8 maja 2013

O zmywaniu naczyń, czyli lekcje z teraźniejszości

Choć mamy zmywarkę do naczyń (w przypadku sześcioosobowej rodziny to całkiem pomocne urządzenie) lubię czasem umyć je własnoręcznie. Wykonywanie tej prostej czynności działa na mnie odprężająco. Pod warunkiem, że nigdzie się nie spieszę...
Czy umiecie zmywać naczynia? Okazuje się, że są dwa sposoby zmywania. Pierwszy - to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi - by je zmywać.
Przeczytałem niegdyś książkę Cud uważności. Jej autorem jest Thich Nhat Hanh, mistrz zen, działacz na rzecz pokoju na świecie, autor 35 książek, który był przedstawiony przez Martina Luthera Kinga jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla. Kwintesencją rozważań autora jest wskazówka: "Jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas - to teraz. Chwila teraźniejsza jest jedynym czasem, jaki mamy. Najważniejszą osobą jest zawsze ta, z którą właśnie przebywamy, która stoi przed nami, bo kto wie, czy jeszcze z kimkolwiek będziemy mogli się spotkać. Najważniejszym zajęciem jest czynienie szczęśliwym tego, kto znajduje się obok nas, albowiem samo to stanowi cel życia".

Życie w prostocie wymaga umiejętności bycia tu i teraz. W tym, a nie w innym, momencie naszego życia. Często traktujemy teraźniejszość po macoszemu, nie doceniamy jej wartości. A przecież nie mamy nic bardziej cennego. Zbyt wiele rozpamiętujemy, za dużo myślimy o tym, co przed nami. Biegnąc pośpiesznie i powierzchownie przez życie myślimy, że dojdziemy do jakiegoś mitycznego miejsca, w którym wreszcie odpoczniemy, osiągając upragnione szczęście. Jeszcze tylko ta sprawa do załatwienia, kilka brakujących przedmiotów, upragniony dom, spłata kredytu, trochę -a może całkiem sporo- oszczędności na  koncie. Wszyscy mamy jakieś "jeszcze tylko"..., a kraina szczęśliwości - owa Shangri-La - ciągle przesuwa się gdzieś za horyzont.

Wracając do mycia naczyń. Thich Nhat Hanh opowiada jak to jeden z jego znajomych zaproponował, że umyje naczynia. Ku zdumieniu znajomego odpowiedział mu, że jeśli chce zmywać, musi najpierw wiedzieć jak to się robi. Są bowiem dwa sposoby zmywania. Pierwszy - to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi - by je zmywać. Znajomy odrzekł, że wybiera ten drugi sposób: zmywanie dla zmywania. Autor książki komentuje to zdarzenie:  Zmywając powinniśmy być w pełni świadomi faktu, że zmywamy naczynia. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się trochę głupie: dlaczego przywiązywać tyle znaczenia do tak prostej czynności? Ale o to właśnie chodzi. Fakt, że jestem tu i zmywam naczynia, jest cudowną rzeczywistością. Jestem całkowicie sobą, podążając za oddechem, świadomy swej obecności i świadomy swoich myśli i czynności. Niemożliwe jest wtedy, bym miotał się nieprzytomnie tam i z powrotem, jak butelka unoszona przez fale oceanu. Kiedy zmywamy i myślimy o herbacie, która na nas czeka - to śpieszymy się, żeby sprzątnąć naczynia, tak jak gdyby nam przeszkadzały. Wtedy nie można powiedzieć, że „zmywamy dla zmywania". Co więcej, nie żyjemy w chwili, w której to wykonujemy. Właściwie jesteśmy zupełnie niezdolni do tego, by stojąc przy zlewie urzeczywistniać cud życia. Jeśli nie umiemy zmywać naczyń, to wszystko wskazuje, że również nie będziemy umieli pić herbaty. Podczas picia będziemy myśleli o innych rzeczach, ledwie zdając sobie sprawę, że trzymamy w rękach filiżankę. W ten sposób będziemy wsysani w przyszłość, niezdolni do prawdziwego przeżycia nawet jednej minuty.

Nie uważam, że życie teraźniejszością jest jakimś szczególnym odkryciem buddyzmu zen. To doświadczenie raczej uniwersalne. Wszyscy możemy żyć tu i teraz, z większym skupieniem na tym, co robimy w danym momencie. Pora zatem rozgościć się w teraźniejszości. Zaakceptujmy to, kim jesteśmy i miejsce, w którym żyjemy. Wolność realizuje się w "teraz": w sposobie życia, jaki wybieramy, w pozbywaniu się tego, co niepotrzebne, także niepokoju o przyszłość.  Możemy doświadczyć, że w tej konkretnej chwili nic nam nie brakuje, nie potrzebujemy żadnej nowej rzeczy, nie musimy niczego więcej dodawać.
Jako nastolatek lubiłem książki Edwarda Stachury, który twierdził, że wszystko jest poezją i każdy jest poetą. Z tej perspektywy każda czynność, każda chwila dnia, jak choćby przygotowanie herbaty, każdy napotkany człowiek, są wydarzeniem, które warto przeżyć z całą świadomością.  
Lokujemy swoje nadzieje w przyszłości, tymczasem jedynym rozwiązaniem jest dzień dzisiejszy. Jeśli nie będziemy umieli być szczęśliwymi "tu i teraz", z tym a nie innym bagażem rzeczy, relacji, doświadczeń, obowiązków - niewiele się zmieni.  
Chwila obecna jest skrojona na naszą miarę. Lęk jest często wynikiem zbytniego wybiegania wyobraźnią w niepewną przyszłość. Jeśli odrzucimy niepotrzebne troski, nasze "tu i teraz" może stać się miejscem urzeczywistnienia cudu, jakim jest nasze życie. Wybieram zmywanie dla zmywania. A Wy?

Polecam także podobne wpisy:

Slow life, czyli refleksje przy kubku herbaty
Balansując na drabinie - o priorytetach
W poszukiwaniu (straconego?) czasu