25 maja 2015

Prośba o wypełnienie ankiety



W tym krótkim wpisie spełniam prośbę Karoliny, która pisze pracę licencjacką na Uniwersytecie Opolskim o minimalizmie. W linku znajdziecie ładnie opracowaną ankietę. Mam nadzieję, że zechcecie do niej zajrzeć.

Oddaję głos samej zainteresowanej:

Nazywam się Karolina Wojewodzic, jestem studentką III roku socjologii na Uniwersytecie Opolskim. Zwracam się do Was z wielką prośbą o pomoc. Jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej o minimalizmie i byłabym ogromnie wdzięczna, jeśli zechcielibyście poświęcić czas na odpowiedź na 6 pytań. Z zebranego materiału powstanie opracowanie, z którym z przyjemnością się z Wami podzielę :)) Ankiety są anonimowe, nikt z Was oczywiście nie będzie w mojej pracy cytowany z imienia i nazwiska czy pseudonimu, natomiast zamieszczę w niej ogólne podziękowanie dla Was za pomoc. Bardzo proszę jeśli znajdziecie ochotę i czas ( w miarę możliwości do końca maja 2015) wypełnijcie formularz on-line (Długość odpowiedzi dowolna  :)
Z GÓRY BARDZO DZIĘKUJĘ !

Link do ankiety znajdziecie tutaj.

22 maja 2015

Dźwięki mojej przestrzeni

Zaczęłam o zapachu (A mój dom pachnie sosną), dotarłam do dźwięków. Nie wierzę, że jest na świecie osoba, która nie lubi absolutnie żadnej muzyki, żadnych dźwięków. Ja sama nie potrafię żyć bez muzyki. Dobieram ją w zależności od pory dnia i nastroju. Rano zwykle słucham czegoś pobudzającego, po południu czegoś, co przyczynia się do wchodzenia w stan relaksu.

Już jako 13-latka odkryłam, że muzyka na mnie działa w określony sposób. Poza płytami ulubionych zespołów kupiłam sobie eksperymentalnie hiszpańską muzykę folkową i odpłynęłam. Potem do kolekcji dołączyły jeszcze delfiny i ptaki…. Tę ostatnią płytę znalazłam niedawno. Włączyłam i zasłuchałam się. Kiedy oprzytomniałam, podeszłam do okna, otworzyłam je i…. miałam wersję na żywo.

Kilka lat temu moim wielkim sprzymierzeńcem stał się folk kreteński; prosta muzyka z gór Krety (patrz, a raczej posłuchaj: tutaj). Ilekroć tam przebywałam doznawałam kojącego uczucia związanego nie tylko z cudowną ciszą i krystalicznym, surowym powietrzem, ale i tamtejszą muzyką, którą mogłabym określić wyrażeniem "złożona prostota". Dźwięki są pieczołowicie dobrane, świetnie ze sobą współgrają, a jednocześnie działają jak balsam na moją przeładowaną duszę. Słuchając jej, czuję tamto górskie powietrze i smak świeżej oliwy z oliwek z chlebem kukurydzianym. Lubię przenosić się w ten klimat na zakończenie mojego środkowoeuropejskiego dnia wyznaczonego wskazówkami zegara.

Innym muzycznym pokarmem jest dla mnie twórczość Howarda Shore'a – genialna muzyka filmowa („Hobbit”, „Władca pierścieni”). Na początku roku kupiłam kino domowe, a następnie rozmyślnie rozstawiłam kolumny po to, by móc delektować się muzyką. Wiele osób, które znam, odtwarzają muzykę tylko i wyłącznie na telefonie komórkowym i twierdzą, że "słuchają" muzyki. O nie! Na telefonie zaledwie usłyszę muzykę, ale do jej przeżycia potrzebna jest oprawa.

Jednak nie tylko folk czy dźwięki natury przepływają przez moje głośniki. Nie gardzę reggae, Archive, Niną Simone, Manu Chao czy graniem mojego męża na gitarze elektrycznej! Słucham także tak zwaną muzykę "uwielbieniową" typu Hillsong czy Jesus Culture. To bardzo dynamiczna muza, bardzo….naładowana, ale z kolei tutaj tekst i duch muzyki sprawia, że mogę ją włączyć o północy i położę się spać totalnie zrelaksowana.

Teraz, gdy jest wiosna, korzystam z każdej okazji do wsłuchania się w dźwięk strumyka, trele ptaków, a nawet stukot kół pociągu. Wtedy wiem, że wszędzie toczy się życie, a ja jestem jego częścią.

Macie swoją ulubiona muzykę, z którą przechodzicie przez dzień?

20 maja 2015

O uczciwości

 

Nie będziemy prowadzić prostego życia, jeśli szukamy za wszelką cenę własnej korzyści. Drobne nieuczciwości, kradzieże, oszukiwanie, naginanie oczywistych zasad w imię większych lub mniejszych, a często iluzorycznych, zysków. Pamiętam, że będąc u kogoś na obiedzie, gospodarz pochwalił się, że ładne szklanki, z których pijemy wodę, zabrał sobie "na pamiątkę" z irlandzkiego pubu, w którym pracował. Czy nie była to zwykła kradzież?

Portfel na podłodze w pustej szatni...
Lewe nabijanie biletów na kartę miejską...
Laptop pozostawiony w tramwaju przez roztargnionego podróżnego...
Przemilczenie usterek w samochodzie podczas jego sprzedaży, nie wspominając już o przekręcaniu licznika...
Pomyłka ekspedientki przy wydaniu reszty na korzyść kupującego...
Książki pożyczone od znajomych, które przetrzymujemy od lat...

Kombinatoryka stosowana w przypadku rozliczania podróży służbowych, zegarki nie wpisane w oświadczenie majątkowe, kserowanie własnych rzeczy w czasie pracy i prywatne telefony "na koszt" pracodawcy, faktury za fikcyjne usługi wpuszczane w koszty, dochody, od których nie zapłacono podatku (i nie mówię tu o obywatelskim nieposłuszeństwie w stylu H. Thoreau), pirackie wersje muzyki, filmów i programów komputerowych...

Czy to "dary od losu" czy okazja do wzmacniania charakteru?
Że wszyscy tak robią, że nie stać mnie na legalne wersje, że podatki są za wysokie?

Nie wyobrażam sobie prostego życia bez wyraźnego odcięcia się od tych i innych "okazji".
Nie chodzi tu jedynie o moralność, przepisy, nakazy religijne, ale wewnętrzną wolność od zwykłej chciwości. Bez "przejrzystości" i niezłomności nie będziemy umieli cieszyć się z tego, co mamy.

Bycie, w małych i dużych sprawach, absolutnie przejrzystym i uczciwym zaprocentuje zaufaniem, brakiem przywiązania do rzeczy, gotowością do dzielenia się i... spokojnym snem.
Czego sobie i czytelnikom życzę :)

19 maja 2015

Jak nie komplikować sobie życia

Niedawno sięgnąłem po książkę Billa Hybelsa „Prostota. Jak nie komplikować sobie życia”, która ukazała się na jesieni zeszłego roku nakładem Wydawnictwa Esprit (w tłumaczeniu Magdaleny Filipczuk).

Książka, napisana przez pastora, ukazuje całkowicie odmienne podejście do tematu upraszczania życia. Jej przesłanie oddaje cytat: "Uproszczone życie wymaga czegoś więcej niż uporządkowanie szafy z ubraniami czy posprzątanie biurka. Wymaga uporządkowania duszy." Nie chodzi jednak o stały punkt odniesienia, jakim jest dla Hybelsa żywa wiara i relacja z Jezusem; u osoby wierzącej to całkiem zrozumiałe.

Przyzwyczailiśmy się na blogach poświęconych minimalizmowi i prostemu życiu przykładać dużą wagę do materialnej strony zagadnienia, czyli walki z nadmiarem przedmiotów, które obarczamy odpowiedzialnością za towarzyszące nam uczucie przytłoczenia, przemęczenie i frustrację. Dla wielu proste życie zaczyna się mniej więcej w punkcie, w którym podejmują próby okiełznania świata rzeczy, często radykalnie się od niego odcinając. Może za sprawą hermetycznego podejścia do tematu, a może w wyniku świadomego zapatrywania, Hybels kreśli czytelnikom zdecydowanie odmienną drogę do prostoty. Przyznam, że mnie to zaskoczyło, ale także przyniosło przyjemny, ożywczy powiew nowości.
Zatem, w telegraficznym skrócie - po więcej odsyłam do książki, droga do prostoty według Hybelsa polega na przejściu:

1. Od wycieńczenia do pełni energii – autor omawia 5 przykładowych źródeł odnawiania energii życiowej (komunikacja z Bogiem, rodzina, praca, która przynosi satysfakcję, rekreacja i aktywność fizyczna). Generalnie chodzi o zidentyfikowanie zajęć kojących nasze nerwy, stanowiących balsam dla ducha i dodających nam energii życiowej, bez której tracimy zdolność koncentracji, a naszą uwagę pochłaniają coraz to nowe rzeczy, z których nie płynie dla nas żaden pożytek, gdyż -jaki pisze Hybels- „mylimy bycie w ciągłym ruchu z robieniem postępów”.

2. Od nadmiaru obowiązków do dobrej organizacji – kalendarz to nie tylko lista pilnych spraw do załatwienia, ale podstawowe narzędzie, które ma nam pomóc w stawaniu się tym, kim chcemy, dzięki sile słów wpisanych do kalendarza, a następnie wprowadzanych w życie. Kalendarz obejmujący wszystkie ważne sfery życia umożliwi znalezienie czasu na priorytetowe wartości, dzięki czemu mamy możliwość doświadczyć obfitości życia.

3. Od poczucia przytłoczenia do poczucia, że kontrolujesz swoje życie – Hybels podkreśla ścisły związek prostoty z kontrolą własnego stosunku do pieniędzy, które winny zająć właściwe miejsce w hierarchii wartości. „Zaznasz prawdziwego spokoju w sferze finansowej dopiero wtedy, kiedy nauczysz się żyć szczęśliwie w warunkach, jakie stwarza ci Bóg, w każdym okresie twojego życia” – pisze.

4. Od niepokoju do poczucia spełnienia – spełnienie zawodowe to siła, która może uprościć wiele wymiarów naszego życia, gdyż „konflikty, frustracje, chaos, nieefektywność i toksyczne środowisko, czyli nieodłączne cechy pracy, której nie lubisz, wywołują w tobie wewnętrzny zamęt pozbawiający cię spokoju.”

5. Od poczucia krzywdy do radości i pełni życia – w tym kroku Hybels omawia wartość przebaczenia krzywd, gdyż „pęknięcia w relacjach kosztują nas wiele energii, wypełniają nam umysł i serce, wiszą nad nami jak ciemne, złowrogie chmury”. 

6. Od niepokoju do całkowitego spokoju – nic nie komplikuje naszego życia bardziej niż paraliżujący, destrukcyjny lęk, który okrada nas z radości, poczucia spełnienia i spokoju. Dlatego kiedy pokonamy swoje lęki i fobie, możemy doświadczyć prostoty życia, będącej źródłem mocy.

7. Od izolacji do bycia z ludźmi – uregulowanie relacji z przyjaciółmi prowadzi do bogatszego, pełniejszego i radośniejszego życia w duchu prostoty. Z jednej strony chodzi o odrzucenie niektórych relacji i zawężenie grona przyjaciół, z drugiej pogłębianie tych, które mają dla nas prawdziwą wartość.

8. Od rozproszenia do koncentracji na tym, co najważniejsze – w tym kroku Hybels proponuje określenie swojego motta życiowego, które ma być latarnią oświetlającą drogę do przystani w czasie różnych życiowych sztormów.

9. Od stania w miejscu do akceptowanie zmian w życiu – aby wprowadzić w życie ducha prostoty ważne jest określenie, jaki okres właśnie przechodzimy, dzięki czemu stajemy się świadomi własnej sytuacji i jesteśmy bardziej zaangażowani w codzienność. „Możesz znacząco uprościć swoje życie dzięki rozpoznaniu kiedy okres, w którym się teraz znajdujesz, dobiega końca i kiedy najwyższy czas ruszyć dalej. Twoja codzienność staje się bardziej uporządkowana, mniej zanieczyszczona sprawami nieistotnymi, a ty sam zaczynasz koncentrować się na najważniejszych dla danego okresu rzeczach.”

10. Od poczucia bezsensu do satysfakcji – czy czerpiesz z życia satysfakcję? Hybels podważa dobrze znane hasło „więcej oznacza lepiej” stwierdzając, że satysfakcji z życia nie przyniesie brak ograniczeń w zaspokojeniu pragnień, nieprzebrane przyjemności i nienasycenie w spełnianiu zachcianek. "Wprowadzenie we własne życie ducha prostoty nie ma na celu jedynie ułatwienia życia – jak gdyby to było porządkowanie szafy czy garderoby. Mówisz nie wszystkiemu, co niepotrzebnie zajmuje miejsce w twojej duszy – przepełnionemu kalendarzowi, finansom pozbawionym kontroli, głęboko zakorzenionym lękom i rozpadom relacji. Przestajesz bezsensownie biec za złudzeniami, które odwracają twoją uwagę od tego, o co naprawdę chodzi w życiu. Wybierz życie, w którym puste miejsce w twojej duszy będzie przepełnione sensem, dzięki czemu zostawisz najlepszą spuściznę tym, którzy przyjdą po tobie. To właśnie jest życie w duchu prostoty.  
 
Na zakończenie dodam, że autor podpiera swoje przemyślenia licznymi cytatami z Biblii, opowiada wiele konkretnych przykładów z życia, a każdy rozdział książki kończą praktyczne kroki, które czytelnik może podjąć.

Książkę znajdziecie na stronie wydawnictwa tutaj.

8 maja 2015

Z pasji do warzyw

Ogród warzywny Michel Beauchamp i Josée Landry
Do niedawna sztukę ogrodniczą przekazywano w naturalny sposób z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj przydomowe ogródki zostały wyparte przez równo ścięte trawniki, będące ponoć wyznacznikiem statusu materialnego. Nic dziwnego, że niektórym rekreacyjny weekend kojarzy się wyłącznie z koniecznością pchania kosiarki i zabiegami pielęgnacyjnymi wokół zielonej murawy. Nawet na tak zwanej "wsi" produkcyjna specjalizacja skłania do kupowanie "gotowej" żywności w pobliskim sklepie. Wśród "miastowych" uprawianie "ogródków działkowych", reliktów gospodarności minionej epoki, w czasach aspiracji do dobrobytu i nadmiaru żywności odeszło do lamusa.

Kult trawników przywędrował z Ameryki, ale także stamtąd powoli przychodzi zdrowa refleksja.
Jakiś czas temu amerykańska pierwsza dama potwierdziła, że w ogrodzie przy Białym Domu będą hodowane warzywa, no bo "Kto dziś wie, jak smakuje świeży groszek?”. Symbolem walki o możliwość uprawiania warzyw we własnym ogródku stali się Michel Beauchamp i Josée Landry z Drummondville w Quebecu w Kandzie, w którym to miasteczku miejskie przepisy stwierdzały, że warzywa nie mogą zajmować więcej niż 30% ogrodu. Z tego, co słyszałem, batalię wygrali.

Pokoleniową lukę wypełniają obecnie różnego rodzaju inicjatywy ogrodników-pasjonatów. Powoli odżywa "ruch ogródkowy", rośnie chęć zdobycia doświadczenia w uprawie własnej, zdrowej żywności. Hasło "Uprawiaj warzywa zamiast trawnika" ma szansę przeobrazić starannie przycięte monokultury w tętniący różnorodnością form, kolorów i smaków ekosystem. Miejsce przyjazne dla roślin, gleby i jej mieszkańców, a także dla nas samych. To także szansa dla naszych dzieci na odzyskanie kontaktu z utraconym światem zmysłów (o czym pisałem we wpisie Ostatnie dziecko lasu).

Wprawdzie o uprawianiu własnych warzyw w przydomowym ogródku mogę, z wysokości trzeciego piętra naszego mieszkania, jedynie pomarzyć, jednak w tym roku postanowiłem stworzyć warzywnik na balkonie. Nie chodzi przy tym o oszczędzanie lub symboliczną samowystarczalność, lecz o zdobycie minimum umiejętności, a także (i przede wszystkim) o kolejny pretekst, aby ten wspaniały okres wiosennej i letniej wegetacji przeżywać możliwie świadomie i intensywnie.

2 maja 2015

A mój dom pachnie sosną

Kocham piękne zapachy. Sądzę, że każdy z Was ma jakiś ulubiony i wcale nie musi to być zapach perfum. Z czasem zaczęłam odkrywać, że konkretny zapach kojarzy mi się z jakimś wydarzeniem, miejscem, a nawet osobą. Odkąd to sobie uświadomiłam, zaczęłam zamykać pamięć o miejscach w zapachach, by móc znowu…otworzyć je w dowolnym momencie. 

Ilekroć podróżowałam do Grecji przywoziłam stamtąd mydła z oliwy z oliwek,  ponieważ jestem ich maniaczką i cały czas ich używam. Za każdym razem przywodzą mi na myśl obrazy, które tym trąceniem zapachu stają się jak żywe. Konkretne ulice, cały klimat tamtych miejsc. 

Każdego roku, w rocznicę ślubu, odkręcamy buteleczkę z żelem pod prysznic, który mieliśmy w hotelu podczas naszej podróży poślubnej.  Wspomnienia wracają i wydają się tak nieodległe!

Niespełna dwa lata temu przywiozłam z RPA buteleczkę płynu do kąpieli, którego używaliśmy każdego dnia. Jeśli chcę wrócić do wspomnienia Afryki Południowej, odkręcam buteleczkę. 

Zapachy mają moc przywoływania wspomnień, ale najpierw…. ich tworzenia. Już nieświadomie robiła to moja babcia, przygotowując mi na śniadanie świeżą, pachnącą bułkę i czarną herbatę. Ilekroć jem bułkę i wdycham zapach czarnej herbaty, przychodzą mi na myśl śniadania z moją babcią. 

Każdy dom jakoś pachnie. Lubię każdy z tych zapachów, gdy kogoś odwiedzam. One są zupełnie niepowtarzalne, na zawsze przypisane tym określonym osobom i klimatowi ich domu. I mój dom jakoś pachnie. Jak? Nie wiem, chociaż przemycam ulubione zapachy wszędzie, gdzie się da. 

U Ewy Kozioł przeczytałam o olejkach eterycznych. Używam ich od lat – do kominków zapachowych, które są w naszym domu „uwieńczeniem” sprzątania. Zapalamy kominek w każdym pomieszczeniu jako ukończenie prac. Ostatnio za radą Ewy zaczęłam ich używać podczas sprzątania – zupełnie eksperymentalnie naniosłam kilka kropel olejku kokosowego na wilgotną ściereczkę do kurzu i… wieczorem, gdy kładliśmy się do łóżka (drewniane, również „przejechane” ową ściereczką), zachwycaliśmy się zapachem kokosu, który był dyskretny, nie uderzał w nozdrza, ale cała sypialnia (w dodatku zrobiona na styl afrykański) przepięknie nim pachniała! 
Jeśli już jesteśmy przy spaniu. Od zeszłego lata robię mały siennik – po prostu zrywam świeże zioła: melisę, miętę, szałwię i wkładam je pod prześcieradło, na wysokości głowy. Zasypianie w takim towarzystwie - sama przyjemność!  To samo zrobiłam następnego dnia z drewnianym stołem i krzesłami w dużym pokoju – tym razem zastosowałam olejek sosnowy – polecam bardzo! 

Lubię zapachy drzew i mniejszych roślin oraz orientalne – te ostatnie można dostać najczęściej w formie kadzidełek, które kiedyś z lubością paliłam. Niestety teraz mnie nieco duszą, źle działają na spojówki – ale mam ich sporo i wkładam pomiędzy książki. 

Cały czas tworzę gamę zapachową, w zależności od miejsca, nastroju – chociaż z nastrojem to jest tak, że i on  potrafi się zmienić pod wpływem zapachu. 

Czy stosujecie olejki eteryczne? A może je robicie sami? Jestem w tym względzie człowiek początkujący i chętnie zyskam nową wiedzę na ten temat. 

Iwona 


29 kwietnia 2015

Zielono na talerzu

Prosty przepis wykorzystujący dostępność "zieleniny" w wiosennym okresie.

Składniki:
  • szczypiorek z cebuli i/bądź z czosnku
  • liście mleczu (mniszka lekarskiego)
  • pokrzywa (sparzona) 
  • szczaw
  • młode liście chrzanu 
  • lubczyk (opcjonalnie)
Powyższe zielone po umyciu siekamy drobno. My jemy z jajkami ugotowanymi na twardo, polanymi jogurtem z majonezem. Można tak długo spożywać, jak długo mamy dostęp do młodych składników. 

SMACZNEGO :-).