przed ŚWIĄTECZNIE

Jesteśmy z "tych", co choinki ubierają w Wigilię, a obecnie przeżywają czas Adwentu. Te kilka dni do Świąt Bożego Narodzenia będą upływały na większym odłączeniu się od wirtualnego świata, dlatego też chciałbym współautorom, Konradowi - adminowi oraz Czytelnikom złożyć życzenia świąteczne:
 
Rodzinnych, przepełnionych radością narodzin Jezusa Świąt. Niech ten czas będzie momentem na odrobinę refleksji jak niewiele potrzeba, aby móc świętować.


P.S. jako załącznik - nasz wieniec adwentowy (przed odpaleniem pierwszej świeczki). Dzieło ukochanej żony :-).

Myśl prosta

Kolejny wpis na podstawie książki K. Wagnera Proste życie zwraca uwagę na sposób, w jaki myślimy. W naszym myśleniu panuje bałagan nie mniejszy niż w naszych zagraconych mieszkaniach: idziemy mgłą spowici, zatraceni w nieskończonych szczegółach, bez gwiazdy przewodniej i bez kierunku.

Przeciwieństwem prostoty w myśleniu jest "zabawa myślą". Nicholas Carr w książce Płycizny – czyli co internet robi z naszymi mózgami stwierdził, że korzystając z sieci trafiamy do rzeczywistości, która przeładowuje nasz umysł nadmiarem informacji i rozprasza naszą koncentrację. W ten sposób promuje powierzchowną lekturę, błyskawiczne przerzucanie informacji, a przede wszystkim – zniechęca do głębokiego namysłu. Myśl nie może być polem dla ewolucji akrobatycznych - pisze Wagner. Człowiek (…) nie działa z ciekawości oderwanej i jałowej, która pod pozorem widzenia i znania wszystkiego, naraża się na niedoznawanie nigdy zdrowych i głębokich wzruszeń, na niedopełnienie nigdy czynu prawdziwego.

Inne przeciwieństwo dla prostoty w myśleniu wg Wagnera to mania ciągłego badania się i analizowania. Masz, co ci potrzeba do drogi, ruszaj! Strzeż się upadku, oszczędzaj siły.

Zdrowy rozum przeciwstawia on także "przerafinowaniu" - w epoce skrajnego indywidualizmu dużo energii wkładamy w to, aby wyróżniać się od innych. Zamiast postępować jak osoba naturalna dochodzimy do najbardziej zadziwiających odrębności. Lepsze wykolejenie od prostej, utartej drogi! Wagner więcej wartości widzi w tym, co zwyczajne, a nawet banalne, zaś nowości uważa za pozbawione znaczenia. Obecnie nawet naturalność może być zagrożona. Okazuje się, że hipsterzy są już passe, a teraz rządzi normcore, czyli swojsko „normalsi”... Tak więc nawet niemodne rzeczy mogą być modne i -co najważniejsze- można na nich zarobić.

Szczęśliwy, kto umie powrócić do prostoty. Wagner drogę do prostoty w myśleniu buduje na trzech podstawach:

Ufność - Kwiaty, drzewa, zwierzęta żyją z potężnym spokojem, z bezpieczeństwem zupełnym. Wszystko, co istnieje, zdaje się mówić: Jestem, więc powinienem być; jest przyczyna ku temu, nie kłopoczmy się. Pierwszym usiłowaniem naszej myśli powinno być zachowanie tej ufności, niezrażanie jej niczym, uczynienie bardziej osobistą i widoczną. Wszystko, co wzmaga w nas ufność, jest dobrem, bo z tego wyłania się energia spokojna, działalność rozważna i miłość życia. Współczesne kierunki filozoficzne czy też prądy kulturalne często nasiąknięte są pesymizmem. Za radą Wagnera, jeżeli jakiś sposób myślenia odejmuje nam ufność, radość i siłę, należy go odrzucić w przekonaniu, że stanowi nie tylko niesmaczne, lecz szkodliwe pożywienie dla ducha.

Nadzieja - jest ufnością zwróconą ku przyszłości. Zbyt nieśmiałą jest nasza nadzieja; człowiek współczesny tę nieśmiałość posuwa do dziwactwa. Obawa, aby się niebo nie zapadło, opanowała nasze serca. Czy kropla wody wątpi o oceanie, a promień światła o słońcu? Czas wielki, abyśmy stali się znowu dziećmi i uczyli się otwierać oczy wobec tajemnicy, która nas otacza. Ponieważ słońce wschodzi zawsze, ziemia rozkwita, a matka uśmiecha się do dziecka, miejmy odwagę i nie traćmy nadziei.

Dobroć - Biorąc pod uwagę, że to, co nieznane, otacza nas zewsząd, nasz ograniczony rozum, przerażającą a sprzeczną zagadkę przeznaczeń, kłamstwo, nienawiść, zepsucie, ból, cierpienie, śmierć - co myśleć? Co robić? Wagner odpowiada: „Bądź dobrym". Dobroć oczyszcza i upraszcza. Chociaż cząstka, którą obrała, jest bardzo skromna: leczy rany, osusza łzy, uśmierza ból, ratuje nędzę, pociesza zbolałe serca, przebacza, łagodzi, lecz - jak stwierdza Wagner - dobroci potrzebujemy najwięcej.

W aktualnej, złożonej rzeczywistości wybrnięcie z kłopotu przy pomocy kilku prostych zasad wydaje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Czy aby na pewno? W gruncie rzeczy Wagner zauważa, że program życia jest strasznie prosty, a jednocześnie nie wolno nam oczekiwać z życiem na zrozumienie życia: Jednodniowi podróżni, wciągnięci jesteśmy do ruchu szerokiego, w którym uczestniczyć musimy, lecz którego nie przeczuwaliśmy, nie objęliśmy całości i nie zgłębiliśmy ostatecznych celów. Trudność nigdy nie jest usunięta, rozum zawsze spotyka przeszkody, jednak nie potrzeba wszystkiego wiedzieć, aby żyć.


Inne wpisy z cyklu Prostota w życiu:
Duch prostoty
Życie utrudnione

List starego diabła do młodego

Dla odprężenia miłośnikom Clive'a Staplesa Lewisa, a zarazem oddania hołdu jego wiekopomnemu dziełku Listy starego diabła do młodego, serdecznie polecam poniższy tekst, w którym -podobnie jak Lewis- próbuję "nagiąć swój umysł do przyjęcia postawy diabolicznej" . Kto nie czytał książki, ten niech szybko sięgnie po lekturę!

Mój drogi Piołunie

Zaniepokoił mnie przesadnie lekceważący ton Twojego ostatniego sprawozdania, jakoby zainteresowanie Pacjenta ideą prostego życia nie stanowiło realnego zagrożenia dla powodzenia naszej misji.

Napisałeś, że nasze działania zmierzające do wyplenienia (pokutującego już tylko wśród nielicznych) przesądu, jakoby wartość ludzkiego życia wyznaczały przymioty niematerialne (choćby bezużyteczne zainteresowanie losem innych) na progu XXI wieku zdają się nareszcie osiągać pozycje niezagrożone przez siły Nieprzyjaciela, obwieszczając jutrzenkę naszego ostatecznego zwycięstwa. Tak, z pewnością udało nam się skierować pragnienia i energię ludzi, w tym Twojego Pacjenta, w kierunku gromadzenia jak największej liczby rzeczy materialnych i przekonać ich, że sukces i szczęcie ma nierozerwalny związek z jak największym poziomem posiadanego majątku. Wpojenie poglądu, że dostatnie życie należy się każdemu, a przy tym może być osiągnięte natychmiast i za cudze pieniądze, okazało się mistrzowskim i przewidującym pociągnięciem, skutecznie krępującym świadomość Pacjenta. Uniemożliwiło mu to podejmowanie bezinteresownych działań całkowicie wolnych od dręczącej go myśli o kredycie hipotecznym i debecie, o której wszak natychmiast zapomni, gdy będzie chodziło o zaspokojenie jego własnych zachcianek. Spektakularny sukces, polegający na rozbrojeniu wolnej woli (tej jakże niebezpiecznej dla nas broni pozostawionej w ręku ludzi przez Nieprzyjaciela) błahostkami typu kolor obicia nowej sofy w salonie, rodzaj dodatkowego wyposażenia samochodu lub smak płatków śniadaniowych, okazał się jakże miłym zaskoczeniem nawet dla samego kierownictwa.

Wybacz, ale bezzasadne wydają mi się Twoje obawy spowodowane zbliżającą się rocznicą urodzin Nieprzyjaciela. Już dawno ten potencjalnie niesprzyjający okres udało nam się przekształcić w czas największej prosperity. Należy umiejętnie wykorzystać nadarzającą się okazję, aby narastające symptomy zmęczenia Pacjenta nieumiarkowaną konsumpcją, objawiające się myślą o zmianie sposobu życia, okazały się w jego własnym mniemaniu niedorzecznym pomysłem. Sam rozważ, co mogłoby się wydarzyć, gdyby mglisty zarys prostszego życia przybrał w jego dotychczas rozkojarzonym umyśle realny kształt głębszej refleksji nad bezcelowością i jałowością egzystencji sprowadzonej do gonitwy za dobrobytem! Ba, mogłoby to doprowadzić Pacjenta w rejony od dawna nieodwiedzane, w których mógłby liczyć na zgubną pomoc Nieprzyjaciela.

Dlatego niezwłocznie podejmij działania, które nakierują Pacjenta na jego utarte przyzwyczajenia. W tym celu odwołaj się na początku do jego zmysłów. Niech jego oczy w drodze do pracy nieustannie bombardują kolorowe witryny sklepów. Najlepiej, żeby właśnie wtedy zauważył oznaki znoszenia swojej garderoby (odpruty ścieg, zacinający się zamek, etc.), a także dostrzegł jak bardzo jego telefon różni się od komórek innych współpasażerów. Wywołaj w nim dyskretne zadowolenie z tego, że tym razem potrafi zdemaskować przekaz mijanych po drodze krzykliwych reklam, nie zapomnij jednak przy tym, aby widok uśmiechniętych twarzy i produktów oraz zapamiętane hasła nieustannie powracały do niego w myślach.

Następnie odwołaj się do psychiki Pacjenta. Niech zwiedziony obietnicą ogrzania się i wypicia kawy odwiedzi pobliskie centrum handlowe. Dobra nasza! „Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją.” - jak ocenił naszą siedzibę nasz niedościgniony Dante. Niech w jego uszy sączy się melodia kolęd, aż zostaną pozbawione sensu i napełnią go drętwotą. Niech przechadza się po sklepowych alejkach rzekomo tylko po to, aby uświadomić sobie, że wszystkich tych rzeczy nie potrzebuje i jednocześnie niech coraz mniej będzie pewien słuszności tego przekonania. W końcu niech wypełni go poczucie pustki i wyobcowania. Doprowadź go do przekonania, że odmawiając sobie zakupów dobrowolnie wykluczy się z grona uprzywilejowanych. Że jakiekolwiek, choćby najdrobniejsze, ograniczenie konsumpcji pozbawi go całej radości życia, atrybutów atrakcyjności, uznania kolegów i znajomych.

Od czasu do czasu pozwól mu wyobrazić siebie w tej lub innej rzeczy, posiadającego ten lub inny przedmiot ze sklepowych witryn. Dokładaj do pieca jego miłości własnej kolejne obrazy otaczania się tym, czego w najmniejszym stopniu nie potrzebuje (doceniaj dyskretny powab nowości: może nieznana dyscyplina sportu, niebotycznie drogi zegarek lub, czemu nie,  motocykl?), jednocześnie nie obawiaj się tlących się jeszcze oznak zdrowego oporu. Obecność innych osób objuczonych torbami z zakupami będzie tutaj nieoceniona. Umiejętnie i subtelnie prowadząc tę psychologiczną grę niechybnie doprowadzisz Pacjenta do huśtawki nastrojów, niech zniecierpliwi go uczucie rozdrażnienia i niech ten zaplanowany przez marketingowców objaw dyskomfortu przypisze swoim wcześniejszym myślom o prostocie życia. Że też przyszedł mu do głowy ten niedorzeczny minimalizm! Odrzucenie tej idei niech tłumaczy sobie jako wyraz rozsądnego i dojrzałego stosunku do swoich wiecznie (uwielbiam to słowo) niezaspokojonych potrzeb. Ten oczekiwany przez nas bieg wypadków niech szybko przypieczętuje jakimś drogim i niepraktycznym zakupem.  Dopilnuj, aby materialna słodycz długo rozpływa się w jego duszy (nie wymawiaj tylko przy nim tego słowa!), aby znieczulić jego ewentualne wyrzuty sumienia. Pamiętaj, aby opisany przez mnie proces leczenia Pacjenta ze zgubnych idei od czasu do czasu powtórzyć.
Twój kochający stryj
Krętacz

 

XI. Nie marnuj

Redakcja miesięcznika Znak postanowiła pójść za ciosem i po wakacyjnym Z powrotem do rzeczy w grudniowym numerze podjęła temat nadmiaru dóbr, z którym boryka się współczesny świat Zachodu.

Myślę, że to dobry wybór na czas przedświątecznych zakupów i przygotowań, w którym warto zadać sobie pytania: W którym momencie nabywanie i jego odwrotność – wyrzucanie – przybierają postać zbytku i marnotrawstwa? Kto decyduje o tym, co jeszcze przydatne, a co już nie? Gdzie znajduje się granica dla przyzwoitych rozmiarów własności? Czyż wraz z postępującą łatwością gromadzenia dóbr większego namysłu nie domaga się nasz sposób ich użytkowania i wykorzystania?

Numer otwiera tekst Zygmunta Baumana Śmieć. Czym jest śmieć? To rzecz „nie na swoim miejscu”. Śmieć jest wynalazkiem nowoczesnym, skutkiem ubocznym popędu do zastępowania jednego rodzaju ładu innym, gwałtownego wzrostu produkcji odpadów i odrzutów typowego dla nowoczesnego sposobu bycia. Bo też „w sposobie przednowoczesnego życia, nacechowanym wtórnym przerabianiem wszystkiego, co po wykonaniu zamierzonej czynności pozostawało niewykorzystane, pojęcie odpadu czy odrzutu właściwie nie istniało – zarówno w gospodarce materiałami, jak i ludźmi.” Marnotrawstwo jest nieodłącznym elementem społeczeństwa konsumpcyjnego, którego -jak twierdzi autor- nie da się wytrzebić przynajmniej tak długo, jak powodzenie gospodarcze i jakość życia będziemy mierzyć szybkością starzenia się nowości i skracaniem drogi ze sklepu do śmietnika. Istotą tego procesu jest -jak słusznie zauważa Bauman- wytwarzanie wciąż nowych potrzeb, a wraz z nimi także nowych klientów, a także utrzymywanie tych ostatnich w stanie nieustannego niezaspokojenia. Tego rodzaju „tresura konsumenta” ma skutek nie tylko w postaci marnotrawstwa, lecz sprawia, iż wypadają z użytku inne sposoby na życie sensowne, godne i przynoszące zadowolenie.

Artykuł Zmarnowane obiady Marta Dymek, autorka kulinarnego bloga Jadłonomia, rozpoczyna od dających do myślenia statystyk: w Polsce niszczy się prawie 9 mln  ton żywności, a do jej wyrzucenia przyznało się w 2013 r. 39% Polaków. To nie tylko zmarnowana żywność, ale także energia stracona na produkcję i transport oraz surowce wykorzystane na opakowania. Marnowanie jedzenia powoduje wzrost konsumpcji, a poprzez to wzrost cen żywności. Dlaczego wyrzucamy jedzenie? Są to najczęściej: przegapienie terminu przydatności do spożycia, przygotowanie zbyt dużych porcji, zakup złego jakościowo produkt lub nieodpowiednie przechowywanie, ale także brak pomysłów na wykorzystanie konkretnych produktów.
Jako remedium autorka proponuje domowy recykling i nabycie umiejętności gospodarowania żywnością, takie jak robienie listy zakupów, sprawdzanie daty przydatności do spożycia w trakcie zakupu, przygotowywanie zup, wywarów i rosołów z warzyw i owoców, które utraciły pierwszą świeżość, czy robienie domowej bułki tartej. Co ciekawe, wykorzystywać można nawet obierki z marchwi, selera i pietruszki. W jaki sposób? Zainteresowanych odsyłam do artykułu.

Zdzisław Sobierajski w Zaprojektowanej bezużyteczności jako specjalista od projektowania produktów ujawnia mechanizmy rządzące tym, dlaczego i jak kupujemy. Walka o nasze decyzje zakupowe, poddane nie tyle naszemu rozsądkowi, co „emocjonalnym chwilom”, trwa bezustannie. Nawet korzystając z promocyjnych cen nie dostajemy nic za darmo, stając się nośnikiem informacji marketingowej. Na przykładzie rynku samochodowego i AGD autor obnaża „wypaczone zasady ekonomii”, których nośnikiem stały się współczesne produkty. Stopień skomplikowania pojazdów wykluczający jakąkolwiek samodzielną naprawę i wysokie koszty napraw serwisowych miał być lekarstwem na nasycenie rynku motoryzacyjnego lat 90. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku sprzętu AGD lub urządzeń elektronicznych, którego coraz częściej w ogóle nie można naprawić. Ciekawym przykładem marnotrawstwa dóbr konsumpcyjnych jest rynek telefonii komórkowych. Tutaj zaplanowana bezużyteczność przejawi się najczęściej w tym, że aby mieć możliwość korzystania z nowo wprowadzonych usług, będziemy musieli kupić urządzenie nowszej generacji, odkładając do szuflady sprzęt całkowicie funkcjonalny. Jednak -jak retorycznie pyta autor- czy chcielibyśmy dzisiaj używać aparatów, które pozwalają tylko rozmawiać i wysyłać SMS-y?”

W artykule Archiwomania chorwacka pisarka i eseistka Dubravka Ugresic przygląda się naszemu życiu w archiwistycznej gorączce: „Zmagamy się z naszymi medialnymi bogami i boginiami. To jesteśmy my, każdy z nas ze swoim memory stick na szyi, każdy ze swoją stroną w Internecie, każdy ze swoim wirtualnym archiwum. W miarę jak nasze archiwum jest bogatsze, nas samych jakby zostawało mniej. Nie komunikujemy się ze sobą, nikt z nas nie ma cierpliwości dla cudzych fotoalbumów, cudzych slajdów z podróży i nagrań wideo; dawno cisnęliśmy je do śmieci i staliśmy się nowocześniejsi, teraz wszystko wrzucamy na YouTube i niech ogląda sobie, kto chce. Na początku wysyłaliśmy słabe sygnały, że istniejemy, a teraz ze swojego istnienia robimy fajerwerki.”  
 

Czytelnicy bloga mogą nabyć aktualny numer miesięcznika po promocyjnej cenie 14,92 zł (cena bez promocji to 19,90 zł). W tym celu do koszyka zakupowego na stronie www.znak.com.pl należy wpisać kod promocyjny "wystarczymniej2" (na stronę promocji można wejść także tutaj). Gratisowa wysyłka obejmuje nie tylko sam numer Znaku, ale także całość zamówienia.

Przedświąteczny pakiet ratunkowy

Przed nami wyciszający lub wyczerpujący okres Adwentu - wybór zależy od nas. Sami możemy zadecydować: bieganie z wywieszonym językiem lub spokój płynący z poskromienia konsumpcyjnych ciągot. Wiem, łatwo napisać, trudniej zrealizować.
Ponieważ to nie pierwszy Adwent na tym blogu, wpis będzie obfitował w linki...

Już w najbliższą sobotę (29 listopada) każdy może zrobić sobie mały trening. Będzie to bowiem Dzień bez zakupów przypadający w Europie w ostatnią sobotę listopada. Zasady są bardzo proste: zostawiamy portfele w domach.
O dniu bez zakupów (w kontekście rozciągnięcia go na każdą... niedzielę) pisałem tutaj.

Wczoraj w Tarabuku odbyło się bardzo ciekawe spotkanie MNIEJ, CZYLI WIĘCEJ? z udziałem Marty Sapały, autorki książki Mniej, intymny portret zakupowy Polaków,  Agnieszki Mocarskiej - współtwórczyni bloga Miastożercy i moim, a które prowadziła Anna Olej-Kobus, dziennikarka, podróżniczka i -jak sama o sobie mówi- intuicyjna minimalistka. Mówiliśmy m.in. o zbliżających się przedświątecznych zakupach, a także o trendach, które szybko i niepostrzeżenie wpadają w komercyjne kleszcze.

Co do pierwszego tematu, dość dużym zainteresowaniem okazała się zaproponowana przez mnie idea wręczenia swoim bliskim certyfikatu zwalniającego z obowiązku dawania prezentów. Pisałem o niej w poście Podaruj sobie prezenty, czyli jak uniknąć przedświątecznej gorączki. Do wpisu załączony jest certyfikat, zanim więc ukaże się w wersji kolekcjonerskiej w sklepach :) możecie go sobie wydrukować za darmo.

Co do komercjalizacji trendów - ta nie omija także prostoty. Ot na stronie Miasto Dzieci otrzymacie darmowy e-book Proste życie z dziećmi, a w nim 50 -moim zdaniem dość prozaicznych- porad, między nimi interaktywna reklama katalogu produktów dla dzieci oraz zaproszenie na internetowy kurs dla kobiet z prostego życia z dostępem za 69 zł. Jednym słowem akcja marketingowa i sposób na budowę listy mailingowej (warunkiem uzyskania ebooka jest zgoda na otrzymywanie newslettera). Szkolenia z prostoty jako kolejny produkt. W sumie czemu nie? Otwiera się szeroka paleta możliwości. Nie tak dawno wpadliśmy z Żoną na (czysto teoretyczny!) pomysł świadczenia minimalistycznych usług odgracania mieszkań potencjalnych klientów zainteresowanych upraszczaniem życia: "Odgracimy Twój dom za Ciebie!".

Wracając do tematu:
Wybierając prezenty pod choinkę warto wziąć pod uwagę to, o czym pisałem w poście Zakupy w szarej strefie:

Jeżeli swoje uczucia wobec osób bliskich, a zwłaszcza dzieci, chcemy wyrażać za pomocą materialnych przedmiotów, to droga do zakupowego szaleństwa otwiera się przed nami na oścież. Bo przecież wartość podarowanych przedmiotów powinna odpowiadać skali naszych uczuć. To całkiem naturalny odruch. Chcielibyśmy przychylić materialnego „nieba” naszym najbliższym. Z drugiej strony, jeśli w poprzednich latach nakręciliśmy spiralę oczekiwań, nie możemy kupić czegoś taniego, bo zostanie to źle odebrane. Jeśli pierścionek, to z brylantem, jeśli naszyjnik, to z pereł.  Prezent dla dziecka – oczywiście ten z górnej półki i najlepiej kilka rzeczy, bo a nuż jedna nie spełni oczekiwań.

O sposobach radzenia sobie z prezentami w naszej rodzinie pisałem z kolei we wpisie Świąteczne postscriptum.

Zaś nasze propozycje na przeżywanie okresu przygotowań do Bożego Narodzenia znajdziecie we wpisie Adwent w rodzinie.

Na koniec nowym Czytelnikom bloga gorąco polecam cykl wpisów (do czytania i wysłuchania) Dobre życie, o którym we wstępie do niego napisałem:

Adwent to czas oczekiwania na „przyjście” (z łac. „adventus”). Pytanie tylko na co czekamy? A może lepiej - czego oczekujemy? To dobry czas, aby zapytać siebie: czy moje życie jest dobre? Co zrobić, żeby było dobre? Czego mi brakuje? Albo czego w nim za dużo? Z czego powinno się składać? Chciałbym przez najbliższe cztery tygodnie Adwentu razem z Żoną opowiedzieć Wam bliżej o naszej wędrówce do dobrego życia, w którym tak duże znaczenie ma jego prostota. 

Link do wpisów z cyklu znajdziecie tutaj.

Życzę Wam wszystkim dobrego Adwentu!