Przejdź do głównej zawartości

Edukacja domowa w pytaniach i odpowiedziach

Trochę tytułem podsumowania z racji wakacji, trochę dla przybliżenia tematu edukacji domowej, o której pisałem w poście Edukacja domowa (homeschooling) - krótki przewodnik, zamieszczam rozmowę, którą –w formie wymiany maili- przeprowadził ze mną Tomasz z Krakowa, zainteresowany tematyką uczenia dzieci w domu. Myślę, że ten swoisty wywiad zaspokoi ciekawość niektórych rodziców, a może także zachęci do zastanowienia się nad drogą edukacji domowej dla własnych dzieci. Dodam, że od września zaczniemy trzeci rok ED, dzieci będą w klasach szóstej, trzeciej i pierwszej szkoły podstawowej.

Jak w Państwa ocenie wygląda temat ED po szkole podstawowej, na etapie gimnazjum i szkoły średniej?

Na razie nas to nie dotyczy. Mamy znajomych ze starszymi dziećmi w gimnazjum i liceum. Starsze dzieci uczą się dużo samodzielnie (obserwujemy to już u naszych dzieci), z inną motywacją niż oceny. Funkcjonują też nieformalne grupy, które mają wspólne zajęcia (np. z chemii/fizyki), lekcje muzealne, rozwiązaniem są też spotkania ze specjalistą z danej dziedziny (coś w rodzaju korepetytora, niekoniecznie odpłatnie). Powoli rozwija się sieć kontaktów w internecie (wideokonferencje, webinar). W każdym razie zdajemy sobie sprawę, że na poziomie gimnazjum lub liceum nie będziemy raczej już na tyle kompetentni, aby samodzielnie uczyć dzieci. Będziemy wtedy szukać rozwiązań z wyżej wspomnianych lub jeszcze innych. Formalnie edukacja domowa trwać może aż do matury (znamy takich zeszłorocznych maturzystów, choć w ED przeważają dzieci w szkole podstawowej).

Wystarcza własnych sił do odpowiedniego poziomu ED?

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że na etapie szkoły podstawowej (a myślę, że i na początku gimnazjum) bez większego problemu -chociaż nie bez wysiłku- rodzice mogą samodzielnie edukować swoje dzieci. Podstawa programowa jest niezbyt wymagająca.
Konieczne jest oczywiście znaczne zaangażowanie czasowe, przynajmniej jednego z rodziców. U nas akurat Żona zajmuje się domem i edukacją, ja jestem tylko osobą wspierającą (jak dotąd uczyłem matematyki i historii najstarszą Córkę). Nie mieliśmy większych problemów merytorycznych. Jest to dla nas samych fascynujące, bo bardzo dużo rzeczy odkrywamy na nowo. W praktyce korzystamy z różnych podręczników (i innych materiałów), przygotowujemy się na bieżąco. Nie ma oczywiście ocen, planu lekcji, sztywnego grafiku - staramy się dawać dzieciom wolność wyboru, uczymy się blokami, dostosowujemy się do zainteresowań i bieżących potrzeb. W przypadku nauki języka obcego korzystamy z zajęć w szkole językowej Early Stage dwa razy w tygodniu – tam jest spora dawka muzyki, tańca, śpiewu. Chociaż znamy języki obce uznaliśmy, że lepiej jest się ich uczyć w grupie rówieśników i określoną metodą. Ale są tacy, co uważają inaczej i uczą swoje dzieci samodzielnie.

Czy są jakieś dane porównawcze dotyczące kosztów funkcjonowania przy ED?

Co do kosztów wygląda to bardzo różnie, w zależności od tego, czy rodzina uczy głównie w domu, czy też stara się korzystać z obecnie bardzo już bogatej oferty różnych zajęć w muzeach, instytutach naukowych, domach kultury, itp. My akurat zrezygnowaliśmy ze szkoły prywatnej, więc finansowo odetchnęliśmy. Jesteśmy nastawieni na sporo zajęć poza domem, na które wreszcie mamy czas. W konsekwencji wydajemy ok. 700-800 zł miesięcznie na zajęcia dzieci, z tego połowa kosztów to kurs językowy. Trzeba doliczyć koszty podręczników, artykułów plastycznych, itp. Ale oczywiście można przyjąć wariant oszczędnościowy i pracę głównie w domu. Wtedy ED wyjdzie tanio, ale trzeba dbać o zdrową równowagę (:

Jak udaje się zaspokajać potrzebę tzw. ‘socjalizacji’, kontaktów z rówieśnikami,  itd. przy ED? Kółka zainteresowań?

Z socjalizacją nie mamy żadnych problemów. To też zależy od tego, gdzie mieszka rodzina ED. My mieszkamy w bloku i dzieci mają sporo kolegów i koleżanek "podwórkowych". Socjalizacja zaczyna się w rodzinie (czworo rodzeństwa), potem jest krąg naszych znajomych z dziećmi (spotkania towarzyskie), kręgi związane z grupami edukacyjnymi (wspólne zajęcia), jest harcerstwo, bielanki, judo, inne rodziny z ED, zwł. jedna, z którą współpracujemy. Stwierdziliśmy też, że do zaspokojenia potrzeby bliskości wystarczy posiadanie jednej bliższej przyjaciółki, z którą można od czasu do czasu spotkać się. Krótko mówiąc, naszym dzieciom nie brakuje okazji do "socjalizacji". Co innego, gdy dzieci mieszkają gdzieś na wsi, w odosobnieniu i bez kontaktu z rówieśnikami. Moim zdaniem ED to znacznie bardziej naturalne miejsca socjalizacji niż skoszarowana klasa w szkole.

Czy egzaminów w ramach ED trzeba się w specjalny sposób, długo przygotowywać. Czy same egzaminy mają jakąś szczególną formę? Czy dla każdego przedmiotu są odrębne egzaminy?

Zależy, do jakiej szkoły jest się zapisanym - warto wybierać szkołę (nie obowiązuje tutaj rejonizacja), która wie, co to ED, a nie próbuje udowodnić rodzicom -kosztem dziecka - że nie nadają się na edukatorów. Takie przypadki niestety się zdarzają. Nasza szkoła jest przychyla ED, dlatego nie spodziewaliśmy się gromów na egzaminie. W tamtym i obecnym roku egzaminy odbywały się u nas w domu, w bardzo miłej atmosferze. Co do bezpośrednich przygotowań, to mamy podany zakres materiału, który będzie na części pisemnej i tematy do części ustnej. Naturalne jest, że dziecko musi sobie przejrzeć notatki, przygotować odpowiedzi. Nie ma to nic wspólnego z zakuwaniem do egzaminów na studiach. Raczej pewne jest, że dziecko zda, może otrzymać tylko różne oceny. Myślę, że dwa tygodnie na bezpośrednie przygotowanie wystarczy. Egzaminy można zdać jednego dnia lub rozłożyć je na etapy. Niektórzy uczą się i zaliczają przedmiotami w trakcie roku szkolnego. My na razie zdajemy wszystko hurtem. W przypadku najstarszej córki to już trochę męczące. Egzaminy zdaje się z każdego przedmiotu osobno. Składają się z części pisemnej i ustnej. Nie ma egzaminu dla zerówki, od pierwszej do trzeciej klasy to czysta formalność (i przyjemność), więcej materiału (nowe przedmioty) pojawia się w czwartej klasie.

A jak ze sprawnościowymi (czyli tzw. w-f), czy też są? Jak udaje się Wam realizować zajęcia typu w-f?

Nie ma oceny na świadectwie z w-f. Sprawę wychowania fizycznego musimy organizować sobie sami – starsze dziewczyny chodziły kilka lat na balet, w tym roku miały treningi judo dwa razy w tygodniu po 1,5 godz. Są bardzo wysportowane (nie ślęczą w ławkach), ponadto starsza Córka od niedawna jeździ konno. Poza tym spędzamy razem czas aktywnie – rowery, piłka. Dzieci biegają na podwórku i mają na to naprawdę sporo czasu. Czekają tylko kiedy koleżanki wrócą ze szkoły (;

Jak udaje Wam się realizować zajęcia ‘artystyczne’ – muzyka, plastyka?

Korzystamy z oferty domu kultury – tam są różne ciekawe zajęcia plastyczne i umuzykalniające. Poza tym organizujemy lekcje muzealne np. w Muzeum Narodowym, a także spotkania poświęcone plastyce i sztuce (także u nas w domu lub w salkach parafialnych). Poza tym dzieci rysują i malują na okrągło. W ferie i wakacje dziewczyny mają warsztaty u Babci, która maluje… Dzieci uczą się grać na instrumentach – najstarsza – gitara i pianino (na razie zrezygnowała z lekcji i uczy się sama i od siostry), średnia Córka od 2 lat uczy się gry na pianinie z bardzo widocznymi efektami – przychodzi do niej nauczyciel, najmłodsza chce grać na skrzypcach i rozważamy metodę Suzuki. Ogólnie, jak widać, dzieci mają czas na różnego rodzaju zajęcia dodatkowe – wcześniej były zbyt zmęczone po szkole, a i nas nie było na to stać…Różnego rodzaju zajęcia organizowane są także w naszej szkole, z których możemy korzystać i czasami to robimy.

W jaki sposób udaje się rozwiązywać problem uczestnictwa dzieci w olimpiadach, konkursach, przeglądach, etc?

Dzieci są zapisane do szkoły i mają możliwość uczestniczenia w konkursach i olimpiadach jak każde inne. Biorą np. udział w kangurze matematycznym. Na razie nie są szczególnie zainteresowane, nie zmuszamy ich, jak nie mają ochoty. W tym roku wspólnym dziełem dzieci z ED była gazetka „Edek”, którą samodzielnie redagowały. Dzieci mają swoje pasje, które pomagamy im realizować jak jazda konna właśnie, pisanie własnego bloga, starsze córki interesują się geologią.

W jaki sposób jest przygotowywany plan dydaktyczny na określony rok (tematy są do przyswojenia przez dziecko w określonym roku nauczania), w oparciu o jakie materiały (jakieś oficjalne np. z MEN?)

W naszej edukacji opieramy się na podręcznikach przygotowanych do nauki szkolnej, które starannie wybieramy. Są tu duże różnice w rozplanowaniu materiału. Poza tym dostajemy od naszej „szkoły” zakres tematów, które będą na egzaminie – to taki szkielet naukowy. Bardzo dużo zmieniamy, omijamy, dodajemy własnych rzeczy, które wydają się istotne nam lub dzieciom.

Czy zerówkę (przedszkole?) także realizujecie swoimi siłami?

Jak najbardziej, jesteśmy obecnie przeciwnikami posyłania dzieci do przedszkola lub zerówki – naszym zdaniem nie trzeba odrywać dzieci od rodziców, oczywiście zapewniając też dostęp do rówieśników, wspólnych zabaw itp., ale to można robić na różne sposoby.

Czy są jakieś pozycje książkowe/publikacje warte polecenia w kontekście ED?

Polecam te: Edukacja domowa w Polsce pod redakcją Pawła i Marzeny Zakrzewskich (link http://www.edukacjadomowawpolsce.pl/ )  - godna polecenia oparta na świadectwach rodzin
Edukacja domowa Budajczaka http://www.dzieci.bci.pl/strony/blask/ksiazka.html
Zamiast edukacji John Holt http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/holt.html


O ED na blogu:
Warto uczyć w domu
Edukacja domowa (homeschooling) - krótki przewodnik
Polecam także linki do stron poświęconych edukacj domowej w zakładce Linki

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis. Pozwolę sobie o zadanie kolejnego pytania:
    Jak radziliście sobie na początku kiedy najmłodsze dzieci nie uczestniczyły jeszcze w ED, a wymagały uwagi i zaangażowania ze strony rodzica? Trzeba znaleźć czas dla wszystkich i o ile jest to czas wolny to ok, ale jeśli są obowiązki to to robi się wyzwaniem.

    p.s. nie ukrywam, że myślę o ED. Przykład po pierwszym roku syna w podstawówce daje dużo do zastanowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W typowe dni pracy w domu, gdy jestem sama z dziecmi, a Konrad jest w pracy, starsze dzieci zajmują się tym, co same sobie wybiorą (czasem pomagam im wybrać) i przychodzą po pomoc tylko wtedy, gdy czegoś nie wiedzą, gdy potrzebują wsparcia. Same też decydują, kiedy robią przerwę, kiedy kończą daną aktywność i przechodzą do innej. Najmłodszy, póki co, Antoś towarzyszy im/nam po prostu, czasem bardziej z boku, konstruując coś z klocków, czasem przyłącza sie do sióstr ze swoimi książeczkami, kredkami, plasteliną...- on szczerze mówiąc najwięcej korzysta z ich obecności w domu i uczy się mimo woli, słuchając naszych rozmów. Gdy omawiam z Tereską jakąś lekturę i akurat dyskutujemy na jakiś temat, a Antoś przeszkadza, zbyt hałaśliwie się bawiąc, przenosimy się my lub on do innego pokoju - jesteśmy elastyczni. Najtrudniej było w pierwszym roku edukacji pozaszkolnej, gdy wyrabialiśmy nowe nawyki, a on miał tylko 2,5 roku i potrzebował większego nadzoru. Korzystałam wtedy z pomocy zaprzyjażnionej cioci, która dwa razy w tygodniu brała młodsze dzieci na dwór, a ja mogłam skupić sie na pomocy starszym dziewczynkom. Teraz nie ma z tym problemu.

      Teraz pomoga nam takie zorganizowanie przestrzeni w domu, by było kilka miejsc, gdzie można w spokoju zająć się pracą/nauką, jeśli wspólna praca przy stole w dużym pokoju rodzi zbyt dużo rozproszeń. Najczęściej z okreśowego oddalenia korzystają starsze dwie córki.

      Szczerze mowiąc, takich dni pracy w domu nie było w tym roku aż tak wiele - równie dużo czasu spędziliśmy poza domem, biorąc udział w rożnych spotkaniach, warsztatach, lekcjach muzealnych z innymi rodzinami z ED - wtedy skład uczestnikow ustalałam elastycznie i na bieżąco: Antoś czasem jeżdził z nami, czasem zostawał z innymi młodszymi dziećmi z zaprzyjaźnionych rodzin, czasem jechałam tylko ja ze starszymi a z młodszymi zostawał Konrad (miał jeden dzień pracy w domu). Gdy ja prowadzę w domu jakieś zajęcia dla starszych dzieci (czasem się to zdarza, są to np. doświadczenia), Antoś zawsze uczestniczy w takiej "lekcji".

      Każda rodzina ma swoją specyfikę, swoje zmieniające się potrzeby i możliwości - każdy musi wypracować swój własny, odpowiadający mu rytm pracy/życia. No tak, bo ED to po prostu styl życia. Edukujemy i wychowujemy nasze dzieci wszędzie i w każdym czasie. A moim zdaniem w ED chodzi o to, by dziecko samo się nauczyło kierować własną edukacją, brać za nią odpowiedzialność, a my - rodzice staramy się stać z boku (często też uczymy się razem z dzieckiem:)).
      Magda

      Usuń
  2. Ja bym się nie odważyła. Zresztą myślę, że nie każdy może sobie pozwolić na taki - co by nie mówić - luksus. Ja od czasu do czasu nie posyłam syna do szkoły z premedytacją i wtedy razem robimy coś nie mniej pozytywnego niż obecność na zajęciach w szkole (np. wyjście do muzeum, zoo, wspólne czytanie).

    Jola z grodu Kraka

    OdpowiedzUsuń
  3. Odkąd ponad dwa lata temu pojawiły się na świecie bliźniaki również rozważamy uczenie dzieci w domu. Wspiera nas w tym, o dziwo (a moze właśnie nie "o dziwo") moja teściowa będąca... dyrektorem szkoły :). Prawdą jest, jak pisze "Jola z grodu Kraka", że ED to "luksus" na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Wszelako, skoro ja mam czas, skoro mogę swoją pracę układać "po swojemu", a na dodatek teściowa jest z wykształcenia nauczycielem nauczania początkowego to aż samo sie prosi :) Przynajmniej na etapie szkoły podstawowej...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  4. Uczę córkę dwa lata. Po tym roku jestem zmęczona.
    Od września córka będzie trzecioklasistką (szkoła podstawowa) i zastanawiam się, czy nie planować bardziej naszej wspólnej edukacyjne przygody.
    Jak jest u Was z planowaniem (i realizacją)?
    I czy trzymacie się jakichś konkretnych programów/podręczników/wytycznych ze szkoły?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też bywam zmęczona. Wtedy wiem, że trzeba coś zmienić, poszukac innej strategii, sprobować czegoś nowego (czasem zadbać o siebie i swoje potrzeby). To mi odświeża motywację i rodzi nowy entuzjazm.

    Starsza Córka ma wybrane podręczniki, które selektywnie przerabia, a materiał ma podzielony na miesiące. Młodszą prowadził niezły podręcznik edukacji zintegrowanej. Trzeci Córka miała określone pewne minimum, by nauczyć się czytać, pisać, rozbudzić myślenie matematyczne i nauczyć podstawowych działań. Tak dla nas było najwygodniej. Plan robimy sobie bardzo ramowy, elastycznie go zmieniając w razie potrzeby. Bardzo sobie cenię tę wolnośc i niezależność w ED.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak przeczytałam post z komentarzami Magdy to się jeszcze bardziej zapaliłam do ED :)
    Zobaczymy jak nam pójdzie, mamy trochę czasu jeszcze :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzień dobry :-) Moja córka kończy właśnie trzecią klasę, jesteśmy wszyscy zmęczeni i zawiedzeni szkołą...Zastanawiamy się nad rozpoczęciem ED. Mamy jednak kłopot z tym, że (oczywiscie ze względów finansowych) żadne z nas (rodziców) nie może pozwolić sobie na rezygnację z pracy.
    Czy uważacie, że jest możliwe, aby ktoś "obcy" prowadził taką edukację? Macie może takie doświadczenia? Czy jednak najlepiej jest jeśli jest to rodzic?
    Będę wdzięczna za wskazówki :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie jest to możliwe. Z tym, że musiałabyś mieć sprawdzoną osobę, godną zaufania, z którą dziecko będzie naprawdę dużo przebywało, rodzaj guwernantki. Mamy doświadczenia z nieodpłatną pomocą innych rodzicow z ED oraz ze zlecaniem pojedynczych zajęć różnym osobom z zewnątrz, ale nigdy nie było całościowego powierzenia opowiedzialności jednej osobie. Magda

    OdpowiedzUsuń
  9. Poczytaj o szkołach demokratycznych, moze to byloby rozwiazanie dla Was.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane i pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Będzie nam miło, gdy się pod nimi podpiszesz :) Nie publikuję wypowiedzi pozornie na temat, a stanowiących formę reklamy, zwł. blogów komercyjnych...

Popularne posty z tego bloga

25 rzeczy, których możesz się pozbyć już dzisiaj

Trafiłem na stosunkowo stary wpis (z sierpnia 2011 roku) na stronie Wise Bread pt. 25 rzeczy do wyrzucenia już dzisiaj. Interesujący wpis, bo chociaż trochę "wiekowy", to jednak nadal prawdziwy. Postanowiłem przetłumaczyć go na polski. Jeżeli ktoś ma ochotę, może przeczytać go w oryginale.

Autor, Paul Michael, rozpoczyna wpis od cytatu z filmu "Podziemny krąg":
"Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie" Dlaczego więc godzimy się na to, aby "posiadały" nas niektóre przedmioty? Nie wyrzucamy ich, ponieważ jesteśmy emocjonalnie do nich przywiązani. Nie ma prostej metody na pozbywanie się przedmiotów, ale uczucie uwolnienia, towarzyszące pozbyciu się niektórych z nich, może być niesamowite.

Jakich zatem rzeczy powinniśmy się -według autora- pozbyć z naszego życia? Będą to:

1. Ubrania i buty, których nie nosiliśmy w przeciągu ostatnich 18 miesięcy
Zasada jest prosta. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -…

Prawa prostoty: Organizuj

Kolejne prawo prostoty, o którym pisze John Maeda, profesor MIT, w książce "The Laws of Simplicity". Prawo to brzmi:

Dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Chodzi o zarządzanie złożonością, z czym stykamy się przede wszystkim w domach, w których rzeczy wydają się mnożyć.

Maeda wymienia trzy spójne strategie redukcji bałaganu i osiągnięcia prostoty:
1. kupno większego domu,
2. umieszczenie wszystkiego, czego nie potrzebujemy, w miejscu do przechowywania,
3. metodyczne zorganizowanie tego, co posiadamy.

Początkowo większy dom zmniejsza bałagan kosztem większej przestrzeni. Ostatecznie jednak więcej przestrzeni z czasem oznacza więcej bałaganu.
Magazynowanie zwiększa ilość wolnej przestrzeni, ale dość szybko zostaje zapełniona kolejnym rzeczami, które odkładamy.
Wreszcie wdrożenie systemu organizacji tego, co posiadamy w naszej ograniczonej przestrzeni, zmienia chaos przedmiotów w uporządkowaną strukturę.

Wszystkie te trzy metody dynamicznie się rozwijają. …

O byciu ojcem i nie tylko. Wakacyjne "Charaktery"

Jako wakacyjną lekturę polecam Waszej uwadze nowy numer "Charakterów", a zwłaszcza ich dodatek "Style życia", który ukazuje się co dwa miesiące. Tym razem porusza temat bycia ojcem.

Stan relacji z dziećmi z męskiej perspektywy jest rzeczą dynamiczną, zmienną w czasie, domagającą się naszej czujności i stałej uwagi. Ojcostwa, bardziej niż naturalnego macierzyństwa, trzeba nam, mężczyznom, uczyć się i świadomie je rozwijać. Mówi się o jego kryzysie w erze wywyższenia pracy zawodowej i kariery, które podejmujemy i rozwijamy z jednej strony dla utrzymania rodziny, często jednak kosztem niej i relacji z dziećmi. Choć większość deklaruje, że rodzina jest najważniejsza, w rzeczywistości często ustępuje ona pracy, która stanowi rodzaj alibi dla naszych męskich ambicji.

"Czy to wszystko, co mam, co do tej pory osiągnąłem i co zamierzam osiągnąć, ma jakiś sens? Czy rzeczywiście o to mi chodzi? Czy rzeczywiście muszę spędzać 18-20 godzin w pracy? Czy budowanie zaplecza f…

Przyjemność prosta

Kolejna część cyklu na podstawie Prostego życia Ryszarda Wagnera  z 1905 r.

Podobnie jak w czasach Wagnera, także i dzisiaj możemy zapytać: czemu utraciliśmy umiejętność dobrej zabawy? Usiłujemy wprawdzie się bawić, ale zwykle chybiamy celu. Od czego to zależy?

Jakże myśleć o zabawie! Uginamy się przecież pod ciężarem niezliczonych kłopotów, z których każdy oddzielnie wystarczyłby do popsucia humoru. Wszędzie spotykamy ludzi rozgorączkowanych, zapracowanych, wyczerpanych. Gdziekolwiek spojrzymy, wszędzie widzimy ludzi niezadowolonych.

Jednak przyczyny naszej obecnej niemocy, tego zaraźliwego złego humoru, który nas opanowuje, zależą w równej mierze od nas, jak od okoliczności zewnętrznych. Radość tkwi bowiem nie w przedmiotach, ale w nas samych!

Wagner zauważa niepokojący upadek naszych sił życiowych, wynikający z nadużywania  przez człowieka wrażeń, które przytępiły zmysły i zmniejszyły zdolność odczuwania szczęścia. Natura upada pod ciężarem narzuconych jej ekscentryczności. Wola ż…