcia. Takie nieformalne chyba bardzo dobrze się spisują. Przynajmniej w przypadku kobiet. Ich meetingi nazywa się "babskimi wieczorami". Podejrzewam, że u mężczyzn mogłyby się nie sprawdzić, bo oni nie poruszają na męskich spotkaniach żadnych istotnych (z punktu widzenia rodziny) tematów ;-)

      Usuń
    5. ad.2 Może być i wymiennie jak u indian :) Wódz był wodzem tylko w konkretnej sytuacji, ale wówczas ostsateczna decyzję podejmował on. Jednoosobowo. Jak sprawa sie skończyła to nie było problemu, zeby w innej sytuacji ktoś inny stawał sie wodzem :)
      ad.3 Ostrożnie się zgadzam albowiem nie wiem czy owe "zwalnianie" rozumiemy tak samo. Wychodzimy z żoną z załozenia, ze w domu każde z nas powinno umieć zrobić zasadniczo wszystko. Co nie zmienia faktu, że ja bardzo nie lubię jej wpuszczać do kuchni, a ona "zabrania" zbliżać mi sie do pralki... W kwestii wakacji tak sie ułożyło, ze to ja zawsze mam "ostatnie zdanie" (nie nie... nie jestem tyranem głuchym na głos ludu), w kwestiach płacenia rachunków, wyboru takiej a nie innej oferty finansowej - żona (jest księgową, łapie to lepiej niż ja).
      Roman

      Usuń
    6. Gdy pisałam o zwalnianiu miałam m.in. na myśli restrykcyjny, nieelastyczny podział obowiązków i spotykaną często w poradnikach (zwłaszcza chrześcijańskich :-( tezę, że rolą kobiety jest budowanie zaplecza domowego, a mężczyzny pełnienie funkcji reprezentowania rodziny na zewnątrz. O ile zgodzę się, że tymczasowo (gdy dzieci są zupełnie małe) taka sytuacja może być nieodzowna, to na dłuższą metę jest zła. Może to mogło znajdować jakieś uzasadnienie w przeszłości (temat na wpis a nie komentarz), to obecnie jest zupełnym anachronizmem. Tak jak piszesz (przynajmniej tak to rozumiem), każdy powinien być przygotowany do samodzielnego funkcjonowania i utrzymania dzieci (zawsze trzeba się liczyć z taką koniecznością), choć w warunkach nienadzwyczajnych, podział "sfer zwiększonego wpływu" następuje samoistnie zgodnie z predyspozycjami i zainteresowaniami.

      Mnie bardzo interesuje, jak sobie radzicie ze sprzątaniem :-)

      Usuń
    7. Nie czerpię wiedzy z poradników ani "chrześcijańskich", ani innych... Brałem wzorce z mojego ojca i dziadków. Oni lepiej lub gorzej, ale zajmowali sie "pracami domowymi" i nie unikali tego. Sprzątam "po męsku" i moja zona jeśli chce, zawsze znajdzie tuzin miejsc do poprawki :) Ale jak mi onegdaj wyznała - najczęściej nie chce znajdować, by mnie nie zniechęcać :) W ramach rewanżu ja się nie czepiam, gdy nie do końca poradzi sobie z gotowaniem obiadu :) Kocham ją całą razem z - nazwijmy to - "niedociągnięciami" :) I mam nadzieję, że ona mnie również :)
      Roman

      Usuń
    8. :D Spodobał mi się Twój komentarz, a już szczególnie jego ostatnia część :) Ja od pewnego czasu pracuję nad podniesieniem poziomu mojej kuchni i właśnie zaswitala mi nadzieja, że to moze się przełoży na lepszą jakość "męskich" porządków :D Albo przynajmniej na mniejsze zamiłowanie do balaganienia. Będę w kazdym razie obserwować czy zależność istnieje.

      Usuń
  2. Nie jest to męska tajemnica a mój dostęp do komputera - nie jestem cały czas online.

    Odpowiedź poniżej:
    Autora książki: Odniesienie do biblijnych słów "bądźcie mężni i walczcie", ufając Bogu, który stworzył nas mężczyznami nabierając odwagi. Wzór męskości nie w postaci Rambo ale akceptacji siebie jako mężczyzny i ojca.
    Moja: Wbrew co obecnie często się promuje jako "nijakość ról" być świadomym mężczyzną, znać swoje możliwości ale i ograniczenia. Wiem czym się różnię od kobiety. Po prostu być mężczyzną ;-).

    Co do liderowania - są sytuacje kiedy lider wyłania się samoczynnie i nie ma znaczenia czy to mąż czy żona, ważne, że podejmowane są odpowiednie działania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do "grup wsparcia" - tak jak pisałem trudne do zastosowania w Polsce (autor pisze z perspektywy USA). Jednak są (może nie grupy) takie okoliczności kiedy można pogadać z innym ojcem, wymienić doświadczenia. W moim przypadku dzieje się to sporadycznie ale owocnie - wynika z tego, iż takich ojców nie mam "na co dzień".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ponaglałam, tylko nie chciałam, aby moje pytanie się zagubiło wśród innych wątków. Sama mam obecnie problemy z netem.

    No to wzór męskości taki trochę podobny do wzoru kobiecości: "Niewiastę dzielną któż znajdzie?" itd. :-) Wygląda na to, że w swej istocie kobiety i mężczyźni są tacy sami (są ludźmi, dążącymi do podobnych celów, z użyciem podobnych środków), a dopiero cechy... powiedzmy drugorzędowe różnicują nas na tyle, że aż wyglądamy na odmienne gatunki. Także się zgodzę, że bycie przedstawicielem konkretnej płci to zwyczajnie bycie sobą (byle w najlepszym wydaniu z możliwych). Tylko to bycie sobą próbuje się wkładać w jakieś ramy mówiące o tym jak być kobietą czy mężczyzną tak, aby spełniać czyjeś oczekiwania (np. płci przeciwnej, społeczeństwa). Bardziej logiczne byłoby określenie, czego wymaga od każdego z nas życie i jak każdy z osobna, z jego indywidualnymi cechami może temu sprostać z największą korzyścią dla siebie i innych. A tu już nie ma miejsca na ustalone sztywno wzorce.

    Co masz na myśli pisząc o "nijakości ról"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi to w kilku słowach napisać ;-).
      Polecam książkę "Dzikie serce" - bardzo trafnie (dla mnie) przedstawiony obraz mężczyzny - "urodzony wojownik".
      Nijakość rozumiem jako zatracenie pewnych cech mężczyzn, nie w sensie przejmowania czy wykonywania czynności przypisanych kiedyś dla kobiet - jak pranie, gotowanie itp. (btw - sam to z przyjemnością "uprawiam" i nie obniża to mojego wskaźnika męskości ;-) ). Facet (tylko i wyłącznie moja opinia) czasami ( a może częściej) powinien doświadczyć "pierwotnych wrażeń" jak noc spędzona w lesie, wyprawa z plecakiem, rąbanie drewna przez cały dzień itp.. Stwierdzenia: "tego już się nie robi", "po co ci kompas", kto dziś śpi pod gołym niebem", "chodzenie boso niszczy stopy" właśnie dają taką płytkość roli mężczyzny.

      Usuń
    2. Jak to było Tomaszu...
      Mężczyzna powinien odbyć wyprawę, pokonać smoka i uratować księżniczkę?
      Tylko nie jestem w stanie przypomnieć sobie czy było to w "Dzikim sercu" czy też moze w "Żelaznym Janie" :)
      Roman

      Usuń
    3. "zrozumienie trzech fundamentalnych pragnień, kryjących się głęboko w jego sercu: pragnienia stoczenia bitwy, przeżycia przygody i uratowania damy w nieszczęściu."
      Tak jest w Dzikim Sercu.

      Usuń
    4. No tego, to się kompletnie nie spodziewałam! Coś tam chodziło mi po głowie o tym, że człowiek potrzebuje być homo faber a nawet creator, doświadczać silnie świata wszystkimi zmyslami (kontakt z naturą, pracą fizyczną i inne takie), ale ta bitwa... i reszta... Może zrozumiem po przeczytaniu książki :)

      Usuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...…

Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie…

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic

Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć