Przejdź do głównej zawartości

Koncepcja małżeństwa przy filiżance herbaty

W reakcji na wpis Doroty pomyślałem, że podzielę się z Wami pewną praktyką lub też tradycją, która może być dobrym narzędziem wychodzenia z burz i sztormów (a czasem niepokojącej ciszy) w naszych związkach.

 
 


Chyba zaraz po ślubie czytaliśmy gdzieś o koncepcji małżeństwa przy filiżance herbaty. Chodziło właściwie o to, aby znaleźć czas na rozmowę ze sobą. Cóż w tym trudnego, myśleliśmy. O to na początku raczej nietrudno. Z czasem, gdy pojawiają się dzieci i fura obowiązków, okazja na jednoczącą dwoje osób rozmowę może się tak prędko nie nadarzyć. Lepiej nie zostawiać jej na łaskę i niełaskę przypadku.

Nieużywane instrumenty muzyczne rozstrajają się, fałszują i raczej nie zagrają razem melodii miłej dla ucha. Jeżeli nie rozmawiamy ze sobą o sprawach głębszych niż odebranie dzieci z zajęć, zrobienie zakupów lub omawianie planów na weekend, może i staramy się oboje zagrać jakąś melodię jak najlepiej, ale dźwięki nie chcą się składać w harmoniczne brzmienie. My także potrzebujemy co jakiś czas dostroić się do siebie, gdyż zmieniamy się, ulegamy różnym prądom, odpływając często w przeciwnych kierunkach.

Przez kilka dobrych lat staraliśmy się znaleźć raz w miesiącu czas na nasz "dialog małżeński". 

Dialog nie jest: odbijaniem pałeczki, rozrachunkiem małżonka, trybunałem, zebraniem sprawozdawczym.

Dialog jest: chwilą wspólnych odkryć, budowaniem jedności, drogą w głąb wspólnego życia, dopasowaniem dwóch odrębnych spojrzeń na życie i ludzi.

Przede wszystkim należy wziąć kalendarz i takie "spotkanie" zaplanować. Trzeba zarezerwować sobie 2-3 godziny czasu, poprosić o opiekę nad dziećmi. Najlepiej wyjść z domu, znaleźć ciche i spokojne miejsce. Jeżeli nie mamy opieki nad dziećmi, możemy dialog przeprowadzić wieczorem, gdy będą już spały. Robimy sobie dobrej herbaty, zapalamy świecę. Siadamy.

Jednym z plusów praktykowania dialogu jest towarzysząca codziennym napięciom i nieporozumieniom świadomość, że przyjdzie dzień, w którym będziemy mogli się spotkać i spokojnie daną sprawę sobie wytłumaczyć. Zapobiega to robieniu uwag "na gorąco", z kolei sprawy błahe z czasem odchodzą w cień i przestają być warte omówienia. Z mętliku spraw wyłaniają się te zasadnicze, wymagające rozmowy. I to w chwili, gdy jesteśmy pozytywnie do siebie nastawieni. Aby nie zapomnieć tego co kluczowe, warto zapisywać sobie "tematy" na dialog w zeszycie.

 O czym by tu powiedzieć? 


- możecie zapytać. Oczywiście zejście w głąb wymaga czasu i treningu, zwłaszcza, gdy tak naprawdę dawno ze sobą nie rozmawialiśmy.

> życie osobiste: opowiedz o tym, czym aktualnie żyjesz, co ma dla ciebie znaczenie, jakie przeżywasz trudności. Chodzi o prawdziwe odkrycie ciągle "na nowo" tej drugiej osoby, z szacunkiem i czujną uwagą.

> ty i ja: gdzie jesteśmy, jeśli chodzi o naszą jedność pod względem fizycznym, uczuciowym, intelektualnym, duchowym?

> my i nasze dzieci: czy zauważamy jakieś problemy, czy mamy dla nich czas, co chcemy zmienić w życiu naszej rodziny?

> bieżące problemy, które "zebraliśmy" w ostatnim miesiącu.


Zdaję sobie sprawę, że takie umawianie się na rozmowę może spotkać się z zarzutem, zwłaszcza u młodych par, braku spontaniczności. Ale, jak pisałem na początku, dobre okazje rzadko się nadarzają.

Ostatnia uwaga: z pewnością nie należy prowadzić dialogu jako "wyrównania rachunków". Nie płyńmy na fali elokwencji, ale weźmy pod uwagę, że druga osoba nie zawsze jest w stanie wszystkiego wysłuchać, tak jak nie zawsze jest zdolna wszystko wypowiedzieć. Bądźmy dla siebie wyrozumiali i delikatni.


Na koniec chcę Wam powiedzieć, że już dawno nie mieliśmy takiego spotkania przy filiżance herbaty. Wpis Doroty i przypomnienie sobie cennej, choć zarzuconej od dłuższego już czasu, praktyki dialogu uprzytomniły mi, że najwyższy czas umówić się z Żoną na "poważną rozmowę". Nieważne przy tym, kto będzie grał pierwsze skrzypce ;)


Polecam także wpis Lista ulubionych zajęć we dwoje.

Komentarze

  1. Wczoraj wieczorem oglądaliśmy "Sceny z życia małżeńskiego" Bergmana - gorąco polecam ten film w temacie, choć jest dość długi jak na dzisiejsze standardy (a dyskusja po nim jeszcze dłuższa... ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł, dużo trafnych spostrzeżeń na temat życia we dwoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na naszym ślubie zaprzyjaźniony Ojciec powiedział aby "słońce nie zachodziło nad naszym smutkiem". Znaleźć czas na pogodzenie na "przepraszam". Nie jest łatwo czasami...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jak na studiach na zajęciach z edukacji seksualnej Pani prowadząca wspomniała o planowaniu współżycia w małżeństwie (nie pod kątem regulacji poczęć, ale pod kątem organizacji życia małżeńskiego) - i to nasze oburzenie! Że jak to "planować"?! Że to spontanicznie i z namiętności... ;) No pewnie tak, ale czasem zaplanować trzeba. ;) I rozmowę, i wszystko inne...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy artykuł. A co najważniejszy- prawdziwy. O małżeństwo trzeba dbać, a nic tak nie pomaga jak rozmowa, pobycie sam na sam. Dlatego też i ja z żoną staramy się przynajmniej kilka razy w tygodniu usiąść przy stole przy herbacie i raz na jakiś czas wychodzimy we dwoje. To pomaga i pozwala nie zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  6. My (ja i żonka) rozmawiamy o sprawach bieżących i tych długofalowych regularnie. Praktycznie codziennie wieczorem dzielimy się tym, co było w pracy, co nam wyszło, co nie. Co kilka lub kilkanaście dni dzielimy się obserwacjami na temat dzieci, co robimy dobrze, a co trzeba zmienić, jak zmienić dotychczasowe podejście do nich (bo dzieci rosną i trzeba je traktować inaczej niż dawniej). Czasem coś postanawiamy w kwestiach zdrowotnych, finansowych, rodzinnych. O sprawach duchowych rozmawiamy rzadziej, ale bywa i tak.

    Lubimy ze sobą gadać, więc gadamy często, choć niekoniecznie długo (wiadomo: kierat czeka). Zwykle początkiem takiej rozmowy jest codzienny wspólny posiłek (obiadokolacja lub kolacja), po którym dzieci (zwłaszcza te starsze) szybko uciekają do swoich spraw, a my gadamy i gadamy... Robimy to bez świeczki i bez planowania, ale też przy herbacie lub kawie, lub deserze (jak jest czas). O ile dobrze pamiętam, to moi rodzice też nigdy nie zapalali świeczki i nie modlili się razem, ale są bardzo wierzący i praktyk religijnych bardzo pilnowali. No i zawsze dużo ze sobą rozmawiali. A gruchają jak dwa gołąbki (bez świeczki) już ponad 50 lat! :-)

    Ot, taki mamy styl - "bezświeczkowy". :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, świeca jest tutaj tylko opcjonalnym dodatkiem. Każdy stwarza sobie klimat do rozmowy, jaki akurat mu odpowiada. Wasz bezświeczkowy styl bardzo mi się podoba! Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Myślę, że takie rozmowy mogą być dla związku bardzo oczyszczające. Sprawiają, że na bieżąco rozmawiamy o problemach, wymieniamy się spostrzeżeniami, możemy reagować na kryzysy zanim jeszcze tak na prawdę się pojawią. Ważne jest, by umieć ze sobą rozmawiać, szczerze i bez zahamowań, ale szanując drugą osobę i jej uczucia. Dzięki temu budujemy trwały związek, zwracamy też uwagę na to, jak się zmieniamy każdego dnia. Piękny zwyczaj i chyba wprowadzę go do naszego domu (choć jego namiastkę mam na co dzień, zawsze bowiem rozmawiamy o tym jak minął dzień, co ważnego się wydarzyło, itd.).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

O byciu ojcem i nie tylko. Wakacyjne "Charaktery"

Jako wakacyjną lekturę polecam Waszej uwadze nowy numer "Charakterów", a zwłaszcza ich dodatek "Style życia", który ukazuje się co dwa miesiące. Tym razem porusza temat bycia ojcem.

Stan relacji z dziećmi z męskiej perspektywy jest rzeczą dynamiczną, zmienną w czasie, domagającą się naszej czujności i stałej uwagi. Ojcostwa, bardziej niż naturalnego macierzyństwa, trzeba nam, mężczyznom, uczyć się i świadomie je rozwijać. Mówi się o jego kryzysie w erze wywyższenia pracy zawodowej i kariery, które podejmujemy i rozwijamy z jednej strony dla utrzymania rodziny, często jednak kosztem niej i relacji z dziećmi. Choć większość deklaruje, że rodzina jest najważniejsza, w rzeczywistości często ustępuje ona pracy, która stanowi rodzaj alibi dla naszych męskich ambicji.

"Czy to wszystko, co mam, co do tej pory osiągnąłem i co zamierzam osiągnąć, ma jakiś sens? Czy rzeczywiście o to mi chodzi? Czy rzeczywiście muszę spędzać 18-20 godzin w pracy? Czy budowanie zaplecza f…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…