5 grudnia 2016

Dobre prezenty

Święta już niebawem. Co prawda większość prezentów „załatwiam” już w listopadzie, ale wiem, że to właśnie teraz zaczyna się gorączka nie tyle poszukiwania prezentów, co wymyślania ich. Przyznaję, przed każdymi kolejnymi świętami myślę sobie zawsze jedno: No nie, w tym roku NIC nie wymyślę!
Pół biedy, gdy twoja rodzina, którą obdarowujesz, składa się ze współmałżonka tudzież dzieci – wiesz, kto, czego potrzebuje lub o czym marzy. Gorzej gdy do „listy” zalicza się więcej osób.

Nie lubię dawać ludziom tego, czego nie chcą, nie potrzebują, nie będą używać (i wiem o tym), nie docenią  - a daję to dlatego, że mnie się spodobało/ było w dobrej cenie/ nie było czasu na szukanie.  
A mimo to, jak co roku, odkryłam kilka fajnych rzeczy nadających się na prezenty. Oto one - może te pomysły przydadzą się i Wam?

Uwielbiam wszystko, co naturalne i użyteczne – ostatnio, czytając o soli, trafiłam na sklep kopalni soli i oto co znalazłam! Taka lampa (KLIK) uszczęśliwiłaby i mnie i -wiem- kilka innych osób w moim otoczeniu. Może w Waszym też?

Ramka nie-na-zdjęcia
Jak każdy zapewne wie, ramka na zdjęcia nie jest pomysłem najgorszym :- ) Ale ja znalazłam dla niej zupełnie inne zastosowanie! Jeśli macie w rodzinie jakiegoś sentymentalistę z wyobraźnią, taka ramka może okazać się dobrym pomysłem.

Kominek zapachowy + olejek eteryczny to mój kolejny pomysł. Dużo rozmawiam z ludźmi na temat zdrowego stylu życia, szkodliwości chemii gospodarczej  i wychodzę z założenia, że można zachęcić bliskich do zmian poprzez podarowanie czegoś, co można bezproblemowo wdrożyć w swoim domu, czyniąc go zdrowszym. Po lampie solnej, kominek jest całkiem niezłą opcją.

Osobiście
Rok temu wysłałam mojej przyjaciółce, która mieszka kilkaset kilometrów ode mnie, kalendarz na nowy rok….. z krzepiącymi cytatami, które własnoręcznie kilka godzin wpisywałam i wklejałam. Na każdy dzień roku jeden.
Dorzuciłam jej też woreczek (no, był to dość solidny zapas) z wyhodowanymi przez siebie, ususzonymi ziołami.

Frajda dla całej rodziny
Uwaga, uwaga: smartphone virtual reality viewer inaczej krótko: 3D Box. Czy ktoś z Was ma takie coś? Mój mąż zdecydował, że to będzie jego tegoroczny prezent. No i okej. Nie zadawałam zbędnych pytań. Po powrocie do domu gdzieś zniknął, nie odzywał się. Gdy poszłam sprawdzić do sąsiedniego pokoju, co się z nim dzieje, ten siedział na fotelu obrotowym i ruszał głową na wszystkie strony, na oczach mając pudło ;-) Nie jestem zbyt biegła w technologii, właściwie jestem sceptykiem, no ale w końcu zapytałam, co to właściwie jest? Odparł, że właśnie jest na dnie oceanu i wokół niego pływa rekin.
Ubrałam to no i zobaczyłam sama :- ) Słuchajcie…. Rewelacyjna sprawa i to już za 40 zł! Ja uruchomiłam akurat aplikację, która zaniosła mnie do kosmosu – krążyłam wokół planet, a głos spikerki opowiadał mi o tych wszystkich kosmicznych cudach :- ) Potem leciałam szybowcem wśród gór, a jeszcze później siedziałam w rollercasterze – koniec tego ostatniego był taki, że prawie spadłam z fotela w pokoju.
Plus tego taki, że może z tego korzystać cała rodzina – każdy po kolei. czyli jeden gadżet, a zabawa dla wszystkich na długie godziny. No i odkryłam czynnik edukacyjny. Uważam to za świetny prezent dla dzieci, które i tak są przesiąknięte technologią – mogą w końcu pobyć w jednej rzeczywistości na dłużej, eksplorując ją. Np. przez minutę przebywać tylko w kosmosie albo w ZOO. 3D Box ma mnóstwo możliwości i można mu dodawać stale nowe aplikacje.
Dzisiejszy świat jest oparty na obrazie. Nie ma sensu od tego uciekać, bo ten obraz może być i piękny, i wartościowy. Spodobał mi się ten 3D Box!


W ferworze poszukiwań prezentu dla 8-latki, natrafiłam na taką książkę: „101 rzeczy, które musisz zrobić, zanim dorośniesz” – książka jest co prawda dedykowana chłopakom, ale tym bym się nie sugerowała – są w niej naprawdę fajne eksperymenty i pomysły bez względu na płeć. Plus tego taki, że dziecko/dzieci ma szansę spędzić trochę czasu z rodzicem lub starszym rodzeństwem. 


Czy macie jakieś ciekawe pomysły na prezenty? Podzielcie się w komentarzu.

Iwona
Motyw Kobiety



30 października 2016

Maksymalizm pożądany

Gdy odwiedzam kawiarnie raz po raz widuję taki obrazek: ona i on. Potrafią siedzieć naprzeciw siebie przez godzinę, dwie i nie odezwać się do siebie ani słowem. Można byłoby to wytłumaczyć zakochaniem odbierającym mowę, gdyby byli wpatrzeni w siebie. A oni są wpatrzeni. W telefon. Każdy w swój.

Od kilku lat mamy w Polsce nowy  termin: nieobecna matka. Wbrew pozorom to nie matka, która pracuje po 12 godzin w korpo. To może być matka siedząca w domu. Jest więc z dzieckiem cały czas. Fizycznie. Ale tak naprawdę nie ma jej dla niego. Godzinami rozmawia przez telefon z koleżankami, sprawdza pocztę, szuka wiadomości w Internecie, korzysta z aplikacji w telefonie.  Od czasu do czasu pacyfikuje kręcące się i żądne uwagi dziecko: Nie rób, nie dotykaj, usiądź, zjedz, podnieś…


Macie czasami tak, że otwieracie komputer w jednym celu i, nie wiadomo kiedy, tracicie główny cel z oczu? Ja niestety tak. Wiecie ile razy zaczynałam słuchać opowiadanie Virginii Wolf „To the Lighthouse”? Pięć. Pięć razy załączałam pierwszą część i wiedziałam z tego tyle, co nic. Po prostu nie mogłam się na tym skupić, bo jednocześnie robiłam masę innych rzeczy. Wydawało mi się, że w ten sprytny sposób zrobię trzy rzeczy jednocześnie – wszystkie tak samo dobrze. Nic z tego. W końcu postanowiłam „zmarnować” całe 50 minut słuchając tylko opowiadania. I było to niesamowite 50 minut. Ja po prostu byłam w tej latarni i czułam zapach morza.

Zatem: jeśli być to maksymalnie. W minimalizmie – robić jedną rzecz, być z jedną osobą, ale na 100 procent. Bo tak naprawdę, jakie nasze zaangażowanie, taka jakość naszego życia - praca, związki, pasje. Dziś wolę zrobić mniej, ale maksymalnie. Przeczytać jeden wartościowy tekst i przeżyć go, zamiast odhaczyć. Wynoszę z tego o wiele więcej niż kiedyś po pobieżnie przerobionych kilku czy kilkunastu. I z ludźmi….. wybieram być na 100 procent. Bo skoro robimy w naszym życiu miejsce dla minimalizmu, to przecież robimy je po coś – nie dla wszechogarniającej pustki. Wierzę, że robimy miejsce dla treści.


22 października 2016

Potrzeby proste

Kolejna odsłona książki "Proste życie" K. Wagnera.

Czego potrzeba człowiekowi, aby żyć w możliwie najlepszych warunkach? Zdrowego pożywienia, zdrowego mieszkania, szat skromnych, powietrza, ruchu - odpowiada Wagner.

Pytanie, czego potrzeba do życia, uzależnione jest od naszych subiektywnych przekonań i przyzwyczajeń. Minimum dochodu, poniżej którego życie wydaje się nam niemożliwe, okazuje się możliwe dla tak wielu innych, mniej wymagających. Wagner zauważa, że tak niesłychane różnice w naszych potrzebach świadczą o wielkiej elastyczność w ich naturze i liczbie. Czy jest rzeczą pożyteczną, aby człowiek miał mnóstwo potrzeb i aby usiłował je zadowalać?

Skoro mamy zaspokojone podstawowe potrzeby, żyjąc w warunkach względnie znośnych, skąd pochodzi niezadowolenie tak wielu ludzi? Fakt, iż ci, którzy skarżą się najwięcej, mają właśnie najwięcej danych do zadowolenia, dowodzi, że szczęście nie jest związane z liczbą potrzeb i z naszą gorliwością w ich zaspakajaniu.

Ten, kto wysiłkiem energii nie dochodzi do ograniczenia swych wymagań, naraża się na niedostrzegalne staczanie po pochyłości pożądań. Człowiek, który żyje dla jedzenia, picia, ubierania się, bawienia, dostarczania sobie wszystkiego, czego może sobie dostarczyć, zsuwa się po pochyłości żądz i w miarę posuwania się traci siłę oporu. Puszczając wodze potrzebom i podtrzymując je, rozmnaża się je jak owady na słońcu. Tym, którzy mają miliony, brakuje milionów, tym, którzy mają tysiące, brakuje tysięcy. Potrzeby nasze, zamiast być ujarzmione, stają się niesforną, burzliwą tłuszczą, legionem dręczących nas tyranów.

Strzegąc prostoty w potrzebach unikamy tych wszystkich negatywnych objawów. Wstrzemięźliwość i umiarkowanie są najlepszymi stróżami zdrowia. Czy to idzie o pożywienie, czy o ubranie, mieszkanie, prostota w gustach jest źródłem niezależności i bezpieczeństwa. W miarę życia skromniejszego, zabezpieczamy lepiej przyszłość. Zmiana, choćby znaczna, położenia materialnego, nie wprowadzi nas w kłopoty bez wyjścia, ponieważ podstawą naszego życia nie będzie stół, zapasy, nasze nieruchomości i pieniądze. Nie będziemy się zachowywali jak niemowlę, któremu zabrano smoczek lub grzechotkę. Silniejsi, lepiej uzbrojeni, dający mniej atutów w ręce przeciwnika, będziemy jednocześnie pożyteczniejsi dla drugich. Mniej wymagając dla siebie, zachowamy bowiem środki, które mogą posłużyć dla dobra innych.

Zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb na  poziomie względnego komfortu jest obecnie łatwiejsze niż kiedykolwiek. Mimo wszystko wydaje się, że do osiągnięcia materialnego dobrobytu brakuje nam ciągle tak wiele. Olbrzymia elastyczność potrzeb, którą zauważył Wagner, jest z jednej strony pułapką, w którą wciąga nas dzisiejszy konsumpcjonizm, z drugiej stwarza szansę wyjścia z błędnego koła poprzez świadomy wybór skromniejszych warunków życia. 

Inne wpisy z cyklu:
Mowa prosta
Myśl prosta
Duch prostoty
Życie utrudnione