Wakacje minimalisty, czyli czy urlop trzeba "spędzać"?

Dzisiaj przypada koniec roku szkolnego. Może niektórych to osobiście nie dotyczy, ale i tak w zbiorowej świadomości nastaje czas wakacji. Pora więc krótko zastanowić się nad tym, dość specyficznym, okresem, kiedy zamykamy swoje domy i udajemy się na "wypoczynek". 

Sama koncepcja zorganizowanego wypoczynku, z dala od własnego domostwa, pojawiła się dość późno i związana jest z epoką rewolucji przemysłowej. Kilkanaście dni wolnego ma nam wynagrodzić niewolnictwo na etacie w pozostałe dni w roku. Zamiast oddychać pełną piersią odzyskaną swobodą, z niewiadomych przyczyn często poddajemy się turystycznym torturom. 

Zagadnienie to ujął -jak zwykle trafnie- Henry Thoreau: "Ze zrozpaczonego miasta, człowiek udaje się na zrozpaczoną wieś i pociesza się dzielnością norek i piżmoszczurów. Nawet w tym, co zwie się zabawami i rozrywkami ludzkości, kryje się stereotypowa, lecz nieświadoma rozpacz. Nie ma w nich elementu zabawy, albowiem rozrywką zajmują się ludzie po pracy. " Co nam zatem zostało? Przede wszystkim nie ulegajmy trendom i modzie, które narzucają określony sposób spędzania wakacji tudzież urlopu. Zastanówmy się dobrze nad sposobem spożytkowania tego krótkiego, a jakże cennego, czasu. 

Poniżej kilka -mniej lub bardziej pomocnych- wskazówek: 

1. Nie wyjeżdżaj.
Zastanów się nad urlopem na miejscu. Brzmi niedorzecznie? Sam pamiętam, jak wziąłem urlop, były to wprawdzie ferie zimowe, i spędziliśmy go w domu, z dziećmi. Był to doskonały wypoczynek. Może mieszkasz w ciekawym krajoznawczo i turystycznie miejscu? Po co zwiedzać te obce, kiedy nie dość dobrze poznało się swoje własne miasto i jego okolice? Alternatywa została trafnie przedstawiona przez Alexandra von Schonburga w książce Piękne życie bez pieniędzy: "Dwa tygodnie opychania się łykowatymi żeberkami w hotelu w Alicante czy raczej urlop w rodzinnym mieście z długimi spacerami po parku i wypadami nad pobliskie jezioro?". Oczywiście decyzja należy do odważnych. Niewyjeżdżanie na kosztowne wczasy graniczy z towarzyskim samobójstwem. Rozejrzyj się po okolicy, co można zobaczyć, zwiedzić? Może zorganizujesz spływ kajakowy, pieszą wycieczkę, po której zmęczony wrócisz nie do hotelu lub kwatery, lecz... w zacisze własnego domu? Może zamiast wyjeżdżać, tracąc połowę czasu na dojazdy i aprowizację, wykorzystać urlop na refleksję, przemyślenie ważnych spraw, ustalenie życiowych priorytetów? 

2. Żyj tak, abyś nie musiał uciekać na urlop.

Jak pisałem, gloryfikacja urlopu wypoczynkowego to pokłosie bezwzględnego i siermiężnego systemu pracy na etacie. Wpadamy ze skrajności (pracoholizm, często na własne życzenie) w skrajność (katowanie się zaplanowanym do bólu zwiedzaniem lub bezczynnością w kilkugwiazdkowym getcie dla bogatych). Codzienne, zwykłe życie w dobrowolnej prostocie, we własnym rytmie, w kontakcie z osobami bliskimi i przyrodą, w wolności od masowej kultury, medialnego szumu, bez pogodni za dobrami materialnymi, powoduje, że odzyskujemy utraconą przestrzeń nazywaną DOMEM, w której jest miejsce na wspólne radości i odpoczynek. Mniej zabiegani w codzienności, tracimy motywację do uciekania z miejsc, w których żyjemy. Jeśli tylko przywrócimy tej codzienności ludzki, naturalny wymiar okaże się, że wcale nie mamy ochoty (i nie musimy) jechać na drugi koniec świata, aby wreszcie sobie "odpocząć".


3. Odśwież rodzinne kontakty. 
Kiedyś czymś naturalnym były dłuższe, kilkudniowe odwiedziny u bliskiej lub dalszej rodziny, połączone z wakacyjnym odpoczynkiem. Osobiście jesteśmy szczęściarzami, gdyż rodziców mamy nad Bałtykiem. Ale być może macie kuzynów, wujków i ciocie, którzy chętnie was ugoszczą?

4. Uprawiaj "retroturystykę".
Niektóre formy wakacyjnego odpoczynku odeszły do lamusa. Czemu do nich nie wrócić? Biwaki pod namiotem, rajdy piesze lub rowerowe, spanie w schroniskach PTSM (ostatnio testowałem całą rodziną i było świetnie: pusto, ceny za nocleg dwa razy niższe niż prywatne kwatery).

5. Teraz Polska!
Mieszkamy w przepięknym kraju, w którym tak wiele jest do zobaczenia, zarówno jeśli chodzi o historię, jak i przyrodę. Przyjeżdżają do nas z Europy, czemu nie mielibyśmy spędzić wakacji w kraju? Jeśli o mnie chodzi, ciągle mam niedosyt podróżowania po Polsce. Poza tym nie płacisz w EURO.

6. Wypróbuj alternatywne formy podróżowania i noclegów.
Kiedyś w modzie był autostop. Teraz możecie spróbować tzw. carpoolingu, a więc podróżowania polegającego na udostępnianiu wolnego miejsca we własnym samochodzie lub korzystania z wolnego miejsca w samochodzie kogoś innego. Można też skorzystać z taniego noclegu oferowanego w systemie couchsurfing. Strona CouchSurfing, założona w 2002 przez Amerykanina Caseya Fentona, dzięki której można zaoferować darmowe zakwaterowanie lub znaleźć osoby oferujące nocleg we własnym domu czy mieszkaniu w wielu zakątkach świata, liczy 2 miliony użytkowników z 238 krajów, a sama organizacja działa non-profit.
A może masz znajomego, który mieszka np. po drugiej stronie miasta, i wymienicie się mieszkaniami? To może być ciekawe, a przy tym nie wymaga wielkiego podróżowania. Z kolei wyjeżdżając możesz zaprosić do siebie kogoś z rodziny lub ze znajomych, może ma ochotę pomieszkać u ciebie, podlewać ci kwiaty, a przy okazji spędzić kilka dni wolnego w ciekawej okolicy?

7. Wypróbuj minimalizm!
Wakacje i urlop to doskonała okazja do sprawdzenia, czy odpowiada ci minimalistyczne podejście do życia. Spróbuj zapakować swoje rzeczy do małego plecaka, ogranicz stan wakacyjnego posiadania do kilkunastu niezbędnych przedmiotów, aby walizki i torby nie były kulą u twojej nogi. Zobacz, jak niewiele wystarczy do życia. Może po powrocie skłoni cię to do zrobienia remanentu w mieszkaniu?

8. Nie kupuj pamiątek.
Ogranicz zbieractwo do minimum. Kolekcjonuj piękne wspomnienia, zamiast -często wątpliwej jakości- gadżetów. Rób mało zdjęć. Te kilka, które zrobisz, będą najlepszą pamiątką, która uruchomi pamięć. Resztę wspomnień przechowuj w swojej głowie. Nie pozwól, aby przeżywanie chwili zostało zastąpione polowaniem na świetne ujęcie.

9. Podróżuj z głową.
Jak pisałem w poście Rodzice na wolnych obrotach: unikaj miejsc, w których roi się od rozrywek, które „rozrywają” głównie portfel i przyprawiają nas o ból głowy. Często po takim wakacyjnym odpoczynku potrzebujemy… odpocząć. Przykład: wyjeżdżamy nad Bałtyk. Można wpaść w oko turystycznego cyklonu z dziecięcą mantrą „wata-cukrowa-hotdog-lody-hamburger-wata-cukrowa…” Zewsząd atakują nas „atrakcje” w postaci plastikowej, tandetnej rozrywki, po którą ustawiamy się w kolejce, aby zabić czas „dobrą zabawą”. Można też znaleźć miejsca odosobnione, z pustą plażą, sklepem oddalonym o 15 minut, gdzie główną atrakcją jest -choć trudno w to uwierzyć- po prostu morze, piasek i wspólna zabawa. Lepiej wybrać szlaki mało uczęszczane, bogate w ciekawe historie, a nie w punkty gastronomiczne. Warto mieć ze sobą własny prowiant: kanapki, owoce, zawekowaną zupę, kuchenkę gazową i wodę w dużym baniaku. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na przewodnika.

10. Liczy się atmosfera.
Dużo ważniejszą rzeczą od zobaczenia ciekawych miejsc jest, moim zdaniem, zadbanie o dobrą, wakacyjną atmosferę. Radość, luz, wolność. Trzeba być gotowym na to, że plany są po to, aby je zmieniać. To nic, że nie zaliczyliśym kilku punktów w grafiku zwiedzania. Ważny jest dystans do samego siebie, poczucie humoru, także w obliczu niepowodzeń.

Jak mówił Kotarbiński: Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiedni ubiór. Zatem, niezależnie od warunków pogodowych, życzę wszystkim (i sobie) udanych wakacji i urlopów.


A jak wy spędzicie wakacje?

W okowach złudnych zabezpieczeń

Współczesny człowiek coraz częściej musi samotnie borykać się ze swoimi problemami. Pozbawiony został korzeni, jakie dawała mu wielopokoleniowa (i zwykle liczna) rodzina, tworząca w dorosłym życiu sieć wzajemnych powiązań i zależności. W dobie skrajnego indywidualizmu, rywalizacji i pośpiechu zanika wspólny kod kulturowy, odruchy ludzkiej solidarności i dobrosąsiedzkie relacje. Miejsce obywatelskiej aktywności zastępuje udział w "społeczeństwie spektaklu" za pośrednictwem telewizyjnego ekranu. Posiadamy dużo znajomych na Facebooku, lecz mało przyjaciół "w realu", którzy w razie potrzeby pomogą zmierzyć się z codziennymi wyzwaniami. Po całym dniu pracy chowamy się do mieszkań i domów strzeżonych wysokimi murami i chłodnym okiem kamer. 

Gromadzenie dóbr.
W tej sytuacji człowiek, szukając zabezpieczeń przed trawiącym go lękiem o przyszłość, zwraca się w kierunku gromadzenia pieniędzy i rzeczy materialnych. Kieruje się przy tym złudnym przeświadczeniem, że majątek i bogactwo stanowią źródło bezpieczeństwa. Złudnym, gdyż w określonych warunkach pieniądze, których wartość jest tylko społeczną konwencją, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. W sytuacji prawdziwych wstrząsów, rewolucji, wojen, plag i kataklizmów pieniądze stają się bezwartościowymi świstkami papieru.

Oszczędność o smaku pomarańczy


Świnka skarbonka jest pusta? Pora ponownie postawić na piedestale cnotę oszczędności!
W skali makro wiele mówi się ostatnio o konieczności zaciskania pasa, choć niektórym gospodarkom brakuje już dziurek. Nie lepiej jest z perspektywy naszego osobistego portfela. Coś najwyraźniej poszło nie tak.
Myślę, że genezy obecnego problemu należy szukać w mentalnej przemianie, która przypada mniej więcej na 2 połowę XX w., gdy uwierzono, w skali narodów i poszczególnych gospodarstw domowych, że droga do dobrobytu i bogactwa może prowadzić przez finansowe skróty. Kultura pracowitości i oszczędności została wyparta przez obyczaj natychmiastowego zaspakajania każdej zachcianki i megakonsumpcji finansowanej kredytem. Uwierzyliśmy, bo chcieliśmy uwierzyć, że -parafrazując pewną reklamę- "jesteśmy tego warci". Na uwagę jednego z moich znajomych, że wszyscy jego koledzy mieszkają już w domach, a on ciągle w bloku, stwierdziłem, że nie uwzględnił kosztów w postaci horendalnych kredytów, przepracowania i zawału serca. W zasadzie dostatnie życie na kredyt stało się należnym nam, obywatelom Zachodu, przywilejem.

Jak osiągnąć prostotę

Zastanawiałem się, jak zwięźle przedstawić komuś, kto nie słyszał o ruchu dobrowolnej prostoty (voluntary simplicity), najważniejsze -moim zdaniem- kroki, bez podjęcia których trudno byłoby osiągnąć prostotę życia. Wprawdzie Henry Thoreau dał na to krótką odpowiedź:  "Należy upraszczać, upraszczać!", ja jednak spróbuję nieco rozwinąć temat:

1. Nie szukaj szczęścia w gromadzeniu pieniędzy i materialnych przedmiotów. 
Bądź bogaty, ale w dobre relacje - z  żoną, dziećmi, bliskimi ci osobami, a także z Bogiem i z samym sobą. Zamiast wyjazdu do centrum handlowego wybierzcie się rodziną na wycieczkę do lasu albo zróbcie sobie piknik. Zamiast oglądania telewizji, zagrajcie w grę. Zaplanuj jeden wieczór w tygodniu na wyjście we dwoje. Napisz list do przyjaciela. Znajdź pół godziny na zapisywanie własnych przemyśleń (może na temat prostoty?). Codziennie znajduj czas na rozmowę, modlitwę i refleksję.

Pieniądze albo życie - Krok 5. Jak uczynić energię życiową widzialną



Pora na kolejny post na temat drogi do niezależności finansowej proponowanej przez książkę Your Money or Your Life. Krok 5 dotyczy graficznego przedstawienia rezultatów działań podjętych w poprzednich krokach, dzięki czemu otrzymujemy przejrzysty i prosty obraz naszej bieżącej sytuacji finansowej i jej perspektyw. Pośrednio uzyskujemy także wgląd w ukryty za liczbami nasz stosunek do pieniędzy (a więc naszej energii życiowej).
Przypomnę, że poprzedni post poświęcony YMYL Pieniądze albo życie - Krok 4. Trzy pytania, które zmienią twoje nawyki finansowe dotyczył analizy miesięcznych wydatków pod kątem uzyskanego dzięki nim poziomu zadowolenia, a także ich zgodności z naszymi najgłębszymi wartościami i celami. Jak już mówiłem, droga do niezależności finansowej nie sprowadza się do tworzenia budżetowego gorsetu, lecz polega na zmianie stylu życia dzięki dostosowaniu wydatków do naszych najgłębszych wartości. W tym celu potrzebujemy informacji zwrotnej. Krok 5 daje nam narzędzie, dzięki któremu śledzimy poczynione w tym kierunku postępy w perspektywie poszczególnych miesiący i lat.

100 rzeczy do szczęścia?

Dzisiaj na stronach Onetu opublikowano artykuł na temat minimalizmu odwołujący się m.in. do mojego postu Sztuka prostoty - między skrajnościami. Zainteresowanych lekturą odsyłam tutaj. Zapraszam!



Najlepsza inwestycja i jej potencjalne koszty

Jak donosiła ostatnio prasa, eksperci Centrum im. Adama Smitha policzyli szacunkowe koszty wychowania dzieci. I tak na utrzymanie i wychowanie dziecka do 20 roku życia trzeba wysupłać 176 tys. zł. Posiadanie dwojga dzieci to koszt 317 tys. zł, trojga - 422 tys. zł, czworga - 528 tys. zł. Dodatkowo wykształcenie dzieci w wieku 20-25 lat (jak rozumiem przy założeniu płatnych studiów i oporu latorośli przed podjęciem jakiegokolwiek zatrudnienia) to kolejne 55 tys. zł na każde dziecko. 

Pewnie dla rządzących warto robić takie raporty, potencjalnych rodziców przestrzegam jednak przed wpadaniem w panikę. Po pierwsze z pewnością koszty utrzymania dzieci kształtują się bardzo różnie w zależności od poziomu zamożności danej rodziny i mogą znacznie odbiegać (zwłaszcza w przypadku wyboru życia w dobrowolnej prostocie) od podanych wyliczeń. Poza tym należy mieć świadomość magii wielkich liczb. Jeżeli na chleb wydamy przez 25 lat około 24-27 tys. zł nie znaczy to, że powinniśmy wykluczyć go z diety. Opierając się na podanych wyliczeniach, po krótkim dzieleniu otrzymujemy dzienne wydatki na jedno dziecko - 24 zł, a na dwójkę dzieci - 43 zł. Nie jest tak źle.
 
Moim zdaniem wpływ potencjalnych kosztów wychowania dzieci na decyzję o ich posiadaniu jest w rzeczywistości niewielki. Weźmy pod uwagę okres PRL-u, kiedy mimo ciężkiej sytuacji finansowej dominowały rodziny wielodzietne. Brak dzieci to nie efekt kalkulacji kosztów, lecz wpływ hedonistycznego podejścia do życia, lansowanego przez media, marketing i reklamę. Ograniczające swobodę rodzicielstwo odkładane jest na ostatnią chwilę.

Często słyszy się, że na dzieci musi nas stać. Ciekawe, że tego rodzaju cierpliwości nie spotykamy w przypadku nabywania dóbr materialnych (jeśli już porównywać je z dziećmi). W społeczeństwie konsumpcyjnym obowiązującą mantrą jest „mieć to natychmiast”. Nie czekamy, aż będzie nas stać, tylko kupujemy, zaciągając kredyty, których łączne koszty z odsetkami znacznie przewyższają koszty utrzymania dzieci. (Swoją drogą ciekawe, czy możliwe byłoby zaciągnięcie kredytu na dzieci). Za takim oczekiwaniem na sytuację, gdy będzie nas stać na posiadanie dzieci, kryje się często wybór wygodnego stylu życia. Z tego względu wątpię, czy ewentualne ulgi i dofinansowanie dla rodzin wpłyną na wzrost dzietności i zatrzymają ujemny przyrost naturalny.

Dlatego kto jest niezdecydowany, kto liczy z kalkulatorem, czy już nadszedł czas, zapewniam: będzie was stać na jedno, dwoje, troje i czworo dzieci. Może nie kupicie tego i owego (kina domowego, nowego samochodu, domu), nie pojedziecie na drogie wczasy... Zawsze będzie nas stać na dzieci, jeśli mamy wizję życia w rodzinie. A na jesieni życia, biorąc pod uwagę kondycję państwa, może się okazać, że podjęta decyzja, pomimo określonych kosztów, była najlepszą "inwestycją" w waszą i ich -dzieci- przyszłość.
Raport Centrum im. Adama Smitha na temat kosztów wychowania dzieci w Polsce 2012 dostępny jest tutaj

Rodzice na wolnych obrotach

Jakiś czas temu zainspirował nas, jako rodziców, krótki manifest zamieszczony na stronie The Idler prowadzonej przez Toma Hodgkinsona, autora książki Jak być leniwym (o której pisałem tutaj).

Słowo "idle" przetłumaczone na język polski może mieć negatywny wydźwięk, znaczy bowiem tyle co "leniwy, bezczynny, próżniaczy". Ale oznacza także "bycie nieaktywnym, spędzanie czasu bez robienia czegoś konkretnego".

Czynności związane z pracą zawodową zajmują w życiu współczesnego człowieka tak dużą ilość czasu, że mało zostaje go dla rodziny i korzystania ze zdobyczy cywilizacji.  The Idler prowadzi kampanię przeciwko etyce pracy ukształtowanej w dobie rewolucji przemysłowej, propagując osobistą wolność, autonomię i odpowiedzialność.

"The idle parent" to styl rodzicielstwa, który pomaga rodzicom zwolnić, rozluźnić się, cieszyć się czasem spędzanym z dziećmi, zachować zdrową równowagę pomiędzy pracą i domem, wychowaniem i zabawą.

Poniżej wybrane punkty „manifestu” w moim tłumaczeniu, opatrzone krótkim komentarzem. Wiele z nich dotyka nie tylko kwestii właściwego podejścia do dzieci, ale również bezpośrednio przekłada się na grubość naszego portfela.


Odrzucamy przekonanie, że rodzicielstwo wymaga ciężkiej pracy


Stereotyp, że rodzicielstwo to harówka, pokutuje w dzisiejszym społeczeństwie, w którym na dzieci decydujemy się dość rzadko, późno i w małej ilości. To często kwestia naszego nastawienia i mentalnego treningu. Nie chodzi o napinanie rodzicielskich muskułów, bo szybko dostaniemy zakwasów. Będziesz wykończony spędzając czas z dzieckiem, o ile osobiście nie zaangażujesz się w zabawę. Nie oznacza to braku naturalnego zmęczenia. Chcę jedynie podkreślić, że bycie rodzicem to bieg długodystansowca - lepiej rozluźnić się, biec spokojnie, we własnym tempie i rytmie, niż spinać się pod wpływem narzuconych "rodzic powinien ..."

W książce Cud uważności. Zen w sztuce codziennego życia Thich Nhat Hanh cytuje słowa pewnego ojca dwojga dzieci: „W przeszłości zwykłem patrzeć na czas, jak gdyby był podzielony na części. Jedna część była zarezerwowane dla Joeya, inna - dla Sue, jeszcze inna – na różne prace domowe. Dopiero pozostały czas traktowałem jako swój - mogłem czytać, pisać, zajmować się pracą badawczą, pójść na spacer. Teraz staram się już nie dzielić czasu na części. Uważam czas Joeya i Sue za swój czas. Kiedy pomagam Joeyowi w lekcjach, szukam sposobów, by traktować jego czas jako swój. Gdy wspólnie z nim rozwiązuję zadania, dzielę z nim chwilę i staram się wzbudzić w sobie zainteresowanie tym, co w danym momencie robimy. Czas poświęcony synowi staje się moim czasem. To samo dzieje się w stosunku do Sue. Muszę powiedzieć, że teraz mam nieograniczoną ilość czasu dla siebie!"


Odrzucamy nieokiełznany konsumpcjonizm, który atakuje dzieci od momentu narodzin


Dzieciństwo bez najnowszych zabawek, stosu lalek, samochodów, petshopów, itp. gadżetów nie oznacza bynajmniej dzieciństwa zmarnowanego. Nie zabierajmy dzieci do centrów handlowych, marketów, z zasady nie kupujmy drogich zabawek. Dziecko do zabawy wykorzystuje przede wszystkim wyobraźnię, wystarczy mu to co ma pod ręką, patyki, kartka papieru, sznurek, stare materiały, karton, kartki, kredki i farby. Najważniejsze: wyłączmy, lepiej - wyrzućmy!, telewizor. Dzieci nie mają żadnej bariery ochronnej przed światem reklamy (a my ją mamy?), nie pakujmy do ich serca i głowy wszystkich tych śmieci.


Czytamy im poezję i opowiadania bez morałów


Czytaj dzieciom - rano, w południe i wieczorem. Zamiast bajki w telewizji, gry na komputerze. Czytaj we dwoje, czytaj całą rodziną. Tutaj jest miejsce na przesadę. Mniejsza o morały, liczy się dobrze opowiedziana i adekwatna do wieku historia.


Nie tracimy pieniędzy na rodzinne jednodniowe wycieczki i wakacje


Nie mam nic przeciwko wyjazdom. Chodzi o podróżowanie z głową. Niekoniecznie w miejsca, gdzie roi się od rozrywek, które „rozrywają” głównie portfel i przyprawiają nas  o ból głowy. Często po takim wakacyjnym odpoczynku potrzebujemy… odpocząć. Przykład: wyjeżdżamy nad Bałtyk. Można wpaść w oko turystycznego cyklonu z dziecięcą mantrą „wata-cukrowa-hotdog-lody-hamburger-wata-cukrowa…” Zewsząd atakują nas „atrakcje” w postaci plastikowej, tandetnej rozrywki, po którą ustawiamy się w kolejce, aby zabić czas „dobrą zabawą”. Można też znaleźć miejsca odosobnione (których nie zdradzę), z pustą plażą, sklepem oddalonym o 15 minut, gdzie główną atrakcją jest -choć trudno w to uwierzyć- po prostu morze, piasek i wspólna zabawa. Co do jednodniówek unikajmy miejsc zatłoczonych, spędów, zlotów, obchodów, przemarszy, pokazów. Nie wiem jak wy, ale nie umiem odpoczywać w tłumie, a ceny lodów tylko podgrzewają atmosferę. Lepiej wybrać szlaki mało uczęszczane, w dni powszednie, bogate w ciekawe historie, a nie w punkty gastronomiczne. Dodam, że warto mieć ze sobą własny prowiant: kanapki, owoce, zawekowaną zupę, kuchenkę gazową i wodę w dużym baniaku. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na ciekawego przewodnika.


Leniwy rodzic to oszczędny rodzic


Oszczędny rodzic to nie skąpiec i sknera. To rodzic gospodarny, który potrafi odróżnić potrzebę od zachcianki, który nie spełnia -niczym bezkrytyczna złota rybka-natychmiast dziecięcych żądań. Im mniej wydatków, tym mniej pracy, aby zarobić na wszystkie te rzeczy, bez których doskonale możemy się –my i nasze dzieci – obejść.


Leniwy rodzic to twórczy rodzic


Każdy przedmiot może być inspiracją do zabawy, w rękach dziecka znajdzie dziesiątki zastosowań. Lornetka z kubków po jogurcie, łódka z kartonu, gra planszowa z kapsli. Mam teorię, że najlepsze są zabawy i zabawki wykonane w ciągu maksimum 15 minut z tego, co akurat my i dzieci mamy pod ręką.


Leżymy w łóżku jak najdłużej


Co prawda nie stosujemy tej zasady, gdyż lubimy poranki, zwłaszcza te napełnione słońcem i śpiewem ptaków, ale przytaczam ją dla tych, którzy szukają wymówki do wylegiwania się. Myślę, że chodzi także o brak pośpiechu, atmosferę spokoju, harmonii, nonszalancji, z jaką można zaczynać dzień.


Bawimy się na polach i w lasach


Nie parki rozrywki, nie sale zabaw, lecz pola i lasy (wiem, że czasami do nich daleko). To najlepsze miejsca do twórczej i nieskrępowanej dziecięcej zabawy. Zarośla, kwiaty, drzewa dobre do wspinania. Bogactwo przyrody, którą można odkrywać i podziwiać razem z dziećmi.


Oboje pracujemy najmniej jak to możliwe, szczególnie gdy dzieci są małe


Często stoimy wobec wyboru pomiędzy własnymi ambicjami, potrzebą uznania, prestiżu, a własną rodziną i dziećmi. Niby wybór powinien być oczywisty. W rzeczywistości jest zazwyczaj odwrotnie. Rezygnacja z kariery to droga pod prąd społecznych oczekiwań i wzorców. Dzieci duża zniosą, ale pozostanie w nich emocjonalna dziura, którą wypełnią inni – koledzy i media. Nie czyńmy krzywdy dzieciom, robiąc karierę zawodową czy naukową. Podeprę się cytatem z przemówienia Barbary Bush zamieszczonym we wstępie Siedmiu nawyków szczęśliwej rodziny Stephena Coveya (warto przeczytać!) : "Pod koniec życia nigdy nie będziecie żałować, że nie zdaliście jeszcze jednego egzaminu, nie wygraliście jeszcze jednej sprawy czy nie podpisaliście jeszcze jednej umowy. Natomiast żal Wam będzie chwil nie spędzonych z mężem (żoną), dzieckiem, przyjacielem czy rodzicami."


Czas jest ważniejszy niż pieniądze


Być albo mieć. Zwykle mniej mieć, to więcej być. Czy nowy telewizor na pół ściany sprawi, że będziemy bliżej siebie, czy też okaże się złodziejem naszego rodzinnego czasu, rozmów o ważnych sprawach, wspólnych lektur. Podobno współcześni rodzice rozmawiają średnio z dziećmi 15 minut dziennie, z czego 12 minut to wydawanie poleceń.


Radosny bałagan jest lepszy niż smutny porządek


Wdrażając dziecko do codziennych obowiązków łatwo przysłowiowo wylać je z kąpielą. Porządek (i inne zasady) jest ważny, ale ważny jest też luz, miejsce na spontaniczną zabawę, twórczy nieład (choć to duże wyzwanie dla pedantów), które budują dobre relacje. Warto z góry ograniczyć liczbę przedmiotów, a także zabezpieczyć się w duże pudła, które pomogą opanować rozgardiasz. Wyprzedzajmy bieg wypadków. Zakładajmy dzieciom ubranie, które mogą ubrudzić, pozwólmy im na kuchenne lub łazienkowe eksperymenty, a może nawet wspólne ugotowanie jakiejś potrawy. Przez pierwsze dziesięć lat (: unikajmy kosztownego wystroju mieszkania, drogiej zastawy. Lepiej z góry założyć spore ubytki w wyposażeniu. Okazanie rodzicielskiego spokoju wobec stłuczonej szklanki lub rozbitego talerza, to dla dziecka balsam dla duszy i najlepsza lekcja na temat właściwego stosunku do rzeczy materialnych.


Bierzemy odpowiedzialność


Mam nadzieję, że kilka powyższych punktów manifestu „leniwych” (w dobrym znaczeniu tego słowa) rodziców pomoże innym zdobyć się na odwagę budowania prostej, oszczędnej, spokojnej i -przede wszystkim- autentycznej kultury rodzinnej.


Rodzicom polecam inne wpisy:

10 powodów, dla których wybieram dobrowolną prostotę:



1. Aby zmniejszyć balast otaczających mnie przedmiotów, rzeczy do zrobienia, spraw do załatwienia.

2. Aby odrzucić konsumpcyjny styl życia lansowany jako szczyt ludzkich (moich?) aspiracji.

3. Aby żyć dla innych celów niż osiągnięcie materialnej stabilizacji i dorobienie się.

4. Aby czerpać radość z relacji z bliskimi i obcowania z naturą.  

5. Aby mieć więcej czasu na to, co rzeczywiście ważne, dobre i piękne. 

6. Aby nie chodzić na kompromisy za cenę marzeń i osobistej wolności.

7. Aby pokazać, że do dobrego życia wystarczy mniej.

8. Aby zostawić po sobie planetę w lepszym stanie niż ją zastałem.

9. Aby odmówić udziału w wyścigu szczurów w świecie, w którym normalny oznacza noszenie kosztownych ubrań, które kupuje się dzięki ciężkiej pracy, przepychanie się przez korki kupionym na raty samochodem, by dojechać do pracy, którą musisz wykonywać, żeby płacić za ubrania, samochód i dom, który zostawiasz pusty na cały dzień, aby zarobić na jego utrzymanie.

10. Aby żyć pełnią życia, to jest w sposób, o którym Henry Thoreau napisał:

"Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie
przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem. Nie chciałbym prowadzić życia, które nim nie jest, wszak życie to taki skarb; nie chciałem też rezygnować z niczego, chyba że było to absolutnie konieczne. Pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego kwintesencję, żyć tak śmiało i po spartańsku, aby wykorzenić wszystko, co nie jest życiem, aby zbierać bogaty plon i dosięgać sedna, aby zapędzić życie w kozi róg i uprościć je do najskromniejszych potrzeb.”


Piękne życie bez pieniędzy

Czy bez pieniędzy można być bogatym? Swego czasu znalazłem w bibliotece niewielką książeczkę niemieckiego dziennikarza Alexandra von Schonburga Piękne życie bez pieniędzy, w której przekonuje czytelników, że tłuste lata przeminęły bezpowrotnie, a relatywne zubożenie w połączeniu z odpowiednią postawą może być korzystne. Autor wie, o czym mówi, bowiem opisuje okres, w którym znalazł się na bezrobociu. Czas ten potrafił jednak przekuć w cenne doświadczenie, które całkowicie zmieniło jego podejście do pieniędzy i rzeczy materialnych. Refleksje zawarte w tej pozycji, zwłaszcza w obliczu postępującego kryzysu, nie straciły na swojej aktualności. Poniżej kilka perełek (w tłumaczeniu Macieja Misiorny):

Pieniądze albo życie - Krok 4. Trzy pytania, które zmienią twoje nawyki finansowe.

A oto kolejny post na temat drogi do niezależności finansowej proponowanej przez autorów Your Money or Your Life. Krok 4 dotyczy analizy miesięcznych wydatków pod kątem uzyskanego dzięki nim poziomu zadowolenia, a także ich zgodności z naszymi najgłębszymi wartościami i celami. Przez autorów YMYL krok ten traktowany jest jako serce całego programu.

W poprzednim poście Pieniądze albo życie - Krok 3. Gdzie się podziały te wszystkie pieniądze?  była mowa o tabeli, dzięki której można ustalić, na co wydajemy pieniądze w skali miesiąca. Istotne, by zrozumieć, że zapisywanie wydatków nie jest tworzeniem budżetu, lecz jest aktem odkrywania samego siebie. Nie chodzi o przejście na finansowe odchudzanie w stylu "a teraz tniemy wydatki" (tego rodzaju diety nie działają), lecz o zmianę naszego stylu życia poprzez dostosowanie wydatków do naszych najgłębszych wartości.

Rozdział poświęcony krokowi 4 zaczyna się od próby przypomnienia sobie, o czym marzyliśmy będąc dziećmi. Kim chcieliśmy zostać, gdy dorośniemy? To ćwiczenie może  być bolesne. Może marzenia o podróżowaniu dookoła świata zamieniliśmy na dwutygodniowy urlop najeżony pułapkami na turystów. Aspiracje pisarskie skurczyły się do pisania sprawozdań. Co zawsze chciałeś zrobić, a czego jeszcze nie zrobiłeś? Zdaniem autorów YMYL wędrówka po marzeniach, przeszłych i obecnych, pomaga zrozumieć, co ma dla nas prawdziwie głęboką wartość, co czyni nasze życie wartym zachodu. W omawianym kroku chodzi o ustalenie, czy nasze wydatki pozostają w zgodzie z naszymi wartościami. W tym celu należy zadać sobie trzy pytania w odniesieniu do każdej z kategorii wydatków określonych w tabeli. 

Jak zmniejszyć bieżące wydatki:

1. Nie kupuj produktów spożywczych na stacji benzynowej, w kinie/teatrze i innych, podobnych miejscach, które windują ceny, wykorzystując nasze przymusowe położenie i brak konkurencji.
2. Lody kupuj w sklepie, a nie w cukierni (chyba, że to wyjątkowa okazja!).
3. Nie chodź na zakupy o pustym żołądku.
4. Rób listę zakupów i nie kupuj niczego, czego na niej nie ma.
5. Unikaj nowych hobby i nawyków, które zwykle wiążą się z zakupem sprzętu, odzieży, kart wstępu…

6. Wypróbuj urządzenie/sprzęt zanim coś kupisz – pożycz „na próbę” od znajomych.
7. Ustal określoną kwotę, którą możesz przeznaczyć na prezenty dla dziecka lub jego kolegów z okazji urodzin, imienin, itp. Niektóre miesiące obfitują w kilka takich imprez. Dlaczego nie zrobić z dzieckiem czegoś samemu?
8. Zastanów się, czy nie można uzyskać tej samej korzyści bez kupowania (np. pożyczając, chyba, że np. marzysz o wiertarce na własność).
9. Pomyśl, czy będziesz miał w ogóle czas, aby użyć/skorzystać z kupionej rzeczy. Ile czasu będzie używana, a ile będzie leżała na półce (dotyczy zwłaszcza książek, magazynów, odzieży).
10. Niektóre rzeczy mają skończony okres zadowolenia (ach te pamiątki z wakacji), zaś niektóre potrafią cieszyć cały czas (zwykle są to przedmioty użyteczne i funkcjonalne). Pomyśl, jak długo będziesz zadowolony z danego zakupu.

11. Korzystaj z biblioteki (które coraz częściej oferują nie tylko książki, ale audiobooki, filmy DVD, dostęp do Internetu).
12. Kupuj rzeczy używane (będę to powtarzał).
13. Przyrządzaj posiłki w domu, nie jedz na mieście. W tygodniu wystarczą obiady jednodaniowe.
14. Nie podjadaj (łatwo powiedzieć).
15. Przygotuj kanapki, sałatkę, które zjesz w pracy.

16.Organizuj obiady (mogą być czwartkowe) ze znajomymi. Zapraszajcie się rotacyjnie.
17. Zaproponuj wspólną podróż samochodem do pracy lub w inne miejsca na zasadzie wymiany lub dzielenia się kosztami (miejska odmiana tzw. carpoolingu).
18. Korzystaj z komunikacji miejskiej.
19. W najbliższej okolicy korzystaj z roweru. Nie jedź samochodem  - po drobiazgi, na pocztę, do urzędu.
20...................................... - zapraszam do burzy mózgów!


Polecam także inne podobne posty:

Świadome kupowanie - uwagi praktyczne

Oszczędności w domowym budżecie

Oszczędności w domowym budżecie - zużycie wody

Oszczędności w domowym budżecie - energia elektryczna

10 kroków do pozbycia się długów

Jak pisał Henry D. Thoreau "Ludzie żyją, umierają i grzebani są pod długami." Dług to współczesna forma niewolnictwa, na którą często godzimy się z własnej woli zbyt pochopnie, nie do końca zdając sobie sprawę z długofalowych konsekwencji zadłużenia dla naszego życia i rodziny. Dlatego spłata długów powinna stać się naszym priorytetem w drodze do niezależności finansowej. Mam nadzieję, że dobrowolna prostota życia w połączeniu z przestrzeganiem zasad finansowych, o których piszę w postach dotyczących książki Your Money or Your Life, przybliży chwilę, gdy posiadanie długów będzie tylko moim i Waszym wspomnieniem. 

Z zainteresowaniem śledzę inicjatywy, które stawiają sobie za cel walkę z długiem. Z angielskich stron można wymienić Man Versus Debt. W Polsce niewiele jest stałych inicjatyw uczących zdrowego podejścia do pieniędzy. Na uwagę zasługuje Edukacja Finansowa CROWN, prowadząca - w oparciu o wartości  chrześcijańskie - działalność edukacyjną mającą na celu pomoc w zarządzaniu finansami. Obejmuje ona edukację w zakresie wychodzenia z długów, kształtowania nawyków w planowaniu wydatków i podejściu do budżetu rodzinnego, jak również do oszczędzania i wydawania pieniędzy. 

Poniżej 10 kroków do pozbycia się długów według Howarda Daytona (założyciela Crown Ministries):

1. MÓDL SIĘ. Poproś Pana o wskazówki prowadzące do dnia bez długów (DBD). Gdy pozbywasz się długów, Pan błogosławi Twoją pełnię wiary.

2. SPORZĄDŹ PISEMNY BUDŻET. To pomaga planować i zidentyfikować obszary, gdzie można zredukować wydatki.

3. SPORZĄDŹ LISTĘ AKTYWÓW. Weź pod uwagę wszystkie przedmioty – meble, samochody, itp. – ustal czy powinieneś sprzedać któryś z nich.

4. SPORZĄDŹ LISTĘ ZOBOWIĄZAŃ. Większość ludzi nie wie, ile dokładnie jest winna. Lista zobowiązań pozwala na dokładne ustalenie Twojej obecnej sytuacji finansowej.

5. PRZYGOTUJ HARMONOGRAM SPŁAT DŁUGU wobec każdego kredytodawcy. Zdecyduj, który należy spłacić w pierwszej kolejności. 

6. ROZWAŻ PODJĘCIE DODATKOWEJ PRACY. Spłacaj długi z dodatkowych dochodów.

7. NIE ZACIĄGAJ NOWYCH ZOBOWIĄZAŃ. Płać za wszystko gotówką.

8. CIESZ SIĘ TYM, CO POSIADASZ. Ogranicz oglądanie telewizji oraz czytanie magazynów. Im więcej oglądasz telewizji i przeglądasz kolorowych gazet, tym więcej wydajesz.

9. ROZWAŻ RADYKALNĄ ZMIANĘ STYLU ŻYCIA. Tymczasowo ogranicz koszty utrzymania.

10. NIE PODDAWAJ SIĘ! Wyjście z długów to ciężka praca, ale wolność od zobowiązań jest warta tej walki.


Jak pisałem w poście Na tropach dobrowolnej prostoty, w Biblii znajduje się około 2350 wierszy odnoszących się do pieniędzy. Tych, którzy chcieliby zapoznać się z nimi bliżej, zachęcam do udziału w konferencji „Biblia o Finansach” prowadzonej przez Edukację Finansową CROWN. Najbliższe znajdziecie na ich stronie  tutaj.

Pieniądze albo życie - Krok 3. Gdzie się podziały te wszystkie pieniądze?

W tym poście opiszę kolejny krok do niezależności finansowej według książki Your Money or Your Life. Krok ten dotyczy obserwowania naszych bieżących nawyków i potrzeb, dzięki prostemu narzędziu w postaci miesięcznego zestawienia dochodów i wydatków.
Przypomnę, że w poście Pieniądze albo życie - Krok 2. Pieniądze nie są tym, za co je uważamy - i nigdy nie były (część pierwsza tutaj, część druga tutaj) ustaliliśmy, że pieniądze stanowią ekwiwalent naszej energii życiowej. Dzięki obliczeniu realnej stawki godzinowej określiliśmy, po jakim "kursie" wymieniamy godziny naszego życia na pieniądze. Zaczęliśmy także zapisywać codzienne wydatki w specjalnym zeszycie.

Na początku tego kroku autorzy podkreślają, że program YMYL nie dotyczy budżetowania, czyli planowania wydatków w następnym miesiącu. Jak twierdzą budżety - podobnie jak kuracje odchudzające - nie działają. Po okresie spinania się i walki ze sobą następują okresy rozprężenia, folgowania sobie, by przejść do etapu poczucia winy, kolejnego spinania się, itd. Program YMYL dotyczy zmiany nawyków finansowych poprzez uświadomienie sobie natury pieniędzy i przesunięcie paradygmatów. Zmiana swojego wewnętrznego nastawienia powoduje zmianę w sposobie wydawania pieniędzy. Bez tej wewnętrznej przemiany próby oszczędnego życia, podobnie jak dieta, nie przyniosą długofalowego rezultatu.

Pół żartem, pół serio. Vol.1

Żyjemy podobno w kulturze obrazkowej. Niech zatem tym razem przemówią obrazki....




Skarbonka Kindle

Coraz częściej w drodze do pracy widzę osoby posługujące się różnego rodzaju czytnikami e-booków, głównie Kindle. Posiadanie tego urządzenia dla wielu jest obiektem ekscytacji, mnie zaś zainteresowało jako kolejne źródło niemałych wydatków, a także strat czasu i energii.

Jestem zwolennikiem czytania książek, przy czym czytania oszczędnego - głównie książek wypożyczonych z biblioteki lub od znajomych. Moim zdaniem nie warto gromadzić zbyt dużego domowego księgozbioru. Zwykle niewiele jest książek, do których cyklicznie powracamy, a i tak w tej sytuacji można je wypożyczyć. Wyjątek dotyczy słowników czy też kompendiów na dany temat (nie wszystko można znaleźć w Internecie). Nadmiar książek oddaję do biblioteki - miło je potem spotkać na bibliotecznej półce.

Podobieństwo pomiędzy brakiem domowego księgozbioru i posiadaniem czytnika (co także oznacza nieobecność papierowych wydań) jest tylko pozorne. W rzeczywistości posiadanie czytnika wiąże się ze znacznymi i systematycznymi wydatkami.

Najpierw mamy wydatek związany z nabyciem samego urządzenia. Oczywiście nie warto kupować czegoś taniego (najprawdopodobniej niskiej jakości), wydamy zatem ok. 400-600 zł, choć są i "okazje" za 1500 zł. Potem następuje seria różnych pomniejszych wydatków: etui, folia ochronna, futerał, lampka z klipsem, modna nalepka. Rynek jest tutaj bardzo pomysłowy i powstają coraz to nowe propozycje wydania naszych pieniędzy. Wreszcie wydatki związane z samym czytaniem. Oczywiście jest szeroka pula e-boków oferowanych za darmo, zwykle będzie to jednak klasyka. Z pewnością można nadrabiać zaległości w szkolnych lekturach, ale przeważnie ma się ochotę przeczytać książkę, która nas w danym momencie interesuje (a nie jakąkolwiek, za to za darmo). A najczęściej, nie oszukujmy się, będzie interesować nas coś, co nie występuje w darmowej ofercie.

Zwolennicy czytników zwrócą uwagę na ich niewielki rozmiar i wagę. Tego nie sposób kwestionować. Ja tam jednak wolę klimat konwencjonalnej lektury, z tradycyjną książką, którą można potrzymać, przekartkować, poczuć (faktura papieru, zapach!), usłyszeć (szelest), czasem rzucić na stół lub do plecaka. Pomiędzy czytelnikiem a książką nawiązuje się emocjonalny związek, trudno się z nią czasem rozstać. Przy czytnikach nie ma miejsca na tego rodzaju sentymenty. Włączasz i wyłączasz. Czysto i sterylnie.

W poście  Krzywa zadowolenia (więcej tutaj) pisałem, że każda nowa rzecz pochłania coraz więcej pieniędzy i energii. Musimy nauczyć się ją obsługiwać, utrzymywać, przechowywać, naprawiać, kupować do niej dodatkowe akcesoria, aktualizować, płacić opłaty z nią związane, chronić ją i ubezpieczać. Posiadanie czytnika to nie tylko wydatki. To także czas związany z nauką obsługiwania go, wgrywania stosowanego oprogamowania i plików, dostosowania formatów, ładowania baterii, związanie z określonym usługodawcą (instalacja innego oprogramowania często powoduje utratę gwarancji). To także skupienie uwagi, aby czytnika nie utracić (z pomocą osób trzecich) lub nie uszkodzić. Aby się o tym przekonać wystarczy zrobić krótki test: upuścić na podłogę tradycyjną książkę, a potem swój nowy czytnik. Teraz wiecie już, co mam na myśli.

Ponownie zacytuję słowa H. D. Thoreau (nota bene wypożyczanego po wielokroć z biblioteki): „Czy zawsze mamy się zastanawiać, jak zdobyć więcej, zamiast cieszyć się niekiedy tym, co posiadamy, nawet jeśli posiadamy mniej?” Ktoś inny powiedział: "Uważaj czego pragniesz, bo możesz to osiągnąć". Warto przemyśleć zakup kolejnego gadżetu, który przyniesie tyleż świetnych rozwiązań, co nowych problemów.

Efekt Diderota, czyli uwaga na styl życia!


Denis Diderot. To pewnie ta szata...
Przedmioty, którymi się otaczamy, tworzą pewną spójną całość składającą się na określony "styl życia". Kupując nową rzecz warto pamiętać o tzw. efekcie Diderota. Otóż Denis Diderot (1713-1784) otrzymał kiedyś w prezencie jedwabną szatę, która -jak stwierdził- nie pasowała do tradycyjnego, pełnego zakurzonych książek, gabinetu. W porównaniu do nowego stroju jego stół, dywan, krzesła prezentowały się nędznie. Zaczął więc powoli, po kolei, zmieniać wystrój wnętrza, aż w ostateczności konieczna była wymiana tapet i półek na książki. Otoczony nowymi, lśniącymi meblami zaczął żałować, że pozbył się poprzedniego stroju. Czuł odrazę do nowego za to, że wymusił na nim tyle zmian.

Specjaliści od marketingu dążenie do spójności stylu życia nazywają właśnie efektem Diderota. Kupno nowego domu oznacza wydatki na nowe meble. Nowa kurtka wymaga nowych spodni. Kupienie nowej rzeczy wywołuje dysonans, który może pociągnąć lawinę nowych, nieplanowanych wydatków. 

Wyznawanie określonego stylu życia pociąga za sobą otaczanie się odpowiednim rodzajem przedmiotów. Współcześnie marketing i reklama próbują narzucić nam taki styl życia, który spowoduje zakup pożądanych produktów i marek, sprowadzić go do zwykłej konsumpcji. Nie ma znaczenia, jakim jestem człowiekiem, co myślimy, jakie są nasze wartości, lecz co posiadamy, gdzie mieszkamy, jakim samochodem jeździmy, gdzie spędzimy najbliższe wakacje. Często sami słyszymy wewnętrzny głos: „Nie jestem tak wartościowy jak ci, którzy mają lepsze rzeczy”. Opisywane mechanizmy ukazuje film "Niedościgli Jonesonowie", będący szokującym, ale jakże prawdziwym, komentarzem na temat społeczeństwa konsumpcyjnego (więcej o filmie tutaj).

Od czasu do czasu warto zadawać sobie pytania: Co definiuje mój sposób życia? Rzeczy, które posiadam? Strój, jaki noszę? Czy też moje relacje z innymi? Związki, które warto pielęgnować? Działania, które warto podejmować? Wybory, których warto dokonywać? 

Kupując nową rzecz do naszego mieszkania lub nowy element garderoby miejmy się na baczności. Próbujmy zdobyć się na odwagę stawienia oporu zewnętrznej i wewnętrznej presji. Stwórzmy piękny, prosty, zrównoważony styl życia, korzystając z tego, co posiadamy.

O problemie spójności stylu opowiada także wpis Pałeczki z kości słoniowej. Zapraszam!

Use it up, wear it out, make it do or do without

Powiedzenie to, powstałe ponoć w początkach XX wieku, pomagało ubogim imigrantom napływającym do  Stanów Zjednoczonych wiązać koniec z końcem. Powtarzano je w czasach Wielkiego Kryzysu i podczas II Wojny Światowej. Hasło to zostało przypomniane przez ruch dobrowolnej prostoty. Wydaje się ono dobrym środkiem w praktykowaniu oszczędnego trybu życia. Niełatwo je przetłumaczyć, więc niech przemówi w oryginalnym brzmieniu.

USE IT UP [zużyj to]


Jeśli już coś kupiłeś, zużyj to do końca. Nie pozwól, aby coś się zmarnowało. Dotyczy to zwłaszcza jedzenia, kosmetyków, chemii domowej. Ile przedmiotów (np. starych kosmetyków, zapasów jedzenia) zalega na naszych półkach, w szafkach i szufladach. Zaplanuj posiłki tak, aby najpierw wykorzystać produkty z bliskim terminem przydatności do spożycia. Raz w miesiącu staraj się przeżyć tydzień robiąc posiłki tylko z produktów, które znajdziesz w kuchni. (Wiem po sobie, że można w ten sposób sporo zaoszczędzić na wydatkach na jedzenie). Gdy kupisz świeży chleb, warto najpierw skończyć poprzedni bochenek. (Nie oszukujmy się, że zrobimy to potem). Wykorzystajmy do końca pojemnik z musztardą lub ketchupem, odwracając go do góry dnem, ewentualnie przekrajając plastikową butelkę. Podobnie z pastą do zębów. Po przecięciu tubki okazuje się, że w środku jest jeszcze sporo do wykorzystania. Do pozornie pustych butelek od szamponu i żelu pod prysznic można dodać trochę wody, żeby do końca zużyć ich resztki.

WEAR IT OUT [wykorzystaj to do końca]


Używanie rzeczy do końca ich sprawności nie jest niestety dobrze widziane. Nie wyrzucaj urządzeń w dobrym stanie, sprawnych, nadających się do użytku, tylko dlatego, że pojawiły się na nich jakieś ryski, wyszły z mody lub pojawił się na rynku nowy model. Wykorzystaj ponownie folię aluminiową, woreczki foliowe, słoiki, papierowe torby i inne rzeczy. Jeśli kupujemy daną rzecz z intencją używania jej do samego końca, zwykle bardziej przemyślimy zakup, a także będziemy bardziej o nią dbali. Nasze środowisko pełne jest rzeczy kupionych bez zastanowienia, o które nie dbano i wyrzuconych bezmyślnie.
Utrzymuj samochód w dobrym stanie. Dbaj o swoją garderobę. Wykonuj samodzielnie drobne naprawy odzieży. Foliowe torby na zakupy wykorzystuj jako worki na śmieci. Papierowe torebki po chlebie lub innych produktach mogą posłużyć do zawinięcia kanapek. Bądź pomysłowy, znajdując dla przedmiotów nowe zastosowanie.

MAKE IT DO [zaakceptuj to/poradź sobie z tym, co masz]


Zadowalaj się tym, co akurat posiadasz. Nawet jeżeli nie jesteś do końca z tego zadowolony. Może stary dywan, szafa mogą ci jeszcze posłużyć. Spróbuj znaleźć rozwiązanie problemów za pomocą tego, czym dysponujesz. Naucz się przygotowywać potrawy z tego, co masz w lodówce. Nie biegnij do sklepu i nie kupuj, jeżeli masz w zasięgu ręki inne rozwiązania. Pożycz mikser albo wiertarkę od sąsiada, nie musisz mieć ich na własność. Nie musisz kupować książki, która cię interesuje, spróbuj wypożyczyć ją z biblioteki albo od znajomego.

DO WITHOUT [obejdź się bez tego]


Mniej znaczy lepiej. Nieraz korci, żeby wyjść i kupić każdy najmniejszy drobiazg, który akurat potrzebujemy, ale nie powinniśmy tego robić. Nasze mieszkania, samochody, biura są przepełnione i zagracone. Nie chodź do sklepu, gdy tylko coś się skończy. Może potrafisz przeżyć bez danej rzeczy przez jakiś czas. Naprawdę można żyć bez natychmiastowego zaspokojenia każdej pojawiającej się potrzeby. Nie musimy mieć wszystkiego przez cały czas i to w nadmiarze. Spróbuj kupować warzywa i owoce sezonowo, wtedy, gdy jest pora ich zbiorów. Nie oglądaj reklam, które wzbudzają w nas pragnienie posiadania nowych rzeczy. Czasami patrzymy na innych myśląc, że musimy ubrać, zjeść, posiadać to samo. Zatrzymajmy się wtedy i pomyślmy, że to, co mamy, jest wystarczająco dobre.


Sztuka prostoty - między skrajnościami

źródło
Jedyną książką poświęconą dobrowolnej prostocie, jaką swego czasu udało mi się znaleźć w księgarniach, była Sztuka prostoty Dominique Loreau, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarna Owca (w tłumaczeniu Joanny Sobotnik). Nie tak dawno pojawiło się drugie wydanie tej książki, a także kolejne pozycje tej autorki: Sztuka umiaru i Sztuka planowania. Dwóch ostatnich książek nie czytałem, aczkolwiek słyszałem, że nie są już tak "porywające". (Chętnie usłyszę Wasze opinie).

Inspirację do napisania Sztuki prostoty Dominique czerpała z tradycji i kultury Japonii, w której mieszka od ponad 26 lat. Dla niektórych czytelników fragmenty nawiązujące do zen czy feng shui mogą być mało strawne. Książka raczej adresowana do kobiet, zwłaszcza dwie ostatnie jej części Ciało i Umysł. Może dlatego najbardziej podobała mi się pierwsza część Materializm i minimalizm, którą -z pewnym zastrzeżeniem, o którym poniżej- mogę polecić zainteresowanym dobrowolną prostotą i minimalizmem.

Poniżej kilka cytatów, aby zachęcić do lektury:

Prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Przynosi rozwiązanie wielu problemów.

W społeczeństwach zachodnich nie potrafimy już żyć skromnie. Mamy zbyt dużo dóbr materialnych, zbyt wielki wybór, nadmiar pragnień i pokarmu. Wszystko marnujemy, niszczymy. Dopiero kiedy usuniesz wszystko, co niepotrzebne, dostrzeżesz nowe perspektywy, a podstawowe czynności, takie jak ubieranie się, jedzenie, spanie, zyskają inny, głębszy, sens. 

Ludzie konsumują, nabywają, gromadzą, kolekcjonują - innych ludzi, kontakty, dyplomy, tytuły,odznaczenia. Uginają się pod ciężarem swoich dóbr i zapominają, że pożądanie zmienia ich w istoty podporządkowane coraz liczniejszym pragnieniom. 

Nasza kultura z trudnością toleruje tych, którzy wybierają skromne życie, ponieważ stanowią oni zagrożenie dla gospodarki i społeczeństwa konsumpcyjnego. 

Zbyt dużo rzeczy nas osacza i zniewala, odwraca naszą uwagę od spraw zasadniczych. Także nasz umysł staje się zaśmiecony jak strych pełen staroci, nagromadzonych przez lata. To przeszkadza nam się poruszać i dążyć przed siebie. Tymczasem żyć znaczy iść do przodu. Akceptowanie mnogości powoduje niepewność, troski, zmęczenie. 

Pozostawić po sobie jedynie dom, samochód, pieniądze i kilka pięknych wspomnień. Żadnych srebrnych łyżeczek, misternych koronek, problemów spadkowych, osobistych dzienników. 

Krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego jest jak najbardziej trafna. Nasuwa mi się wszak jedno spostrzeżenie. Dominique wyznaje minimalizm wysublimowany i luksusowy. Głosi pozbycie się dużej liczby przedmiotów, z drugiej strony te, którymi się otacza, pochodzą z górnej półki, są najwyższej jakości, a tym samym drogie.

Podejście autorki do minimalizmu zobrazujmy dwoma fragmentami:

Nie wahaj się pozbyć przedmiotów, które są jako takie, i zastąpić ich rzeczami doskonałymi, nawet jeśli pociągnie to za sobą wydatki, które wielu uzna za marnotrawstwo. Minimalizm drogo kosztuje, ale właśnie płacąc tak dużo, zadowolisz się tym, co rzeczywiście niezbędne. W społeczeństwie konsumpcyjnym ludzie nie zwracają uwagi na jakość, więc jej nie pragną. Poza tym za jakość trzeba płacić, ponieważ może być wytwarzana tylko w małych ilościach - na tym polega luksus. 

Prawdziwy luksus to ten, w którym odnajdujemy się jakby naturalnie, prawie bez zauważania go - wygodne skórzane fotele, kaszmirowy pled, kryształowe szklanki na wodę, obrus z białego lnu, proste talerze z białej porcelany, które utrzymują ciepło, grube serwetki z egipskiej bawełny...

Szczerze powiem, że nie tego spodziewam się po dobrowolnej prostocie. W minimalizmie Loreau boję się pedantyzmu, przestrzeni wyidealizowanej, mało praktycznej (już widzę jak drżę o te kryształowe szklanki). Bardziej odpowiada mi minimalizm umiarkowany, oswojony, który nazywam skromnością, oszczędnością, krótko - dobrowolną prostotą: mała liczba przedmiotów, bez luksusów, połysku i ostentacji, sprzęty i meble z duszą, najlepiej używane przez lata, kupione na wyprzedaży, a nawet znalezione na śmietniku, kubek do herbaty z doklejonym uchem, półmisek z odpryskiem, spodnie noszone do znoszenia, ubrania z second hand. Rzeczy niezbędne, użyteczne, wykorzystane aż po ich kres. Oczywiście nie chodzi o dziadostwo, plastik i chińszczyznę. Zgadzam się, że kupowanie rzeczy poniżej pewnego pułapu jakości jest krótkowzroczne i generuje nowe wydatki (na naprawy lub ponowne zakupy).

Nie jestem też zwolennikiem minimalizmu skrajnego - życia z plecakiem i 7 sztukami odzieży, z deską do prasowania jako stolikiem komputerowym, spaniem w śpiworze bez łóżka, ze stołem i rozkładanymi krzesłami jako jedynym wyposażeniem. Ma to może swój uwodzicielski urok, ale raczej na krótką metę.

Jeśli czytaliście Sztukę prostoty, ciekawy jestem Waszych opinii. Jaki rodzaj minimalizmu jest Wam bliski? Skrajny, umiarkowany czy luksusowy?

W konsumpcyjnym matriksie

Współczesny świat próbuje wmówić nam, że za wszystko trzeba płacić: z góry, z dołu, pre-paid, gotówką (rzadko) lub na kredyt (najczęściej), wcześniej lub później.

Żyjemy w konsumpcyjnym matriksie. Kiedyś zegarek na rękę służył do odmierzania czasu. Lubię czasem oglądać zegarki na wystawie jubilera, za cenę niektórych mógłbym utrzymać rodzinę przez miesiąc (albo i dłużej). Co więcej, od kilku lat nie noszę zegarka, udało mi się nie dostać go na ostatnią gwiazdkę od rodziców. Mam dzięki temu więcej czasu. Zresztą zegarki są dzisiaj wszędobylskie, tak jakbyśmy nie mogli żyć bez ciągłego przeliczania minut. Spróbujcie kiedyś przeżyć jeden dzień bez patrzenia na zegarek.

Jak pamiętacie z filmu Matrix, mamy wybór - między niebieską lub czerwoną pigułką: ,,Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora."  - powiedział Morfeusz do Neo.

Możemy dokonać wyboru i odmówić udziału w targowisku próżności. To niestety czasami kosztuje. Dla niektórych przestaniemy być cool, stracimy autorytet, potraktują nas obcesowo (spróbujcie iść do banku bez garnituru i aktówki, tylko w dżinsach i koszulce). Ale życie w wolności jest nie do przecenienia. Poza tym po drugiej strony barykady jest nas coraz więcej (o czym świadczy to, że czytacie ten wpis :).

Zacznijmy od małych rzeczy, za które nie musimy płacić. Drobne przyjemności, które tylko czekają wokół nas, aby przynieść nam wytchnienie. Każdy może zrobić sobie listę takich darmowych rzeczy. A może podzielicie się nią ze mną i innymi?

Oto moja lista ad hoc:
1. Poranna kawa (z żoną).
2. Dobra książka (z biblioteki).
3. Jazda na rowerze (szybka).
4. Muzyka (w ruchu).
5. Chodzenie po trawie (na boso). 
6. Leżenie na trawie w cieniu drzewa (dzieci biegają naokoło). 
7. Taniec z ... (patrz pkt1).
8. Budowanie z klocków (z synkiem). 

I tak można by mnożyć. Spróbujcie, to wcale nie jest trudne!